Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z listopada 2018

avalonpulse0.png


Listopad to przede wszystkim start nowej odsłony Uncanny X-Men, i to widać w ilości naszych opinii. Aż trzy zeszyty z tej serii miały swoją premierę w przedostatnim miesiącu roku, czy spodobały się naszym forumowiczom? Premierę miały też dwa numery miniserii Marvel Knight 20th, czy odpowiednio uczciły rocznicę powstania tytułowego imprintu? Który zeszyt okazał się być najlepszym?



Cosmic Ghost Rider (2018) #5 (of 5)

Cosmic Ghost Rider #5 

Dengar: Donny Cates na chwilę żegna się (mam nadzieję ) z Kosmicznym Duchem Zemsty, czyli Frankiem Castlem z innego uniwersum. No i mamy tu też dwóch Thanosów: jednego, którego nasz główny bohater chciał „uczłowieczyć” oraz drugiego pochodzącego z przyszłości, a więc PunishThanosa. Widząc, do czego doprowadził, Frank może dołączyć do „syna” albo stanąć przeciw niemu. Nie byłby sobą, gdyby wybrał prostszą drogą, a więc jesteśmy świadkami niezłego, ale krótkiego pojedynku. Tak czy siak, CGR chce naprawić swój błąd i „odkłada” baby Thanosa na swoje miejsce. Te pięć zeszytów było dobrym i ciekawym wstępem do pojawienia się takiego Ducha Zemsty na łamach Strażników Galaktyki. Mam nadzieję, że jego perypetie z baby Thanosem odbiją się echem w wyżej wspomnianej serii i będzie z tego coś dobrego. I mam nadzieję, że pisząc tę serię Donny Cates postara się tak bardzo jak tutaj! Wizualnie ładnie, fabularnie nie urywa czterech liter. Niemniej jednak pięć zeszytów wystarczyło, abym polubił tę postać! Jestem na tak! 


Peter Parker – The Spectacular Spider-Man #312 

Dengar: Jak wcześniej niezbyt kumałem, o co chodzi w tej serii, te wszystkie podróże w czasie i tak dalej, no nie przemawiało to za bardzo do mnie. Teraz jednak nagle wróciliśmy na właściwe tory, czyli jakimś połączeniu z innym pajęczym tytułem. A dokładniej ze Spider-geddonem, bo w ASM na razie ani widu ani słychu o Dziedziczących. Przez to się zastanawiam, czy Pająk z tej serii to ten sam, co w runie Spencera. No właśnie, czy Spencer coś zrobi w związku z powrotem Morluna i reszty? Peter Parker po raz trzeci dostaje po rzyci od Morluna, lecz tym razem może liczyć na drobną pomoc. A pomaga mu nie tylko Jameson ale i Miles Morales. Jest dynamicznie, jest dobrze. Podoba mi się sposób pisania J.J.J.’a, to jak się przejmuje i chyba martwi losami Spider-Mana. A Peter jak to on, zaciska zęby i szuka sposoby, aby podejść swojego prześladowcę. Team-up obu Pająków wypadł bardzo ładnie, szkoda tylko, że Parker odesłał Milesa do pozostałych Spider-Manów. No i zaskakująca ostatnia strona! Ładnie to wyszło, bardzo ładnie. 

Sobb: Seria Peter Parker: The Spectacular Spider-Man kończy swój żywot stanowiąc tie-in do dużego eventu Spidergeddon. Na kartach głównej historii nie znajdziemy Petera Parkera ze świata 616. Występuje tylko w ramach The Spectacular Spider-Man. Wszystko opiera się na walce Spider-Mana z Morlunem, która zaczęła się w poprzednim numerze. Kiedy Morlun miał rozprawić się z Parkerem (co kończyło poprzedni zeszyt), niespodziewanie pojawia się Miles Morales, który ratuje sytuację. Oboje przystępują do walki z Morlunem (chociaż Peter wyraźnie chce pokonać go sprytem, nie swoją siłą). Komiks jest bardzo prosty- nie mamy tutaj wielu wątków. Prosta naparzanka. Przyznam, że całkiem przyjemnie się to czyta, jednak jeżeli chcecie wydać pieniądze na tylko jeden story arc przygód Spider-Mana, są lepsze komiksy (np. takie które nie mają uproszczonej fabuły). Ja od początku nie wymagałem od tego zbyt wiele, więc moje oczekiwania zostały zaspokojone.


