Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Hawkeye: Rio Bravo


W końcu jest! Czwarty i jednocześnie finałowy tom serii o przygodach Hawkeye'a pisanej przez Matta Fractiona ukazał się na polskim rynku za sprawą wydawnictwa Egmont. W nim poznajemy kolejne przygody Clinta Bartona oraz jego pomocniczki - a zarazem protegowanej - Kate Bishop zwanej również Hawkeye. Sięgnąłem po ten tom nie tylko po to, by zapoznać się ze z ostatnimi zeszytami o Łuczniku z runu wspomnianego już Fractiona, ale by po raz kolejny móc pozachwycać się pracami rysownika Davida Aja. 

To tu mamy okazję zobaczyć rozwiązanie wątków związanych z konfliktem pomiędzy lokalną mafią a Bartonem w sprawie kamienicy, którą to ten drugi zamieszkuje. Dodatkowo na kartach tego komiksu mamy okazję poznać brata Clinta, Barneya. Wspólnymi siłami będą próbowali pokonać wspomniany gang, który zagraża nie tylko im, ale również innym lokatorom budynku, w którym mieszka Hawkeye. 

Recenzowany dziś przez ze mnie album otwiera jednak historia całkowicie oderwana od głównego wątku, o którym wspomniałem wyżej. Tu mamy okazję poznać przygody psów z supermocami i nie tylko, w specjalnym zimowym odcinku zabaw Zimowych Przyjaciół. Jest to świąteczna opowieść w większości zilustrowana specyficzną kreską Chrisa Eliopoulosa, w której to czworonogi wspólnymi siłami próbują pokonać złego Pana Słoneczko. 

Kolejne rozdziały skupiają się już na kolejnych problemach oraz nieoczekiwanych sytuacjach, które spotykają głównego bohatera tej serii. Jak na przykład będzie on musiał się zmierzyć z konsekwencjami wydarzeń przedstawionych w drugim tomie pt. Lekkie Trafienia, gdzie jeden z jego sąsiadów zginął z ręki płatnego mordercy o twarzy klauna. Nasz bohater i jego brat również znajdą się na celowniku tegoż jegomościa, co dla obu nie skończy się zbyt dobrze.

Cała ta nieciekawa sytuacja sprawi, że Clint będzie musiał przyznać, iż sam nie poradzi sobie z opryszkami i będzie potrzebował pomocy m.in. ze strony swoich sąsiadów, czy Jessiki Drew znanej lepiej jako Spider-Woman. Dodatkowo pojawi się na chwilę pewna rudowłosa kobieta znana już czytelnikom z pierwszego tomu pt. Moje życie to walka, która wtedy przez chwilę zdążyła sporo zamieszać w życiu miłosnym Łucznika.

Do grona rysowników, którzy stworzyli ilustracje do tego tomu, a o których już powyżej wspomniałem dołączył również Francesco Francavilla. Jego charakterystyczna kreska znana już fanom tej serii z tomu drugie pt. Lekkie trafienia, tym razem posłużyła do pokazania m.in. fragmentów niezbyt szczęśliwego dzieciństwa rodzeństwa Bartonów.

Hawkeye: Rio Bravo zawiera również kilka stron dodatków. Jest to standardowa galeria okładek. Dwie strony ze szkicownika Davida Aja, gdzie możemy zobaczyć różne wersje wyglądu kilku bohaterów tworzonej przez niego serii. Album zamyka dwustronicowe posłowie autorstwa Kamila Śmiałkowskiego. Recenzowany album został wydany w miękkiej oprawie ze skrzydełkami na kredowym papierze.

Podsumowując 4 tom przygód Hawkeye wydany na polskim rynku to bardzo dobre zakończenie składającego się łącznie z 22 zeszytów i jednego Annuala runu scenarzysty Matta Fractiona. To idealna lektura dla osób, które oczekują sporej ilości zwariowanej awanturniczej akcji bez wykorzystywania przy tym wielu różnych super mocy, a jedynie sprytu, szczęścia oraz kopniaków czy walki wręcz. 


Łukasz Świniarski

Hawkeye tom 4 Rio Bravo
Scenariusz: Matt Fraction
Rysunki: David Aja, Francesco Francavilla, Chris Eliopoulus
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawca: Egmont 2018
Liczba stron: 168
cena: 39,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Sprawdź także:



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.