Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #41 (28.04.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 kwiecień 2008 Numer: 17/2008 (41)


Tydzień z gatunku "dla każdego coś dobrego". Secret Invasion powoli się rozpędza, miłośnicy Hulka dostali dwa komiksy, a hipisi i fani X-Men nowe Uncanny X-Men.



Hulk vol. 2 #3 avalonpulse0041e.jpg
Demogorgon:
Miałbym drobną prośbę, skierowaną do każdego, kto posiada jakąkolwiek możliwość kontaktu z Jephem Loebem: czy mógłby mu łaskawie powiedzieć, że zielony Hulk nie mówi już o sobie w trzeciej osobie? Przez to muszę zaniżyć ocenę komiksu pod zarzutem olewania continuity. Zaniżenie należy się też za kompletnie pozbawiony sensu pomysł z robotami - harpiami. Oraz za tak słabą intrygę - owszem, dalej nie mamy pewności, że to Samson, ale prawdopodobieństwo rośnie coraz bardziej. Będąc jednak szczerym, przyznaję mu plusa za uśmiech, jaki wywołał u mnie czerwony Hulk z karabinem. 5/10

Gil: O kurcze! A więc Krasnym Hulkiem jest Punisher! Ale... by było, gdyby to była prawda. Niestety, on tylko zachowuje się jak przerośnięty Punisher z poczuciem humoru Wolverine'a. Dla odmiany A-Ricky-Bombka zostawił rozum i słownik w innych spodniach, ale temu akurat się nie dziwię. A przy tak łopatologicznej wskazówce jako "łorany, to musi być ktoś już wcześniej napromieniowany gamma, ale nie mówcie Samsonowi" trudno nie podejrzewać wyżej wymienionego. Oczywiście, jeśli nie robiło się tego już wcześniej. Pan rysownik dla kontrastu zaserwował nam niezapomniane widoki stóp oraz Marysię Hill o wyglądzie Sierotki Marysi. Co ciekawe, i tak jest lepiej niż poprzednio, bo w końcu do czegoś to prowadzi. Ale to coś dopiero za miesiąc.
Może dostać 4/10.
redevil: Kolejny cudowny numer Loeba. Scenarzysta świetnie buduje atmosferę tajemniczości dzięki temu, że dalej nie ujawnia, kto jest Czerwonym Hulkiem, dodatkowo inteligentnie skonstruowana fabuła pogłębia psychologię głównego bohatera. Zaskakująca końcówka sprawia, że czytelnik z wielką niecierpliwością oczekuje kolejnego numeru. Nooot!
S_O: Wow, takich głupot dawno nie czytałem (ok, praktycznie co tydzień podobna durnota się trafia, ale rozumiecie, co miałem na myśli). Cały numer zajmuje pozbawiona jakiegolwiek sensu bijatyka Krasny Hulk/Rick "A-Bomb" Jones/mechaniczne Harpy. Do tego Loeb wtrynia dodatkowe "zagadki", które w zamierzeniu miały zapewne intrygować, ale jedyne, co osiągnęły, to ciche "yeah, whatever" z moich ust.
A że to trzeci numer serii, a Wolverine'a ani widu, ani słychu, to zgaduję, że to nasz Kanadyjczyk jest Krasnalem.

Krzycer: Może jak na Loeba jest to niezła rzecz, ale obiektywnie rzecz biorąc, to ciągle syf. Tak idiotyczny, że aż zabawny i pewnie będę czytał go dalej, ale... no cóż. Szmatławiec i tyle. Wygląda na to, że co miesiąc będziemy otrzymywać kolejną Wielką Zagadkę - w tym numerze: "Co takiego Bruce wyszeptał Rossowi do uszka?" - ale jakoś zagadki te ruszają mnie jeszcze mniej niż Loebtimatesowe "kim jest BP", "kto wypuścił sextaśmę Starka" itd...

