Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Giant Days tom 5 Jak nie teraz, to kiedy?

Zbliża się koniec pierwszego roku studiów naszych bohaterek. Tymczasem Susan pożera wszechogarniająca zazdrość o nową dziewczynę McGrawa. Przed Diasy wyjazd na wykopaliska. A Esther i Ed dają się wciągnąć w przekręt. A do tego wyburzają ich akademik i trzeba znaleźć nowe lokum. Normalne życie nie przestaje dawać w kość.

John Allison zaczął swoją karierę od webcomicsów. W liczbie mnogiej. Bobbins, Scary Go Round i Bad Machinery tworzą tak zwane Bobbinverse. Wszystkie są osadzone w “dziwnie uroczym (i uroczo dziwnym)” angielskim miasteczku Tackleford. Giant Days jest luźno powiązane z tymi tytułami osobą Esther, którą poznaliśmy jako nastolatkę w Scary Go Round. Giant Days to zupełnie osobna bestia. Bliżej jej do sitcomu niż pełnych fantastycznych elementów poprzednich prac Allisona. Widać jednak dalej jego korzenie. Historia jest zbudowana wedle tej samej zasady żartu na każdej stronie, podobnie jak wiele jego webcomicsów. Jednak Allison potrafi jej przestrzegać lepiej niż niektórzy. Nie zaburza struktury historii i wie, gdzie stonować żarty dla poważniejszych momentów. Struktura każdego zeszytu jest przez to naprawdę bliższa sitcomowi. Czasami wręcz mamy zeszyty kończące się bez jakiejś “kropki nad i”. Niemal każdy komiks wydawany w formie zeszytowej pamięta aby dać coś mocnego na ostatnią stronę. Marvel i DC spopularyzowały to lata temu. Zwłaszcza X-Men kończące często numer na bohaterach patrzących poza kadr wykrzykując coś w stylu “To TY?” albo “O nie, tylko nie ON!”. Jednak nawet wiele niezależnych wydawnictw przestrzega tej zasady. Jedynym poważnym wyjątkiem jaki przychodzi mi do głowy jest Robert Kirkman. Tymczasem Allison potrafi zakończyć zeszyt na zwyczajnej scenie z życia codziennego, która jedynie nieśmiało sugeruje co dopiero przed naszymi bohaterkami. W wypadku tego tomu miało to jednak pewien wpływ na strukturę. Zeszyty #17 i #18 układają się w jedną całość. #19 to zamknięty przerywnik. Ale Ostatni zeszyt w zbiorze to początek kolejnych perypetii. I urywa się w sposób mało satysfakcjonujący jak na koniec tomu. Co jest chyba jedyną wada przyjemnej przecież lektury.

Nie będę mówił o postaciach ani grafice. Jest dla mnie jasne, że jeśli ktoś będzie sięgał po tom piąty to wie doskonale czego się spodziewać. Styl rysunku Maxa Sarina, tłumaczenie Bartosza Sztybora, charaktery postaci? Jeśli ktoś nie przekonał się do tych elementów w poprzednich czterech tomach, nie wiem czemu czyta o piątym. Szczególnie w kwestii głównych bohaterek. Widać tutaj, że Allison planuje ich rozwój jako formę “długiej gry” i na razie jedynie dokłada kolejne cegiełki.

Piąty tom Giant Days wie czym jest i nie wstydzi się tego. To lekka pozycja, pozbawiona pretensjonalności niektórych komedii z “aspiracjami”. Nie widzę wiele sensu we wskakiwaniu w losy trzech studentek akurat od tego tomu, kiedy można zacząć od początku. Nawet jeśli jest to bardzo przystępna dla nowego fana lektura. Ale fani serii zdecydowanie nie będą zawiedzeni.

Demogorgon

Giant Days tom 5: Jak nie teraz, to kiedy?
Scenariusz: John Allison
Rysunki: Max Sarin
Tłumaczenie: Bartosz Sztybor
ISBN: 978-83-8110-632-0
Oprawa: miękka
Ilość stron: 112
Format: 170x260
Cena: 42 zł

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za egzemplarz do recenzji.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.