Avalon » Publicystyka » Artykuł

Guess my name... - komentarz do Amazing Spider-Man #5

Na rynku pojawił się już ósmy numer nowej serii Amazing Spider-Man, a my zatrzymaliśmy się na omawianiu czwartego zeszytu. Przyspieszamy tempo i powracamy z kolejnym dwugłosem, oczywiście na temat piątego numeru. Opinie ponownie się nie pokrywają, więc... trzeba przeczytać całość. Plusy i minusy w obu opiniach, mniejsze i większe, czy warto więc sięgnąć po kolejny zeszyt?



Rodzyn: Kończymy historię, w której Peter Parker i Spider-Man to dwie różne osoby. Mimo początkowego mojego sceptycznego nastawienia, zacząłem dobrze się bawić przy tej historii. Dobrze podkreśla ona charakter Petera  i oddaje jego heroizm. Może się to podobać, może nie, ale Spencer pokazuje na wstępie, że rozumie postać. Skoro mamy to już za sobą i wiemy, że to na ten moment właściwa osoba na własciwym miejscu, pora pokazać coś więcej, prawda? O tym przekonamy się przy kolejnym zeszycie. A co dostajemy tutaj?

Początek wyrywa się ze schematu wcześniejszych zeszytów i zamiast tajemniczego safari dostajemy rozmowę Petera i Mary Jane na temat aktualnej sytuacji, w jakiej ten się znalazł. Dopiero kobieta uświadamia mu, że bez swojej drugiej połowy nie jest do końca sobą i potrzebują się nawzajem z niczym nieograniczonym Spider-Manem. Z większą motywacją Peter postanawia opracować plan, który pozwoli mu znów być jedną osobą. Mamy tu wzmiankę o Black Cat (która wedle zapowiedzi jeszcze się pojawi w tej serii), ale ostatecznie Peter decyduje się wykorzystać Boomeranga. I to dosłownie. Podstępem skłania go do kradzieży, a potem sam zabiera mu potrzebny sprzęt. 

Na kolejnych stronach pojawia się tajemniczy złoczyńca, który tym razem wykorzystał Stromma do zamieszania w życiu Spider-Mana. Poprzez Sentinele przekazuje Peterowi wiadomość "guess my name". Kompletnie mnie ten wątek nie interesuje. Czy to się zmieni? Nie mam pojęcia, póki co  o wiele lepiej czyta mi się ten tytuł dla zabawnych interakcji Petera z resztą obsady, niż dla powoli budującej się większej intrygii. Po chwili wracamy już do naszego Parkera, który z niemałym poświeceniem sprawia, że znów jest jedną osobą wraz ze Spider-Manem. Są emocje, jest dobry humor, w ostatecznym rozrachunku to ciekawa historia.

Ostatnia plansza to powrót na safari, gdzie potwierdzają się moje i Dengara przypuszczenia z poprzednich komentarzy co do tego, kogo do tej pory dotyczyły. Napięcie do tego momentu zdążyło już trochę opaść, a wyjawienie sekretu nie powoduje, że w kolejnej historii postać ta się pojawia, więc... Na co to było? Wszystko fajnie, ale lepiej, gdyby było to automatyczne wprowadzenie do kolejnych wątków, a nie zawieszenie nas z kolejnymi pytaniami. 


Dengar: A więc drodzy Państwo wracamy z kolejnym zeszytem o przygodach naszego ulubionego ściano… przepraszam, naszego nudnego i szarego Petera Parkera! Jakoś, od kiedy Spencer oddzielił Pająka od Petera, seria jest bardziej o pozbawionym mocy człowieczku niż o superbohaterze w czerwono-niebieskim kostiumie. No, ale wszyscy dobrze wiemy, że to tymczasowe. Prawda? No pewnie, że wiemy. 

