Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Strażnicy Galaktyki: Po drugiej stronie lustra - Rodzyn


Wiele dyskutowano na temat tego, co zrobi Egmont, gdy przyjdzie mu wydać event Black Vortex/Czarny Wir. Opcji było wiele, tym bardziej że Egmont wielokrotnie udowodnił, że nie musi ściśle trzymać się oryginalnych wydań, co pokazał nawet rozdzielając w polskim wydaniu jeden z oryginalnych tomów Strażników na dwa. Można było wydać album Czarny Wir, który byłby crossoverem Strażników z All-New X-Men. Sam event, choć nie należący do najlepszych, pojawiłby się tym samym w nieco bardziej zrozumiałej wersji na naszym rynku. Można było uzupełnić oryginalne tomy Strażników oraz X-Men o odpowiednie zeszyty będące wstępem i zakończeniem tego wydarzenia, dodając odpowiednią inokografikę z kolejnością czytania, wprowadzając tym samym mniejszy chaos. Ale nie, Egmont postanowił wydać tego potworka, którego lektura nie przynosi zbyt wiele satysfakcji, tym bardziej że popełnia błędy swoich poprzedników. 

Zaczynamy krótką historią, w której nasi Strażnicy spotykają niespodziewanie grupę agentów S.H.I.E.L.D. Pod wodzą Nicka Fury'ego ścigają oni Skrulle po całej galaktyce. Jest to o tyle dziwne, że bohaterowie Ci powinni albo nie żyć, albo być w kompletnie innym miejscu. Historia po raz pierwszy pokazuje Captain Marvel jako członka zespołu, co jest sporym plusem patrząc na to, że do tej pory miała raczej gościnne występy w serii. Carol jest tu sporo, a całość byłaby całkiem przyjemnym przerywnikiem między innymi historiami, gdyby nie to, że były one dość nijakie. 

Następnie mamy wspomniany z początku Czarny Wir, a raczej dwa zeszyty, które powinny wejść w jego skład. Gdybym nie wiedział wcześniej paru szczegółów dotyczących tego wydarzenia, mógłbym się mocno zdziwić, co się na kartach tego komiksu wyczynia. No dobra, tak czy siak jest to komiks, który nawet w całości każe nam się zastanowić, gdzie byli edytorzy mogący powstrzymać ten koszmar przed publikacją. Bendis niestety nie potrafi odnaleźć się w obu tytułach, a ich cross wypada jeszcze gorzej. Niby ma to dostarczać jakiejś rozrywki, ale bieganie z punktu A do punktu B, dziwne przemiany bohaterów, w dodatku w polskiej wersji wyrwane z jakiegokolwiek kontekstu, za nic nie jest to w stanie dać mi przyjemności z lektury. Nawet dodatkowe strony z opisem wydarzeń dziejących się w międzyczasie nie spełniają swojej roli, bo to kalka z amerykańskich wydań, która często się powtarza i nie dostarcza właściwych odpowiedzi.

Na koniec wracamy do głównego wątku całej serii, który w Czarnym Wirze też jest obecny, choć, jak pisałem, ciężko się połapać, co tam się dzieje. Mamy więc konflikt między Peterem i jego ojcem, oraz próbę objęcia przez tego pierwszego tronu Spartaxu. Tym samym nasza drużyna kończy swoją działalność w dotychczasowej formie i osiada na chwilę na tej planecie.

Po drugiej stronie lustra to najgorszy album z całej tej serii. Choć z początku wydawać by się mogło, że seria będzie lekką rozrywkową opowieścią, to z czasem zaczęła coraz mocniej irytować, wydarzenia krążyły wokół tych samych słabych wątków, a nasi Strażnicy niczym szczególnym nas do siebie nie przekonali. Album zawiera porządne rysunki Franka Cho i Valerio Schiti, ale to niewielkie pocieszenie.

Co dalej? Póki co Egmont zapowiedział na kartach tego komiksu jedynie album Sekretne Wojny. Tym samym nie wiadomo, czy seria doczeka się swojej kontynuacji autorstwa Bendisa, w której do drużyny dołącza Kitty Pryde i Thing. Egmont ma do wyboru: wydać cztery tomy słabszej serii albo wstrzymać się z jej wydaniem i za jakiś czas opublikować jej następcę, All-New Guardians of the Galaxy, które prowadzi do obecnego wielkiego eventu - Infinity Wars. Dalsze przygody Strażników autorstwa Bendisa nie mają zbyt wielkiego znaczenia dla tych bohaterów, dalej trwają oni w tym samym miejscu, a ich przygody nie są szczególnie związane z większymi wydarzenia. Egmoncie, czekamy na Twój ruch.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Strażnicy Galaktyki tom 6 Po drugiej stronie lustra
Scenarzysta: Brian Michael Bendis
Ilustrator: Frank Cho, Valerio Schiti
Tłumacz: Paulina Braiter
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 144

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.