Avalon » Publicystyka » Artykuł

Nadciąga Mendel Stromm! - komentarz do Amazing Spider-Man #4


Dengar: Nick Spencer dalej pisze o Pająku i pisze tak, że nadal mam mieszane uczucia jak go odbierać. Z jednej strony jest to powiew świeżości, z drugiej natomiast pociągając nosem czuję, że to teoretycznie świeże powietrze trochę zalatuje nie wiadomo czym. Czy to czuję to zdechła ryba susząca się na słońcu czy też raczej odświeżacz powietrza o zapachu, z którym nie miałem do tej pory do czynienia? 

Pierwsza strona to już klasycznie wątek safari i uciekający przed kimś grubasek. No okey, muszę przyznać, że te pierwsze strony interesują mnie póki co najbardziej niż sama dalsza część tych komiksów. Przynajmniej mogę powiedzieć, że coś mnie interesuje… Myślę, że gdybym przegapił któryś z tych dotychczas wydanych zeszytów i ktoś by się zapytał, co o nim sądzę, na pewno bym zapytał beznamiętnie: „A to już wyszedł?” i pewnie na tym by się skończyło. Są serie, które śledzę z ochotą i staram się nie przegapić dnia premiery i przeczytać je jak najszybciej. ASM Spencera do takich tytułów (póki, co) nie należy. No trudno, co zrobię? Ani ja go nie zmotywuję do pisania lepszych historii, ani on mnie nie przekonuje do zapalczywego kolekcjonowania tej serii. Cóż, Nick, mamy mały konflikt interesów. No i to chyba tyle co mam do powiedzenia… 

… no dobra, jeszcze nie skończyłem. Po pierwszej stronie, Spencer sprowadza nas na powrót do NY gdzie dowiadujemy się, kto stoi za Tri-Sentinelem. Ową tajemniczą postacią jest nie kto inny jak Mendel Stromm, znany jako Robot Master lub Gaunt (w skrócie: genialny naukowiec specjalizujący się w konstruowaniu robotów, partner biznesowy Normana Osborna). Okey, plus za odświeżenie dawno nieeksploatowanej postaci (bo nie przypominam sobie, żeby Gaunt jakoś przewijał się przez karty któregokolwiek komiksu – chyba ostatnio pojawił się w serii Penance Relentless vol 1 #2). Co ciekawe pojawia się również wzmianka do Fundacji Życia, tak, tej samej, która „stworzyła” takie symbioty jak Agony, Riot czy Scream. Czyżby film z Venomem na horyzoncie spowodował, że Spencer sięgnął po taką a nie inną organizację? Stromm oglądający nagranie z płyty, które nagle się urywa bo napęd nie mógł odczytać dysku… to już gorzej niż cios poniżej pasa. Jeśli to miał być humor… to kiepski. Jeśli to miała być kadrowa zapchajdziura bo czymś trzeba było wypełnić stronę, to się niestety udało. Ble… Idziemy dalej i widzimy Petera… tfu… Spider-Mana! lecącego na Tri-Sentinelu aby spuścić łomot kilku zbirom takim jak Stregon czy Hydro-Man. I co? I nic, zaraz potem widzimy zdołowanego Petera który ogląda wiadomości, a potem jak opłaca parkometr, próbuje zmienić koło oglądając pierw filmik prawdopodobnie na YT, a potem odprowadza go policja bo opłacanie komuś parkometru jest nielegalne. Really? Ale to nic, po chwili widzimy, że Spider ma swoją apkę „Uper Hero” i „transportuje” ludzi ponad ulicami miasta… Ech, Nick, really? 

Peter rusza za Spiderem, który podczas rozmowy nie pamięta kim był wujek Ben, po czym przykleja pajęczyną Parkera do ściany. No i oczywiście nie mogło zabraknąć humoru na poziomie pięcio- czy siedmiolatka: „Próbuj nie myśleć, że chce ci się siku”. No rzeczywiście, człowiek przyklejony do ściany akurat myśli o sikaniu… Nie mówmy o tym więcej… Później dowiadujemy się od Connorsa, że „rozszczepione” myszy podczas długiego okresu rozdzielenia traciły pamięć czy posiadane umiejętności… a później odeszły do krainy wiecznych łowów. Czyżby taki sam los miał czekać Petera? A gdzie tam, przecież nie uśmiercą ani Parkera ani Spidera, bo o kim wtedy byłaby seria o Spider-Manie? Przecież muszą nagle znaleźć jakiś cudowny sposób na połączenie obu połówek jabłka. To w sumie po kiego walca były te cztery zeszyty? Czyżby Spencer nagle dowiedział się, że zaczyna pisać Pająka i zaskoczony tym faktem na kolanie gdzieś na schodach napisał całą historię żeby tylko coś mieć i nie wyjść na nieroba i beztalencie? Rozumiem, że to tylko komiks ale jako czytelnik oczekuję czegoś sensownego, a nie historii która w sumie nic nie wniesie. Bo jak pisałem, Peter ani Spider nie zginą, bo nie mogą. Skoro myszy nie przeżyły „separacji” to pewnie człowiek też nie zdoła. Wniosek: Peter i Spider za numer czy dwa, no góra trzy, połączą się znowu w jedną osobę. 

