Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 21. i 28.03.18

avalonpulse0.png

Z lekkim poślizgiem powraca kolejna odsłona Avalon Pulse. Tym razem z opiniami o kilku zeszytach z ostatnich dwóch tygodni kwietnia. Omawiamy nowych twóców w serii Cable, odejście Bendisa z serii o Jessice Jones, nową historię na łamach Runaways oraz standardowo kolejne zeszyty mutancich tytułów. Zapraszamy do lektury! 


"Past Fears" part 1
scenariusz: Zac Thompson, Lonnie Nadler
rysunki: German Peralta

Krzycer: A to siurpryza, to jest dobre. Całkiem dobre. Jasne, poprzednie dwa miniruny bardzo obniżyły jakiekolwiek oczekiwania, ale nawet zapominając o wyjątkowo nudnym pierwszym i wyjątkowo nonsensownym drugim runie, i oceniając ten zeszyt kompletnie w oderwaniu, ocena pozostaje pozytywna. Relacja Cable'a z Hope dodaje mu głębi (...być może to jedyne, co kiedykolwiek dodawało mu głębi), więc ściągnięcie jej do komiksu to zaleta. Ich pojednanie to najlepsza scena zeszytu - szkoda tylko, że ogólnie dobre rysunki się tu wykrzaczają, jeśli chodzi o proporcje. Cable dosłownie ma większe bicepsy od jej głowy. 
Żeby nie było zbyt dobrze, to poza rysunkami trochę szwankuje mi tempo komiksu. Mam wrażenie, że to by się w miarę sprawdzało, gdyby chodziło o powrót starego przeciwnika - i jasne, Metus jest na takiego kreowany. Ale jednocześnie to jest jego pierwszy występ i jako taki wypada dziwnie. Choć całkiem efektownie. Wygląda, jakby urwał się z anime, ale ta zmiennokształtność, przyjmowanie wyglądu kogoś bliskiego, by dopiec ofierze - to się całkiem dobrze sprawdza. 
Od miesięcy wymieniam "Cable'a" pośród najgorszych tytułów x-linii, bo komiks solidnie na to zapracował. Ale jeśli następne numery tego runu utrzymają poziom tego zeszytu, to będziemy mieć do czynienia z dużym skokiem jakości. 


"Death of Mighty Thor" part 6
scenariusz: Jason Aaron
rysunki: Russel Dauterman

Rodzyn: To był niesamowity numer. Przedostatnia część "Death of Mighty Thor" to pełna emocji historia, która podkreśla wszystko to, co było świetne w przygodach Jane Foster w roli Thor. Do tego pięknie zilustrowane przez Russella Dautermana, plansza przedstawiająca Jane w objęciach Thora to piękna grafika. Szkoda, że ten etap dobiega końca, choć ostateczne jego zwieńczenie otrzymamy dopiero w kolejnym numerze, gdzie wiele może się jeszcze zmienić. Dla mnie jednak to co tutaj otrzymaliśmy jest bardzo dobrym podsumowaniem tej historii i Aaron udowadnia po raz kolejny, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. 


"Best Friends Forever" part 1
scenariusz: Rainbow Rowell
rysunki: Kris Anka

Rodzyn: Nasi bohaterowie wreszcie są w komplecie, jednak powrót do dawnego życia nie jest do końca taki prosty. Część z nich wkracza w dorosłe życie, tym samym muszą wziąć jeszcze większą odpowiedzialność za pozostałych. Rowell nie umykają pewne zdarzenia, jakim w normalnym życiu musieli by sprotstać bohaterowie i dobrze je rozgrywa. Mamy tu kilka świetnych kadrów, chociażby Molly spotykającą swoją nową przyjaciółkę, czy też Chase'a i Nico odwiedzających szkołę jako jej opiekunowie. W tym wszystkim twórcom udaje się znaleźć miejsce dla każdej z postaci, widzimy rozterki Gert, zmagania Nico z rodzącym się uczuciem, czy też rozdarcie Karoliny między powrotem jej rodziny a życiem z Julie. Nie ma tu zbędnych scen, ale przy tym nie ma też zbędnego pośpiechu. Rowell i Anka prowadzą serię równo od samego początku i jeżeli Marvel im na to pozwoli, może rozwinąć się to wszystko w bardzo dobrą serię, której Runaways od dawna potrzebowali. 
"Red Ledger" part 4
scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Travel Foreman

