Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Men vs Hip-hop: Niebezpieczne związki

Dziennikarz philly.com za wspólną płaszczyznę X-Men i Hip-hopu uznał homoseksualizm. Jedno i drugie kojarzy się z twardą, pełną macho grą - tymczasem proszę, pojawiają się istotne monoseksualne akcenty. Związków jest jednak więcej i mają zdecydowanie poważniejszy charakter.

X-MEN VS HIP-HOP - NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI

Dziennikarz philly.com za wspólną płaszczyznę X-Men i Hip-hopu uznał homoseksualizm. Jedno i drugie kojarzy się z twardą, pełną macho grą - tymczasem proszę, pojawiają się istotne monoseksualne akcenty. Raper, fryzjer i gej (cóż za wielofunkcyjność) Caushun, który głośno obnosi się ze swoimi seksualnymi zwyczajami wydaję płytę w jednym z sublabeli Def Jam'u. Northstar - agent rządowy i sportowiec, mutant zdolny do superszybkiego lotu (dodatkowo kiedy dotyka swojej siostry wydzielają osłupiająco silne światło, ale nie próbujcie tego w domu) znany z wielu już komiksów ogłosił w jednym z nich swój homoseksualizm (swoją drogą startował do Icemana; spotkało go chłodne przyjęcie), by zmotywować do walki z AIDS. Związków jest jednak więcej i mają zdecydowanie poważniejszy charakter. Postaram się podejść do nich z właściwą kompetencją.

DJ Suicide od 1986 wyrabia swoją markę w środkowo-zachodnich Stanach. W karierze ma jeden przełomowy moment: "Suicide zapałał obsesyjnym zainteresowaniem do bohaterów Marvela: X-Men, a w szczególności do ich przywódcy Profesora X. Skonfrontował podobieństwa w jego i swoim życiu - jeździł na wózku tak jak i Profesor, musiał walczyć z przeciwnikami jak Profesor, obaj mieli też unikalną zdolność". Suicide przeistoczył się w Prophessa X, który oprócz turntablismu robił również beaty. Obecnie stoi na czele Crossphade Entertainment i jest czymś na kształt lokalnej legendy.

W ramach chicagowskich Molemen, fenomenu zdecydowanie już ponadlokalnego, działa raper (na koncie płyta "Open mouth fed") i poeta Longshot. Idealna ksywa dla mc, pomijając może obciachowy, będący kwintesencją kiczu lat osiemdziesiątych wizerunek i mutację, która każe kojarzyć go z loterią państwową (Longshot może manipulować rachunkiem prawdopodobieństwa), bądź z drobiem (ma pneumatyczne kości). No dobrze, trochę rehabilituje się możliwością "czytania myśli osób, która dotykała dany przedmiot". Biografia jest za to rewelacyjna, Longshot przez pewien czas był marionetką w rękach Mojo - barona medialnego w dziwnym, pełnym bezkręgowców świecie. Stanowił główną atrakcję w jego ogłupiających, masowo wyrabianych programach. W końcu jednak się zbuntował. Swojego czasu miał być gwoździem do trumny X-Men (Mojo szukał nowych "aktorów", Longshot był podstępem, rodzajem "konia trojańskiego" z blond grzywą i darem obezwładniania serc niewieścich), stał się ich podporą. Mamy tu bunt wobec systemu, policzek wymierzony mediom, grupę potężnych kumpli i solidną bazę fanek - wszystko czego potrzebuje undergroundowy mc. Jest jeden problem, do końca nie wiadomo czy komiksowy bohater nie jest już aby martwy. Nawet jeśli - płyty tragicznie zmarłych sprzedają się najlepiej.

