Avalon » Publicystyka » Artykuł

Parker Summer Vacation - komentarz do Amazing Spider-Man: Renew Your Vows #19 - Sobb



Odkąd za sterami serii opowiadającej o rodzine parkerów stanęła Jody Houser, moja opinia o The Amazing Spider-Man: Renew Your Vows znacznie się pogorszyła. O ile pierwsze numery jej autorstwa jeszcze dało się czytać, to ostatnie trzy zeszyty (obejmujące historię Fast times on Midtown High) były po prostu tragiczne. Nic tutaj nie grało, nic nie było w nich ze świeżości pierwszych numerów pisanych przez Gerry’ego Conwaya. Dodatkowo wysunięcie Annie Parker na pierwszy plan zabijało w całości to, czym seria była od początku. Zwieńczeniem problemów były tragiczne rysunki, które przypominały raczej opowiastkę dla dzieci (chociaż rating na okładce mówi co innego). Sytuacja była tak tragiczna, że postanowiłem dać jeszcze tylko jedną szansę serii. Szansą tą miała być jednozeszytowa historia opowiadająca o wakacjach Parkerów. Jody Houser cofa się w niej o 8 lat, czyli do okresu, który znamy z pierwszych numerów. Czy udało jej się odbić od dna i w końcu zaciekawić historią? Zmiana rysownika dobrze wpłynęła na historię?

Wszystko zaczyna się od małej sceny, w której Peter Parker przegląda zdjęcia, w czym towarzyszy mu jego córka Annie. Po krótkiej wymianie zdań, przenosimy się w czasie o 8 lat, kiedy to Peter oraz Mary Jane udają się samotnie w podróż statkiem. W tym czasie Annie zostaje „pod opieką” Logana (który zabiera ją na akcję X-Menów). Podczas rejsu Parkerowie chcą oddać się odpoczynkowi- po ciężkim okresie zdecydowanie się im on należy. Widzą jednak, że nie pasują do otoczenia. Przede wszystkim dysonans widać na poziomie klasy społecznej (na statku otaczają się przede wszystkim bogatymi ludźmi). Wyraźnie widać to przy próbie podjęcia rozmowy przy kolacji z innymi wczasowiczami. Naprawdę gorąco robi się wtedy, kiedy temat schodzi na Spider-Mana, który nie jest lubiany przez nowo poznanych znajomych Parkerów. Peter delikatnie mówiąc ma dosyć i wstaje od stołu. Na następnej stronie widzimy jak małżeństwo, które zabiera się do spania dyskutuje o tym, czy rejs w takim otoczeniu to faktycznie dobry pomysł. Dyskusja przerwana jest wzruszeniem się statku, który atakowany jest przez morskiego potwora. Na szczęście zarówno Peter jak i Mary Jane wzięli ze sobą kostiumy. Prędko przystępują do ratowania wczasowiczów oraz poskromienia bestii. W międzyczasie na statku pojawia się Namor, który wyjaśnia, iż statek wpłynął na teren morskiego potwora i narusza jego strefę życia, a potwór zwyczajnie broni swoich młodych. Statek zmuszony jest zawrócić. Następnie widzimy oczekiwanie na samolot powrotny. W kolejce Parkerowie słyszą narzekania niedawno poznanych znajomych na zmorę jaką jest spider-rodzina. Tym razem to Mary Jane nie wytrzymuje i zaczyna krzyczeć na zajętych wyrażaniem niezadowolenia wczasowiczów. Oznajmia Peterowi, że wychodzą. Komiks kończy się sceną, w której Parkerowie faktycznie dostali wymarzone wakacje we dwoje. Postanowili wrócić do domu wynajętym samochodem, przez co podróż będzie trwała długo.

