Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania (vol.2) #1: Tchórzliwe Wielkie Korporacje

WRÓCIŁEEEEEEEEEM! Tak jest panie i panowie! Demogorgon, syn marnotrawny powrócił bez cienia skruchy i oczekuje uczty na swoją cześć. Wróciłem mądrzejszy, nieco odrobinę dojrzalszy nawet. Ale nie martwcie się, dalej jestem bezczelny. Ale skoro o tym mowa…


W dniu kiedy piszę te słowa Chuck Wendig ogłosił1, że został bezceremonialnie zwolniony z Marvela. Wendig od kilku lat był celem ataków i nękania w sieci ze strony konserwatystów, bo umieścił w swojej powieści ze Świata Gwiezdnych Wojen postaci homoseksualne. Był celem tak zwanego review bombingu, czyli zasypywania stron Internetowych negatywnymi recenzjami i to już w dniu premiery, jak również celem ataków ze strony niesławnego ruchu Comicsgate. Ruchu, który mogę określić tylko jako poniżej wszelkiej godności. Miałem wątpliwą przyjemność być świadkiem, jak traktują wielu twórców, którzy się z nimi nie zgadzali. To grupa, która twierdzi, że zależy im na jakości komiksów, ale byli w stanie potępiać świetnych autorów, bo wypowiadali się przeciwko nim. Same ataki na autora bardzo dobrej serii Hyperion są tego przykładem. Tym ludziom chodzi tylko o uciszenie wszelkiego sprzeciwu. Wendig odpowiadał im często dość ostro, owszem.  Niejednokrotnie też stawał w obronie innych twórców oraz potępiał co ważniejsze figury w Comcisgate. I z tego powodu próbowano zniszczyć jego reputację, wyrywać jego wypowiedzi z kontekstu i pokazywać go w złym świetle. To podstawowa strategia tej bandy. Kiedy ktoś kontratakuje, próbuj zgrywać ofiarę i odwracać uwagę od własnego chamstwa. Twitter, gdzie możesz szybko skasować każdy twój tweet, tylko im to ułatwia. A potem mogą pasywno-agresywnie prosić o dowody. Bo wiedzą, że nikt normalny nie robi screenów każdego jednego razu gdy jakiś goryl obrzucił go wyzwiskami. Dokładnie takiemu traktowaniu Wendig się sprzeciwiał i za to został zwolniony: edytor Mark Paniccia uznał, że jego odpowiedzi były za ostre.

Sam byłem w podobnej sytuacji co Wendig czy wcześniej Jessica Price. Dokładnie ta sama strategia używana przez trolle, nieważne czy by zniszczyć profesjonalistów, czy takie nic jak ja. Na widok kontrataku agresor zaczyna odgrywać ofiarę w nadziei, że osoby postawione wyżej się na to nabiorą. Tak było ze mną, tak było z Wendigiem. Z dodatkową nutką hipokryzji. Mamy niby zgodzić się, że jego zachowanie jest niewybaczalne. Ale nikt nie raczy wspomnieć co robił jeden z najważniejszych głosów po stronie ComicsGate, Richard Meyer. Życzył on Sinie Grace, scenarzyście Icemana, aby został zaciągnięty do wojska i zabity na froncie. I dodał, że rodzice Grace’a woleliby jego śmierć od przyznania sąsiadom, że jest gejem. Mamy nie pamiętać o tym jak Ethan Van Sciver wyzywał Moose Baumana od “pedałów”  i życzył śmierci jego żonie. Mamy udawać, że nie widzieliśmy jak Donald DeLay nazwał krytykującą go kobietę “ku*wą”. Nim ktoś spróbuje powiedzieć, że to tylko znaczy, że są okropni ludzie po obydwu stronach, to zwróćmy uwagę na jeden fakt. Jedna strona to agresor, druga działa w obronie. Mamy szanować prawo agresora do bycia dupkiem? Ale prawo atakowanej strony do obrony już nie? 

