Avalon » Publicystyka » Artykuł

Transform & Roll Out #2: All Hail Megatron

W poprzedniej odsłonie T&RO w telegraficznym skrócie zapoznałem Was z inauguracją uniwersum Transformersów IDW i zakończyłem tekst na zaskakującym wydarzeniu przechylającym szalę zwycięstwa na rzecz Decepticonów. 

Rok po wydarzeniach wieńczących Maximum Dinobots i miniserię Revelation, Autoboty są zmuszone opuścić Ziemię. Pod ich nieobecność druga frakcja postanowiła odpłacić się za lata tłamszenia. Nastąpiła symfonia masowej destrukcji, której dyrygował Megatron. Pierwsze skrzypce odegrała zgraja jego podwładnych, którzy zrównali z ziemią Nowy Jork pokazując jednocześnie, że przekraczanie humanitarnych granic to dla nich nic nowego. Mimo to ludzkość postanowiła walczyć z przeważającymi siłami wroga. Ale to wciąż było za mało. Decepticony w końcu wygrały. 

A na ich czele stał Megatron!


Witajcie w drugiej odsłonie Transform & Roll Out. Z tej strony Paweł, znany na forum Avalonu jako gregoriano, który do dzisiaj zastanawia się, czemu nadał sobie taką ksywę. W dzisiejszym odcinku przybliżę Wam maxiserię All Hail Megatron, która stanowi drugi akt pierwszej fazy Transformersów IDW. 

Nim jednak zaczniemy – jak w ogóle Megatron stał się liderem Decepticonów? 

Możecie mieć o tym względne pojęcie – mówi się w końcu, że Megs był gladiatorem, który zbuntował się ówczesnemu porządkowi. Początki lidera w uniwersum IDW nie odbiegają od tego obrazu zbyt daleko. Opierając się na wydanej w 2007 roku historii Megatron: Origin pióra Erica Holmesa1 i ołówka Alexa Milna, Megatron większość swojego żywota sprzed 4 milionów lat spędził jako górnik w kopalni Energonu. W tamtym czasie Senat wprowadził zmiany w systemie zarządzania, decydując się na automatyzację wydobycia, pozostawiając tym samym robotników bez pracy. Decyzja doprowadza do zamieszek, w których czynnie uczestniczy Megatron. Czynnie czyli: wbił w ramię Senatora Decimusa topór, nieomal zabijając go na miejscu. Przemianę antagonisty przypieczętowało nieumyślne zabicie członków ochrony. To zdarzenie odcisnęło piętno na Megatronie, który schodzi do podziemia i zostaje tam – a jakże – gladiatorem. Na arenie uczy się mordować z zimna krwią jednocześnie dając upust swojemu niezadowoleniu rządom Senatorów. W obliczu tych wydarzeń, Megs formułuje z lojalnych mu Transformersów frakcję Decepticonów (jednocześnie otrzymując pośrednie wsparcie od skorumpowanego Senatora, Ratbata) i wszczyna bunt. Co ciekawe – to nie Optimus Prime staje przeciwko Megatronowi, a jego poprzednik, Sentinel Prime. Optimus jest w tym czasie jeszcze nienaoliwionym żółtodziobem o imieniu Orion Pax, ale to historia na inny dzień. Tak samo zresztą jak szczegółowa biografia Megatrona. W tym momencie ważne jest to, że antybohater prawdopodobnie zabija Sentinela i przejmuje władzę w Kaonie – owianej złą sławą części Cybertronu. 

Tak rozpoczyna się  przywództwo Megatrona2.

Przenieśmy się o 4 miliony lat do przodu. Minął rok od odkrycia, że Transformersy z Martwego Uniwersum (Dead Universe) paradoksalnie żyją i chcą wydostać się do świata żywych (Transformers: Revelation). W tym samym czasie Sunstreaker i jego ludzki kompan Hunter O’Nion – pojmani i wykorzystani przez organizację Machination  do udoskonalenia technologii Headmasters (kontrolowanej dekapitacji przy użyciu ludzi jako transformowalnych głów – do teraz mam ciarki jak wyobrażam sobie to w rzeczywistości) – zostają odbici przez Dynoboty. 

