Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Han Solo: Gwiezdne Wojny - Historie"

Po szoku, jakiego doznałem, gdy opuściłem salę kinową, w której odbywał się seans Łotra 1 liczyłem na to, że każdy kolejny spin-off wbije mnie w fotel czy kanapę – w zależności, na czym akurat będę siedział. Z radością czekałem na premierę nowego filmu, gdy tylko ogłoszono, że prace nad przygodami Hana Solo zostały zakończone. Czy film wbił mnie w ten fotel/kanapę?

Młodość Hana Solo poznaliśmy w książkach wchodzących w skład „trylogii Hana Solo”, lecz po restarcie uniwersum i stworzeniu Nowego Kanonu, wypadałoby opowiedzieć jego historię raz jeszcze... To znaczy, od nowa. Ale czy tak od zera? Otóż nie, mimo iż legendarny origin postaci Hana Solo jest już nieaktualny, to jednak twórcy chętnie „przemycili” kilka wątków z książek Ann Crispin do swojego filmu. I tak, na szczęście, Han nadal pochodzi z Kolerii, wstąpił do imperialnej marynarki i podczas służby spotkał na zniewolonego Chewiego. I na tym chyba kończą się podobieństwa, lub raczej, zapożyczenia z Legend. Jednak czy filmowa młodość Hana jest bardziej interesująca od tego, co pokazała nam w swoich książkach Ann Crispin? Odpowiedź jest niestety zarazem krótka i nie do końca zadowalająca: niezbyt. 

W filmie widzimy niemal dorosłego Hana... powiedzmy, że jest gdzieś na granicy między byciem roztrzepanym młodzikiem a w miarę dojrzałym emocjonalnie młodym mężczyzną. Jest elementem koleriańskiego półświatka i wraz z ukochaną Qi’rą obmyślają plan, aby wyrwać się z planety. Niestety jak to zwykle bywa, plan jest w miarę dobry, ale już wykonanie jest tak fatalne, że nasi ukochani zostają rozdzieleni. Ona zostaje na planecie, on przysięgając, że po nią wróci, ucieka, zapisując się do imperialnej marynarki. W książkach Han dowiaduje się więcej o swojej rodzinie - w tym poznaje swoje nazwisko – od samicy rasy Wookiee, Dewlanny. W filmie, geneza nazwiska Solo jest tak banalna i kretyńska, że gorzej być nie mogło. Od razu przypomniały mi się te przeróżne memy w stylu „Han Solo / Han Duo” albo „It’s dangerous to go solo! Take a Wookiee with you!”. Generalnie wszyscy domyślamy się, że solo znaczy to samo, co samotnie / w pojedynkę. Na pytanie urzędnika o nazwę plemienia, Han odpowiada, że jest sam, więc mało myśląc urzędas wklepuje Solo. No brawo! Błyskotliwe! Bez urazy dla twórców filmu… ale to było - że aż pozwolę sobie przytoczyć jednego z popularniejszych sucharów - suche jak stopy znanego polskiego podróżnika.

Potem akcja filmu przenosi się na inną planetę i widzimy Hana w mundurze, który błąka się po polu bitwy jak smród po gaciach. Tam właśnie poznaje Tobiasa Becketta i jego zgraję, a także chcąc nie chcąc, Chewiego. Okey, Chewie jest w niewoli i Han go uwalnia. Jednak robi to z przymusu, bo sam się nie wydostanie z tarapatów i potrzebuje pomocy. Trochę to psuje wizerunek Hana który znamy z Legend, tego Hana do którego zdążyliśmy przywyknąć i go polubić. Owszem, Han był oportunistą, ale przede wszystkim był dobrym człowiekiem, mimo że starał się tego na początku zbytnio nie okazywać. Książkowy Han stanął w obronie Wookieego i w ten sposób przekreślił swoją karierę wojskową. Jednym słowem zachował się po ludzku, w filmie natomiast zdaje się mieć towarzysza w niedoli w nosie i dba tylko o swój tyłek. 

Fabularnie historia Hana jest niezwykle prosta: dołącza do szajki złodziejaszków, aby zarobić dość dużo, by kupić upragniony statek i wrócić po Qi’rę. Trochę narracja moim zdaniem kuleje, bo wszystko toczy się tak szybko, że nic nie wskazuje na to, że minął tydzień lub miesiąc. Ciężko się połapać jak długo Han towarzyszy Beckettowi. Nie mniej jednak wszystko idzie w łeb i Solo z towarzyszami musi znaleźć nowy sposób na zdobycie forsy, ale i ugłaskanie bezwzględnego gangstera, będącego szefem organizacji znanej jako Szkarłatny Świt. Aby to zrobić, będzie musiał się z kimś pojednać i zdobyć statek. Pozna pewnego szulera i spodoba mu się wyjątkowy koreliański frachtowiec o pewnej „tysiącletniej” nazwie.