Niestety, to tchórzostwo wydawnictwa to woda na młyn prześladowcom i trollom. Widzicie, ComcisGate chciało być jak GamerGate, które sterroryzowało środowisko gier komputerowych i miało silny negatywny wpływ na cały przemysł. Niestety, rozbili się o jedną różnicę między dwoma fandomami. Ten drugi od dawna robił wszystko aby umniejszyć wartości samych twórców i nie dopuścić, aby zrodziło się za wiele gwiazd. Znani autorzy mogą się próbować stawiać korporacji, dyktować warunki i kłócić co ma być w grze. Mogą zagrozić odejściem i zabraniem ze sobą fanów, którzy kupują nie dla marki, a dla autora. Nie ma wielu twórców znanych z nazwiska na tym polu jak Hideo Kojima, Warren Spector czy Peter Molenyux. Dzięki temu GamerGate mogło spokojnie atakować twórców na prawo i lewo.

Jednak w strefie komiksowej jest nieco inaczej. Od czasu gdy komiksy weszły w rynek bezpośredni, wydawnictwa kultywują autorów-gwiazdorów. Myśl przewodnia jest taka, że jeśli np. Brian Bendis przejdzie do nowego komiksu, to jego fani pójdą za nim. I to działa tworząc też wiele nazwisk które są otaczane szacunkiem w fandomie. ComicsGate wystarczyło jeden raz ugryźć niewłaściwą osobę, aby te wielkie nazwiska zwróciły się przeciwko nim. Tak się stało, gdy zaatakowali Marshę Cooke, wdowę po legendarnym twórcy m.in. The Final Frontier. Po tym jak ComicsGate uznało, że ten popierałby ich, gdyby żył, ona zapewniła, że wręcz przeciwnie, gardziłby nimi. To wywołało lawinę znanych ludzi potępiających ComicsGate i ich działania. I ilekroć ktoś znany i poważany wypowiadał się przeciwko nim, ich reputacja przyjmowała cios. Twierdzisz, że chcesz tylko powrotu to tego jakie dobre były stare komiksy? To dlaczego Bill Sienkiewicz, Neil Gaiman, Larry Hamma, Joe Quesada i Erik Larsen są przeciwko tobie? Mówisz, że Eve Ewing nie zapracowała na posadę w Marvelu i dostała ją tylko dla politycznej poprawności? Tom King i Scott Snyder zwracają uwagę, że sami mieli mniej na koncie, gdy zaczynali pracę dla Wielkiej Dwójki. Udajesz, że walczysz o prawa rzekomo cenzurowanych autorów jak Frank Cho? Cho, na oczach wszystkich swoich fanów, właśnie ci pokazał, gdzie się zgina dziób pingwina. 

Zwolnienie Wendinga pokazuje, że komiksowa korporacja patrzy na twórców tak samo, jak firmy tworzące gry. W końcu okoliczności w jakich stracił pracę nie różnią się wiele od tego jak posadę w ArenaNet straciła Jessica Price. Jej zbrodnią było ostre odpowiedzenie jakiemuś nerdowi, który próbował się bawić w Smerfa Ważniaka i wyjaśnić jej podstawy jej własnej pracy. To pokazuje, że firmy widzą swoich pracowników jako pionki które można poświęcić, byle uniknąć kontrowersji. I usuną każdego, kto jest ich zdaniem niegrzeczny lub może odstraszyć fanów. I nie ma w tym niczego dziwnego, kiedy Marvel należy do Disneya. Tej samej firmy, która tchórzliwie zwolniła Jamesa Gunna, bo trolle z alt-right zaaranżowały udawaną wściekłość o rzekomo odkryte tweety z jego obraźliwymi komentarzami. Nie było ważne, że te tweety były znane opinii publicznej zanim Disney go zatrudnił i wtedy to firmie nie przeszkadzało. Nieważne, że Gunn wielokrotnie przyznawał się do tych tweetów i przepraszał za nie. I nie tylko mówił ale i pokazywał, że nie jest już tym człowiekiem co dawniej. (Znowu, sam jestem w podobnej pozycji - patrzcie moja niesławna wypowiedź o sierotkach). Nieważne, że jeden z najgłośniejszych krzykaczy, Mike Cernovic, sam robił podobne żarty w przeszłości. Disney uznał, że Strażnicy Galaktyki to teraz za duża marka by ryzykować i poświęcił człowieka odpowiedzialnego za ten sukces. Takie zachowanie jest na rękę trolli. Z jednej strony zachęca ich, aby atakowali jeszcze mocniej i ostrzej. W nadziei, że sprowokują kolejnego autora i zniszczą mu karierę. Z drugiej działa jak ostrzeżenie przeciwko krytykowaniu trolli dla innych twórców. Pod groźbą utraty pracy, jeśli powiedzą za dużo. Mają siedzieć cicho i patrzeć, jak atakowani są ich przyjaciele. Czemu w takiej atmosferze w ogóle ktoś ma chcieć dla tej firmy pracować? Zwalniając Wendiga Marvel dał jasno do zrozumienia, że jego zdaniem, jeśli ktoś wyzywa cię od sku*wysynów, twoją odpowiedzią powinno być “Dziękuję, mogę prosić o jeszcze i proszę nie zapomnieć kupować naszych komiksów”.

