Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z czerwca 2018

avalonpulse0.png

Pora podsumować, jakie komiksy Marvel wydał w czerwcu. Sporo debiutów: nowe solowe serie Iron Mana, Deadpoola, Hulka, Sentry'ego i Thora oraz nowa miniseria o Multiple Manie, który wraca zza grobu. O dziwo każda na co najmniej porządnym poziomie, ale nie radzimy jeszcze sięgać po pierwsze dwie. Poza tym: X-Men w Polsce, zerwane zaręczyny i ślub niespodziewanej pary mutantów, a poszukiwania Wolverine'a wciąż trwają...





Astonishing X-Men vol. 4 #12 

Krzycer: Hm. Hm. Hmmm... Tak jak ta seria dotąd mi się podobała - były może ze dwa numery, które były nudniejszymi zapchajdziurami, ale tak poza tym wszystko mi tu grało - tak chyba jednak liczyłem na jakiś większy finisz. To znaczy - niby jest tu wszystko, czego potrzeba, last stand przeciwko Shadow Kingowi, powroty w ostatniej chwili itepe itede - ale jakoś mi to nie wybrzmiało odpowiednio mocno. I szczerze? Obwiniam rysunki. Ten pomysł, by każdy zeszyt rysował kto inny, był poroniony od samego początku - ale decyzja, by finałowy numer narysował Sandoval to już był strzał w stopę. 


Dazzler: X Song 

Krzycer: To było zaskakująco okej. Pochylenie się nad mutancią bojówką, której daleko do Bractwa i innych typowo komiksowo-złolskich stereotypów, a która jest mimo to zdecydowanie negatywnym zjawiskiem, jest ciekawym pomysłem. W sumie to na tyle ciekawym, że chętnie przeczytałbym jakąś miniserię o tym, bo pomysł trochę się marnuje ściśnięty w jednym zeszycie do morału "razem pokonamy takich gnębicieli".  Ale komiks jest pozytywnym zaskoczeniem również z innej strony - całe jego istnienie służy temu, by wyjaśnić, czemu Allison wróci do X-Men w następnym numerze Astonishing. Czaicie? Komuś jeszcze chce się wyjaśniać takie drobiazgi, na które w 99 wypadkach na 100 współcześnie kompletnie macha się ręką. "Once an Avenger, always an X-Man" wystarcza - a tu nie, tu ktoś stwierdził, że trzeba zajrzeć postaci do głowy i wyjaśnić, czemu zmieniła swoje nastawienie. Niewiarygodne. 


Hunt For Wolverine: Weapon Lost #2 

Krzycer: Okej, to zaczyna być intrygujące. No bo widzimy coś loganokształtnego na stronach komiksu, więc od razu jest ciekawiej niż w "Adamantium Agenda" czy "Madripoor Mystery", gdzie raczej nie ma mowy, żebyśmy w ogóle coś loganokształtnego zobaczyli. Do tego stawki rosną, bo komuś dzieje się brzydka krzywda. "Adamantium Agenda" trafiło prosto w mój odbiornik fanserwisu, ale to "Weapon Lost" na razie wychodzi na najporządniejszy komiks spośród tych miniserii. 


Weapon X vol. 3 #19 

Krzycer: O, pierwszy numer Weapon X od co najmniej pół roku, w którym dostrzegam zarys sensu. Zrobiło się ciekawiej - chociaż "rosyjska generał w sekrecie jest mutantem" to twist rodem z lat 90 - więc czekam, co z tego właściwie wyjdzie. Tylko czemu dowódca SICKLE ma mundur pruskiego generała? 


X-Men Gold #29 

Krzycer: 
Jak zwykle, kiedy Guggi tonuje dialogi i po prostu stawia na akcję, dostaliśmy numer, który jest mniej oburzająco głupi od poprzednich. Ot, akcja. Parę niezłych momentów. Jest znośnie - czyli to absolutne wyżyny Goldów (i Guggiego). Tylko o jakiej "kosmetycznej różnicy" mówi Alpha odnośnie Colossusa? Cały ten wątek jest skonstruowany tak, jakby po przemianie w stal Colossus miał wrócić do jakiegoś starego, klasycznego wyglądu, tylko... tylko wygląda tak, jak zawsze. Nigdy nie wyglądał inaczej. O co biega w tym wątku? To ja coś przegapiłem czy rysownik niedokładnie przeczytał skrypt i zapomniał coś tu zmienić? 