New Exiles #5
S_O: Dobry Boże, co za nonsens. Miłość księcia do smoczycy wyznaczyła nowy poziom głupoty w przemyśle komiksowym W OGÓLE (gdyby to był w dodatku samiec, komiks pod masą własnej głupoty zapadłby się w sobie i stworzył czarną dziurę. Wiem, co mówię, oglądałem większość odcinków "Stargate"). Pozostali bohaterowie też zachowują się jak niedorozwinięci, zwłaszcza Morph (ale z nim tak było, od kiedy Chris przejął tytuł, więc nic nowego). Kreska też mi jakoś nie podeszła, jakaś taka dziecinna-kreskówkowa.

avalonpulse0041f.jpg Hulk vs. Hercules: When Titans Clash
Demogorgon: Jeden z najlepszych komiksów tygodnia. Podobało mi się wszystko, od gry na automacie począwszy, a na samej historii o tytanach skończywszy. Czytanie tak doskonałego dopasowania opowieści do continuity i mitologii, a przy tym będącej niezobowiązującą bijatyką, sprawia, że czuję się szczęśliwy. A te stare czasy, gdy Ares miał irokeza, wywołują u mnie uśmiech nostalgii. A biorąc pod uwagę, że mój "prawie-jak-imiennik" jest obecny na okładce następnego numeru Incredible Herculesa, jak też i w środku, zaczynam podejrzewać, jak ziemscy bogowie planują postąpić z bogami Skrullów. 8/10
Gil: Oto lepszy z tegotygodniowych Hulków. Po pierwsze dlatego, że nie jest całkiem wyrwany z continuity (jak wiele 1-shotów), a wręcz dokładnie i ostrożnie w niej umieszczony. Po drugie... no, ba - za Atenę! I wreszcie, za naprawdę ciekawą historię, która poprawnie adaptuje mitologiczne wątki do nowych sytuacji oraz za Demogorga Bogożercę, który powróci niedługo w serii. Oj, będzie się działo! Jest kilka świetnych momentów i tekstów, ale rozbroił mnie jeden kadr - nie wiedziałem, że Razorback był Tytanem...? :D Ponieważ to jeden z najciekawszych one-shotów od dawna, a do tego zawiera przedruk klasyka i pewien bonus, dam mu nawet 7/10. A co! Zasłużył!
S_O: I tak powinien wyglądać dobry Hulk! Podobnie jak w najnowszym Incredible Hercu, rónież tutaj Pak umiejętnie łączy krótką historyjkę z przeszłości, opowieść z morałem i przypomnienie ważnej w jego zbliżającym się story-arcu postaci (co było potrzebne tym nielicznym osobom, które nie czytają tekstów Gila o historii 616). Czyta się miło, ot, niezobowiązujące miażdżenie, ślicznie umieszczone w continuity.

She-Hulk 2 #28
Gil: Tym razem jest nieco dziwnie. Czyta się dobrze, ale wokół historii krąży wiele znaków zapytania, a brak solidnego punktu zaczepienia. Bran nie jest tym, za kogo wszyscy go uważali. Kim więc jest? Skrullem raczej nie... No i kim u diabła jest Moore? Jak udało mu się pogrążyć Shulkie i po kiego czorta? To na pewno zostanie wyjaśnione prędzej czy później, ale przydałyby się chociaż jakieś wskazówki. Dialogi jak zawsze wyśmienite, akcja też jest, ale wspomniany minus i miejscami nie najlepsze rysunki sprawiają, że wrażenie nie jest tak dobre. Tym razem 6/10, ale jestem pewien, że to jednorazowy spadek formy.
S_O: Cóż, PAD nie schodzi poniżej pewnego poziomu, jednak ten numer pisał bardziej "FNSM" PAD, niż "X-F" PAD. Poza szokującym wyznaniu Jaz z początku numeru (patrzcie First Looks, True Believers!) nie było w tym numerze nic, co by mnie powaliło, chociaż sam był bardzo dobry. Ale Peter wpada powoli w syndrom Loeba - za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni.
Krzycer: Niepokonany PAD serwuje kolejny świetny numer. Znowu pojawia się Bran, tylko, że nie do końca... Ale przynajmniej dysponuje supersiłą. To zawsze coś. Jaz powtarza numer z kulką, jaki Arni zaserwował w Terminatorze 3, dostajemy też kolejne wskazówki co do okoliczności, w jakich Shulkie rozstała się z karierą prawniczą.
Ale wszystko to przebija absolutnie genialna, absolutnie padowa końcówka.
PAD rządzi.