Dodajmy, że Wendig i Gunn, jako biali mężczyźni cieszyli się i tak pewną wolnością względem tego, co mogą mówić. Wiele kobiet przyznaje, że już musi się pilnować co mówi. Bo złe słowo wystarczy aby obwołano je histeryczkami. Podobnie wiele osób czarnoskórych ma ten sam problem. Wiele stereotypów ma pokazywać ich gniew jako coś nienormalnego i zawsze nieuzasadnionego. Może nagłe zamknięcie serii Visionzwolnienie Chelsea Cain ma podobne źródło? To kolejna autorka która była ofiarą nękania i która nie bała się ostro odpowiadać trollom. W tej atmosferze wiemy, że wielu autorów, jak Bryan Edward Hill zaczęło się otwarcie martwić, czy ich komiksów nie czeka to samo. Nawet nie z powodu wypowiedzi ale dlatego, że podejmują ryzyko w opowiadanych historiach.

Ktoś może powiedzieć, że wielkim korporacjom zależy tylko na pieniądzach. I będzie miał rację. Ale nie należy tolerować gotowość do poświęcenia resztek godności swojej i swoich ludzi ze strachu przed utratą klientów. Niewielkiej grupy klientów, dodajmy. Comicsgate lubi mówić ile pieniędzy zarobiło na swoich wielu kickstarterach. Ale przyglądając sie statystykom można zobaczyć, że są to zyski ze sprzedawania niewielkim grupom. Za nienormalną cenę. Najlepiej sprzedający się z ich produktów zakupiło tylko dziesięć i pół tysiąca osób. Liczba grubo poniżej tego, gdzie większość regularnych pozycji Marvela i DC się klasyfikuje. Nawet te, które się podobno się nie sprzedają.  Tymczasem Marvel i Disney boją się stracić tę grupę bo krzyczy najgłośniej, chociaż jest najmniejsza. Firmy chcą mieć tytuły ciekawe i z wizją. Muszą zaakceptować więc, że trzeba je oddawać w ręce twórców, którzy często podejmują ryzyko ze znaną marką. I mają poglądy, których nie wstydzą się wypowiadać. Traktowanie swoich pracowników jak trybików w maszynie, jak to ujęła Chelsea Cain, tylko prosi się o pozew zbiorowy. I jeśli Marvel się nie zmieni, to ja taki pozew widzę na horyzoncie.


Demogorgon

1 "So, here’s a thing that has happened – I just got fired from Marvel. Taken off issues 4 and 5 of SHADOW OF VADER, and taken off an as-yet-unannounced SW book. This might be a long thread, so apologies in advance. (I hesitate to talk about this, because honestly, it gives the Worst Possible People a win, something they’ve wanted for a while. But I also feel like I’ve long held to honesty and forthrightness, and I don’t feel like lying when people realize I’m not on these books anymore.)"
http://terribleminds.com/ramble/2018/10/12/in-which-i-am-fired-from-marvel/


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.