Przejdźmy jednak do kwestii innych niż fabuła. Na pewno plusem jest to, że twórcy filmu pokazali nam Kessel, miejsce związane z Hanem i jego „legendą” pilota. Jednak sam legendarny przelot z Kessel w dwanaście parseków był moim zdaniem nieco przegięty. Ten stwór wyglądający jak ośmiornica niezbyt mnie przekonał, ale rozumiem, że jego obecność miała zbudować odpowiednie napięcie i nieco wzbogacić lot naszych bohaterów. Zupełnie natomiast nie podobało mi się przedstawienie, sabaka, który z tego, co pamiętam z książek, wyglądał zupełnie inaczej. Miałem wrażenie, że patrzę na partyjkę pokera z nieco pokracznymi kartami o nieznanych mi figurach. Kolejnym minusem była zmiana wyglądu „Sokoła Millennium”. Cytując klasyka z YT: „a komu to potrzebne?” Przez to widząc „Sokoła” nie mogłem pojąć, że to „Sokół”.

Jednak nie narzekajmy zbyt wiele, trzeba też pochwalić kilka rzeczy. Alden Ehrenreich w roli młodego awanturnika dobrze dał sobie radę z jakże trudnym zadaniem – dorównaniu Harrisonowi Fordowi. Zastąpienie kogoś takiego zdawało się niemal niemożliwe, jednak Alden poradził sobie i muszę przyznać, że miło mnie zaskoczył. Bałem się, że Han w jego kreacji będzie sztywny i nudny, ale spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Donald Glover jako Lando wypadł po prostu świetnie, niemal czułem że to ten sam Lando z książek lub nawet z „Imperium Kontratakuje”, tylko w innym wieku. Z przykrością muszę stwierdzić, że Glover wypadł lepiej niż Ehrenreich. Natomiast Emilia Clarke momentami była bezpłciowa, a jej kreacja nie przypadła mi do gustu. Może dlatego, że jej osoba tylko i wyłącznie kojarzy mi się z „Grą o Tron”. A może po prostu jej gra aktorska po prostu była kiepska? Z kolei Dryden Vos grany przez Paula Bettany’ego był postacią intrygującą i mającą potencjał - szkoda tylko, że niewykorzystany. Ot zwykły kosmiczny gangster, który wybaczy winy, jeśli na tym zarobi, albo wkurzy się i zabije tego, kto go rozczarował. 

Na pewno plusem są w tym wszystkim także bardzo ładne zdjęcia, które cieszą oko. Efekty specjalne oraz kostiumy również są dopracowane i wpasowują się w klimat Gwiezdnych Wojen. Zaskoczeniem dla mnie było pojawienie się osoby stojącej nad Vosem. Zobaczenie tej czerwono-czarnej twarzy z rogami wywołało uśmiech na mojej twarzy… mimo, że nie podoba mi się sposób w jaki w innych publikacjach kreowano tę postać. 

Podsumuję: film Han Solo: Gwiezdne Wojny – historie miał potencjał. Niestety usunięcie ze stołków reżyserów Chrisa Millera i Phila Lorda, a także wywalenie tego, co nagrali, do kosza, nie przysłużyło się tej produkcji. Czas uciekał, a premiera zbliżała się nieuchronnie. Ron Howard w dość krótkim czasie nakręcił 80% filmu na nowo i jego wersja „Hana” odbiegała od tego, co zrobili jego poprzednicy. Pojawiły się również plotki, że Alden Ehrenreich jest aktorem tak kiepskim, że potrzebna mu była pomoc trenera aktorstwa. Tak czy siak, wyniki tego filmu doprowadziły do wstrzymania prac nad kolejnymi spin-offami. Więc skoro twórcy na „Solo” nie zarobili, to znaczy, że coś z nim było nie tak.

Jeśli chodzi o wersję DVD, którą otrzymałem do recenzji, to wszystko jest profesjonalne. No, może w kilku momentach przyczepiłbym się do tłumaczenia, ale to są dosłownie drobne elementy, które osobiście bym zmienił. Minusem jest brak dodatków w postaci chociażby usuniętych scen, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Film najlepszy może nie jest, ale nie zmienia to faktu, że zapewni rozrywkę w długie, jesienne wieczory. 

Na koniec: jeśli jesteś fanem Legend, Drogi Czytelniku, możesz się rozczarować tym, co przedstawia ten film. Może i będziesz się dobrze bawić, , ale znajdziesz rzeczy, które są kiepsko przedstawione. Jeśli dopiero poznajesz świat Gwiezdnych Wojen, film ten na pewno cię zaciekawi i pozwoli lepiej poznać postać jednego z najsłynniejszych przemytników w galaktyce.

Dengar

Han Solo: Gwiezdne Wojny - Historie
reżyseria: Ron Howard
obsada: Alden Ehrenreich, 

Dziękujemy Galapagos za egzemplarz do recenzji.





Opis wydania Blu-Ray i DVD znajdziecie tutaj: Premiera: Han Solo: Gwiezdne Wojny - Historie
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.