W szeregach Autobotów pojawił się zdrajca, który pozwolił Decepticonom wygrać wojnę, przegonić bohaterów na Cybertron i rozpocząć na Ziemi swoją samowolkę.  Antagoniści zdziesiątkowali Nowy Jork, a pozostawionych przy życiu mieszkańców wzięli do niewoli. Armia Stanów Zjednoczonych była bezradna, co potwierdziły tylko kolejne ofiary Transformersów. 

Już w pierwszym numerze Hasbro poprosiło o nałożenie cenzury na co brutalniejsze sceny – nic dziwnego, w późniejszych komiksach skalę śmierci z rąk Decepticonów szacowano w miliardach. 

A scenarzysta Shane McCarthy nie poprzestawał w szokujących scenach, ujawniając na końcu pierwszego zeszytu, że Optimus Prime umiera, a Matryca Przywództwa trafiła w ręce Megatrona. Dodajmy do tego kolaborującego z wrogiem Autobota i mamy mieszankę która jest w równej mierze szokująca co wciągająca. Dawno nie spotkałem się z takim humanizowaniem antropomorficznych robotów jak w scenach, gdy zaszczuci bohaterowie tracą jednocześnie nadzieję i morale, a napięte stosunki wewnątrz grupy prowadzą do dość pochopnych i tragicznych decyzji. 


Frustracja, niemoc, poświęcenie i odkupienie to słowa, które najlepiej opisują stan Autobotów. Aha, na domiar złego na Cybertronie terror sieje rój Insecticonów, stworzonych na skutek potwornych eksperymentów Decepticonów – na jeden udany egzemplarz Insecticona, przypadało tysiąc zdeformowanych klonów. To one teraz siedzą na rurach wydechowych Autobotów jeszcze bardziej ich przytłaczając.   

W tym samym czasie na Ziemi antagoniści  radzą sobie z zupełnie innym rodzajem rozterek. Zwycięstwo Wielkiej Wojny, zdziesiątkowanie miasta, ofiary liczone w miliardach – wszystko to miało w założeniu stworzyć fundamenty pod nowe Imperium Decepticonów. W rzeczywistości cele Megatrona zaczęły być kwestionowane i poddawane w wątpliwość. Na czele spiskujących i planujących pucz stanął – miejsce na szok i niedowierzanie – Starscream. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, jak bardzo spodobała mi się motywacja Megatron na utrzymanie Starscreama przy sobie. Lider wie, że jego zdradziecki kompan jest silny, ambitny i zmotywowany. Wie, że Starscream będzie kiedyś przewodniczył Decepticonom, ale nie teraz. Przywódzctwo nad Decepticonami trzeba wywalczyć, a nie otrzymać. Dzisiaj należą oni, włącznie ze Starscreamem, do Megatrona. Takie rozumowanie pokazuje, że Deception – jak niejednokrotnie powtarzał na łamach komiksu – widzi wszystko. Mocno zapadło mi to w pamięć. Kolejna cegiełka do majestatu Megatrona. 

Jak zakończył się finał, kto zwyciężył, czy Optimus przeżył, czy doszło do zmian w szeregach Decepticonów, dlaczego Spike Witwicky jest w końcu cool - nie zdradzę, zachęcając Was do odkrycia tego samodzielnie. 

Pomysł na stworzenie historii rozwijającej się w innym kierunku niż ten zaproponowany przez Simona Furmana powstał z inicjatywy samego wydawnictwa IDW. Dotychczasowy scenarzysta był niemal monopolistą w kwestii budowania nowego uniwersum, ale to zadanie nie mogło ciągle opierać się na barkach jednego człowieka (przy okazji zmuszonego naprędce wiązać wątki swoich serii nie w planowanych 12 zeszytach, a 9, przez co finał jego runu ucierpiał na jakości). Shane McCarthy przedstawił zarys All Hail Megatron, który pierwotnie miała zamknąć się w 6 zeszytach, ale rozszerzono go do 12. Na modłę spopularyzowanego przez Infinite Crisis z DC Comics zabiegu, akcję All Hail Megatron przesunięto o rok do przodu, by zszokować czytelników nowym statusem quo.  