X-Men Red #5 

Krzycer: Cóż... jeśli wasze facebooki przypominają mój, wszyscy widzieliście już większość tego zeszytu dzięki licznym polskim akcentom. Cassandra Nova w pałacu prezydenckim, dobry policjant, potyczka na bałtyckiej plaży i wejście Namora... coś pięknego. (A przy tym Asrar odrobił lekcje i wszystko wygląda jak należy - poza prezydentem, ale może to kwestia tego, że w Marvelu polskim prezydentem jest obecnie jakaś fikcyjna postać. Zdarza się - zresztą głowy państw widziane w poprzednich zeszytach chyba też nie miały nic wspólnego z rzeczywistymi odpowiednikami.) 

Ale jak, poza polskimi akcentami, wypada ten numer? Bardzo porządnie. Mamy pociągnięcie wątku sprzed dwóch zeszytów, które wypada bardzo dobrze. Tzn można było to rozegrać na dwa sposoby i albo pokazać, że po usunięciu nanosentinela morderczy rasista pozostaje morderczym rasistą, albo pójść w bardziej optymistycznym kierunku. Taylor zdecydował się na bramkę numer dwa i wyszła mu bardzo ładna, emocjonalna scena. 

Potem mamy potyczkę nad Bałtykiem, która ma kilka bardzo ładnych scen w warstwie scenariuszowej - wejście Namora jest znakomite, interwencja Jean też podpada pod optymistyczne rozwiązania, może nawet nieco zbyt łzawe - ale pal sześć, mi się podobało. Jest tu również parę ładnych momentów w warstwie wizualnej - szczególnie spodobał mi się kadr z Sentinelem chroniącym przed ostrzałem. 

Na koniec mamy wreszcie zespół w komplecie. Normalnie czepiałbym się, że potrzeba było na to pięciu zeszytów, ale tutaj tak naprawdę zespół był od samego początku, tylko trzeba było parę osób dokooptować. A na drugim planie wciąż działy się rzeczy, Cassandra robiła swoje i tak dalej. Tylko bohaterowie wciąż są w tyle - niby mają już sposób na nanosentinele, niby zaczynają działać, ale wciąż nie wiedzą o Cassandrze. To na dłuższą metę może się zrobić nudne. 



Immortal Hulk #1 

Krzycer: Ale to było dobre. I dziwne. Ale przede wszystkim dobre. Te rysunki, ten Hyde... pardon, Hulk. Już pierwsza strona świetnie wprowadza w historię, zwiastuje, co za chwilę zobaczymy. I jasne, to może brzmieć strasznie egzaltowanie - przecież to tylko rysunek gościa siedzącego w aucie z gnatem, patrzącego na stację benzynową, z nerwowym wyrazem twarzy który widzimy w odbiciu w lusterku... Cóż. Po pierwsze - to jednak dość skomplikowana kompozycja, jeśli potrzeba zdania złożonego by ją opisać. Po drugie - nawet, jeśli uznamy sam pomysł za banalny, to kurczę, wykonanie jest świetne. I potem, sama strzelanina - z krwiście czerwonym tłem na każdym kadrze z wystrzałem.  I potem, gdy Hulk bawi się w Batmana i eliminuje z cieni.  I potem, gdy w końcu pojawia się na stronie i wypełnia sobą każdy kadr. I wcześniej, kiedy gangiem bikerów kieruje ewidentny, stuprocentowy... pirat? Ok, to jedno wyszło dziwnie. 
Ale poważnie - nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi na rysunki Joego Bennetta - a internet mówi mi, że czytałem parę jego komiksów. I teraz nie wiem, czy to tutaj wspiął się po raz pierwszy na wyżyny, czy po prostu dotąd nie trafiłem na porównywalne prace. Ale ten zeszyt ma świetne rysunki, kadrowanie, kompozycję, kolory... Nie mam pojęcia, jaką historię Ewing chce tu poprowadzić. Nie wiem, czy za drugim i każdym kolejnym razem ten Hulk będzie na mnie robił takie wrażenie - pewnie nie. Ale ten pierwszy numer jest perfekcyjny.




