Avalon » Publicystyka » Artykuł

Analiza 5. sezonu Agents of S.H.I.E.L.D.



Agenci TARCZY to dla mnie osobiście najlepszy serial superbohaterski, jaki do tej pory widziałem, a uwierzcie mi, oglądam ich naprawdę sporo. Dlaczego?

Moja przygoda z serialem rozpoczęła się wraz z jego premierą. Choć pierwszy odcinek miał spory budżet, nie mógł się poszczycić równie dobrym i wciągającym scenariuszem czy interesującymi postaciami. Ostudziło to mój zapał i porzuciłem serial na ponad rok. Zaczęły jednak docierać do mnie informacje, iż serialowi Agenci nabrali wiatru w żagle od połowy 1. sezonu, gdy fabuła produkcji zaczęła wiązać się z wydarzeniami z  filmu Captain America: Winter Soldier. Postanowiłem znów dać szansę perypetiom Coulsona i spółki i od tej pory oglądam je na bieżąco. Kolejne lata przynosiły ze sobą wiele epickich walk, wylanych łez, pożegnań i zaskakujących powrotów. Tym samym docieramy do finału 5. sezonu Agentów TARCZY, w trakcie którego byłem dość często zaskakiwany przez twórców tej produkcji różnymi mniej lub bardziej emocjonalnymi scenami. 

Począwszy od końcówki pierwszego odcinka, gdzie bohaterowie odkryli, iż trafili do przyszłości, do roku 2091 roku, gdzie Ziemia jest jedynie popękaną na wiele kawałków skorupą dryfującą w kosmosie, a oni muszą przetrwać na pewnej stacji kosmicznej. Agenci przez zbieg różnych okoliczności zostali rozdzieleni na mniejsze podgrupy i przez większość dziesięciu pierwszych epizodów muszą starać się przeżyć w ciągle zmieniających się dla nich okolicznościach. Couslson, Mack, May oraz Yo-Yo musieli podporządkować się panującym zwyczajom oraz prawom w kopalni rządzonej przez chciwego Grilla, który nie wie, co to współczucie, czy wybaczenie. Nie miał on złudzeń co do faktu, iż bycie jednym z ludzi zamieszkującym stację kosmiczną rządzoną przez Kree nie było wybawieniem dla garstki ludzkości, która przeżyła zagładę naszej planety.

Jak się jednak okazuje, nie wszyscy z agentów przenieśli się do przerażającej przyszłości. Leo Fitz jako jedyny nie trafił w ręce tajemniczego Enocha i nie został wraz z resztą zespołu przetransportowany w pobliże tajemniczego pozaziemskiego obelisku, który miał moc przenoszenia w czasie i przestrzeni. Zamiast tego został schwytany przez generał Hale, gdzie przebywał w zamknięciu przez wiele miesięcy, podczas których próbował odkryć, kto lub co stoi za zniknięciem jego przyjaciół. Dzięki pomocy Huntera udało mu się zbiec i trafić na informacje, które zaprowadziły go na ślad Enocha, mającego pod swoją opieką dziewczynkę o imieniu Robin oraz jej matkę Polly. Pierwsza z nich miała już okazję przewinąć się w historii opisywanej tu produkcji w kilku odcinkach trzeciego sezonu. Okazało się, że jest jedną z Inhumans i posiada podobne zdolności, co jej zmarły w tragicznych okolicznościach ojciec - ma dar widzenia różnych przebłysków z przyszłości, której podobno nie da się zmienić. 