Rodzyn: Rosenberg w końcu ujawnia prawdę jaka stoi za powrotem Black Widow i jest to interesujące rozwiązanie, które warte jest rozwinięcia. Scenarzysta ponownie sięga po nieco zapomniane już postaci z historii Marvela i świetnie wkomponowuje w swoją wizję. Choć nie ma tu za wiele Clinta i Bucky'ego, których relacja była siłą tej historii, nadal świetnie się ją czyta. Przed nami finał i zobaczymy, jak ostatecznie złączą się losy tych postaci. Nie obraziłbym się, gdyby po tej historii Rosenberg dostał jakąś solową serię z Black Widow, a nawet lepiej: nową serię o Secret Avengers z Clintem, Buckym i Natashą w rolach głównych. Ten tytuł wskazuje na to, że na pewno miałby kilka pomysłów do rozwinięcia i myślę, że byłaby to równie dobra lektura co Secret Avengers od Alesa Kota.  

"Thanos Wins" part 5
scenariusz: Donny Cates
rysunki: Geoff Shaw

Rodzyn: Kolejna seria, która zbliża się do końca. Cates miał jedną historię do opowiedzenia z Thanosem i swoją lekcję odrobił nad wyraz dobrze. Mamy świetne starcie między dwójką Szaloncych Tytanów a Srebrnym Surferem, wszystkie wątki się domykają. Jaki wpływ będzie mieć ta przygoda dla młodszego Thanosa? Jaką rolę ma tu jeszcze do odegrania śmierć? Cates potrafi zaintrygować, szkoda tylko, że tworzy póki co dość krótkie historie w seriach za które odpowiada. 
 


"AWOL" part 1
scenariusz: Greg Pak
rysunki: Cory Smith 

Bla-Bolt: To uczycie, gdy chciałoby się wylać wiadro pomyj na ten durny pomysł, ale się nie da, bo to jest całkiem niezłe. Heh. Trzeba było wystartować z tym znacznie wcześniej, taki substytut dla wygłodniałych fanów, teraz już za późno, bo prawdziwi Hulk i Wolverine wrócili. 
I pamięta ktoś internetowe debaty, jak to Loganowi mieszczą się pazury w przedramieniu. Więc teraz, jakim cudem ten gość w ludzkiej postaci mieści w sobie te metrowe, metalowe sztachety. 6 sztuk, każda większa od jego nogi. Nie wspominając nawet o całej masie dodatkowych, metalowych wypustek. Heh.