Spider-Force #1 

Dengar: Tie-in do Spider-Geddonu. I wszystko wskazuje na to, że pierwsze skrzypce w tych trzech zeszytach grać będzie mój ulubieniec, czyli Kaine. Podczas pierwszego wielkiego pajęczego eventu, był on członkiem drużyny Scarlet Spiders, czyli poniekąd mamy tu powtórkę z rozrywki. Tym razem jednak towarzyszą mu inne osobistości, czyli Ashley Barton (Spider-Woman ze świata Staruszka Logana), Spider-Kid oraz znana z Ziemi 616 Spider-Woman, czyli Jessica Drew. Kaine zbiera zespół, aby przeprowadzić na pozór samobójczą misję, czyli zabicie Verny. Trochę nie podoba mi się, że scenarzysta przedstawił tu Scarlet Spidera jako trochę dupka, który igra życiem swoich towarzyszy. Jednak jestem przekonany, że wyjdzie z tego coś dobrego. Pierwszy zeszyt mnie przekonał i zachęciło przeczytania dwóch kolejnych. Ale kim kurde jest Astro-Spider? 


Venom #8 

Dengar: Na początek powiem, że okładka mnie wprowadziła w błąd i to bardzo. Spodziewałem się nawiązania do arcu „Circle of Four” ale niestety pudło! Jednak wierzę w Donny’ego Catesa i liczę na to, że wymyślił coś, co nas zaskoczy. No a w tym zeszycie, jak dla mnie, zaskakujący jest smutek Brocka związany ze śmiercią Flasha Thompsona. Wszystko wskazuje na to, że Eddie jest pisany bardziej po ludzku, że zaczyna być bardziej ludzki i bliżej mu do bohatera niż antybohatera. Ciekawe jest to, że nagle Brock czuje, że symbiont wolał być z Thompsonem niż z nim. Cates buduje nowy profil psychologiczny Eddiego, robi z niego człowieka nie obojętnego na otaczający go świat. Jestem również zaintrygowany rolą Makera, do tej pory chyba siedział w cieniu. Co ten wygnany ze świata Ultimate szalony naukowiec planuje? Donny Cates z każdym kolejnym pisanym przez siebie zeszytem intryguje mnie coraz bardziej. Przez chwilę wydawało mi się, że Brock wejdzie w buty Thompsona i zostanie Agentem Venomem. Na swój sposób byłoby to całkiem ciekawe. Zastanawiam się, skąd Maker wie o wszystkim co się dzieje: o śmierci Thanosa czy Spider-Geddonie? No i końcówka bardzo, bardzo ciekawa, intrygująca i w ogóle! Jestem ciekawy jak Cates to wyjaśni, bo ostatnio jak widzieliśmy tę postać w Venomized latał gdzieś w przestrzeni kosmicznej… Czekam na kolejny zeszyt!


Marvel Knights: 20th #1

Misiael:
Przyznam, że jestem zaintrygowany. Nie, żeby koncepcja, jaką startowo wykorzystuje ta seria nie była jakoś wyjątkowo oklepana, ale sposób, w jaki scenarzysta ją do tej pory rozgrywa jest na tyle kompetentny, by utrzymywała zainteresowanie. Co prawda ostatnia strona sugeruje rozwiązanie zagadki, ale zarazem pierwszy numer pozostawia jeszcze przestrzeń na interesujące odpowiedzi na pozostałe pytania (głównie... czemu?). Jest dobrze. 


Runaways vol. 4 #15

Misiael:
Rowell nadal sprząta bałagan po poprzednich scenarzystach bawiących się Uciekinierami i rozwija wewnętrzną mitologię postaci Nico. Tymczasem wątek główny stoi w miejscu i ani drgnie. Od (prawie) dwóch zeszytów. Rowell nie ma pomysłu na tę serię - ma ich wiele, ale żaden nie jest specjalnie interesujący ani oryginalny sam w sobie. Absolutnie mi to nie przeszkadza, ponieważ to zostawia przestrzeń dla relacji między postaciami, które scenarzysta rozumie i potrafi je pisać, więc jest dobrze. Plus, wrócił Anka. Jupi.


Iceman vol. 3 #3 

Krzycer: Pierwsze dwa numery zdecydowanie górowały nad poprzednim runem Grace'a. Ten wygląda jak wyrwany wprost z niego. Randomowa randka z randomowym chłopakiem, randomowy team-up z randomowymi postaciami (tak, wiem, Amazing Friends - ale serio, nie wiem, do jakich odbiorców skierowane są nawiązania do kreskówki sprzed niemal 40 lat) i morał wygłaszany do kamery. 

Natomiast wygląda na to, że od poprzedniego runu Grace nauczył się rozwijać dłuższe wątki w tle, bo ostatecznie całość wpisuje się w działania Sinistera. A przy okazji Bobby nie jest idiotą i od razu domyśla się, że to o niego chodzi. Co jest miłe, bo są twórcy, którzy zmarnowaliby jeszcze numer albo dwa, zanim pozwoliliby mu się tego domyśleć. 