Mighty Avengers #12
avalonpulse0041g.jpg
Gil: Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to najlepszy numer Majtów w historii. Co najważniejsze, napisał go Bendis, a nie ten Skrull od poprzednich, więc wszystko stoi na wysokim i dojrzałym poziomie. Co nie mniej ważne, Alex Maleev jest w świetnej formie i chociaż jego rysunki są mniej noir, podobają mi się wyjątkowo. Teraz nie mogę się doczekać serii z Jessicą Drew ich autorstwa (która przy okazji świetnie wygląda tutaj). A wracając do fabuły numeru, to pokazuje ona wszystko, co potrzeba i dokładnie tak, jak należało to pokazać. Bez Nicka wyskakującego zza krzaka z rewelacjami, ale z powolnym budowaniem akcji w długim okresie czasu. I nie bójcie się tej ostatniej strony, bo widać, że zawiera jedynie domysły, a nie wersję ostateczną. Niemniej, robi wrażenie. Dobre akcje, dobre teksty, genialne rysunki, zasłużona i mocna ósemka. Czyli 8/10.
redevil: Zacytuję swoją ulubioną aktorkę/piosenkarkę: "That's hot". Cieszę się, że Bendis poświęcił Fury'emu cały numer, żeby wyjaśnić kilka zagadek i nurtujących pytań. Raduje me serce także fakt, że ktoś przejmuje się ludzkością i walczy o nią, nie bojąc się zabijać wroga. Zapowiada się, że Fury stanął przed największym wyzwaniem swojego życia. I ja mu kibicuję, jak Skrull Skrullowi :P . Maleev świetny, tylko, że po przeczytaniu komiksu mam problem - też chcę taki zegarek, jak miał Nick. 9/10
Hotaru: To wiekopomna chwila - pierwszy raz, od kiedy czytam Mighty Avengers (a czytam od pierwszego numeru), nie mam obiekcji zarówno do scenariusza, jak i do rysunków. Komiks czyta się naprawdę dobrze, chyba po raz pierwszy za Inwazję zabrał się zdolniejszy z bliźniaków Bendis i paranoiczną klimą przypomina mi Captain Marvel Reeda. Jeśli w tym kierunku pójdzie Secret Invasion - bring it on! A to, że w tytule o Mighty Avengers praktycznie zabrakło Avengers? Wolę to niż poprzednie jedenaście numerów.
Gamart: Fury wymiata i tyle. Wydymał Skrullów jako pierwszy [jednego nawet dosłownie], ma świetny zegarek, włamuje się i bez problemu ucieka każdemu. Wie wszystko o wszystkich i ogólnie Nick wrócił w najlepszym możliwym stylu. Ogromny krok dla Inwazji. I oczywiście ostatnia strona, która nakręca wielce wydarzenia. Maleev jak za najlepszych czasów w DD. Numer tygodnia zdecydowanie.
Soundtrack: Bob Dylan - Like A Rolling Stone
S_O: W tym numerze dowiedzieliśmy się, gdzie Fury był, jak go nie było. Czy potrzeba większej motywacji do sięgnięcia poń? Jeśli nie, to wspomnę jeszcze o genialnej atmosferze Infiltracji, świetnych rysunkach Maleeva i przezarąbistym zegarku jednookiego. Jedyne, czego mi było brak, to żart na temat Samuela L. Jacksona w scenie z "łysym" Nickiem.
Krzycer: Zielono mi... Ładny numer. Bardzo ładny numer. To pierwszy komiks z rysunkami Maleeva, jaki przeczytałem i już go bardzo lubię. Wreszcie dowiadujemy się, co Nick robił przez ostatnie parę lat (616-wise - miesięcy). Polował na zielonych, rzecz jasna. Z klasą. Świetny numer. I końcówka - kolejny raz - który to już? - Bendis rzuca nam wskazówki pod nos. A jednocześnie kłody pod nogi.