W przeciwieństwie do pierwszego aktu Transformersów, All Hail Megatron nie posiłkował się Spotlightami z wyjątkiem historii o Jazzie i Drifcie. Ten drugi, co należy zaznaczyć, zadebiutował na łamach maxiserii i został stworzony przez McCarthy’ego. Jego zapowiedź była szeroko promowana przez IDW, ale jednocześnie mocno spolaryzowała fandom (ale fandomy takie są). Jeżeli o mnie chodzi, to jak można nie jarać się  Antropomorficznym mechem kierującym się kodeksem robo-bushido? Ale jak już pisałem, fandom. 
 
 
Drift nie był jedynym powodem wzburzenia fanów. Kolejnym było odejście od narracji i motywów wprowadzonych do uniwersum IDW przez Simona Furmana. Dla przykładu Cybertron w runie poprzedniego scenarzysty nie nadawał się do zamieszkania, a już w pierwszym zeszycie McCarthy’ego tułają się po nim Autoboty. Dopiero gdzieś około 7 zeszytu All Hail... dowiadujemy się, dlaczego Cybertron „odżył”. To odsunięcie elementów charakterystycznych dla poprzednich komiksów stało się początkiem plotki, jakoby akcja komiksu działa się w alternatywnej rzeczywistości, a sam komiks należał do komiksowej linii Evolution, w której wydano np. steampunkowe Hearts of Steel3.

By rozwiać wątpliwości i naprostować fakty zdecydowano się na wydanie 4 zeszytów miniserii All Hail Megatron: Coda, które miały adresować wydarzenia pomiędzy runem Furmana i serią McCarthy’ego. Ostatecznie Coda została włączona do evenu jako zeszyty 13-16, ale zawarte w niej historie stanowiły bardziej wprowadzenie do nowego ongoingu niż łącznik dla poprzednich komiksów.  

All Hail Megatron faktycznie cierpiało na pewne nieścisłości pod względem fabularnym. Przed maxiserią nowe uniwersum Transformersów było wyłącznie wizją jednego autora. Furman uformował wielowarstwowy i koherentny świat, z wydarzeniami przeplatającymi się pomiędzy różnymi komiksami. Odrzucenie pewnych wątków na rzecz nowego, odważnego podejścia musiało siłą rzeczy podzielić czytelników. Dlatego opinie o All Hail Megatron w tamtym okresie były mocno nieprzychylne (delikatnie mówiąc). Dopiero poszerzanie się uniwersum IDW o nowych twórców i ich autorskie pomysły (poczekajcie aż dotrzemy do cudowności Jamesa Robertsa) uświadomiło fanom, że zmiany wprowadzone przez Shane’a McCarthy’ego wcale nie były takie diametralne. 

Ostatecznie zsynchronizowany koncert destrukcji i rodzącej się na nowo nadziei uderzył w wysokie tony. 

Bis: kawał świetnej roboty wykonał Trevor Hutchison, który do każdego zeszytu narysował alternatywne okładki w stylu radzieckich propagandowych plakatów. Klasa. ROBOTnicza. Kurtyna.



1 Eric Holmes pracował w branży gier przy The Incredible Hulk: Ultimate Destruction i, już ledwo pamiętanym, ale całkiem udanym, Prototype. Mówi się, że Holmes zgolił głowę by wyglądać jak Grant Morrison, co - przy jego szkockim pochodzeniu – mogłoby zmylić potencjalnych wydawców do nawiązania z nim współpracy. Najprawdopodobniej w takich okolicznościach dostał szansę napisania historii Megatrona. 
2 Według słów Erica Holmesa Megatron: Origin miał pierwotnie ukazać się pod szyldem Dreamwave, jednak wydawnictwo zawczasu zbakrutowało. IDW zdecydowało się wznowić projekt i skrócić go z 6. numerów do 4. W brakujących zeszytach miał pojawić się „mentor” Megatrona, z którym ten dzieliłby silną więź nim jeszcze został gladiatorem. Kilka lat później James Roberts zaadresowałby te wydarzenia wprowadzając je do kanonu wraz z Terminusem.   
3 W 2017 roku część wątków z Hearts of Steel retconowano i dodano do continuity IDW.


W kolejnym odcinku: Parszywa Dwunastka! 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.