Leo ostatecznie udał się w przyszłość dzięki pomocy wspomnianego Huntera oraz Enocha poprzez zamrożenie na ponad 70-letni sen. Tam też mógł w końcu uratować swą ukochaną Jemmę z rąk żądnego władzy przedstawiciela Kree, Kasiusa, który dzięki niezwykłej technologii swojej rasy był w stanie nie tylko zniewolić Simmons i podporządkować ją sobie, a również rządzić okrutną ręką wspomnianą już stacją kosmiczną. W całą sprawę został zamieszany pewien nastolatek o imieniu Finn. W ciągu kolejnych odcinków z postaci epizodycznej dość szybko zaczął stawać się dość ważnym dla fabuły bohaterem drugoplanowym, który dzięki nabytym zdolnościom kontroli skał, był w stanie pomóc tytułowym agentom w powrocie do swoich czasów.

Ta część sezonu prócz bardzo klaustrofobicznej atmosfery, potęgowanej przez ograniczoną liczbę lokacji (prawdopodobnie przez ograniczony budżet, głównie skupiony na przedstawieniu widzom bardzo dobrych efektów specjalnych), zaprezentowała również sporą ilość widowiskowych pojedynków. Wymienić tu można chociażby starcie Daisy Johnson z Sinarą, prawą ręką Kasiusa. Z plusów tej części chciałbym jeszcze wspomnieć o ścieżce dźwiękowej zasadniczo różnej od tej, do jakiej przyzwyczailiśmy się w poprzednich sezonach. Te nowe utwory bardzo dobrze budowały napięcie oraz nastrój zagrożenia ze strony Kree jak i armii przerażających wielkich kosmicznych robaków, karaluchów mocno kojarzących się z filmami z cyklu Obcy.

Najmniej w tych odcinkach podobała mi się charakteryzacja aktorów odgrywających reprezentantów rasy Kree, ponieważ nie zawsze dobrze prezentowała się ona na ekranie. Winę za to mogę jednak śmiało zrzucić na niedostatki budżetowe. Z mniejszych minusów mogę wspomnieć o zbytnim przeciąganiu wątku związanego z faktem, iż agentka Simmons na kilka odcinków została jedną z niewolnic Kree. W pewnym momencie zaczynał on mnie już nudzić. Dobrze, że zanim całkowicie przestał mnie interesować, został on spektakularnie zakończony, gdy wspomniana bohaterka została uratowana przez Fitza. Z pozostałych rzeczy, które niezbyt tu zagrały, wymieniłbym także postać Kasiusa. Nie bardzo wiem, jak powinienem go traktować, bo raz przedstawiany był jako zaślepiony władzą kosmita, a innym razem widać było, iż zależy mu na swoich ludziach, w szczególności Sinarze, którą traktował jako kogoś więcej, niż tylko narzędzie do osiągnięcia własnych celów oraz ambicji. To rozchwianie niestety nie zostało dobrze zaprezentowane na ekranie, przez co niezbyt mogłem się zaangażować w wątek tego łotra.

Począwszy od jedenastego odcinka akcja serialu przenosi się z 2091 roku do współczesności, gdzie tytułowa drużyna miała ostatnią szansę, by zmienić losy ludzkości. Dodatkowo jesteśmy świadkami debiutu nowej postaci, nastoletniej Ruby, córka generał Hale, która ma obsesję na punkcie Quake. 

Epizod dwunasty tego sezonu, to jednocześnie setny odcinek serialu. To nie tylko powód do jubileuszu, ale również punkt zwrotny w życiu Fitza i Simmons, którzy w końcu w towarzystwie kompanów z TARCZY mogli stanąć na ślubnym kobiercu. Dodatkowo zaszokował mnie fakt, iż  Coulson powoli umiera. Wiązało się to z faktem, iż zawarł on tajemniczy pakt z Ghost Riderem w finale 4. sezonu, na mocy którego serum z krwi Kree, które utrzymywało go przy życiu wyparowało, w momencie, gdy na chwilę przyjął moc Ducha Zemsty, by pokonać Aidę. Dowiadujemy się także, iż Deke, który trafił wraz z agentami do teraźniejszości, jest wnukiem wspomnianych państwa młodych. 