W wytwórni Stones Throw mamy z kolei Wildchilda. W komiksie Wild Child to odtrącony dzieciak, który po serii genetycznych eksperymentów zmieniony zostaje w bestie z nadludzką siłą, ostrymi kłami i zdolnością szybszego gojenia ran. O ile zmiany fizyczne udało się odwrócić, i aparycja przyjemnego blondaska powróciła, to pozostały niekontrolowane ataki szału i metamorfozy jak u Dr.Jekylla. Wildchild - raper (jedna trzecia zespołu Lootpack,) ma pasję wpisaną w siebie, każdy numer jest walką z prącym na niego beatem (beatem Madliba lub Oh No, jego brata. Steve Joun napisał, że podkłady są dla Wildchilda jak "zamknięte drzwi dla Wolverina: po prostu przedziera się przez wszystko co stoi mu na drodze"), kalifornijska szkoła nauczyła go ostrych wersów i kaskadowego flow, wydane w Stones Throw "Secondary Protocol" umocniło pozycję. Obydwa "dzikie dzieciaki" mają też potężnych towarzyszy broni. Dla pierwszego (artysty) jest to Planet Asia, Liksi, Aceyalone i Vinia Mojica, drugi (wojownik) choćby w samym X-Factor walczył u boku asów takich jak Havok (któremu uratował tyłek) czy Mystique. Ostatnim i definitywnym dowodem na to że zestawianie X-Men z hip-hopem ma jakikolwiek sens jest płyta "Pryde of the X-Men". To że pojawia się na niej Ghetto Inmates nikogo specjalnie nie porusza, jednak już obecność Mobb Deep (Kawałek "When you're a thug") owszem. Zwłaszcza gdy skojarzymy że połowa duetu, Havoc, ma ksywę słynnego mutanta (oprócz tradycyjnej jednej literki różnicy), brata Cyklopa (jak to jest że nigdy nie lubi się tych wymuskanych, prostolinijnych, beznadziejnie poprawnych kolesi) z którego cienia trudno mu wyjść. Jego mutacją jest zdolność do ataków za pomocą fal plazmowych. Od średnio udanego życia ucieka do świata alternatywnego, obecnie jednak jest podobno na Ziemi, i niedawno wybudził się ze śpiączki. Ostatnie "dzieło" Mobb Deep sugeruje, że zespół tkwi w swojej własnej śpiączce dość głęboko, ale Havoc na zawsze pozostanie klasykiem hardcorowego nowojorskiego brzmienia, jednym z wybitniejszych kontynuatorów dzieła Showbiza i mroczniejszego, bardziej szorstkiego wcielenia Premiera.

Weapon X

" - Yo, yo tu Wolverine znany również jako X-Factor. Widzieliście moje wpisy na rawkus.com, d12world.com i rapmusic.com. Teraz mam parę utworów, by podzielić się nimi ze światem. - Dlaczego to imię? - Ponieważ jestem surowy jak Wolverine z X-Men i lubię tę formę sztuki, którą reprezentuję. - Czy grasz na żywo? Freestyluje w szkole, i chciałem dostać się do radia z wolnymi mikrofonami, ale się nie udało, bo rymowałem o molestowaniu dwunastoletniej córki konferansjera". Żyjecie? Nie, niestety nie jest to mój blef i tak przedstawia się światu, ktoś kto zdecydował się nosić imię najsłynniejszego z mutantów. Wpływ niepowtarzalnej osobowości i pazurów z niezniszczalnego Adamantium sięgnął na szczęście dalej niż garstka popaprańców gotowych skazać swoją matkę na wielogodzinne siłowanie się na rękę z Rogue w zamian za kontrakt. Zdecydowanie dalej. Choćby niesforny nowojorski duet Redman & Method Man dał o tym znać. O ile Reggiego Noble'a porównywano z Silver Surferem, to Meth czerpał już z Logana (a tak właściwie z Jamesa Howletta, gdyż tak brzmi imię i nazwisko opryskliwego kanadyjczyka): "Ma wyostrzone zmysły, lepszy węch, stąd też jego przyzwyczajenie do węszenia w nietuzinkowym rapie; lepszy smak, co udowodniło przesłuchanie jego pornograficznych zachwytów w "Ice Cream"; lepszy słuch. Mimo, że nie jest najlepszym tekściarzem w Wu-Tang, prezentowane przez niego wyczucie czasu, rytmu i przestrzeni jest nieporównywalne do żadnego żyjącego człowieka". Jeżeli spojrzycie na wkładkę jego póki co (zbliża się bowiem "Tical 0 - The prequel") ostatniej solówki "Tical 2000 - Judgement night", na jednym ze zdjęć będziecie mogli zauważyć zaułek uliczki wielkiego miasta - zaparowany, z postrzępioną płytą chodnikową, kratą kanalizacyjną, ponurym budynkiem w tle. Z tej scenerii wyłania się nieostry, lecz rozpoznawalny kontur rapera. Najważniejszy dla nas jest przykuwający oko atrybut - długie, metalowe szpony. Skojarzenie jest dość jednoznaczne. "Możliwe, że to dwaj zaginieni na długo bracia" - puentuje "The Stranger", z którego opinii korzystałem. "Method Man urodził się w 1972, Wolverine w 1974". Co ciekawe, Weapon X jest jednak starszy. Trudno precyzyjnie to określić - wszczepiono mu specjalne implanty, żeby zafałszować przeszłość. Odebrał jednak samurajskie szkolenie, a podczas wojny domowej w Hiszpanii spotkał się z Kapitanem Ameryką. Brał udział w lądowaniu w Normandii. Na pewno jest zatem starszy od większości waszych dziadków. Z całą pewnością młodziej od nich wygląda - nie zapominajmy, że regeneracja, spektakularne i błyskawiczne samogojenie to jego mutacja. Porzućmy analizy i retrospekcje - Wolverine kojarzy się z drapaniem i cięciem, tak? Oczywiście, że tak. Czy nie ma zatem dj'a, który walczyłby w obronie czci ksywki?! Jest! Trzeba jednak spojrzeć na scenę Norweską. Kryjący się pod tym pseudonimem człowiek wydaje tam mixtape'y, i jest wymieniany jednym tchem z całą czołówką, w tym znanym poza Skandynawią zespołem Warlocks. To jednak wciąż mało.