Domino vol. 3 #3 

Krzycer: Nie wiem ile z przeszłości Domino zostało opowiedziane wcześniej. Wiem, że "była rezultatem eksperymentów" to stary wątek, ale nie wiem, czy był kiedyś szczegółowo opowiedziany. Zakładam że nie - że Simone jest pierwszą, która się w to zagłębia. No i... wychodzi jej coś mocno generycznego, przynajmniej na razie. Warstwa współczesna tego zeszytu jest z kolei dość prostolinijna - wielkie zaskoczenie, cała ekipa (w tym Hulk) wcale nie zginęła, więc jest miło, ale Domino wciąż ma podejrzenia. I niewiele ponad to. 
Jest to wszystko dość banalne, choć czyta się całkiem przyjemnie. Ale nie ukrywam, że za największą zaletę tej historii uważam, jak by to ująć, część logistyczną. Marvelowe komiksy są od lat często pisane na zasadzie "wszyscy znają wszystkich", choćby nie istniały żadne komiksy w których dwie postaci się spotkały. Tymczasem tutaj - najpierw dostaliśmy Cho, którego Domino poznała w ramach "Weapon X" Paka, teraz Cho skierował ją do Shang Chi, z którym sam miał wspólną przygodę na łamach "Totally Awesome Hulka" - widać, że Simone to prześledziła. 


Exiles vol. 3 #4 

Krzycer: Miałem zamiar się przyczepić, że pochodzący z relatywnej współczesności Thing nie widzi niczego dziwnego w wersjach Falcona i Misty Knight pojawiających się w XVIII wieku, ale pomysł z "kompresją timeline'ów" może to jakoś wyjaśniać. 
W związku z czym przyczepię się do innych rzeczy. Tych samych co w każdym zeszycie. Mamy tu tony niepotrzebnego tekstu - ten komiks prosi się o redaktora, który wywaliłby połowę dymków. Mamy tu Blink AoA, której Ahmed od samego początku nie czuje, co w tym zeszycie widać w momencie, gdy rozmawiając o koszmarach bomby atomowej pierwszym skojarzeniem Blink jest "w mojej rzeczywistości to my, Amerykanie, ci dobrzy, jej użyliśmy", a nie "w mojej rzeczywistości Apocalypse spustoszył bombami atomowymi całe Stany, a potem resztki ludzkości zniszczyły / niemal zniszczyły wszystko co zostało atomowym kontratakiem". 
Do tego dochodzą drobiazgi w rodzaju koślawego przejścia między scenami, gdy Thing deklaruje "przejdźmy na mój statek, tam możemy bezpiecznie porozmawiać" - i to się dzieje już po wylaniu paru stron tekstu w ramach rozmowy w tym "niebezpiecznym miejscu". 
Za to rysunki pozostają bardzo dobre. Rozkładówka z atakiem "Juggernauticala" jest świetna. 


Hunt For Wolverine: Adamantium Agenda #2 

Krzycer: Nie ukrywam, uśmiałem się z obrotu spraw pt "DNA Danielle Cage? Na co to komu". Dalszy rozwój akcji na pierwszy rzut oka jest nieco przypadkowy, ale ukrytym pod maską sprzedającym jest chyba Blockbuster (postura i kostium mniej-więcej pasują), więc ten Sinister nie jest tu aż tak randomowy. Do tego wplątanie w akcję Laury podnosi zawartość Wolverinowo-przyległych postaci z zera do jednej, więc mamy diametralny przyrost wolverinowości miniserii z Wolverinem w tytule. Poza tym łatanie dziury Cagem było bardzo zabawne. 