Thor vol. 3 #8
Gil: Obecna historia przyniosła nam pewien spadek intensywności wydarzeń, ale szczęśliwie nie wiąże się to ze spadkiem poziomu historii. Poznajemy tym razem bardziej prawdziwą historię przygarnięcia Lokiego przez Odyna z dobroci serca, jednak nie to i nie walka z Surturem jest osią numeru. Oś nazywa sie Jane Foster, a wokół niej wiele się kręci, że wspomnę jedynie o lokatej pielęgniarce. Obie płaszczyzny opowieści są dobre i bliższe klimatem starszym historiom, ale nie pogniewam się, jeśli wrócimy już do stylu tej serii, bo jest pod każdym względem bardziej ;) A tymczasem 7/10.
S_O: Jeśli redakcji Avalonu kiedyś zabraknie pomysłów i zdecydują się zorganizować Mythology Modifying Mayhem, to Greg Pak i JMS powinni zmierzyć się ze sobą w finale (nie, żeby były jakieś wcześniejsze rundy...). Świetna reinterpretacja historii o Odynie przygarniającym Lokiego. Do tego dochodzą niemniej genialne dialogi między ojcem, a synem, między ukochanymi i między krukami. I co ta Lokówka kombinuje?

avalonpulse0041h.jpgMs. Marvel vol. 2 #26
Gil: Zaczynam podejrzewać, że najlepsi scenarzyści muszą mieć na imię Brian. Reed nie przestaje mnie zadziwiać, bo co bym nie wymyślił, on i tak wyskoczy z czymś jeszcze bardziej zakręconym. Na początek, prawda o agencie Sumie - zaskakująca, a jakże. Później, Karolka wybiera gorszą z możliwości, ale wynika z tego najlepszy z pojedynków. Sprawy się komplikują, ale nie na tyle, by nie dało się ich skomplikować jeszcze bardziej. Może przynajmniej dowiemy się, co z tym Williamem. No i nie można zapomnieć o Aaronie, który znowu prawie skradł numer, wyczyniając różne świństwa z LMD Moniczki. Czytało się świetnie, a Adriana Melo również dołożyła się do pozytywnych wrażeń, ale ponieważ górną granicę wyznacza w tym tygodniu Fury, może być tylko mocarna 7/10.
Krzycer:
Oj. Strasznie szybko się rozwiązała kwestia skrullowatości Ms. Marvel... Ale to nie szkodzi, bo numer obfituje w ciekawe momenty i sytuacje. Po pierwsze i najważniejsze, wreszcie Aaron ma godny siebie występ - zarówno w walce z Ms. M, jak i później, w domowym zaciszu z LMD... Do tego dowiadujemy się, że agent Sum Skrullem nie jest, bo tak naprawdę jest... no, tego jeszcze nie wiemy. Ale zdecydowanie jest interesującym człowiekiem.
A do tego końcówka. Czyli jednak William był... Ale czy naprawdę Skrullowie go...?
I jeszcze jeden ciekawy fakt: "All-new all-different" Skrull nie był unikatem - to tylko "model" Skrulla (no chyba, że prawdę głosił tytuł Bonda, że "Żyje się tylko dwa razy"). Ciekawie się akcja rozwija, bez wątpienia.
Loeb powinien się uczyć od Reeda. Obaj zadają pytania z szybkością karabinu maszynowego. Tylko jednemu to wychodzi.
S_O: Jakby za mało było Skrullów (tak, w liczbie mnogiej!), to jeszcze dowiadujemy się, kim naprawdę jest agent Sum, że były chłopak Carolci, Will-yam, jest Kree, i czemu Aaron posiada LMD Photon. Oczywiście, nie muszę chyba dodawać, że mimo Inwazji, para robotów kradnie numer, prawda?

