Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 11.04.18

avalonpulse0.png

Rocznicowy numer Captain America, nowi twórcy w serii Champions, pierwszy numer solowych przygód Domino, finał serii Thanos oraz kilka innych zeszytów, o których przeczytacie w najnowszym wydaniu Avalon Pulse. 



Captain America #700
"Out of Time" part 3
scenariusz: Mark Waid
rysunki: Chris Samnee

Rodzyn: Świetny, po prostu świetny. Samnee jak mało kto potrafi wyczuć to, co chce przekazać Waid w swoim scenariuszu, idealnie przekazuje emocje postaci i sytuację w jakiej się znajdują. Cała historia wydawała się być od początku czymś abstrakcyjnym i czymś takim pozostanie, jednak świat jaki udało się tu wykreować zasługuje na docenienie. Steve musi zmierzyć się z jedną z trudniejszych decyzji w swoim życiu i mimo konsekwencji, jakie go czekają, decyduje się na to. Waid i Samnee pokazują heroizm Capa, coś, co dawno nie było widziane na łamach serii z jego udziałem. I nawet jeżeli wydarzenia z tego zeszytu nie pozostaną nawet wspomnieniem w jego głowie, pokazują, do czego byłby zdolny. 
Powtarzam to chyba co miesiąc, ale wielka szkoda, że Waid i Samnee i dostali szansy na opowiedzenie większej liczby historii ze Stevem. Być może nie mieli na nie pomysłu, jednak to co widzieliśmy na łamach tych kilku zeszytów to naljepsze od dość dawna historie z Rogersem którego ducha bardzo dobrze rozumieją. To, co wprowadzi na ich miejsce Ta-Nehisi Coates może będzie równie dobre, ale sam mam obawy. Przed nami jeszcze jedna historia z przyszłości od Waida, tym razem z rysunkami Leonardo Romero (świetny w Hawkeye).



Champions #19
"A Wider World" part 1
scenariusz: Jim Zub
rysunki: Sean Izaakse

Rodzyn: Jak wskazuje okładka tego numeru, to nowy start dla drużyny młodych herosów pod opieką nowego zespołu twórców. W miejsce Marka Waida i Humberto Ramosa przychodzą Jim Zub i Sean Izaakse. Ci pierwsi nie potrafili mnie zaintrygować swoim podejściem do tych bohaterów na żadnym etapie ich runu, liczyłem więc, że nowi twórcy to zmienią. Ale niestety, nie udało się. Widać, że dobrze bawili się przy tworzeniu kolejnych stron tego zeszytu, ale chyba nie jestem ich grupą docelową. Seria wydaje się być odpowiednia dla młodszego, nastoletniego czytelnika i jako taka powinna odnieść sukces. Mamy tu luźny humor, wygłupy bohaterów, ale też kilka dram. To właśnie pewne niedostosowanie się Riri Williams do drużyny wydało mi się ciekawym wątkiem i chętnie bym go śledził, ale ogólny klimat tytułu wydał mi się nie pasować do tego, czego oczekiwałbym od tej serii. Być może kiedyś jeszcze po nią sięgnę, póki co za wiele mnie przy niej nie trzyma.

 

Domino #1
"Bad Luck & Trouble" Part 1
scenariusz: Gail Simone
rysunki: David Baldeon

Krzycer: Mam problem z tym zeszytem. Z jednej strony mamy tu zalążek fabuły, który jest... no, cienki. Akcja na początek, impreza, atak złoczyńcy na koniec. Standard.  Z drugiej strony, Simone wykorzystuje tę banalną ramę, żeby nieźle przedstawić postać. Gdyby ktoś miał po to sięgnąć jako po pierwszy komiks z Domino, dowie się z tego zeszytu, kim ta postać jest. No, może tutejsza Neena jest nieco bardziej przytłoczona jakimś angstem, co nie jest standardowym sposobem przedstawiania tej postaci - ale Domino została stworzona jako część większej obsady, więc to logiczne, że jako solowa bohaterka potrzebuje paru dodatkowych cech charakteru. 
Z trzeciej strony jest to komiks pełen fanserwisu. A mój problem z nim polega na tym, że to jest fanserwis precyzyjnie nakierowany na takich czytelników jak ja. Bo bardzo dobrze wspominam run Simone w "Deadpoolu" i "Agent X', więc wepchnięcie na imprezę Wade'a, Alexa, zrobienie z Outlaw najlepszej przyjaciółki Neeny, upchnięcie na imprezie Taskmastera w tle - to wszystko sprawiło, że przez całą lekturę uśmiech nie schodził mi z ust... a jednocześnie mam wrażenie, że przez to nie potrafię go obiektywnie ocenić. 




