Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z września 2018

avalonpulse0.png


Wrzesień był dość nudnym miesiącem w komiksowym zakątku Marvela. Niech świadczą o tym dwie rzeczy: mała liczba opinii o komiksach i przygotowanie przeze mnie październikowego wydania zanim zorientowałem się, że nie publikowaliśmy jeszcze wrześniowego. Niech Was to jednak nie zniechęci do lektury, bo znalazło się pare perełek w tym miesiącu.  



Extermination #3 

Krzycer: Czegokolwiek innego bym o tej serii nie powiedział, jestem zachwycony prostolinijnym podejściem miniCable'a. Śmiałem się już z jego, ekhem, chirurgicznego podejścia do problemu złych skrzydeł Angela, ale ten numer rozwija ten dowcip jeszcze dalej. 
MiniCable nie tylko ma zamiar urwać Angelowi kosmiczne skrzydła, ale też porwał Mimica, żeby urżnąć jego skrzydła i przeszczepić je Angelowi. (Tzn - zakładam; jest jeszcze opcja, że chce je sklonować czy coś... ale jakoś wątpię). 
To jest idiotyczne, to jest absurdalnie groteskowe, a jednocześnie absolutnie wierzę, że to jest rozwiązanie, na które wpadłby Cable. 
Poza tym - po pierwszych dwóch numerach doceniałem to, że zamknięcie tej historii w 5 zeszytach pozwala utrzymać dobre tempo. A jednak - w tym numerze tempo trochę siadło. Nie dramatycznie, ale jednak jest to zeszyt, w którym na razie wydarzyło się najmniej istotnych rzeczy. 



X-Men Blue #36 

Krzycer: To poszło w inną stronę, niż się spodziewałem. Końcówka poprzedniego zeszytu i okładka tego sugerowały skupienie się na Cyclopsie, konfrontację ze spuścizną starszego Summersa itp. Zamiast tego dostaliśmy rundkę honorową, domykanie wątków, epilogi do epilogów, a także - bo Bunn nie byłby Bunnem - wątki wyskakujące kompletnie znikąd, bo jak zwykle połowa narracji została wyrzucona poza kadr. Tylko że w takim zeszycie - zbiorze epilogów to mi nie przeszkadza. 
Jedyną sceną, w której były jakieś prawdziwe emocje jest pożegnanie miniCyclopsa ze Starjammers, ale to wystarczy. 



X-Men Red #8 

Krzycer: ...w którym X-Men pokonują Cassandrę Novę, obracając przeciw niej internetowy hejt. Na bardzo ładnej rozkładówce. 
I teraz tak. To jest śmieszne. W sensie - sama idea jest śmieszna. Kreskówkowa. Rzekłbym... komiksowa. Ale dla mnie to działa. To właśnie tu widzę ducha X-Men Claremonta. Podczas gdy Guggenheim i, najwyraźniej, redakcja próbuje go wskrzeszać, montując zespół w składzie przypominającym lata 80 czy przywracając Psylocke do oryginalnego ciała, Taylor idzie w stronę nawiązań do współczesnego świata. I tak, X-Men kontra fejk niusy to grubymi nićmi szyta historia... tak jak, bo ja wiem, grubymi nićmi szyte historie Claremonta o X-Men walczących z apartheidem. W Genoshy, żeby nie było zbyt dosłownie. 
Z drobiazgów - punkty karne dla redaktorów, bo Rachel jest w starym kostiumie (choć biorąc pod uwagę, że był dużo lepszy od tego nieszczęsnego z Goldów - nie mam tego nikomu za złe), a Genosha... po pierwsze, chyba nigdy tak nie wyglądała po Morrisonie. Po drugie - Magneto miał ją chyba ostatecznie zniszczyć / zatopić w runie Bunna? No trudno, znowu wypłynęła.


Domino Annual 1 

Krzycer: Sympatyczne. Na pierwszy rzut oka niewiele wnosi, ale parę historyjek jednak spełnia jakąś funkcję. Np pierwsze spotkanie Inez i Domino kładzie jakiś fundament pod retcon, którym jest cała przyjaźń trójki głównych bohaterek. A Domino pocieszająca Colossusa ładnie nawiązuje do ich całkiem sympatycznego wątku z Cable & X-Force. 
Ostatnia historyjka - o grupie wsparcia dla mutantów nie wyglądających jak zwykli ludzie - jest niezła, choć jest przedstawiona jako pierwsza taka inicjatywa. Byłoby fajnie, gdyby jakoś odnosiła się np do podobnej sceny z X-Men Legacy Gage'a, gdzie Chamber prowadził takie rozmowy z uczniami Instytutu. (Jeśli dobrze pamiętam, Bling przewinęła się i tam). 
Z ciekawostek dotyczących continuity - Maggot naprawdę żyje, to jego kolejny występ po Uncanny X-Men #600. Ktoś pamięta Stacy X. A Beak znowu jest mutantem, co z jednej strony jest dziwne, bo nie to zrobiły Hope i Scarlet Witch na koniec "Avengers vs X-Men" (tzn nie oddały mocy mutantom, którzy je utracili), a z drugiej strony jest jakimś wytłumaczeniem tego, czemu Beak w ptasiej formie pojawiał się ostatnie w tle w scenach zbiorowych w Instytucie... 
Jedyne, co kompletnie tu nie pasuje, nawet pomimo luźnej formuły antologii, to ta historyjka z Cablem wspominającym wannę Liefelda. 