Ultimate Fantastic Four #53
redevil: Świetny finał historii, która dzięki temu ma u mnie mocną 4. Muszę napisać, że seria po takich wyskokach nabrała swojego klimatu i ma czym wyróżniać się w świecie Ultimate (w przeciwieństwie od Loebtimates). Ultimate'owy Reed jest naprawdę niesamowitym geniuszem, skoro potrafi wymyślić i skonstruować takie rzeczy. Na nieszczęscie Johnny nie zginął i dalej będzie męczył swoją obecnością. Rysunki momentami mocno przypominały te rysowane przez Jima Lee, ale to raczej plus. 8/10

Ultimate Spider-Man #121
Hotaru: Zdolniejszy bliźniak był w tym tygodniu wyjątkowo płodny - pomimo robótki w Mighty nie zapomniał o tytule, w którym zwykle się udzielał. A ten jest napakowany nastoletnimi tekstami i nastoletnim superbohaterstwem po uszy. Jest to chyba najbardziej rozrywkowy komiks, jaki czytuję i jeśli ktoś szuka właśnie tego - na pewno się nie zawiedzie.
Krzycer: N
ie spodziewałem się całego numeru na zakończenie wątku opieki nad sztucznym dzieckiem, więc Bendis ponownie mnie zaskoczył. Całkiem sympatyczny numer - zdecydowanie kradnie go JJJ ze swoją reprymendą panny Brand.
Ciągle dziwi mnie Kitty "wykopana z Instytutu Xaviera". Tak sobie myślę, że może trzyma się tej wersji, bo nie chce się przyznać, że opuściła zespół? Czas pokaże, kto się myli, ja czy Bendis...