Old Man Logan #38
"Moving Target" part 5
scenariusz: Ed Brisson
rysunki: Dalibor Talijac

Krzycer: Hm. Hmm... Hm. 
Nie jest to zakończenie "Chinatown", ale i tak Brisson ustał lądowanie. Jest dostatecznie dużo poczucia bezsensu i bezradności, by można to zakwalifikować jako opowieść noir. Więc teraz to już oficjalne - te trzy zeszyty to najlepsze, co dała nam seria "Old Man Logan". 
Poza tym bardzo mi się podoba, że ten "osłabiony czynnik gojący" w końcu naprawdę wszedł do gry. To, że Logan został niemiłosiernie obity miało znaczenie przez całą tę historię - i jeśli okładka następnego numeru nie kłamie, Brisson będzie się tego dalej trzymał. Dobrze. Ba, super! To jest wreszcie coś, co sprawia, że OMLogan wydaje się nieco odmienną postacią od klasycznego Logana. (Pal sześć, że "klasyczny" claremontowski Logan też czasem nosił ślady cięższych bijatyk z historii na historię - teraz to zamierzchłe czasy i już się nie liczą). 
Oczywiście, nawet w tym kryje się pewna bzdura, mianowicie to, że ten "osłabiony czynnik gojący" zaczął być taki słabowity dopiero teraz, a przecież Brisson zaczął swój run od bzdury z Hulkami. I OMLogan po walce z tuzinami Hulków i Maestro podniósł się, otrzepał i nic mu nie było. A jeden Bullseye tak go złomotał, że aż na następnej okładce jest obity i półślepy.


Unbeatable Squirrel Girl #31
scenariusz: Ryan North
rysunki: Erica Henderson

Rodzyn: Mimo zapowiedzi, iż Erica Henderson wkrótce opuści serię, nie spodziewałem się tego w tym numerze, a dopiero za dwa, trzy miesiące. Lepszego momentu nie można było sobie chyba wyobrazić, bo mamy tu zamkniętą, pełną emocji historię, która podkreśla przyjaźń jaka narodziłą się między Doreen i Nancy. W trakcie jednej z akcji obie trafiają w tak zwany "hiperczas", same żyją w przyspieszeniu, a świat wokół nich zwalnia. Według ich obliczeń, nim minie tydzień, one się całkiem zestarzeją. Dziewczyny postanawiają nie marnować czasu i ratują ludzi, których widzą w tarapatach. Resztę czasu próbują poświęcić na zbudowanie maszyny, która to wszystko odwróci.
Po raz kolejny North i Henderson udowadniają, że w dobry sposób są w stanie zrównoważyć humor i poważniejsze momenty. Ta historia pozwala idealnie wybrzmieć temu, co od początku jest wyróżnikiem tej serii. 
Szkoda, że to czas na pożegnanie Henderson, ale z równie wielkim zainteresowaniem wyczekuję jej kolejnych projektów. Na jej miejsce przychodzi Derek Charm, którego styl jest interesujący, ale nie wiem na ile wpisze się on w dotychczasowy klimat tytułu. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, gdy Charm wchodzi na miejsce Henderson. To samo nastąpiło przy serii Jughead od Archie Comics, którą również pisał North. Widać, że dobrze im się wtedy pracowało, można mieć więc nadzieję, że i teraz będzie dobrze.


Thanos #18
"Thanos Wins" part 5
scenariusz: Donny Cates 
rysunki: Geoff Shaw

Rodzyn: Finał historii okazał się być tym, czego można się było spodziewać od początku, dokładnie tego, co widzimy na powyższej okładce. Thanos vs. Thanos. I czy jest to emocjonujące starcie? W pewnym stopniu tak, jednak zdecydowanie więcej napięcia było w starciu z Surferem. To co czuć, to przede wszystkim pewna bezsilność obu Tytanów wobec Śmierci, która pojawia się w momencie śmierci prawie każdej istoty w uniwersum. 
Cates pokazał w tej historii, że ma szalone pomysły, a Marvel gotów jest je zrealizować. Szkoda, że to póki co jedyna historia o Szalonym Tytanie, jaką stworzył, trzeba jednak przyznać, że już Lemire w poprzedzającym go runie nieźle przygotował tę postać na przyszłe wydarzenia, a Cates postawił pewną kropkę do tego. A może i nawet wykrzyknik. 
Szkoda, że równie mocno nie porwało mnie Damnation, ale lektura pełnej historii dopiero przede mną i szybko to nie nastąpi. 
Teraz Cates przechodzi do Venoma i czy można tam spodziewać się równie szalonych pomysłów? Wiele na to wskazuje, choć sam nie do końca jestem przekonany do nowych serii w ramach Fresh Start.


