Avalon » Publicystyka » Artykuł

Invincible - najlepszy komiks superbohaterski na świecie? (AvalonPlus)


Choć serię o przygodack Marka Graysona zacząłem czytać dopiero w momencie, gdy ta miała już sto numerów, początkowa próba dania szansy paru pierwszym zeszytom zamieniła się w weekendowe nadrobienie całej serii i trwanie z nią aż do jej końca, który nastąpił w lutym tego roku. Skąd aż tak wielka sympatia dla tego tytułu? Na to składa się kilka czynników.

Z pozoru Invincible to typowa seria superhero, która nie różni się od wielu popularnych tytułów od Marvela czy DC. Im jednak dalej, tym widać mocniej, że to nie jest komiks jak każdy inny - to tytuł, który powinien być wzorem dla wielu innych przedstawicieli gatunku superhero, potrafiąc nie raz zaskoczyć czytelnika. Znacie te słynne słowa "nic nigdy nie będzie takie samo", które promują każdy event od wielkiej dwójki? Tutaj te słowa nie są tanim chwytem marketingowym tylko mającym swoje mocne podstawy stwierdzeniem.
 
Ważne jest, by wiedzieć, że Invincible nie jest próbą dekostrukcji gatunku, nie jest też jego parodią, choć pewne elementy pozwalają na taką interpretację. To przede wszystkim historia, która chce pokazać wszystko to, co najlepsze w komiksach superbohaterskich, wykorzystując wiele charakterystycznych dla nich elementów, podkreślająca ich zalety, ale nie wyzbywająca się do końca wielu ich wad, choć konsekwetnie starając się ich unikać. Jest tu więc wszystko to, co chcielibyście widzieć w komiksach Marvel i DC: walki z przedziwnymi złoczyńcami (takich jak tu nie ma praktycznie nigdzie indziej), kosmiczne podróże, inwazje obcych, podróże w czasie - wszystko to z masą zwrotów akcji.

Z początku może nie być tak ciekawie, o czym możecie przekonać się sięgając po Invincible wydanym niedawno także na naszym rynku. To dość standardowa geneza bohatera, który poznaje swoje moce, próbuje dorównać swoim wzorom, szuka kostiumu i swojej nowej tożsamości, poznaje innych herosów, znajduje przyjaciół itd. Wszystko zmienia się wraz z 11. numerem, gdy twórcy zaskakują nas z najmniej spodziewanej strony. I wtedy stawka skacze do góry, nasi bohaterowie nie są już do końca tacy sami, a my chcemy czym prędzej poznać ciąg dalszy ich historii.


Invincible to komiks, w którym ważna jest rodzina i widać to aż do samego końca. Nie tylko rodzina głównego bohatera, ale jej pojęcie w różnych interpetacjach. To seria, która nie boi się w ramach superbohaterskiego gatunku podejść na poważnie do takich tematów jak zdrada, gwałt czy śmierć. To także komiks, w którym nie zawsze jasno widać, kto ma rację, a kto nie. Kirkman nieco bawi się czytelnikiem i swoimi postaciami, pokazując, że w rzeczywistości wiele osób podążyłoby za logiką osoby, którą postrzegamy jako złoczyńcę, a która swoimi nie do końca akceptowalnymi metodami potrafi jednak zrobić coś dobrego. Kogo poprze czytelnik? Czy będzie to wciąż nasz główny bohater?

Przygody Marka Graysona można odnieść do przygód Petera Parkera (co zwłaszcza teraz jest o tyle zabawne, że Ryan Ottley, jeden z rysowników serii, pracuje obecnie nad serią Amazing Spider-Man). Mark może i nie traci rodziców, swoje moce zaś zyskuje dlatego, że jedno z nich jest superbohaterem. Chodzi mi tu bardziej o drogę, jaką obaj muszą przejść. Problemem jest tylko to, że gdy Peter osiągnął już pewną dojrzałość emocjonalną, stał się odrobinę odpowiedzialniejszy, Marvel wcisnął wielki przycisk resetu i kazał mu zrobić spory krok w tył. W przypadku Marka tak nie jest. Widzimy jak dojrzewa, jak się zakochuje, jakie ma problemy w związku, oglądamy wiele złych i dobrych momentów z życia jego rodziny. Kirkman może pozwolić sobie postawić go w sytuacji, w której wielu ikonicznych bohaterów raczej nigdy się nie znajdzie. Czy to dobrze? Dzięki temu Invincible jest komiksem wyróżniającym się, a jego oryginalność wynika z chęci przedstawienia superbohaterskich przygód tak, by przeplatały się z realnymi problemami i ich rzeczywistymi rozwiązaniami. Zaletą tego komiksu jest także to, że uniwersum jest spójne i nie ma potrzeby poznawania dodatkowych komiksów, a świat przedstawiony w tej serii rozwija się i nie wraca do początkowego status quo, co wyróżnia komiks na tle oferty Marvela i DC.  

Kirman w moim odczuciu to w tym komiksie pokazał się z najlepszej strony jako scenarzysta, który potrafi stworzyć historię z odpowiednio wyważonymi scenami dramatycznymi i komediowymi, pełną napięć i zaskakujących zwrotów akcji i z dobrze zbudowanymi bohaterami. Nie boi się długich historii, opowiada każdą z nich tak, by miała jak najlepszy wydźwięk. Nie ma zbędnego pośpiechu: jeżeli mamy mieć epicką walkę - może trwać cały zeszyt, jeżeli czas na szczerą rozmowę - spokojnie śledzimy dyskusję bohaterów.

Czy Invincible jest więc najlepszych superbohaterskim komiksem na świecie? Początkowo można mieć wątpliwość, jednak zabawa, jaką przynosi lektura kolejnych zeszytów, powoli każe nam w zupełności się z tym zgodzić, nawet jeżeli wciąż mówimy to nieco z przymróżeniem oka. Invincible nie jest komiksem bez wad, zdarzają mu się gorsze, nudniejsze momenty, jednak po chwili znów wraca na właściwy tor i czyta się to dobrze aż do samego końca, który jest naprawdę satysfakcjonujący (a to też jest sztuką). Jeżeli macie nieco dość komiksów Marvela i DC, w którym wszystko wraca do początkowego statusu, chcecie czytać jedną serię bez potrzeby angażowania się w inne "uzupełniające" ją, i w końcu: jeżeli chcecie przeczytać po prostu najlepszy superbohaterski komiks na świecie, wiecie po co sięgnąć.

Kirkman nie zaprzecza, że kiedyś może jeszcze do tego świata wróci. Jeżeli będzie miał dobry pomysł, chętnie jeszcze raz śledzić będę przygody Marka Graysona, jego rodziny i przyjaciół.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.