Avengers (2018-) #7

Avengers #7

Sobb: Nie mogę powiedzieć, żebym był jakimś wielkim fanem prehistorycznych Avengers. Owszem, pomysł uważam za ciekawy, ale raczej dający potencjał kilku krótkim historyjkom, nie coś co będzie się przewijać przez całą serię. Siódmy numer Avengers potwierdza, że moje podejście do najlepszych raczej nie należy. W zeszycie dostajemy historię pierwszego Ghost Ridera. Przenosimy się do mroźnego świata, w którym jaskiniowcy żyją w jaskiniach. Kiedy cała wspólnota młodego chłopca zostaje zabita, ten decyduje się zawrzeć pakt z Mefisto, by mógł dokonać zemsty. Ceną którą musi zapłacić za tę możliwość (w zasadzie za możliwość przeżycia też) jest płonąca czaszka. Zeszyt jest ciekawy, obfituje moim zdaniem w dobre rozwiązania fabularne, a przy tym ma bardzo dobrze rozłożone akcenty. Dodatkowo przedstawienie Mefisto jako węża uważam za genialne rozwiązanie! Mankamentem jest tylko fakt, że nad wyraz inteligentne dziecko nauczyło się samodzielnie języka angielskiego. Hej, Marvel, nie tak się tworzą języki! Przy tym jednak muszę przypomnieć, że to są komiksy i coś takiego uważam za w pełni na miejscu. Ot- taki mały niesmak, który wcale niesmakiem nie jest- narzekam dla zasady. Siódmy numer Avengers mogę polecić z czystym sercem każdemu- nawet, tym, którzy wcześniejszych epizodów nie czytali.


West Coast Avengers #2

Rodzyn: Drugi numer WCA nieco zwalnia, skupiamy się na postaci B.R.O.D.O.C.K.'a, któremu ani czytelnik, ani nasi bohaterowie zbytnio nie ufa. Jest zabawnie, świetne interakcje między Quentinem i Gwenpool, Hawkeye i Hawkeye, czy też dobrze rozpisana Ms America. Brak nieco tempa akcji narzuconego w pierwszym numerze, ale za to wciąż dobrze wypadają wtrącenia z naszymi bohaterami zwracającymi się prosto do kamery. Ciekawi mnie, jaki plan dla tej serii ma Kelly Thompson, oby było równie szalenie co w Secret Avengers od Alesa Kota. 


Thor #5 

Rodzyn: Zostawiamy na moment wątek współczesnego Thora i przenosimy się w daleką, daleką przyszłość, gdzie Król Thor, który w runie Aarona przewija się od samego początku, znów musi mierzyć się z wielkim zagrożeniem. Szukając jego źródła natrafia na aktualnego nosiciela Phoeniksa, czyli Logana. Ich rozmowa jest interesująca, ale jakoś nie umiem się w ten wątek zaangażować i wolałbym wrócić do przygód współczesnego Thora. Historii nie pomaga też to, że nie zamyka się w jednym numerze. W takiej skondensowanej formie byłaby chyba łatwiejsza w odbiorze, tak mamy sporo stron trochę zarysowanych niczym. Szkoda, bo seria dobrze się rozkręcała.


Peter Parker: Spectacular Spider-Man #310 

Rodzyn: Chip Zdarsky pisząc przygódy Parkera miał swoje wzloty i upadki, ale wyszło z tego coś naprawdę oryginalnego. Dzięki temu scenarzyście J. Jonah Jameson znów znalazł ciekawy kierunek rozwoju, Chip wciąż dobrze pokazywał jego charakter, ale w nowych ciekawych wydarzeniach. Znalazł też miejsce dla siostry Petera, która dla innych scenarzystów nie istniała od czasu swojego debiutu. Teraz przyszło mu się pożegnąć z postacią i szkoda, że nie jest to pożegnanie wraz z przejściem do Amazing Spider-Mana. Choć Nick Spencer dobrze sobie radzi, to Zdarsky na pewno miał jeszcze w sobie sporo pomysłów. Co zaś dostajemy w jego finałowym zeszycie? To historia opowiedziana z perspektywy zwykłych ludzi, ich wspomnieć związanych ze Spider-Manem, które łączą się w jedną całość. To opowieść bardzo podobna do finałowej historii Dana Slotta, która również mi się podobała. Czuć tu prawdziwe emocje, których nieraz brak w superbohaterskich historiach i na pewno pozostanie mi ten numer w pamięci. Za rysunki również odpowiada Chip i cieszy mnie, że w dobrym stylu zakończył swoją przygodę z Pająkiem, oby jeszcze kiedyś miał okazję do niego wrócić. 