Uncanny X-Men #497
avalonpulse0041i.jpg
Gil: If you're going to San Fransico, you're gonna meet... Sgt. Pepper's Lonely Heart Club's band! To pierwsze, co mi przyszło do głowy w związku z tym numerem. Jak to u Bru, akcja posuwa się do przodu na kilku stronach, a pozostałe tylko są. Posunięcie tym razem polega na pokazaniu twarzy hipisowskiej boginki, która... jakoś nikogo mi nie przypomina. Wow! Drugie posunięcie, to nagły i niespodziewany atak czerwonych Sentineli na kolej transsyberyjską i uwięzienie trzech szczególnych pasażerów. Ogólnie, jakieś to takie bez emocji i czegokolwiek. Natomiast ciekawą sprawą są rysunki, które poprawiają się z każdym numerem. Mike Choi (a to nie był Brandon wcześniej?) świetnie radzi sobie z kobietami - od strony wizualnej i aż miło popatrzeć. Faceci nadal wychodzą mu zbyt uproszczeni w mangowy sposób, ale można to znieść i liczyć na poprawę. Gdyby rysunki miały większy udział w ocenie, byłoby lepiej, ale tak będzie tylko 6/10.
Hotaru: Po lekturze odczułem melancholię. Przemknęło mi przez myśl, że moja przygoda z X-Men powoli dobiega końca. Mutancie tytuły, które niegdyś tak mi się podobały, odeszły - X-Men Legacy jak na razie nie dorasta do kostek Adjectiveless, Young X-Men to szyderstwo z bardzo dobrego New, New Warriors z ex-mutantami po długim upadku w końcu w moim mniemaniu zaliczyło glebę, Cable staram się wymazać z pamięci po pierwszym przeczytanym numerze, X-Force jak na razie pozostaje niewiadomą i tylko X-Factor, który przecież jest poza głównym nurtem, jeszcze mi się podoba. No i Uncanny, flagowy tytuł, który nie podobał mi się na długo, zanim Brubaker dostał go w swoje łapy, i nie podoba mi się nadal, pomimo świetnych rysunków Choia. Czyżby Farewell, my X-Men?
Gamart: Mi się ten stary klimat podoba, prawie jak Cleremont z lepszych czasów. No i Emma ze Scottem wygladają świetnie w groovy ciuchach. Ot, takie czytadło dla rozluźnienia.
Soundtrack: The Killers - Mr. Brightside
S_O: Pierwsza rzecz - świetne ciuszki przywdziali Scott z Emmą. Po drugie - w końcu zobaczyliśmy twarz "Bogini" i dam sobie rękę przy opuszkach uciąć, że jest to naćpana Martinique Jason z pamiętnego team-upu Wolverine'a i Gambita. Po trzecie - źli rosyjscy komuniści porwali naszych bohaterów z pomocą złych rosyjskich robotów. I wszystko byłoby jeszcze do przełknięcia, gdyby nie fakt, że "Red Room" mniej mi się kojarzy ze złymi rosyjskimi komunistami, a bardziej ze "Lśnieniem" Kinga.
Hendrix: Piotrkowi to się chyba ten pancerz z wiekiem coraz cieńszy robi, żeby tak odpaść po pierwszym strzale. A historia z San Francisco coś za bardzo mi przypomina końcówkę 4 sezonu Angela.
CrissCross:
Całkiem niezły. Trzeba pochwalić rysownika, bo naprawdę fajnie to wygląda. Niestety, znowu mamy wpadkę w historii. Tym razem Bru chyba zapomniał, na czym polegają moce Emmy. W czasie ostrzału przez policję Frost przybiera diamentową formę i jednocześnie utrzymuje iluzję (ubranie jej i Scotta). A przecież w tej formie nie może korzystać z telepatii. Oj, Bru znowu dał małą plamę. Ale tak poza tym, to całkiem nieźle.

Wolverine First Class #2
S_O: Zapamiętajcie na przyszłość: Wasabi > zmysł węchu Wolverine'a. Poza tym, świetnie napisany śp. Sabretooth, bardzo dobrze napisani Logan i Kitty (I'm totally a ninja), bardzo dobrze napisane camea pozostałych X-Men. Miłe czytadło, więc czemu nie czytać?

X-Men First Class vol. 2 #11
S_O: Wyczuwam zamknięcie serii. Numer wygląda tak, jakby scenarzysta postanowił poszukać weny w nie do końca legalnych środkach i wypalił o jedno "natchnienie" za dużo. Przeczytałem ten numer dwa razy i nadal nie jestem pewien, o co w nim, u diabła, chodziło. A to niedobrze.