Kolejne odcinki, to wątki skupione na poszukiwaniu Gravitionium, metalicznej płynnej substancji, która miała pomóc w zamknięciu przejścia do wymiaru koszmarów, które to wrota zostały otwarte przez generał Hale. Okazuje się także, że zła wersja Fitza, która pojawiła się w drugiej połowie 4. sezonu, nie zniknęła na zawsze. Młody agent cierpiał już od jakiegoś czasu na rozdwojenie jaźni, a jego alter ego coraz częściej podejmowało decyzje, na które on nigdy by się nie odważył. To dlatego przeprowadził na Daisy okrutny zabieg pozbycia się technologii Kree z jej szyi, co miało za zadanie blokować jej moce. Urządzenie zostało jej wczepione z rozkazu Kasiusa, by dziewczyna, zwana w przyszłości Niszczycielką Świata, mogła być posłuszna woli kosmity. W dalszej części sezonu Coulson ma w końcu okazję stanąć oko w oko z panią generał Hale. Kobieta należy do Hydry, o której myślano, iż została ona ostatecznie zniszczona, a jej członkowie zabici lub aresztowani. Jak to z Hydrą bywa, komuś udało się przetrwać i teraz Hale układa się z kosmitami. 

Ta część 5. sezonu przyniosła ze sobą także powrót kilku postaci znanych z historii Agents of SHIELD. Pojawia się generał Glenn Talbot, który pojawił po raz ostatni w finałowym odcinku 4. sezonu, gdzie został postrzelony w głowę przez robotycznego sobowtóra Daisy. Udało mu się przeżyć, by znaleźć się w rękach generał Hale, której pod wpływem wielomiesięcznych tortur zdradził najbardziej skrywane tajemnice TARCZY oraz wojska. Kolejną z powracających postaci był Carl Creel potrafiący przyjąć właściwości każdego materiału, niegdyś superprzestępca, następnie współpracownik Talbota, a obecnie stronnik generał. Najbardziej jednak zaskoczył mnie powrót Wernera Von Struckera, który gdy ostatnio mieliśmy szansę go zobaczyć, był w stanie katatonii po tym, jak w 3. sezonie Agentów miał pecha znaleźć się w pobliżu Lasha. Mężczyzna dołączył do Hale by pełnić w jej drużynie rolę mózgowca. Generał zrekrutowała także Antona Ivanova znanego z 4. sezonu, w którym za sprawą działań Aidy jego świadomość oraz pamięć zostały przetransportowane do ciała robota.

Bohaterom udało się pokonać większość wspomnianych osób, w tym Ruby, która została zabita przez Yo-Yo. Kobieta jako jedyna miała okazję spotkać w pierwszej części sezonu swoją wersję z przyszłości, która nie tylko nie posiadała rąk, ale również była często zabijana i ponownie przywracana do życia. Ostrzegła ona swoje młodsze "ja" przed tym, by nie popełniła ona tego samego błędu co ona i pozwoliła, by Coulson umarł. Zabicie Ruby, która kilka chwil wcześniej przyjęła pewną porcję Gravitionum, miało zdaniem Elleny zmienić linie czasu. Tak jednak się nie stało. 

Następnie baza agentów została zaatakowana przez oddział bezwzględnych morderczych wojowników kosmitów dowodzonych przez Quovas. Wtedy też generał Tallbot wszedł w posiadanie mocy całego Gravitonium i w ostatniej chwili uratował większość załogi TARCZY. Z Coulsonem przybył on na statek obcych i dzięki swoim niedawno zdobytym zdolnościom podporządkował sobie Qovasa oraz jego załogę. Jak można się było spodziewać, moc ta coraz bardziej korumpowała dotąd odpowiedzialnego Talbota i zaczął on mścić się na osobach, które w jakiś sposób w przeszłości zrobiły mu krzywdę. Widzowie mogli być świadkami śmierci generał Hale, gdy jej ciało zostało zmiażdżone przez moc grawitacji, którą władał mężczyzna.