"Cruel & Unusual" Part 2
scenariusz: Marc Guggenheim
rysunki: Thony Silas

Krzycer: Eeeeech. Dobra, najpierw zalety. ...nic mi nie przychodzi do głowy. Naprawdę. Kurczę, jeśli poprzedni numer podkreślał nam, jak bardzo drużyna zastępcza się nie zgrywa, to niech mają z tego powodu jakieś problemy podczas swojej pierwszej poważnej akcji, dobrze? Ale nie, tu wszystko gra i Drużyna B odnosi sukces. Właściwie to niech Drużyna A zostanie sobie w więzieniu, bo Drużyna B wypada tutaj jako skuteczniejsza od tamtej. 
W więzieniu dalej mamy do czynienia z samymi więziennymi kliszami, choć na koniec wraca jeszcze jeden Samograj Claremonta i wrzucona do izolatki Storm zaczyna cierpieć na klaustrofobię. Pal sześć, że Ororo się z klaustrofobią zasadniczo uporała i od 20 lat to już w sumie nie był problem - ma być jak za Claremonta, więc będzie. 
Wykorzystanie Shredded Mana jako przeciwnika jest ok - skoro "Uncanny Avengers" mieli być tytułem łączącym X-Men i Avengers to w sumie dobrze, że pisząc "X-Men" ktoś korzysta z tamtejszych motywów. Ale w sumie trzeba było pójść za ciosem i wprowadzić na scenę Synapse. Rogue ją zna, biją się na Manhattanie, więc Avengers Mansion jest tuż za rogiem... 
Więc tak, mamy do czynienia z fabularnym żużlem albo, bo ja wiem, trocinami. To lepiej niż fabularne dno i metr mułu - nie ma tu czegoś, bo ja wiem, obraźliwego albo spektakularnie głupiego - po prostu jest to koszmarnie nijakie. 
A na dodatek komiks ciągną w dół rysunki. One z kolei nie są koszmarnie nijakie, one są po prostu koszmarne. Niech ktoś przypomni rysownikowi, że skoro już musimy obserwować Inka w akcji jako członka głównej drużyny X-Men, to ten Ink powinien być pokryty tatuażami. Których po prostu nie ma, zniknęły, wyparowały. Chyba w całym zeszycie nie ma ani jednego. 
A Good Guy Pyro chyba złożył swój kostium z rzeczy, które znalazł w szafie Nightcrawlera.


"Trauma" part 3
scenariusz: Peter Milligan
rysunki: Wilfredo Torres

Krzycer: Bez zmian. Sympatyczne rysunki, miałka, wyświechtana fabuła. W sumie... chyba najbardziej jestem rozczarowany tym, że po tym, jak Carey i Spurrier wprowadzili fantastyczne, cudaczne postaci i stwory z wymyślnymi mocami jako "osobowości" Davida, Milligan wraca do podstaw i oferuje nam tylko "troskliwą pielęgniarkę" i "męskiego mężczyznę". I teraz autentycznie nie wiem, czy to kwestia tego, że napisał coś na odwal się, czy może kompletnie nie znał postaci i ktoś z redakcji podsunął mu tylko jedną-dwie pierwsze historie Claremonta z Davidem? 


"Moving Target" part 2
scenariusz: Ed Brisson
rysunki: Dalibor Talajic

Krzycer: Moje nadzieje chyba się spełniają. "The (Wrong) Man Without Fear" drugi zeszyt z rzędu pozostaje najlepszą historią, jaka ukazała się na łamach tej serii. Wciąż podobają mi się rysunki, doceniam łomot, jaki Logan zbiera tutaj od Bullseye'a - jest dobrze. Liczę, że finał utrzyma poziom. 


"Mayor Fisk" Conclusion
scenariusz: Charles Soule, Christos Gage
rysunki: Ron Garney, Mike Perkins

Rodzyn: To był zaskakująco... nudny numer. O ile wcześniejsze numery miały ciekawe zdarzenia, dialogi i interesujący był dalszy rozwój wydarzeń, tak tutaj nagła zmiana status quo jest zaskakująca, ale trochę rozczarowująca. Soule zapędził się tak daleko w swojej opowieści, że takie rozwiązanie wydaje się logiczne, ale trochę też pójściem na łatwiznę. Nawet rysunki Garney'a przy tym nie do końca mi podeszły. Rozczarowałem się, choć wiem, że seria ta to sinusoida poziomów. Brakuje mi energii jaka była w historii Supreme sprzed paru numerów, teraz zastanawiam się tylko, jak długo jeszcze, przy tak wielu roszadach w zespołach twórców, Soule pozostanie na stanowisku scenarzysty. I co ważniejsze: kto mógłby go w tym momencie zastąpić?
Numer zawiera dodatkowo krótką historię autorstwa Gage'a i Perkinsa streszczającą życie Foggy'ego Nelsona u boku Matta. Ot, taka ciekawostka, nic nowatorskiego czy interesującego. 
scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Michael Gaydos