New Mutants: Dead Souls #4 

Krzycer: ...dałem się nabrać. Naprawdę dałem się nabrać. Częściowo dzięki temu, że zmyłka zabiera bardzo dużą część zeszytu. A częściowo dlatego, że jest świetnie napisana - z jednej strony wątpliwości Illyany, z drugiej emocjonalna ale zabawna rozmowa z Kitty, dobre sceny z Piotrem i Dani... bardzo dobrze to wszystko było napisane. A że okazało się zmyłką? Wciąż jest to ważne dla Illyany. 


Old Man Logan vol. 2 #41 

Krzycer: Po dwóch historiach na które Brisson miał autentyczny pomysł przechodzimy do typowego zapychacza. OMLogan kontra Kraven i trochę dinozaurów. Nic szczególnie ciekawego, ale wykonanie jest niezłe. A dwa zeszyty to powinno być akurat na taką historyjkę. 



Quicksilver: No Surrender #2 

Krzycer: Do listy postaci, których Ahmed nie łapie, poza Blink muszę chyba dopisać Quicksilvera. Te żarciki, to przebieranie Magneto za klauna, to noszenie ze sobą żółwia - czytam to wszystko i ni cholery nie rozpoznaję w tym Pietro. 


X-Men Blue #29 

Krzycer: Ech. Zazwyczaj lubię, kiedy historie mają swoje konsekwencje, kiedy "the end" nie oznacza, że zapominamy o wszystkim. Ale w tym wypadku mówimy o konsekwencjach "Killer Poisons from Outer Space" czy jak tam nazywał się ostatni venomocentryczny event, a o tej nijakiej historii akurat wolałbym zapomnieć. Opętany Jimmy Hudson nie jest ciekawy - ale, po raz kolejny w tym (...w tamtym) tygodniu, generyczny scenariusz zostaje porządnie zrealizowany, więc nawet nieźle się to czyta.


Amazing Spider-Man #801 

Dengar: Miałem rację pisząc w recenzji osiemsetnego numeru, że Slott żegna się w nim z czytelnikami Pająka. Niby to jest właśnie jego ostatni zeszyt ale uznam, że on w ogóle nie istnieje. Mógłbym określić ten zeszyt jednym słowem: kicha / klapa / dno / żenada / żal* (* niepotrzebne skreślić). Sorry, moi drodzy, ale po historii z Red Goblinem, która mimo pewnych niedociągnięć i niezrozumiałych decyzji była na swój sposób zarąbista, tutaj Slott pokazuje nam, że nie umie pisać. Nie żeby ten komiks był źle napisany, przeciwnie, ma ręce i nogi. Ale mimo wszystko po takiej historii jaką dostaliśmy na łamach poprzednich zeszytów, spodziewałem się że tutaj zobaczymy jak to wszystko wpłynęło naszego ulubionego ścianołaza. Owszem, spodziewałem się one-shotu. Ale nie takiego kiepskiego. Zamiast tego co się działo po ASM #800 dostajemy historię osadzoną trzy tygodnie po śmierci wujka Bena. Śledzimy losy jakiegoś faceta, Kennetha Kincaida Juniora, który raz został uratowany przez Pająka. No nie, mimo wszystko, mimo najszczerszych chęci…. Nie! 

Rodzyn: Podobał mi się ten numer. Tak jak nie przepadam za większością runu Slotta, to jego początki, o których pisałem wielokrotnie na Avalonie, były dobrym, bardziej przyziemnym Pająkiem, jakiego przygody chciałbym śledzić. Tutaj też scenarzysta skupia się na zwykłym człowieku, który jak wielu nowojorczyków spotkał kiedyś w swoim życiu Pająka. Taki powrót do przeszłości, spokojny epilog do swojego runu i domknięcie go pewną klamrą dzięki jak zawsze świetnym rysunkom Marcosa Martina. Brawo Slott, szkoda, że skręciłeś w pewnym momencie w inną stronę, ale wiadomo, sprzedaż skądś się musi brać. Czy teraz dasz sobie radę z Iron Manem i Fantastyczną Czwórką? Czas pokaże.