Finał 5. sezonu to kulminacja wielu wątków. Otrzymujemy w końcu ostateczne przerwanie pętli czasowej, dzięki nałożeniu kilku ważnych wydarzeń m.in. decyzji Yo-Yo, by jednak uratować Coulsona, epickej walki pomiędzy Talbotem a Daisy na ulicach Chicago, śmierć Fitza w wyniku działań wspomnianej dwójki, czy decyzji Quake, do zrzeknięcia się dowództwa nad SHIELD na rzecz Macka. Ostatnie kilka minut odcinka to pożegnanie Phila Coulsona z dowodzoną przez niego przez wiele lat grupą serialowych agentów i udanie się przez niego na wymarzony odpoczynek na Tahiti, gdzie będzie mógł spędzić swoje ostatnie dni u boku May, która w końcu kilka epizodów wcześniej zdecydowała się wyznać mu, co do niego czuje. 

Jak zatem oceniam drugą połowę 5. sezonu? Bardzo dobrze, choć nie bez zastrzeżeń. Nadal widać było w nich niedostatki budżetu, akcja z korytarzy stacji kosmicznej przeniosła się do bardzo podobnych lokacji. Zabrakło mi tutaj większej ilości lokacji umiejscowionych na zewnątrz, co najbardziej rzucało się w oczy w porównaniu do poprzednich sezonów. Dziwił mnie także fakt, iż przez większą część akcji agentka May była przez scenarzystów coraz bardziej odsuwana na drugi, a potem i nawet trzeci plan, a momentami jej rola w całej intrydze stawała się wręcz marginalna. Za to Yo-Yo z postaci pojawiającej się gościnnie w poprzednich sezonach stała się ważną dla fabuły bohaterką drugoplanową. Jej działania jednak, o ile na początku wydawać by się mogły słuszne, bo za wszelką ceną próbowała zmienić przyszłość, to jednak w pewnym momencie zaczęły mnie coraz bardziej irytować. A już w szczególności moment, gdy była przekonana, iż nie ważne, co zrobi, to nic się nie może jej stać, ponieważ spotkała w 2091 roku swoją starszą wersję. Do tego podobnie myśleli Fitz wraz Simmons, co sprawiło, że moja ogromna sympatią do tej dwójki postaci nieco zmalała. 

Dopiero w finale można było zobaczyć więcej otwartych przestrzeni, gdy w scenach niemal żywcem zaczerpniętych z pierwszych kinowych Avengers pojawiły się zniszczone ulice, budynki, czy auta podczas potyczki Quake z Talbotem. Jeśliby traktować ten odcinek jako finał całego serialu, wypadł on w moich oczach naprawdę dobrze, bo pozamykał wiele wątków oraz dał większości bohaterów w miarę szczęśliwe zakończenia. Jako finał 5. sezonu sprawdził się on moim zdaniem odrobinę gorzej, bo stawia też wiele pytań, na które trudno będzie znaleźć w miarę ciekawe dla widzów odpowiedzi.

Co zatem zobaczymy w zamówionym jakiś czas temu przez szefostwo stacji ABC skróconym 13-odcinkowym sezonie szóstym? Można na razie tylko spekulować. Na pewno warto by było, gdyby pociągnięto wątek zahibernowanego Fitza, który znajduje się gdzieś tam w kosmosie i tylko czeka na moment, gdy odnajdzie go Jemma Simmons. Chciałbym także przekonać się, czy powróci Phil Coulson. Czy może w jakiś magiczny sposób znów będzie w pełni zdrowy, czy posłuży do tego celu jakąś zaawansowaną technologią? Co zresztą zespołu Agentów TARCZY? Jakie przygody czekają ich w przyszłości? Czy Mack i Yo-Yo będą znów razem? Tego dowiemy się dopiero wiosną 2019 roku.

Łukasz Świniarski



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.