Pieśń Egzekutorów

"Prawdziwi mutanci przemysłu muzycznego, czcigodni winylowi dzierżyciele władzy Rob Swift, Roc Raida, Total Eclipse i Mista Sinista uczynili z zakurzonymi nagraniami to co Picasso i Van Gogh z farbą - pomijając to, że krajobrazy, które owi mistrzowie stworzyli są zbudowane na dźwięku. Gwoli ścisłości są 'zbudowane ze skreczu' (tytuł płyty X-ecutioners - przyp. F)" roztkliwia się rapreviews.com. Kiedyś nazywali się X-Men, jednak nie wszyscy byli w stanie uszanować ich wkład w muzykę. "Zrobiono wielka aferę", "Teraz pracują pod nazwą X-ecutioners by uniknąć sporów prawnych z dzieciakami w Marvel Comics" czytamy w branżowej prasie. Może to i lepiej, bo w sumie z trzonu zespołu ostał się jedynie Roc Raida. Nazwa X-Ecutioners (z różnicą jednej literki w pisowni) zakorzeniona jest w komiksie równie mocno - to tytuł jednej z istotniejszych opowieści z udziałem X-bohaterów. Krzyżują się w niej X-Men, X-Factor (jednostka rządowa, coś na kształt policji mutantów. Główna gwiazda: Havok) oraz X-Force (agresywnie zwalczająca tych, będących zagrożeniem. Główne gwiazdy: Cable i Cannonball). Pojawiają najsłynniejsi wrogowie: pamiętający czasy starożytnego Egiptu Apocalypse (i jego jeźdźcy) oraz Sinister.

Zastanawiacie się co łączy Dj'ów i rysunkowych herosów: Na pewno litry potu pozostawione w sali ćwiczeń. Cel powstania, którym jest wspieranie się nawzajem. Poczucie odmienności - mimo wyczynów DXT z Herbie Hancockiem wielu patrzyło na drapiących winyle jak na wichrzycieli i szajbusów. X-wojownicy bywali natomiast nawet w stanie wojny z całą ludzkością i potężnym fragmentem kosmosu. Przetasowania personalne. Jeżeli chodzi o komiks - długo można by wymieniać. Tymczasem z grona dj'ów roszady wyparły ze składu samego Steviego Dee, jego założyciela. To małe piwo, komiksowa drużyna X-Men pamięta w końcu czasy, w których profesor Xavier pogrążony był w niebycie (ten niebyt to rekonwalescencja w kosmosie pod opieką dawnej miłości, a więc nienajgorzej). Kierował nimi wtedy jeden z większych przeciwników - Magneto, absolutny pan pola magnetycznego. Zarazem to ojciec niesfornej dwójki - najszybszego człowieka świata, przy okazji szpanera i egocentryka Quicksilvera (to taki Eminem na amfie) i pokrzywdzonej emocjonalnie, mrocznej Scarlett Witch (jeżeli porównywać, to do Pink, której redaktor na konferencji wypomniał nadwagę) biegłej w tradycyjnym czarownictwie, jak również będącej w stanie wypaczać moce innych.