Shatterstar #2 

Krzycer: To jest lepsze niż się spodziewałem. Bałem się, że po przedstawieniu i zaoraniu fajnego pomysłu w pierwszym zeszycie reszta będzie nudną sieczką, a tymczasem... jest tu sieczka, ale są i emocje, jest eksplorowanie życia wewnętrznego postaci (kto by pomyślał?), a przedstawianie tego wszystkiego jako narracji snutej przez Grandmastera ku uciesze mas fajnie ogrywa całą tę strasznie melodramatyczną opowieść. 


Typhoid Fever: X-Men 

Krzycer: Nie przeczytałem poprzedniego one-shota, w związku z czym nie mam pojęcia o co właściwie chodzi. To znaczy mam, bo fabuła jest cieniutka i prosta, tylko rezultat jest bardziej chaotyczny. 
Nie wiem na przykład czy w poprzednim one-shocie X-Men zostali jakoś wprowadzeni, czy może po prostu zjawiają się tu ot, tak, z przypadku. 
W każdym razie - nawalanka, telepatyczne zmyłki i eksplorowanie / retuszowanie traumatycznych wspomnień. Ten drugi i trzeci aspekt ma nawet trochę uroku, choć nie ma tu nic oryginalnego pod tym względem. Natomiast fizyczna nawalanka jest strasznie nudną sieczką. 


Weapon X #25 

Krzycer: ...czuję się jak idiota, bo chyba nie zauważyłem, kiedy Fred van Lente dołączył do Grega Paka przy tym tytule. Ale to sporo wyjaśnia. Wciąż uważam, że wątek Strykera został zrąbany - religijny fanatyk tłumaczący swoją nienawiść głęboką wiarą, który nagle zaprzedaje duszę diabłu to motyw, ktory zasługiwał na porządne przedstawienie, a nie wciśnięcie w dymek narracji między jedną sceną akcji i drugą. 

Ale ta mieszanina humoru i akcji fajnie im wychodzi. Nawet Azazel im wychodzi. Co prawda to już kolejny raz po Aaronie, kiedy ktoś bierze tę postać i kompletnie ją przepisuje, praktycznie ignorując to, co było wcześniej - ale w sumie jeśli miałbym wybierać między Azazelami Austena, Aarona oraz Paka i van Lente to ten trzeci chyba najbardziej mi się na razie podoba. 


X-23 vol. 4 #6 

Krzycer: Randomowy przerywnik z Gabby na pierwszym planie. Trochę głupawy ale w sumie urokliwy. Poza zmianą tytułu ta seria coraz bardziej przypomina bezpośrednią kontynuację All-New Wolverine Taylora. 
Tylko... teraz już nawet streszczenie na karcie tytułowej postanawia namieszać. Bo oto w komiksie "X-23 #6" mamy streszczenie informujące, że Laura została sklonowana z Wolverine'a i ochrzczona X-23, ale potem uciekła, znalazła Gabby i teraz razem walczą jako All-New Wolverine i Honey Badger. 
I ja teraz już kompletnie nie rozumiem jaką właściwie ksywą posługuje się Laura. 


X-Men Red #10 

Krzycer: Cała ta historia ma ciekawą konstrukcję. Większość superbohaterskich narracji ma wstęp, eskalację, może jakieś drobne zwycięstwo bohatera na koniec pierwszego aktu, a potem nic tylko eskalację, eskalację i eskalację aż do wielkiego finału, gdzie superzłoczyńca w pełni swoich mocy zostaje nadludzkim wysiłkiem pokonany przez bohatera. 

Tymczasem tutaj mam wrażenie, że może nie od połowy (zakładając, że ta historia będzie miała 12 zeszytów), ale już co najmniej od 2-3 zeszytów Cassandra ciągle przegrywa i jest w defensywie. Zastanawiam się, jak w takim ujęciu wypadną stawki w ścisłym finale i czy Taylor zdoła wprowadzić tam jakieś napięcie. 

Tymczasem - mamy kolejny element walki z fakenewsami, tym razem w formie Cassandry uciekającej się do deepfake'ów. Co nie wybrzmiewa równie mocno jak niektóre poprzednie motywy (głównie dlatego, że deepfakes pozostają na razie czymś raczej teoretycznym? W sensie, nie kojarzę jakiejś głośnej afery rozpętanej przez wykorzystanie DF), ale też Taylor nie poświęca temu bardzo wiele miejsca, a przynajmniej dostajemy na otwarcie kadr z Jean mówiącą "%$@^ się, ludzie", co ma swój urok. 

Finał z kolei pokazuje nam, że jeden Magneto może wyglądać dobrze w swoim hełmie, ale to nie jest desing, który należy powielać. Ewentualnie - jeśli już, to trzeba dobrać paletę kolorystyczną hełmów do indywidualnych kostiumów. 