Tony Stark: Iron Man #01 

Rodzyn: Slott obiecywał zbroję Iron Mana na każdą okazję i słowa dotrzymał. Finggangfoombuster jest epicki, ale jednocześnie scena ta nie niesie za sobą zbyt wielu emocji. Poza tym jest dość zabawnie i lekko, ale żeby zatrzymać mnie przy sobie na kolejne numery? To Slottowi nie wyszło, szkoda. Za to rysunki Schiti są w porządku i miło się ten numer przegląda. W każdym razie: na ten moment nie ma co sięgać po tę serię.

Dengar: Widząc to, aż musiałem napisać kilka słów. Dosłownie kilka słów. Ja rozumiem, że Iron Man to bohater większego kalibru, że ma wrogów i to przeróżnych wrogów. Ja rozumiem, że ma kasy tyle że głowa mała i może budować przeróżne gadżety. Zbroja Hulkbustera też jest do przetrawienia. Ale zbroja specjalnie zrobiona do walki z Fing Fang Foomem? I to wyglądająca kurde jak Megazord z Power Rangers? Rylly? Ich walka przypomina nieco scenę z Pacific Rim… Nie, nie, jeszcze raz nie. Sorry Slott, wiem że się starałeś… no ale nie wyszło.
 


Cable #158 

Krzycer: Niestety, formuła zaczyna nudzić. Wciąż nieźle się to czyta, ale mam wrażenie, że nie wyniosłem z tego zeszytu niczego, czego nie powiedziałyby mi poprzednie - Metus to jakiś przyjaciel z dzieciństwa Cable'a, któremu mały Nathan zrobił krzywdę i nikomu o tym nie powiedział, więc Metus wracał raz po raz. 
To jest dobry pomysł. Tylko kolejne iteracje tej samej historii nie wnoszą nic nowego. Numer z Hope miał Hope - jej relację z Cablem itd. Ten numer w sumie ma X-Force, więc przyglądamy się relacjom Cable'a z grupą, która w miarę niedawno go poznała... i to w sumie jest niezłe, tylko teraz pojawia się nowy problem. Metus wbija się klinem w continuity i jestem coraz bardziej pewien, że nie ma tam dla niego miejsca. Akcja z tego numeru wygląda jak coś, co powinno kompletnie podważyć zaufanie grupy do Cable'a. I teraz tak - nie czytałem numerów X-Force z tych okolic. Ale albo tam grupa faktycznie mu nie ufała, tylko z innego powodu, a Metus jest niezręcznym retconem... albo grupa mu tam ufała, a Metus jest retconem nie pasującym do rzeczywistości. Ta druga opcja jest oczywiście gorsza, ale nawet ta pierwsza jest... taka sobie. 
Tyle dobrego że w tym numerze było więcej ciekawych elementów niż w poprzednim. Ale dobrze, że w następnym zakończą tę historię. 


Hunt For Wolverine: Claws Of A Killer #2 

Krzycer: To wciąż jest zaskakująco kompetentne. Horror w komiksie jest trudny, zombie są niesamowicie zgranymi przeciwnikami, ale pomysł, by coś w miasteczku niwelowało działanie czynnika gojącego jest świetny - nasze postaci, twardzi twardziele i twardzielka, stają się bardziej ludzcy, narażeni na ataki itp itd. Tak naprawdę cały komiks wisi na tym haczyku i nie oferuje wiele ponad to - ale to jest bardzo dobry haczyk. 


X-Men Gold #30 

Krzycer: Siurprajz siurprajz. Pisałem już w temacie o nowościach, zapowiedziach i spojlerach, gdy tylko fabułą tego zeszytu się wydała, że jestem na tak - że Peter i Kitty to nostalgia za czymś, co nigdy nie istniało, i rozwiązanie tego wątku w ten sposób to najlepsze możliwe rozwiązanie. 
Wyraziłem tam również wątpliwość co do tego, czy komiks będzie się dało czytać, bo Guggenheim jest w stanie położyć każdy dobry pomysł. 
No więc... nie położył tego. Nie wiem na ile śliczne rysunki Davida Marqueza nadrabiają za scenariusz, ale - to jest dobry numer. Pełen bardzo dobrych scen między postaciami. Och, jest tu parę typowo guggenheimowskich dowcipasów, które są wtrynione na siłę i nieśmieszne (pogadanka o kłach, dowcipy o Fantastycznej Czwórce dwóch Beastów i dwóch Icemanów... ale z drugiej strony kadr z Jean próbującą matkować miniJean był bardzo udany), ale to, co ważne - kameralne sceny między znającymi się od lat postaciami, towarzyszące im emocje - to wszystko wyszło naturalnie, wiarygodnie i całkiem przejmująco. Jestem pod wrażeniem. To może być jedyny naprawdę dobry numer całego tego runu, ale, no... jest naprawdę dobry. 
Tylko chciałbym w końcu otrzymać konkretne, definitywne oświadczenie co do obecnego statusu mocy Rogue, bo ostatnia strona trochę mi nie daje spokoju.