Sięgnijmy do początku - mutacje zwykły się rozwijać zazwyczaj w okresie dojrzewania pod wpływem silnych emocjonalnych bodźców. Na pewno takim bodźcem dla Roc'a był zestaw gramofonów pod choinką. Kiedy go dostał miał zaledwie dziesięć lat... Rewolucyjne dla historii turntablismu crew (wielcy innowatorzy w kwestii tricków, właściwie wynalazcy beat jugglingu; każdy ma wiele zasług i nagród - już sam Rob Swift zapisał się do historii hip-hopu mixtapem "Soulful fruit", gdzie stoczył bitwę ze najsłynniejszym na świecie beatboxerem: Rahzelem) powstało sporo później, w 1988. Grupa sprawdzała się w bitwach. "Nazwali się X-Men, jak w komiksie, żeby móc walczyć z innym crew nazywanym Supermen (w którym zresztą był DJ Clark Kent, a jak... - przyp. F) " informuje Rolling Stone. Batalia nie zakończyła się jednoznacznym wynikiem, najprawdopodobniej pod ręką nie było żadnego kryptonitu. Uważacie adaptery za broń niedostateczną ? Popatrzcie jak w teledysku Wujka i CNE niejaki DJ Feel-X miota z nich pociskami. "Gramofon może przerodzić się w każdy instrument" objaśnia Mista Sinista. Wierzyłbym mu. W końcu ksywa wzbudza respekt, w komiksie Mister Sinister to angielski genetyk, obdarzony lodowatym spojrzeniem bijącym z czerwonych oczu, jednostka nieśmiertelna i zdolna przybrać dowolną niemal postać. Odarty z człowieczeństwa maniak. Jest jednak pewna rzecz za którą scena hip-hopowa by go błogosławiła - sklonował Jean Grey.

Zakon Mrocznego Feniksa

Jedna z najlepszych na świecie raperek (Sprawdźcie ją choćby z Kool Keithem i High and Mighty, czy z Herbaliserem), a zarazem producentka nosi nazwę lekko przekształconą względem komiksowego pierwowzoru. Po pierwsze - dlatego, żeby Marvel nie robił problemów. Po drugie - z najzwyklejszej, charakterystycznej dla niej przekory. Nazywałaby się Wonderwoman, ale ktoś w Wu już to zajął i zawsze chciała unikać podkreślania tego, że jest kobietą w samej ksywie (bo co jak co, ale Jean to ma na imię choćby taki Van Damme) - tych wszystkich przedrostków w rodzaju "Ms" i tak dalej. Poprzedni przydomek "What What" pewno zbytnio kojarzył się z Noreagą, co od kilku lat nie jest żadną nobilitacją. "Chciałam coś z dwoma nazwami, ale żeby nie rzucało się strasznie w oczy. Zawsze byłam fanką komiksów o X-Menach" - mówi artystka.

Jean Grey ma ciężki charakter, i nie polega to tylko na tym, że jej partner Cyklop doznaje wszelkich przykrości związanych z byciem w związku z telepatką. Po tym jak wchłonęła w siebie energię kryształu M'Kraan, niewyobrażalna, nokautujące wszelkie inne moc czyni ją często odległą, nieprzewidywalną, rozkojarzoną, histeryczną. Jean Grae została określona przez Rolling Stone jako "najlepiej ukrywany sekret niezależnej sceny nowojorskiej". Energia, potencjał i inteligencja czynią ją cyniczną i chłodną - potrafi np. powiedzieć dziennikarzom, że ma dziecko z Nasem, i to dobre wytłumaczenie tego, że dużo pije. Telepatię zastępuje empatią. Grey dzięki swoim zdolnościom telekinetycznym, może rzeczywiście zmienić spokojnie leżące przedmioty w "atak atakujących rzeczy" (tytuł pierwszej płyty raperki - przyp. F). Przypominam scenę z "X2" w której zmieniła tor lotu pocisku balistycznego. W oczach jej zapłonął ogień. To dała sobie znać moc kryształu i mroczne alter ego - Dark Phoenix. Możemy się założyć o rozsądną kwotę, że to jemu zawdzięczać będziemy zmartwychwstanie płomiennie rudowłosej niewiasty w "X3". Zmartwychwstanie artystki miało miejsce - roztropni znajdą swój sposób, żeby posłuchać epki "Bootleg of the bootleg". Szkoda tylko, że Storm nie znalazła swojego rapowego ekwiwalentu. Afrykańska bogini z nieograniczoną władzą nad pogodą, dojrzała kobieta styrana nieudanym związkiem.... Ororo Munroe jest zdecydowanie dobrym materiałem na afrocentryczny rap w rodzaju Arrested Developement. Ale nie dla Grae: "To trochę oczywiste, nie uważasz? To nie to, że jej nie lubię, ale raczej wolę moce telekinetyczne. To bardziej 'intelektualna' rzecz".