avalonpulse0041j.jpgYoung Avengers Presents #4
Gil: Moja teoria o sinusoidzie się sprawdziła. Ale co się miała nie sprawdzić, jak przyszedł Cornell i uporządkował powstały po Civil War bałagan w relacjach między Visionem a Cassie? Dialogom nic nie można zarzucić, akcja też jest zgrabna i emocje w tle widać. Jest dobrze, a może nawet zaniesie się na jakiś dalszy ciąg w następnym numerze? Sam Vision niektórym może przypominać kukiełkę, która chce być prawdziwym chłopcem, ale w jego postawie jest coś z Ricka Deckarda i to plus. Jeśli chodzi o rysunki, to nie przepadam za Brooksem, ale niestety w tej serii wyznacza on wyżyny, więc przyklaśniemy mu jak mniejszemu złu. Dam mu 7/10, ale bliżej tej siódemce do tej hulkowej, niż do karolkowej.
Hotaru: Cóż, po świetnym poprzednim numerze wracamy do nijakich historyjek, które praktycznie do niczego nie prowadzą, a których fabułę zmieścić by można w kilku kadrach. Lubię rysunki Brooksa, ale to zdecydowanie za mało. Trochę się wściekam na Marvela, że tak bardzo rozmienia Young Avengers na drobne - boję się, że kiedy/jeśli Heinberg wróci pisać o swoich dzieciach, wszyscy zapomną już, jak genialnych było jego 12 numerów. Wielka szkoda. I nie wiem, co jest gorsze - patrzeć, jak fajni bohaterowie powoli się staczają, jak jest w tym wypadku, czy też zgnojenie ekspresowe, co miało miejsce w stosunku do kilku dobrych postaci w Young X-Men. I jednego, i drugiego wolałbym nie oglądać.
S_O: Czyli bajka o cybernetycznej kukiełce, która chciała być chłopcem. I mimo, że Cebulski dopiero co uraczył nas czymś wielce podobnym, to muszę stwierdzić, że mi się podobało. Post-CW historia Jasona jest ciekawa, a on sam też z gadającej sokowirówki przeistoczył się z postać z interesującą osobowością. No i jest jeszcze Cassie, która, jako młoda dziewczyna, jest w tym związku rozważna i logiczna, i wbija kilka szpilek w zad wszystkim zbuntowanym nastolatkom na świecie. Ta dzisiejsza młodzież...



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0041a.jpgShe-Hulk 2 #28

Autor:
Mike Deodato Jr.

Gamart: Okładki She-Hulk autorstwa Deodato to worek pomysłów po prostu, doprawiony świetną kreską. Tym razem tytuł w świetny sposób został zmieniony na część budynku. Do tego wielka ilość szczegółów i świetna gra świateł. Nie można też zapomnieć o perfekcyjnej She-Hulk w centrum. Jak bym chciał, żeby Djurdjevic robił więcej okładek, tak chcę widzieć pracę Deodato przy tym tytule jak najdłużej.



avalonpulse0041b.jpgUltimate Fantastic Four #53

Autor:
Gabrielle Del'Otto

Hotaru: Co podoba mi się w tej okładce, to niezwykła dynamika wylewająca się z kadru. Praktycznie każdy element kompozycji krzyczy ruchem, poczynając od postaci obydwu antagonistów (przy okazji, kudos dla artysty za oddanie detali obydwu), przez walące się ściany, aż po wypryskujący spod stóp Thinga grunt. Nawet niebo nie wydaje się statyczne. Nie zapomniano przy tym o oświetleniu - na tej okładce grze światła i cienia nie można niczego zarzucić. Może nie jest wybitna, ale więcej takich okładek na pewno nie zaszkodzi.


avalonpulse0041c.jpgX-Force vol. 3 #3

Autor: Clayton Crain

Lex:
Bardzo udany tydzień pod względem okładek. Wyróżniam tę zachęcającą do zakupu trzeciego numeru X-Force z kilku powodów. Po pierwsze, warto pisać o jej autorze, Claytonie Crainie, który ciągle nie jest zbyt popularny, a z pewnością posiada spory talent i oryginalny styl. Po drugie, ta okładka spełnia moje najważniejsze kryterium - intryguje, przykuwa uwagę i zachęca do sięgnięcia po komiks. No i chyba najważniejsza sprawa, świetnie prezentuje styl samej opowieści. Rahne z okładki w niczym nie przypomina nieśmiałej i niewinnej dziewczyny - jest krwiożercza i brutalna, a Marvel właśnie w ten sposób chce przedstawiać nową wersję X-Force.

Gniot tygodnia:

avalonpulse0041d.jpg New Exiles #5

Autor:
Alan Davis

Gamart: Okładki tej seri wyraźnie chcą być podobne do scenariusza. Motyw oklepany strasznie, to tego średnia kreska Davisa, któremu sie pewnie nawet nie chce tego rysować, i białe tło. Jak ja nie cierpię białego tła. Strasznie przeciętna praca i tyle.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.04.23



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.