Sprawdź także: Spoilery z X-Men Gold #30


Hunt For Wolverine: Mystery In Madripoor #2 

Krzycer: Jak już pominiemy to, że zawartość Wolverine'a w tej miniserii wynosi zero koma zero, to zostajemy z całkiem przyjemną przygódką w duchu Claremonta. Nic wybitnego, ale dobrze się to czyta. Pomagają ciekawe rysunki. 


Multiple Man #1 

Krzycer: Czekałem na to - i nie zawiodłem się. Rosenberg pokazał mi w "New Mutants", że jest w stanie pisać humorystyczne ciągi zdarzeń ledwo trzymające się kupy, rodem z komiksów Petera Davida - i tutaj celuje w coś podobnego. No i zaczyna się to jak każda porządna historia o Madroksie - od więcej niż tylko jednej wersji bohatera, które natychmiast zaczynają żądać sprzecznych rzeczy, a potem... robi się tylko bardziej skomplikowanie. Jeśli - podobnie jak w większości wypadków David - Rosenberg będzie w stanie nadać temu chaosowi kierunek i na koniec wyjdzie coś w gruncie rzeczy mającego ręce i nogi, to będzie to bardzo przyjemna lektura. (Choć nie ukrywam - a propos nawiązywania do Davida - że cały czas zastanawiam się, czy za moment wchłonięty duplikat nie przejmie kontroli nad wchłaniającym i nie okaże się, że to ten wchłaniający był tym "złym". Co było praktycznie pierwszą rzeczą jaką Peter David zrobił z Madroksem, więc trochę wątpię, by ktoś chciał to kopiować 1 do 1, ale... no, zobaczymy). 


Old Man Logan vol. 2 #42 

Krzycer: Krótkie, przynajmniej nie marnuje czasu. No i ostatecznie okazuje się nie być tylko zapchajdziurą. To znaczy - tak, to jest zapchajdziura, ale daje OMLoganowi kopa, by poszukać drogi powrotnej. A że od samego początku istnienia tej postaci w głównym uniwersum wiadomo było, że ta historia zakończy się szlachetnym poświęceniem lub powrotem do domu (ewentualnie szlachetnym poświęceniem w domu), to pozostaje tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć "najwyższa pora". 


X-Men Blue #30 

Krzycer: Lubię tę serię. Naprawdę lubię tę serię. Ale co chwila mam wrażenie, że w nasze ręce trafia co drugi numer, a Bunn drugie tyle historii prowadzi tylko w swojej głowie. No bo teraz wszystko wskazuje na konflikt O5 z Magneto - tylko... czemu?


Deadpool #1

Rodzyn: Young zaczyna swój run w nieco filmowym stylu, więc na pewno osoby znające Deadpoola z ekranu dobrze odnajdą się w tej historii. Mamy parę brutalnych scen, jest humor (choć fali śmiechu nie wywołuje) i jakiś zalążek większej fabuły. Co ciekawe, mamy tu tak naprawdę dwie historie i rodzi się pytanie, czy w kolejnych numerach dalej będą rozgrywały się równolegle, czy też jest to jedynie kwestia jedynki? To kolejny debiutant czerwca, która szału nie robi. Na pewno broni się rysunkami Kleina. Czy lepiej niż u Duggana? Nie wiem, zajrzałem tutaj z ciekawości, gdyż tamtem scenarzysta był dla mnie bardzo nierówny.