Francusko-polska mutacja (ten sam ból)

Nie wszyscy zapewne wiedzą o tym, iż mamy X-Men w Europie, a konkretnie we Francji. "Les X a.k.a. X-Men czyli Cassidy i Ill, duet z Paryża, członkowie legendarnej ekipy Time Bomb, którą tworzyli razem z m.in. Oxmo Puccino, Lunatic, Hifi... Choć działają od połowy lat 90-tych wydali tylko jeden album 'Jeunes, coupables et libres' wyprodukowany praktycznie w całości przez Geraldo. Po rozpadzie Time Bomb, Ill znalazł się w wytwórni 45 Scientific gdzie wypuścił w 2001 roku singiel 'Juste Hyper / Mo monaie'. Grają zajebisty rap, mają na koncie dużo kozackich numerów, wspominając chociażby 'C'est justifable' (z albumu Kheops'a - 'Sad Hill') czy ostatnią kolaborację Ill'a z Freddy K (ATK) - 'Rien ne m'arrete', która jest dla mnie jedynym z lepszych francuskich kawałków 2003 roku. Szkoda, że pozostają często niedocenieni, no i przede wszystkim ostatnimi czasy za dużo ich nie słychać" - mówi Tymek ze strony rapfrancuski.pl, pomysłodawca i wydawca winyla na którym polscy beatmakerzy zrobili beaty pod francuskie wokale. X-Men z Sadik Asken trafili na podkład Magiery, będącego w absolutnej polskiej czołówce. Szkoda, że tak poza tym nasz hip-hop nie ma związków z barwnymi komiksowymi postaciami. Na nielegalu WN Łozo z Mimem rzucili we freestylu parę porównań do bohaterów Marvela, w tym tych którym poświęciłem artykuł. Eldo ma na okładce coś, co wygląda jak Spider-man po lewatywie i właściwie tyle. Mamy co prawda w Krakowie rapera który nazywa się Cyklop, ale nie ma nawet gogli, prędzej "dużego Fiata i garba". W Poznaniu jest z kolei Iceman, weteran sceny i niegdyś połówka Slums Attack. UMC odgrażało się swojego czasu, że wyda jego płytę, ale póki co ani widu, ani słychu (mówię wam, to klątwa Northstara). A przydałoby się rodzimej scenie trochę Marvelowego kolorytu, bo wciąż jest zbyt szara. Póki co nie mamy nawet w kraju ani jednej raperki o klasie choćby zbliżonej do Jean Grae, czy kolektywu Dj'skiego będącego w stanie nawiązać do legend z X-ecutioners. I jest to smutny wniosek, nie mający nic wspólnego z komiksem. Prędzej z prozą życia. Choć czasem zbytni koloryt również szkodzi - Stanisław Tymiński swojego czasu stworzył Partię X, i żadną miarą nie dało się ukryć, że był mutantem. I ta budząca podejrzenia czarna teczka. Hmm... Ale to polityka, zupełnie inna para kaloszy.

Ewolucja?

Na koniec warto dodać, że nie tylko X-Men wpływają na hip-hop, dzieje się również proces odwrotny. Przyjrzyjcie się postaci Spyke'a z "Evolution". Pomińmy już smutny fakt, że trudno mówić o jego osobowości, gdyż był tworzony jedynie na potrzeby kreskówki, "przyszedł do X-Men ostatni, odszedł zaś pierwszy" - to miejski dzieciak pełną gębą, w jego sposobie noszenia się i mówienia jest coś hip-hopowego, w pełnej niesubordynacji i potrzebie rywalizacji również. Spyke śmiga na desce i jest cool, wydaje się być marketingowym uśmiechem do białych dzieciaków z przedmieść, które lubią poczuć trochę "prawdziwości", a zatem tych którzy zostawiają ciężki hajs w hiphopowych sklepach i tracą wzrok przy MTV Base. Przynajmniej los złączył go z Morlockami, żyjącymi w podziemiach Nowego Jorku odrzutkami o twarzach groteskowych, zniekształconych (na własne życzenie) przez mającego dar rzeźbienia w ciele Masque. To postacie głęboko tragiczne (część zginęła z ręki najemników Sinistera, część wymordowała policja, dwójka z nich została nawet jeźdźcami Apocalypse'a) a zarazem szalenie ciekawe. Z intrygującymi mutacjami, czyli niwie na której Spyke znowu zawodzi, bo dar ma nieszczególny, żeby nie powiedzieć dobitniej... - jego ciało wytwarza kolce, którymi może sobie miotać. Jednak to twórcy strony kyuushi.net odkryli co jest w nim najgorsze: Podciąga bokserki najwyżej jak można i chowa w nie koszulę!!! (kolejna rzecz, której nie próbujcie w domu)

Flintstone (CS)

Dziękuję bardzo: tymek@rapfrancuski.pl, viq, Adi (a właściwie wszystkim twórcom tej witryny, która okazała się niezmiernie pomocna), Miszczak

[Artykuł pierwotnie ukazał się w 99. numerze magazynu "Ślizg", którego to magazynu autor jest współtwórcą.]

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.