Zresztą cały ten wątek opiera się na pomyśle, że hełm Erika blokuje telepatię, który wziął się z filmów (I z komiksów Ultimate, ale tam był chyba dlatego, że Millar oglądał film, a nie czytał komiksów) i w 616 nie ma chyba żadnej podstawy. W sumie to dziwne, że tak długo to trwało, zanim ten element przesiąkł do komiksów. Chyba dopiero Bunn pisząc Magneto wprowadził ten element? 


Immortal Hulk #8 

Krzycer: Ten zeszyt sprawił, że pomyślałem o Hellblazerze. A konkretnie o Hellblazerze Azzarello, który pisał Constantine'a jako niemalże mitycznego trickstera, zawsze o krok przed antagonistami, zawsze kontrolującego sytuację. Ewing pisze Devil Hulka podobnie i strasznie mi się to podoba. Mam wrażenie, że w słabszym runie to byłby ten jeden pamiętny numer ("hej, a pamiętacie ten, w którym Hulk przez cały zeszyt jest rozparcelowany na kawałki i pływa w słoikach?"), ale kurczę, tu na razie prawie każdy numer taki jest. 
Czy Marvel wydaje teraz lepszą serię? Serio pytam, nie czytam wszystkiego, więc może przegapiam coś rewelacyjnego, nie wiem, w "Black Pantherze", "Daredevilu" lub "Moon Knighcie"... Ale z rzeczy, które obecnie czytam - nawet jeśli bardzo lubię "Thora", "West Coast Avengers", "Runaways" czy niektóre mutancie serie - nic nie może konkurować z tym tytułem.


Uncanny X-Men #1

Misiael: Sięgnąłem po pierwszy numer nowej serii Uncanny, by zobaczyć, czy jest to jakiś sensowny punkt wejścia dla kogoś, kto trzymał się z dala od tego zakątka uniwersum od czasów... hohoho, chyba jeszcze Trylogii Mesjaszy... i szczepionka na mutanty? Poważnie ten temat powraca po raz kolejny? Nie wspominając już o tym, że - na tyle, na ile chwytam biologię - jeśli rozpatrywać mutanctwo jako chorobę, to jest to choroba genetyczna. Szczepionki mają za zadanie stymulację układu odpornościowego, co w żadnym wypadku nie pomoże na schorzenia będące rezultatem uwarunkowań genetycznych, bo to nie wirus, który można złapać wskutek oddziaływania czynników zewnętrznych... chyba, że po drodze był jakiś retcon, o którym nie wiem? 
Wiem, wiem, czepialstwo, po tylu latach nieprawidłowe używanie terminu "szczepionka" jest już właściwie jedną z kwalifikacji zawodowych scenarzystów sci-fi. Inna sprawa, że komiks nie oferuje za wiele scenopisarsko (przynajmniej dla niezorientowanego w temacie fana), a to co oferuje jest sztampowe. Finał zeszytu rzuca potencjalnie interesującego baita, ale dla mnie to trochę za mało. Prawdopodobnie odpuszczę sobie po tym zeszycie.


Domino #8 

Krzycer: Um. To było... szybkie. Myślałem, że wprowadzenie Morbiusa na koniec poprzedniego numeru zapowiada jakiś dłuższy arc, a tu - jeden numerek i po sprawie. I niestety to skompresowanie historii jej nie pomaga, bo fascynacja Domino Morbiusem i jej zmieniające się nastawienie do niego jest zbyt krótkie i zbyt szybkie, żeby działać. A zaraz potem dostajemy finał z podwodnym wampirem na plaży nudystów i... koniec, zapominamy o całej sprawie. 
Gdyby to była jednorazowa przygoda z Morbiusem z jakimiś małymi stawkami to mogłoby jeszcze działać, ale tu na dodatek mamy upchnięte ratowanie całego świata. I to nie działa. 


Exiles #10 

Krzycer: Ech. Te rysunki marnują się na ten scenariusz. Są naprawdę świetne, ale Ahmed nie potrafi napisać skryptu, który wykorzystywałby ich siłę. Są tu fantastyczne kompozycje kadrów, są strony, które mogłyby opowiadać tę historię praktycznie bez słów - i one wszystkie są zalane tonami słów. I ja wiem już, że po prostu Ahmed ma taki styl... ale on mi wciąż tak bardzo nie pasuje. 