Tym razem nasz „ulubiony” scenarzysta, zaskakuje nas od pierwszej strony. Otóż Panie i Panowie… pierwsza strona nie dotyczy safari! Wow, szok, szaleństwo! I co zamiast tego dostajemy? Rozkminkę Petera i MJ o tym, dlaczego są razem. Trochę to ckliwe, że nagle jakoś Mary wyznaje, że jednocześnie pociąga ją i odpycha w Parkerze to, że jest Spider-Manem. Mówi, że kocha faceta, który jest bohaterem. Jakby chciała między wierszami powiedzieć, że gdyby Peter nie nosił kostiumy to by nie zwróciła na niego uwagi. Tak to należy rozumieć? Co autor miał na myśli pisząc te słowa? Do dziwnych przeskoków w czasie powoli zaczynam się przyzwyczajać, ale nie rozumiem, po co w zaledwie piątym zeszycie przypominać – co prawda w trzech kadrach bo w trzech – co było w jednym z poprzednich numerów? Jakbym nagle miał zaniki pamięci to pewnie bym przekartkował poprzednie zeszyty, po co zapychać stronę zbędnymi kadrami? Potem widzimy smutnego i przybitego Piotrusia, który w akcie desperacji myśli o zadzwonieniu do Felicji Hardy, aby znaleźć sposób na odzyskanie pajęczych mocy. Jakby można było je wygrać w jakiejś zdrapce… phi! Jednak okazuje się, że pomysł Petera jest nieco bardziej złożony. Co wymyślił nas zdesperowany szary obywatel? Ponoć najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie, więc czy Boomerang jest kumplem Petera? Do przewidzenia było to, że jakąś rolę Fred odegrać w tej serii musi. A jaką? Parker w rozmowie z Randy’m mówi o urządzeniu Connorsa, które Boomerang oczywiście kradnie… które z kolei Peter kradnie jemu by zastawić pułapkę na Spider-Mana. 

Ta część była dość nijaka, beztroska Spider-Mana leżącego w pajęczym hamaku i Peter wręcz przybity tym, że nie ma swoich mocy. Pomyśleć, że jakiś czas temu Piotruś byłby szczęśliwy mogąc pozbyć się i mocy i odpowiedzialności. A teraz gdyby mógł, pewnie by się rozpłakał, że nie może huśtać się na pajęczynie. Zaciekawiła mnie natomiast śmierć Mendel’a Stromma… Bo raczej wątpię aby przeżył to co go spotkało… Ale to komiksy, wszystko może się przydarzyć. Wielką zagadką jest dla mnie ta „robaczana” postać, o której nic nigdzie nie mogłem przeczytać. Czyżby Spencer wprowadził nowego złoczyńcę, który będzie uprzykrzać życie Pająka? Jeśli udało mu się stworzyć nowe zagrożenie dla Spider-Mana i ta postać będzie miała ręce i nogi, z ciekawą historią i motywacją do czynienia zła, to jakoś to będzie. Póki co nieszczególnie mi się podoba to co scenarzysta robi. 

Idziemy dalej z tym co się dzieje w komiksie. Peter i Spider uciekają przed Tri-Sentinelem, który zamierza w nich strzelić. Peter popycha Pająka… którego przed zagrożeniem nie ostrzegł pajęczy zmysł? Zwykły przeciętny obywatel zauważył zagrożenie, a superbohater nie? To co, podział Spider-Mana na dwie osoby odebrały naszemu herosowi pajęczy zmysł? Gdzie on się podział? Ale dobra, niech Spencerowi będzie… Peter ratuje Pająka, zostaje ranny, prawie pół twarzy ma poparzone…. I co? Pająk się cofa, przeprasza Petera i mówi, że po prostu wyłączył pajęczy zmysł? Really? Tak czy siak, Peter podstępem uruchamia maszynę Connorsa, natychmiast łączy się w jedną postać i momentalnie rzuca się do walki aby przeprogramować jednego, powtarzam JEDNEGO Tri-Sentinela – a jakimś cudem posłuszne są mu wszystkie? – i trafia na umierającego Stromma. Roboty atakuję Mastermolda, a Pająk znika. 

Na koniec mamy krótką scenkę z Black Antem i Taskmasterem, z której dowiadujemy się, że SHIELD już nie istnieje. Złoczyńcy uciekają, a my się dowiadujemy, że scenki z safari rzeczywiście zapowiadały nadejście Kravena Łowcy. 

Ech, muszę przyznać, że Spencer robi niewiele – albo wręcz i tyle co nic – aby zachęcić tak opornych czytelników jak ja, do czytania swoich wypocin. Nie mówię, że jest on beznadziejnym scenarzystom, bo pewnie nie jest skoro znalazł zatrudnienie w takim gigancie jak Marvel… ale może pisanie o Pająku nie jest mu pisane? Może się odnajduje w innych tytułach, a tu niezbyt wie jak to ugryźć? No sam nie wiem, jakiś potencjał ma, stara się… ale no nie, no do mnie nie przemawia. Jestem ciekaw, co zrobi z Kravenem i kim jest ten, który zabił Stromma. Jeszcze nie przekreślam tej serii, daję jej czas. Ale na jak długo?


Amazing Spider-Man #5
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Ryan Ottley
Sprawdź także:

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum


Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.