Czytając ten komiks liczyłem się z faktem, że prawdopodobnie będę się żegnał z tą serią. Nie oczekiwałem niczego piorunującego, ani nawet na miłej historii. Okazało się, że zakładałem zbyt pesymistyczny scenariusz. Przede wszystkim historia jest przyjemna. Oczywiście nie jest to coś co zapamiętam na kilka miesięcy, ale na pewno trzeba powiedzieć, że jak na jeden zeszyt (w dodatku o wakacyjnym wydźwięku), wszystko ze sobą gra i dobrze się zamyka. Na pewno na plus jest to, że mamy faktycznie zarysowane relacje rodzinne. W poprzednich zeszytach na pierwszy plan wysuwała się Annie. Po okładkach zapowiedzianych zeszytów wydaje się, że ten trend zostanie kontynuowany. W moim odczuciu zabija to cały urok serii. W tym zeszycie na szczęście nie mieliśmy z tym do czynienia. Relacja Petera z Mary Jane jest niesamowita w każdym wydaniu (od 616, przez Ultimate na Renew Your Vows kończąc). Dobrze jest ją znowu widzieć w pełnym wymiarze. Jedyne co mi przeszkadzało, to trochę wypranie z charakteru MJ. Nie była zadziorna, nie użyła ani razu słowa „Tiger”, wydaje się że pociąg seksualny znacząco jej się zmniejszył (chociaż od pierwszego numeru Renew Your Vows, który rozpoczynał historię w czasie komiksu musiało minąć najwyżej kilka miesięcy, a tam jeszcze nie było z tym problemów), i ubrała pidżamę, której MJ w życiu by nie założyła. Trochę to zawodzi czytelnika. 

Wykorzystanie potwora morskiego uważam za udany pomysł. Jeszcze lepszy jest motyw z Namorem, który stara się chronić morze. Trzyma się to kupy. No, może oprócz momentu, w którym Namor zaczyna całować się z krzyczącą na niego kapitan statku. Możliwe, że chodzi tutaj o jego urok osobisty, ale tę część czytelnik musi sobie dopowiedzieć sam. 

Z denerwujących rzeczy trzeba wskazać też na małżeństwo wczasowiczów, które jest świetnym toposem snobów. Problem polega na tym, że toposów chyba nie należy umieszczać w takich komiksach- ludzie są troszeczkę bardziej złożeni i posługiwanie się modelowym charakterem jest pójściem na łatwiznę. 

Oczywiście trzeba wspomnieć też o rysunkach. Tutaj, musze przyznać, zawiodłem się najbardziej. Gdyby komiks był ilustrowany przez Ryana Stegmana (który ilustrował pierwsze zeszyty), prawdopodobnie komiks podobałby mi się kilka razy bardziej. Niemniej cieszyłem się, że za rysunki weźmie się Scott Koblish, który nie raz pokazał, że naprawdę umie ładnie narysować historie. Tutaj jednak to nie zagrało. Koblish rysuje zazwyczaj o wiele lepiej (w moim odczuciu także w innym stylu). Wygląda to tak, jakby zapłacono mu połowę stawki. Możliwe, że panele wyglądają tak źle z uwagi na nieumiejętnie nałożone i dobrane kolory. Nie jestem w stanie jednak tego stwierdzić. Oczywiście, jest znacznie lepiej niż w przypadku poprzedniej historii, jednak naprawdę oprawa graficzna odbiera bardzo dużo. Osobiście znalazłem tylko jeden panel, który naprawdę mi się podobał (scena, w której Annie walczy u boku X-Menów). Spider-Man w kostiumie wygląda jeszcze jako tako. Pozostałe części świata- średnio. Prawdziwą zmorą są jednak twarze. Myślę, że idealnie obrazuje to oblicze Namora na jednym z paneli. Tragedia. Niestety nie zachęca to do kontynuowania lektury w przyszłości. 



Jak więc podsumować historię? Jest to bardzo przyjemny numer wakacyjny, idealny na chwilę odpoczynku i rozluźnienia po ciężkim dniu. Nie mamy tutaj zbytniego obciążenia umysłowego, natomiast jest prosta, szybka i w miarę dobrze opowiedziana historia. Ma jednak masę mankamentów, które odbierają stuprocentową przyjemność z odbioru. Usterki sprawiają, że komiks nie jest tak przyjemny jak mógłby być. Koronacją tych usterek jest oczywiście oprawa graficzna, która sprawia, że po prostu trzeba mieć w sobie pewną dozę samozaparcia, żeby faktycznie odczuwać satysfakcję. Ja to samozaparcie znalazłem. Największym motywem, by zignorować te czynniki było porównanie do poprzednich numerów serii. Tutaj jest znacznie lepiej. Skok jakości jest bardzo widoczny. Prawdopodobnie właśnie to jest motorem do formułowania pozytywnych opinii o tym zeszycie, jednak pewność zyskam dopiero 20 czerwca, kiedy to wyjdzie kolejny numer (tym razem w czasie, w którym Annie ma 16 lat). Mam nadzieję, że nie czekam na rozczarowanie. 

Sobb

Amazing Spider-Man: Renew Your Vows #19
"Parker Summer Vacation"
scenariusz: Jody Houser
rysunki: Scott Koblish


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.