Astonishing X-Men vol. 4 #17 

Krzycer: Ponieważ nie śledzę uważnie zapowiedzi, chyba nie wiedziałem, że to ostatni numer serii. I tak strasznie widać, że to nie miał być ostatni numer serii, że kiedy Rosenberg przejmował ten tytuł, nikt jeszcze nie planował Uncanny X-Men. I tak Rosenberg dostał arc, w którym jednocześnie musiał upchnąć zebranie zupełnie nowej drużyny, nie związanej z bohaterami pierwszych 12 zeszytów, jak i konkluzję, epilog i tak dalej dla całej tej drużyny. 
To by działało zdecydowanie lepiej jako miniseria i znowu, gdyby redaktorzy z góry wiedzieli, jak x-linia będzie się kształtować pod koniec roku, to pewnie byłaby miniseria. 
Tymczasem dostajemy tu naparzankę z Reaver-Sentinelami (co owocuje m.in. kadrem ze swobodnie gadającymi między sobą Sentinelami, co jest zabawnym widokiem), bardzo ładny finisz z Bansheem, Dazzler i wielką rozpierduchą, a także dużo pracy z postaciami. Beast odnajduje w sobie zapał do bycia X-Manem, co tłumaczy jego obecność w Uncanny X-Men (co miałoby większe znaczenie, gdyby po Inhumans vs X-Men Beast faktycznie przestał pojawiać się w komiksach o X-Men... ale choć w tym czasie nie był pierwszoplanowym członkiem żadnego zespołu, to przecież przewijał się jako naukowiec-rezydent). Banshee zostaje naprawiony, o tyle o ile, i jeśli ktoś będzie chciał z niego w przyszłości skorzystać - droga wolna. Havok dostaje swoje bohaterskie poświęcenie i co prawda trafia do paki (o ile ktokolwiek będzie o tym pamiętał), ale przynajmniej jako w miarę odkupiony bohater. 
Właściwie jedyny moment, który dla mnie nie działa, to ostatni kadr z Warpathem ślubującym dozgonną wierność Havokowi, bo umówmy się - jako przywódca się kompletnie nie sprawdził. 
Ogólnie - żałuję, że ta seria się kończy, bo Rosenberg się dobrze zapowiadał. 



Mr. and Mrs. X #5 

Krzycer: Ok, ten koniec kosmicznych przygód jest... dziwny. Nie spodziewałem się go tak szybko. Nie spodziewałem się też tego, że Xandra wyparuje z tego tytułu. Przynajmniej na razie. Mam nadzieję, że wróci, bo to potencjalnie ciekawa postać i nie chciałbym, żeby przepadła w limbo. 
Ale poza tym wszystko tu dla mnie działa - relacje między postaciami, emocje, scena wymiany obrączek i przywitanie z kotami. 
I tylko taki drobny szkopuł - kadr z Xandrą pochylającą się nad Gambitem i Rogue jest śmieszny, dobiegająca zza kadru uwaga Cerise jest nawiązaniem do Excaliburu... tylko to powinno być "lip massage", nie "tongue massage". 


Uncanny X-Men vol. 5 #2 

Krzycer: Okay, kolejne puzzle w układance. Zakładam, że Legion - świadomie lub nie - kontroluje Madroxa, czy wręcz w jakiś sposób wcielił się w niego, bo to tłumaczyłoby jego dziwne zachowanie i - zwłaszcza - to, że każdy duplikat ma nowe, unikatowe i zupełnie niemadroksowe moce. 

Tymczasem frustracja Armor wciąż narasta, co pewnie w końcu popchnie ją - albo i całą grupę - do jakiegoś głupiego działania. Na przykład przystania na plan Legiona, jaki by on nie był. I spoko - szczerze mówiąc, po poprzednim numerze bałem się, że chcą zrobić z młodych złoczyńców, a tego bym nie chciał. W każdym razie wciąż cieszę się, że w ramach nowego wielkiego otwarcia u X-Men postanowiono wykorzystać te postaci. 

A jednocześnie... czemu akurat te? Jasne, młodych niewykorzystywanych mutantów jest tylu, że niemożliwe byłoby uwzględnienie ich wszystkich. Ale. Nominalnie w tym Instytucie wciąz są wszyscy inni. Więc... czemu nie ma tu Helliona, który frustrowałby się równie dobrze jak Armor? A skoro do drzwi póka Legion to co, będziemy udawać, że w budynku nie ma Blindfold? 

Autentycznie wolałbym wyraźną deklarację, że "inni młodzi wrócili do swojego cywilnego życia" niż takie mgliste niewiadomoco, niewiadomoczemu. 

Przy okazji zastanawiam się, jak właściwie wygląda współpraca tercetu scenarzystów. Czy na przykład może być tak, że każdy pisze swój wątek, swoje sceny. Bo drugi numer z rzędu sceny z młodymi są najlepsze - postaci mają w nich swoje charaktery i indywidualne głosy, których, szczerze mówiąc, na razie nie widzę w scenach z główną drużyną. 

A już tak zupełnie na koniec - ogólnie podobają mi się rysunki Silvy, ale ta ostatnia strona... Czemu Legion się tak ubrał? To jest najgorzej skrojony garnitur w historii komiksu. Mężczyzna w garniturze nie powinien tak wyglądać. David wygląda, jakby najechał szafę Kingpina. Jeśli to nie jest celowe (...a nie mam pojęcia, czemu miałoby być celowe), to nie rozumiem, czym Silva się kierował.