Jedynie końcówka mnie zaciekawiła, gdy płaczący i użalający się nad sobą Stromm dostaje wsparcie od tajemniczego głosu… nie wiemy czyj to głos… ale złoczyńca otrzymuje wsparcie w postaci Master Molda, który tworzy kolejne Tri-Sentinele. Generalnie mogę powiedzieć, że z tego komiksu zainteresował mnie jedynie początek (jedna strona) i koniec (trzy strony), a to co pośrodku… no cóż, jest sobie i jakoś mnie ani grzeje, ani ziębi. Jest… no bo jest. 

Podsumowując: ASM #4 jest komiksem, a komiks jednych bawi, innych niekoniecznie. Ja się zaliczam do tych drugich. Panie Spencer, pańskie notowania u mnie niestety zaczynają spadać. Co z tym zrobimy?

Rodzyn: Dengar powyżej dobrze rozpisał fabułę całego zeszytu, więc pozwólcie, że będę odnosił się do tego co napisał. Sam również najbardziej jestem zaintrygowany pierwszymi stronami, które zabierają nas co te dwa tygodnie na safari. Co z tego wyniknie, nie mam pojęcia, ale ciekawość mnie mocno zżera i dla tej jednej historyjki sięgam po kolejne zeszyty (no dobra, nie tylko dla niej). 

Dalej mamy wspomniane przedstawienie Stromma, które mnie akurat pasuje. Spencer ponownie przedstawia kolejnego złoczyńcę jako dość nieudolnego, nie radzącego sobie zbytnio z całym swoim planem. Stromm nie jest stworzony do bycia przeciwnikiem Spider-Mana (a tym bardziej, jak sam siebie określa, jego największym przeciwnikiem), ale życie go tu sprowadziło i chcąc nie chcąc dalej w to brnie. Mnie ten humor pasuje. 

Kolejne strony to również sporo zabawy. Spider-Man pozbawiony odpowiedzialności, a pełen wielkiej mocy, ugania się po mieście z wielkim przeprogramowanym Tri-Sentinelem. W tym samym czasie Peter jest... Peterem. Mało co mu wychodzi, choć chce dobrze. Spencer świetnie rozumie obie osobowości Parkera i pierwszy raz od kiedy wprowadził pomysł z podziałem jestem gotowy przyznać, że może nie był to najgłupszy pomysł. Może wychodzi tutaj humor przedszkolny czy podstawówkowy - mnie bawi :P Nie ma co ukrywać, że sam Pająk właśnie takimi żartami od lat dręczy swoich przeciwników. 

"Szokujące" informacje o tym, że Peter i Spider-Man umrą, jeżeli się nie złączą - mogliśmy się tego spodziewać i nikogo nie dziwi to, że obaj panowie z tego wyjdą cali i zdrowi jako stary dobry Parker. To, co jest tutaj ciekawe, to pytanie, jak Peter, który sam w sobie jest niezdarnym, pechowym facetem, przekona nieograniczonego niczym Pająka o tym, że powinni znów być razem? Ich dialogi czyta się dobrze i ciekawi mnie, jak ostatecznie to się zakończy.

Fakt, że ktoś działa zakulisowo wiemy już od pierwszego zeszytu. Kim jest ta osoba, średnio mnie ciekawi. Ja mam nadzieję, że Spencer jeszcze przez jakiś czas będzie po prostu dobrze się bawił Pająkiem, a my razem z nim. Z czasem, może wyniknie z tego coś wybitnego, ale póki co to po prostu dobra rozrywka. Po niepokojąco słabym trzecim numerze, czwarty przypomina mi, za co lubię Spencera.

Amazing Spider-Man #4
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Ryan Ottley



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.