Fantastic Four #2

Rodzyn: Drugi numer skupia się na tej części Fantastycznej Czwórki, której nie widzieliśmy (mimo zapowiedzi) w pierwszym numerze. Rodzinka Richardsów i ich towarzysze wspólnie odbudowują multiwersum, przechodząc od świata do świata, pomagając jego mieszkańcom gdy zajdzie taka potrzeba. Niespodziewanie na horyzoncie pojawia się jednak zagrożenie, które całą ich dotychczasową pracę może szybko zniszczyć. Tak oto prowadzi nas to do wyczekiwango spotkania, choć wciąż w rozwleczonej formie. Niestety, ale Slott nie potrafi mnie zaangażować w tę historię. Klasyczna, mało oryginalna opowieść, która nie oferuje nic, czego warto byłoby wyczekiwać. Nawet zapowiedź ślubu Bena i Alici niewiele mnie w tym momencie obchodzi, bo pierwsze dwa numery nie potrafią mnie na tyle zaintrygować, bym wyczekiwał kolejnego numeru, a co dopiero piątego.


Thanos Legacy #1

Rodzyn: Świetny one-shot, który spełnia każdą z ról, jakie mu powierzono. Przede wszystkim łączy wydarzenia z poprzedniej serii autorstwa Donny'ego Catesa z tym co działo się w Infinity Wars od Duggana. Po drugie nastraja nas na wydarzenia wychodzące już poza ten event, gdy serią o Strażnikach zajmie się rónież Cates. Dla czytelników śledzących obecne kosmiczne wydarzenia, ale też dla tych chcących być na bieżąco z najważniejszymi wydarzeniami w Marvelu, to pozycja obowiązkowa.


Black Panther #4

Rodzyn: Czekam, aż historia jakoś mnie przy sobie zakotwiczy, ale czuję, jakbym co miesiąc czytał ten sam zeszyt. Choć owszem, mamy tu tym razem jakąś akcję, która zmienia nieco więcej w życiu naszych bohaterów, to nadal nie wiemy, kim dokładnie są  i czemu mamy im kibicować. Tak, Cotes jakoś zarysowuje te wątki, ale jest to pozbawione większych emocji. Do tego odrobinę wyjaśnień znajduję dopiero w pierwszym numerze nowej serii o przygodach Shuri, co nie pomaga tej serii. Kiedy zakończy się ten wątek? Czy rozwleczony zostanie na 12. numerów? Co z niego wyniknie? To ważne pytania, ale powoli przestaję mieć ochotę poznać na nie odpowiedzi.


Runaways #13

Rodzyn: Gdy Kris Anka na chwilę robi sobie przerwę w rysowaniu serii, jej poziom odrobinę spada. Artysta nadał jej odpowiedni klimat, którego zastępca nawet nie stara się powtórzyć. Style obu panów są na tyle różne, że nieco wybija to z rytmu. Gdyby nie scenariusz Rowell, która wciąż dobrze prowadzi naszych bohaterów, ciekawie wprowadzając na scenę Alexa Wildera, nie przejmowałbym się zbytnio tą historią. Przynajmniej potwierdza to, że nie uważam tej serii za tak dobrą tylko dlatego, że rysuje ją Anka. Powrót jednych z pierwszych przeciwników Runaways, a konkretniej ich potomstwa, to ciekawy zabieg, nawet jeżeli seria wciąż krąży wokół starych wątków, a nie rusza nas do przodu. Czy Rowell będzie w stanie wymyślić interesujące zagrożenie dla bohaterów w kolejnych historiach? To ciekawi mnie najbardziej.


Silver Surfer Annual #1

Rodzyn: Silver Surfer nie ma aktualnie własnej serii, więc wydanie takiego one-shota wydawało mi się trochę dziwnym pomysłem. Tym bardziej, że odpowiada za niego zespół, który z wczesnieszymi przygodami nie miał nic wspólnego. Można więc było spodziewać się nic nie znaczącej opowieści, tym bardziej że jest ona osadzona w przeszłości, u początków istnienia postaci. Tak też poniekąd jest, bo historia jest prosta: Surfer szuka dla Galactusa kolejnej planety/ofiary i sprawdza kim są jej mieszkańcy. Siłą zeszytu są jednak jego rysunki autorstwa Andre Araujo, który niedawno gościł w Polsce na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier. Składa on hołd Moebiusowi, który w przeszłości dostarczył nam świetnych historii o tej postaci. W tym kontekście to historia szczególna i warta docenienia. Jednocześnie sprawia, że zatęskniłem za regularnymi (choć tu też był problem...) przygodami Surfera, które były jednym z nielicznych komiksów Dana Slotta w ostatnich latach, które miały dla mnie sens. Jeżeli lubicie Moebiusa czy samego Andre Araujo, to warto sięgnąć po ten zeszyt. 




Sprawdź także:


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.