Shuri #2

Misiael:
To było spoko! Shuri jest naprawę fajną postacią, jej decyzje i motywacje są dobrze uzasadnione, interakcje z Ororo przyjemne w obserwacji, a końcówka zapowiada, że od następnego numeru seria, po dwóch numerach stosunkowo niespiesznego budowania obrazu sytuacji, ruszy z kopyta do przodu. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że nie potrzebuję dodatkowych wyjaśnień tego, co się dzieje w braterskiej serii o Black Pantherze, bo komiks w organiczny sposób dostarcza mi wszystkich istotnych informacji kontekstowych. W dodatku warstwa graficzna jest po prostu super. Mocny, solidny komiks, na sto procent sięgnę po kolejny numer. 


Marvel Knights: 20th #2

Misiael:
Jest dobrze. Pomysł z alteracją całej rzeczywistości w celu wymazania z niej (niektórych?) superbohaterów jest ciekawy nie tylko z pozycji meta (bo tak samo linia wydawnicza Marvel Knights na swój sposób została "wymazana" z istnienia po zintegrowaniu jej z głównym uniwersum), ale również z pozycji fabularnej. My znamy te postaci, wiemy jaki mają charakter i stosunek do siebie nawzajem, więc obserwowanie, jak będą się zachowywały pozbawione tego kontekstu jest intrygujące. Fabuła co prawda niespecjalnie posunęła się do przodu, bo większość zeszytu pochłania walka Franka z Electrą, ale koncepcja nadal podtrzymuje moje zainteresowanie. Must investigate further.


Uncanny X-Men #3
 
Czółko: Po trzech numerach pozwolę wypowiedzieć się. Ech, ale to jest napinkolone postaciami... Przejrzałem pod kątem postaci te trzy zeszyty i doliczyłem się trzydziestu... Z czego prawie wszystkie zostały już wprowadzone w pierwszym numerze. 
 
Jest tu parę pomysłów, które osobiście mnie ciekawią, jednak przy takim nagromadzeniu postaci na dwudziestu paru stronach jednego komiksu obawiam się, że mogą być one zaledwie liźnięte. Fajnie, że nie wycofują się kompletnie z zakończenia X-Men Legacy Spurriera, jednak z tego co pamiętam wymazał się on z rzeczywistości, a nie tylko z pamięci innych, więc trochę tu trio scenarzystów poszło na łatwiznę. Liczyłem na dalsze brnięcie w pomysł Spurriera i wytłumaczenie go jakimś niesamowitym, pseudonaukowym kosmo-bombo-jumbo, które jakimś cudem miałoby sens. Szkoda też, że nie pojawiła się Blindfold. 

Podoba mi się, że wracają tu takie postacie jak Legion, Young X-Men czy też Nate Gray (chociaż jeszcze się "oficjalnie" nie pojawił). Porzucenie Kitty Pryde na bok jak dla mnie na plus, bo kompletnie nie przekonywała obecnie jako liderka X-Men, już wolę Jean. 

I myślałem, czy na pewno dobrym pomysłem było umieszczenie X-Men Disassembled w jednym tytule. Czy nie byłoby lepiej zrobić z tej historii zwykły event rozgrywający się na łamach paru komiksów? Idąc tokiem powrócenia do klasycznego tytułu może oprócz Uncanny X-Men trzeba było otworzyć też np. Young X-Men i X-Men Legacy oraz dalej pozostawić "przy życiu" i wplątać w to Astonishing X-Men? Bo generalnie widać, że Rosenberg, Thompson i Brisson piszą postacie, które osobiście uwielbiają, jednak przez to, że każdy chciał dorzucić swoje "pięć ulubionych herosów", panuje tu chaos. Jak na razie największym problemem tego komiksu jak dla mnie jest jego struktura oraz to, że zdecydowano się dać ten jeden tytuł aż trzem scenarzystom naraz. Z drugiej strony przy obecnym planie otwieranie paru serii nie miałoby sensu, bo musieliby je zawiesić na czas Age of X-Man. 

Po cichu liczę też, że Jamie z tego numeru okaże się Jamie'm z końca runu X-Factora Petera Davida, bo nie satysfakcjonuje mnie sposób, w jaki powrócił Madrox. Mimo tego, że spodobało mi się ostatnie mini Multiple Mana, to jednak bardzo chciałbym, żeby prawdziwy Prime dalej gdzieś tam siedział na farmie z Laylą i synem, zwłaszcza, że z rok albo półtora temu PAD stwierdził, że Jamie wcale nie umarł i przebywa ze swoją rodziną. Sam fakt, że scenarzyści uznają śmierć Jamiego Prime'a w IvX jest dla mnie głupi, bo to akurat najłatwiejsza postać, jaką można wrócić do życia, wystarczyło tylko powiedzieć, że Prime wysłał na wyspę Muir (czy gdzie to tam było) duplikata. Ale to takie marzenia ściętej głowy fanboya runu Davida. 