Marvel 2-In-One Annual

Rodzyn: Cieszy mnie, że po tym jak Bendis odszedł z Marvela, znalazło się gdzieś miejsce dla Dooma, a tym bardziej Dooma będącego po "jasnej stronie mocy". Jako towarzysz Bena i Johnny'ego prezentuje się ciekawie, dodaje ich działaniom więcej logiki. Tutaj widzimy go w starciu z samym sobą z alternatywnej rzeczywistości, ale także w starciu ze wspomnieniami, które utracił. Chip Zdarsky umiejętnie wiąże wątki, których nikt do tej pory nie ruszał, przywraca też ciekawych graczy do rozgrywki. Przypuszczano, że Rada Reedów wróci wraz z rekonstrukcją multiversum po Secret Wars i pozostaje tylko pytanie, czy ich dalszą historię rozwinie dopiero Slott w swojej Fantastycznej Czwórce, czy też dokona tego Zdarsky jeszcze w tym tytule. Nadal żałuję, że to nie on będzie pisał nowe przygody Pierwszej Rodziny Marvela. Dlaczego Marvel nie dał mu tej szansy?
Numer z rysunkami Declana Shalveya, więc tym bardziej warto zwrócić na niego uwagę, jeżeli są tu jacyś jego fani.


Captain America #704

Rodzyn: No i skończyło się. Trochę za bardzo rozciągnięto tę historię, już chyba lepiej byłoby, gdyby ją skondensowano i wydano w formie jakiegoś Annuala. Jak się okazuje, nowy scenarzysta przygód Kapitana podejmie historię w tym samym miejscu, w którym zaczął ją Waid. Tym samym można się spodziewać, że to co pisał Mark w tych paru numerach zostanie zignorowane - nic więc dziwnego, że pisał on pewne wariacje na temat przyszłości, a nie zagłebiał się za bardzo w psychikę Kapitana po Secret Empire. Sposób w jaki Waid pisał Steve'a był dla mnie idealny  po tym, co się z nim w ostatnich latach działo. Przyjemne historie ze świetnymi rysunkami Samnee i Romero to była dobra odskocznia od cięższego klimatu i zagłębiania się w polityczne tematy. Może Ta-Nehisi Coates, który wejdzie na miejsce Waida zrobi z nich coś interesującego, dowiemy się dość szybko.



Black Panther #2

Rodzyn: Zachwalałem pierwszy numer, chociaż ten niewiele wyjaśniał sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Było intrygująco i klimatycznie. Drugi numer mnoży pytania, sugeruje pewne rozwiązania całej sytuacji, ale zbyt wiele miejsca poświęca na scenę pościgu/walki. Nie wnosi ona zbyt wiele do charakterystyki postaci, o których wiemy wciąż tyle samo co wcześniej. Nie mam pojęcia, jak długa ma to być historia, ale jeżeli znów Coates planuje dwunastoczęściową opowieść, chyba wrócę do niej dopiero na koniec.



Marvel 2-In-One #7

Rodzyn
: Jak przy Annualu: dobra chemia między potaciami, wszystko naturalnie zmierzające w ciekawym kierunku, do tego interesująca alternatywna rzeczywistość. Na dodatek dobre mrugnięcie okiem do The Terrifics od DC. Może nie do końca idealne, ale wciąż ciekawe rysunki Pereza. Seria trzyma poziom, nawet mimo paru potknięć, szkoda, że napewniej zmierza ku końcowi. 



Thor #2

Rodzyn: Drugi numer może odrobinę zbyt przegadany. O ile pierwszy pokazywał nam sytację wielu bohaterów, tak tutaj skupiamy się na Thorze i Lokim i ich nowych towarzyszach. Thori wciąż kradnie sceny, a reszta... jest ok. To numer, który pozwala zapoznać się z nowymi bohaterami tej opowieści, rozwijający sytację jaka jest w kolejnym z dziesięciu królestw. 
Del Mundo utwierdza mnie w przekonaniu, że po przerwie znów trafił do dobrej serii, która podkreśla jego talent. Może to kwestia scenarzysty? Z Aaronem zawsze wychodzi mu lepiej. 