X-Men Blue #25
"Cry Havok" part 3
scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: Jorge Molina

Krzycer: Lubię Briar. Trochę drażni mnie, że czytam o niej już od paru ładnych lat i wciąż nie jestem pewien, co nią kieruje, o co jej chodzi i tak dalej. Ale lubię ją. Liczę, że będzie miała dużo wspólnych scen z Dakenem, bo mają fajną dynamikę. 
W innych częściach komiksu mamy nienajgorsze starcie Magneto z Hellfire Clubem/Bandą Czworga (czy oni są oficjalnie nowym Klubem, czy to tylko gdzieś w zapowiedziach tak mignęło?), w ramach którego Mags robi sobie fajną improwizowaną zbroję, a Emma podrzuca dymek myślowy, który pozwala dalej się zastanawiać, do jakiego stopnia ona i Havok są źli. Najmniej ciekawie wypada Polaris po opętaniu, bo tu mamy standardowe "och nie, co ja zrobiłam" i Bunn nie wycisnął z tego nic ponad to. 
Ale jest dobrze. Całkiem dobrze. Na ostatnich stronach nowy zespół debiutuje w nowych mundurkach z kolejnym ciekawym twistem - tak naprawdę to X-Men Briar, a nie Magsa. Co wybrzmiałoby mocniej, gdybym - patrz pierwszy akapit - wiedział konkretniej, o co Briar chodzi i czy są tutaj jakieś groźne podteksty czy nie. 
Więc główna część komiksu jest bardzo porządna. Za to backup z O5 jest mocno żaden i w sumie nie mam więcej do powiedzenia na jego temat. 


X-Men Red #3
"Hate Machine" part 3
scenariusz: Tom Taylor
rysunki: Mahmud Asrar

Krzycer: Zaletą wydawania stu pięćdziesięciu serii o mutantach jest to, że można je zróżnicować. Kilkadziesiąt może zajmować się żenującym odgrzewaniem kotletów i rozpaczliwym krzyczeniem na każdej stronie "patrzcie! zupełnie jak za Claremonta!". Patrz "X-Men Gold" i jemu podobne. Drugie kilkadziesiąt może być mniej lub bardziej porządną superbohaterską przygodówką ociosaną z jakichkolwiek podtekstów. Patrz "X-Men Blue" i jemu podobne. 
A jedno małe "X-Men Red" może iść w politykę. A że X-Men to seria nominalnie o bohaterach zmagających się z nietolerancją, jakiś polityczny element jest w niej całkiem na miejscu. Przy czym komiksy od lat tego unikały - już nawet serialowe "Gifted" było pod tym względem odważniejsze. Więc zasadniczo jestem zadowolony, że "Red" idzie w tę stronę. 

Co powiedziawszy... militarne wykorzystanie fake newsów przez Cassandrę Novę jest tym poziomem komentarza politycznego, którego się spodziewałem. Gambit mieszający się w sceny rodem z marszu z Charlottesville (pochodnie ogrodowe, facet wjeżdżający samochodem... choć w komiksie wychodzi z niego i strzela) - to mnie zaskoczyło. I zrobiło na mnie duże wrażenie. Może dlatego, że relacje i nagrania z tamtych wydarzeń na długo wryły mi się w mózg. 
Ale gdyby to było wszystko, co jest w tym komiksie, miałbym wrażenie, że to tania sensacja. A ponieważ jednocześnie mamy tu superbohaterską przygodówkę z wielkim robotem, złowrogą Cassandrą Novą opanowującą umysły bezpośrednio, bez fake newsów - to w rezultacie otrzymujemy... superbohaterską przygodówkę z pazurem. I bardzo mi się to podoba. 
A jednocześnie - na razie podoba mi się budowany tu nastrój, pojedyncze akcje bohaterów. Bo na razie - po trzech numerach - nie ma tu nic więcej, nie wiadomo, do czego to zmierza. Ani jeśli chodzi o plan Cassandry, ani jeśli chodzi o działania bohaterów. Na razie to co tu dostajemy mi wystarcza, ale liczę, że do końca tej historii pojawi się coś bardziej namacalnego w warstwie fabularnej. 

Rysunki Asrara są takie, jak poprzednio. Dużo rzeczy wychodzi mu świetnie. Niestety dokłada do tego małe babole, dziwne grymasy i inne rzeczy. I tak np kadr z Trinary opanowującą Sentinela jest rewelacyjny. A stronę później bransoletki Trinary teleportują się z jednej ręki na drugą. Z kolei pochód który przerywa Gambit cierpi na brak statystów - tam jest może jeden kadr, na którym jest sugestia tłumu, a wszędzie indziej widzimy może tuzin ludzi z pochodniami. 

Podsumowując - podobają mi się elementy, z których Taylor buduje ten komiks. Ale na razie nie widzę nawet zrębu konstrukcji, którą chce z tych elementów ułożyć. A ponieważ trzy numery już za nami, zaczynam się trochę obawiać, czy on sam na pewno wie, co buduje.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.