Rodzyn: Powrót Bendisa do solowych przygód Jessiki nie był łatwy, ale to jak kończy pisanie jej przygód zasługuje na uznanie. Historia z Purple Manem rozwiązała jeden problem z życia bohaterki, po drodze ponownie wystawiając ją na traumatyczne przeżycia. Ostatni numer autorstwa Bendisa to jednak coś innego. To jeden dzień z życia kobiety jako detektyw, prosta opowieść, która niesie jednak za sobą duże znaczenie. 
Przede wszystkim zabawne jest to, jak Brian na sam koniec wynagradza swoim wiernym czytelnikom ich oddanie. Kto śledził w ostatnich dwóch latach tytuły jego autorstwa może zauważyć przewijającego się Armadillo jako złoczyńcę do bicia czy to dla Defenders, Spider-Mana czy Ironheart. Tutaj wątek ten ostatecznie się rozwiązuje i możemy zobaczyć, że wszystko to się ze sobą wiązało.
Bendis postanowił pożegnać się z bohaterką opowieścią prostą, która da bohaterce trochę chwili na złapanie oddechu. Prosty dzień bez aż tak wielkich wydarzeń. Tak jak zrobił to niedawno David Walker żegnając się z postacią Luke'a Cage'a, i tutaj możemy dostrzec ten zwyczajny charakter postaci, gdy nie potrzeba tyle heroizmu w ich życiu.
Jones oczywiście powróci, z nowymi twórcami i nowymi wyzwaniami. Po raz pierwszy poprowadzi jej los ktoś inny niż Bendis. Dla komiksów to dość normalna sytuacja, ale mimo to wydarzenie to ma swój indywidualny, ważny charakter. 

"Cry Havok" part 2
scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: Jorge Molina

Krzycer: Wciąż mam wrażenie, że Bunn ma problem z płynnym prowadzeniem wielowątkowej narracji. W trakcie pierwszych historii był tak skupiony na O5, że ledwo zaznaczył wątki, które teraz wyszły na pierwszy plan. Tak, wprowadził Ms Sinister i jej nowych Marauders, tak, pokazał nam Emmę i Bastiona, pokazał drugorzędne mutacje i rzucił raz słowem "Mothervine". I w sumie tyle. I gdy teraz przechodzi do następnego etapu, wiąże te wątki i tak dalej, mam poczucie, że coś przegapiłem. 
Ale to nie zmienia tego, że jestem tym wszystkim zaciekawiony. Poza tym - i to może być problem, gdy przyjdzie czas by przywrócić O5 na pierwszy plan - już teraz jestem bardziej zainteresowany tą nową drużyną, która zaraz nam się uformuje, niż kiedykolwiek byłem zainteresowany O5. Mam nadzieję, że "All-New All-Different Blue" będą bohaterami tej serii dłużej niż tylko przez jedną historię. 
Tyle uwagi ogólne. A jeśli o szczegóły chodzi - podobała mi się praktycznie każda scena tego numeru. Może ratunek Xorna był nieco słabszy, za to konfrontacja Magsa z Shawem, jego spotkanie z Bandą Czworga, opętana Polaris czy Briar pertraktująca z Dakenem - to wszystko było super. Choć ten numer mi uzmysłowił, że praktycznie od początku serii czekam na moment, w którym Magneto będzie działał ramię w ramię z pozostałymi bohaterami. Bo nawet, kiedy coś robi, to robi to na własną rękę. (Z drobnym wyjątkiem w postaci tego Mojo-crossa z "Gold'). 
Poza tym przeżyłbym bez bohaterek wylewających się ze swoich dekoltów, bo na niektórych kadrach to już było absurdalne, ale oprócz tego rysunki były całkiem niezłe.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.