Sprawdź także: Reakcja Atomowa #51 Thor vol. 5 #1


Amazing Spider-Man: Renew Your Vows #20

Sobb: Poprzedni zeszyt opowiadający o wakacjach małżeństwa Parkerów na jachcie wrócił serię na właściwy tor. Nowa historia jest idealnym momentem by sprawdzić, czy Jody Hauser tylko raz udało się napisać dobrą historię, czy jednak seria opowiadająca o pajęczej rodzinie znowu będzie zachwycać jak kiedyś. 
Motywem przewodnim jest Clone Saga. Na dźwięk tej nazwy większość fanów komiksów zacznie mieć niemiłe wspomnienia. Na szczęście, chociaż pierwowzór był tragiczny, istnieją przykłady całkowicie przyjemnego podejścia do tematyki (Ultimate Spider-Man). Główną bohaterką tej sagi będzie oczywiście Annie Parker. Oryginalny Spider-Man ten epizod w swoim życiu ma już dawno za sobą. Historia zaczyna się od wiadomości, iż postać podobna do Annie terroryzuje nowojorskich turystów. Rozpoczyna się śledztwo, w które zaangażowany zostaje Wolverine.
Numer okazał się świetnym początkiem dobrze zapowiadającej się historii. Oczywiście rysunki może nie są na najwyższym poziomie, lecz czytelnik się do nich przyzwyczaja. Po lekturze całego numeru wkurzają jedynie twarze (maski o dziwo wyglądają lepiej). Na pochwałę zasługują natomiast kolory. Zwłaszcza momenty, w których Annie widzi świat oczami klona wyglądają bardzo ciekawie. Nie jestem w stanie powiedzieć czy to już przyzwyczajenie czy naprawdę wychodzi to lepiej niż poprzednio- tak czy inaczej, nie specjalnie jest na co narzekać. 
Na pewno cieszy, że w numerze widzimy epizodycznie nowych przyjaciół Annie, których poznaliśmy przy okazji poprzedniego story arcu, brak za to niestety Mary Jane. Osobiście chciałbym by historia poszła znowu w kierunku rodzinnego rozwiązywania problemu. W starciu z Mr. Sinisterem i jego eksperymentami w zasadzie każdy członek pajęczej rodziny ma coś do zaoferowania. Osobiście 20 numer The Amazing Spider-Man: Renew Your Vows bardzo polecam i czekam na więcej.




Sentry #1

Rodzyn: Jeff Lemire zabiera się za solowe przygody kolejnego z superbohaterów - to sygnał, że możemy dostać naprawdę ciekawą historię. Po dodaniu swojej cegiełki do przygód Hawkeye'a i Moon Knighta, scenarzysta podejmuje się wyzwania i pisze nową opowieść o Sentrym. Bohatera trudnego do pisania, gdyż niełatwo jest opowiadać o tak potężnej i skomplikowanej postaci. Lemire podejmuje wątek tam, gdzie skończył go Cates w swoim pierwszym tomie o przygodach Doctora Strange'a - to tam Sentry powraca znów do komiksów Marvela. Robert Reynolds zmuszony jest do zamknięcia swojej drugiej osobowości w innym wymiarze, tak by tam pozostał także Void, niszcząca siła, która nie może przedostać się do "naszej" rzeczywistości. Niezbyt zadowolony ze swojego nowego życia, bohater poświęca się, by świat mógł pozostać spokojnym. W końcu musi jednak pójść coś nie tak...
Lemire czerpie z historii postaci, umieszcza tu różne elementy, które pojawiały się we wcześniejszych opowieściach o Sentrym, pokazuje charakter Roberta i pokazuje świat, jaki go teraz otacza. Do tego mamy tu świetne, ekspresyjne i dynamiczne rysunki Kim Jacinto, które nawet w spokojniejszych momentach świetnie się spisują. 
Liczę na to, że Lemire zbuduje z tą postacią historię, o jaką nie pokusili się wcześniejsi scenarzyści, pozwalając bohaterowi nadal istnieć w uniwersum. Jeden z lepszych debiutów czerwca.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.