Już na forum śmieszkowaliście z X-Menowych klisz, których jest tu na pęczki, więc nie będę się na ten temat rozpisywał. Dodam tylko swoje pięć groszy do tego. Wybuch szkoły? Check. 

Generalnie Uncanny X-Men jak dla mnie to na razie niewypał. Jest tu parę fajnych rzeczy, osobiście niesamowicie podoba mi się motyw Czterech Jeźdźców Ocalenia, powrót Legiona i X-Mana, czy też Jean zamiast Kitty jako liderka (nawet jeśli tylko tymczasowa), ale dalej jest to niewypał. Chyba pora, żeby ktoś tam zamienił Jordana D. White'a i dopiero wtedy X-Men wrócą do swojej świetności. 

Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że marudzę tylko dlatego, bo jest za dużo postaci. Raczej marudzę dlatego, bo te postacie są po prostu średnio poprowadzone. Przez trzy numery rola dorosłych X-Men ograniczała się do walenia się z kimś po mordach, a młodszych X-Men do spieprzenia akcji i siedzenia w Instytucie. Dla porównania w ostatnich trzech numerach Avengers Aaron w sumie wprowadził 3 różne grupy, których działanie jest w pełni uzasadnione i dwie z nich mieliśmy okazję widzieć dłużej i miały w sobie wiele charakteru i nie mieliśmy wrażenia "dobra, pokażcie znowu tych fajniejszych".

Krzycer: Z jednej strony Jeźdźcy Zbawienia na koniec wydają się kompletnym absurdem. Z drugiej strony skoro na 99% stoi za tym X-Man to odwrócenie stylu działalności Apocalypse'a ma... może nie sens, ale jakoś się tematycznie łączy. 

Poza tym tsunami Madroksów też wydawało się absurdalne, a zostało ładnie wyjaśnione (zresztą zgodnie z sugestiami z poprzedniego numeru). Więc jeśli ten wątek się ładnie zazębił, to póki co ufam twórcom, że pozostałe też się w końcu ładnie zazębią. 

W wątku Legiona jest przekłamanie - David nie chciał wymazać się "z kolektywnej pamięci" świata, tylko dosłownie z usunąć swoje istnienie na całej linii czasu. Ale biorąc pod uwagę absurdalny efekt motyla i liczbę zmian, którą to drugie powinno wywołać, jest to wygodny retcon pozwalający kontynuować losy postaci po "Legacy" Spurriera. 

Wrzucenie kwestii "czy on nie powinien być martwy" Bishopowi biorę za nawiązanie do AoA, gdzie jego status podróżnika w czasie sprawiał, że częściowo pamiętał oryginalną linię czasu. Jean jako osoba wyjaśniająca, co się właściwie stało - to można wyjaśnić np tak, że to, że była wtedy martwa uchroniło ją przed działaniem Legiona.


Weapon X #26 

Krzycer: Pomysł na piekło Victora jest ok - zwłaszcza ten jego szczery strach, że przecież teraz jest bohaterem i pokutuje za stare grzechy wypada dobrze. I chyba wolałbym ten numer, gdyby kompletnie skupił się na Victorze, bo piekło Deadpoola i Domino to parę kompletnie zmarnowanych stron. 
Ale reszta jest w porządku. Zaskoczył mnie Marduk Kurios jako pan i władca Piekła, bo choć nominalnie pamiętam o jego istnieniu, to nie wiem, kiedy ostatnio go widziałem w komiksie. O ile w ogóle widziałem go kiedyś w komiksie - w XXI wieku marvelowym szatanem prawie zawsze był Mephisto. 


Dead Man Logan #1 

Krzycer: Ok. Sięgnięcie po Mysterio ma sens, bo cofa nas do najpierwszej historii z Old Man Loganem. Podobny efekt ma spiknięcie starszka z Hawkeyem. Wyciągnięcie Miss Sinister z rękawa jest nieco dziwne, bo ona akurat nie ma z tą historią nic wspólnego (a poza tym pojawia się kompletnie przypadkowo w Barze Bez Nazwy), ale z drugiej strony lubię tę postać i wciąż żałuję, że od swojego debiutu właściwie nie miała historii, która by ją porządnie zdefiniowała jako przeciwnika X-Men. A odkąd Sinister się wskrzesił to już w ogóle mocno straciła rację bytu. 
Poza tym - kurczę, może to się opiera na jednej jedynej historii, ale podoba mi się Glob w roli młodocianego pomocnika OMLogana. 
Więęęc... jest ok? Na pewno historia, która obiecuje mi, że będzie finałem losów OMLogana interesuje mnie na starcie o wiele bardziej niż... którakolwiek z poprzednich historii o tej postaci. 


Infinity Wars: Weapon Hex #2 

Krzycer: Rany. Pierwszy zeszyt był sympatycznym streszczeniem losów - nawet jeśli narzekałem, że w tym miksie Wandy z Laurą praktycznie nie ma nic z Wandy poza magią i wundagorskimi dekoracjami. 
W tym zeszycie... wciąż nie ma nic z Wandy. Och, próbują nawiązać do najbardziej ikonicznego kadru z Wandą - i rany, to jest jednak smutne, jeśli najbardziej ikonicznym kawałkiem komiksu związanym z postacią jest moment, gdy w szczycie szaleństwa sprowadza globalne nieszczęście. Tylko że... tylko że ten kadr z "no more" nie ma żadnego znaczenia w tej historii i poza tym, że kompozycją i tekstem nawiązuje do "no more mutants", nie ma żadnej wartości i wcale nie czyni Weapon Hex "bardzej Wandą" w jakimkolwiek stopniu. 
To tyle jeśli chodzi o problemy koncepcyjne z tym komiksem. Niestety, w porównaniu z pierwszym zeszytem, dochodzą jeszcze problemy realizacyjne. Rysunki są słabsze - zdecydowanie bardziej przypominają tego Sandovala, którego nie lubiłem w "New Aveners". Do tego o ile pierwszy był zbiorem luźno powiązanych ze sobą scenek, to działało, bo mieliśmy streszczenie kilkunastu lat życia Laury. 
Drugi zeszyt zachowuje jedność miejsca, czasu i akcji... a mimo to jest chaotycznym zbiorem luźno powiązanych ze sobą scenek. 
Ogólnie - słabe to było. Co w sumie mnie rozczarowało, bo pierwszy numer był porządny. 


Infinity Wars: Arachknight #2

Sobb: Drugi zeszyt Arachknighta- połączenia Spider-Mana z Moon Knightem kontynuuje wątek z zeszłego numeru. Widzimy w nim żądnego zemsty Petera Parkera oraz Harrego Osborna próbującego ocalić swojego ojca. Wątek rodziny Osbornów został bardzo dobrze napisany- mamy tutaj rodzinny dramat, klasyczny motyw Jekylla i Hyde’a i dużą wolę przezwyciężenia przeciwności losu. Nowa wersja Petera także dobrze działa, pokazując jak bardzo pokręconym pomysłem jest złączenie dwóch klasycznych herosów. Ostateczna walka i zasadniczo otwarte zakończenie jest chyba najlepszym elementem zeszytu. Bardo dobrze wypada także wygląd Goblina na ostatnich stronach (świetne nawiązanie do klasyki!) i początek nowej przygody. Z chęcią zobaczyłbym kontynuację tego wątku. Niezależnie jednak od tego- polecam zarówno pierwszy jak i drugi numer tej mini serii. Całość działa zadziwiająco dobrze. 



Return Of Wolverine #3 

Krzycer: Nie jest to kompletnie bezwartościowy numer. Mamy przebitkę na Persefonę, która coś nam mówi o tym, jaka ta postać jest, jak działa. Plus - luźno rzucone "bracie" sprawia, że zacząłem się zastanawiać, czyją siostrą mogłaby być Persefona, ale nikt mi nie przychodzi do głowy. (Inni goście w kominiarkach byli wskrzeszeńcami w rodzaju Graydona Creeda <o, cześć, Weapon X, fajnie się dogadaliście żeby zachować ciągłość> i Lorda Darkwinda, więc szukałem po martwych złolach... ale nie przyszedł mi do głowy nikt, kto by pasował; innymi słowy nie kojarzę martwych czarnoskórych przeciwników X-Men... żywych w sumie też nie, o ile nie zaczniemy szukać po, nie wiem, jednorazowych starciach z Mosesem Magnumem). No i mamy różne sugestie co do samego miasta i jego mieszkańców. Jeśli miasto i mieszkańcy okażą się ważni dla tej fabuły to ok, uznam, że było to istotne. 
Ale poza tym mamy tu starcie Logana z X-Men, które z jednej strony pamięta, że Logan to w sumie nie ma szans przeciwko niektórym X-Men (co widzimy, gdy "X-Man Wolverine" w głowie Logana mówi mu, że przeciwko Icemanowi w sumie nic nie wskóra). A z drugiej strony mamy tu też takie absurdy jak to, że ten sam "X-Man Wolverine" uważa, że ma szanse z Jean. No i oczywiście hot knives action okazuje się tak potężne, by jednak poradzić sobie z Icemanem, podczas gdy jedynym rezultatem powinno być to, że Logan będzie tkwił w bloku lodu z którego będą wystawały łapki z pazurami... 



Sprawdź także:

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.