Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #34 - Punisher MAX vol. 3: Mother Russia TP

Punisher MAX vol. 3: Mother Russia TP
Scenariusz:
Garth Ennis
Rysunki: Dougie Braithwaite
Okładka: Tim Bradstreet
Liczba stron: 160
Cena: 14.99$
Zawiera: Punisher MAX #13-18

lt.jpgDon G: Frank wpadł do imprintu MAX z hukiem. W rękach Gartha Ennisa komiks o Punisherze wyewoluował. Dojrzał. Niby wystarczy spojrzeć na nazwisko autora i już wiadomo, że lekko nie będzie. Różnica w klimacie, w stosunku do zabawnego Punisher vol. 3, czy mocno nierównego vol. 4, tego samego autora, jest jednak wyraźnie zauważalna. Jakie elementy zostały dorzucone do opowieści, która i tak od dawna nie jest przecież skierowana do małoletniego odbiorcy? Wulgarne dialogi, fantazyjna przemoc, trochę przypadkowego seksu i najbardziej chore zbrodnie. Nowy Jork przedstawiony przez Ennisa nie jest miejscem w którym chciałbym mieszkać. Zlikwidowano również wszelkie ingerencje amerykańskich superbohaterów. Frank żyje jakby obok i nie spotyka już żadnych herosów w kolorowych kostiumach. Dzięki tej konwencji, Punisher znowu nabrał świeżości. Ennis natomiast sprawia wrażenie jakby miał w głowie zarys wydarzeń na kilkadziesiąt numerów w przód.

Zacznę jednak od początku. Pierwszy tom wyznaczył nowe reguły. Pokazał jak będzie wyglądał Punisher Anno Domini 2004. Sama opowieść natomiast, zamknęła pewien okres w życiu Franka. Następujący po nim, robiący już nieco mniejsze wrażenie Kitchen Irish to fajna, wielowątkowa historia sensacyjna, trochę w stylu filmów Guya Richiego. Trzeci trejd, ten na którym się skupiamy, to wyprawa do Rosji.

W Mother Russia, Frank wyrusza na misję uratowania sześcioletniej dziewczynki. W jej krwi znajduje się zarówno śmiertelnie groźny wirus Barbarossa, jak i antidotum na niego, które zniszczy mikroorganizm w ciągu dwóch dni. Amerykanom i Rosjanom zależy na odseparowaniu i zachowaniu niezwykle cennej broni biologicznej. Castle jednak ma swoje własne priorytety, przez które narobi jeszcze niemałego zamieszania. Większego niż czytelnik może się spodziewać. Napiszę tylko, że dziecko więzione jest w bazie rakietowej. Zadanie to, zostało Punisherowi zlecone przez Nicka Fury'ego, który zalicza gościnny występ w komiksie. Postać pułkownika jest jedną z niewielu "kotwic" w serii, pomagającą umiejscowić wydarzenia w uniwersum Marvela.

Tradycyjnie już, duże wrażenie robią postaci drugoplanowe. Warto wyróżnić wygadanego terrorystę Rawlinsa i bezlitosnego generała Zakharova, nazywanego za plecami Człowiekiem-Z-Kamienia. Może drażnić łatwość, z jaką Ennis zabija, pieczołowicie budowanych przez kilka zeszytów, bohaterów. Inni mogą sprawiać wrażenie jakby posiadali w sobie niewykorzystany przez autora potencjał. Jednak ci, którym udaje się przeżyć trzeci tom, pojawią się jeszcze w następnych. Często w dosyć zaskakujących okolicznościach.

Mam mieszane uczucia co do scenariusza. Podoba mi się, jak Garth prowadzi wydarzenia. Dialogi są świetne jak zawsze. Drugi plan również robi wrażenie. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Czy Fury naprawdę nie potrafił znaleźć innego sposobu na odnalezienie Franka, niż wypuszczenie na wolność mordercy i gwałciciela wiedząc, że Castle przyjdzie po niego jeszcze tego samego dnia? Czy można nie wyczuć noszonej od kilku dni w kieszeni płaszcza butelki wódki?:) Albo ciągnięcie słomek na syberyjskim pustkowiu... To nie są błędy. Raczej elementy fabuły, które do mnie nie przemawiają. Trudno mi uwierzyć, że tak mogłoby być naprawdę. No i jeszcze ta wytrzymałość postaci rodem z "Sin City".

Dougie Braithwaite jest najsłabszym jak dotąd rysownikiem, ilustrującym przygody Franka w imprincie MAX. Starsi czytelnicy mogą pamiętać go jeszcze z wydanych w polsce w latach dziewięćdziesiątych, "semicowskich" Punisherów. Nie lubiłem go wtedy [równoległe tytuły miały Todda McFarlane'a i Jima Lee - przyp. DG], nieszczególnie jego prace podobają mi się dziś. Tym bardziej, że na jego mocno przeciętny szkic, Raul Trevino nałożył mdłe kolory. Strona graficzna na pewno nie jest atutem tego komiksu. Fajnie jednak porównać jak ten sam artysta rysuje tę samą postać po kilkunastu latach. Na twarzy Franka widać upływ czasu. Wtedy wyglądał na mężczyznę około trzydziestki. Dzisiaj Castle to weteran pod pięćdziesiątkę.

To, co mi podobało się najbardziej w tej historii, to ciekawie ukazane relacje Franka z Nickiem. Mężczyźni chyba nawet się nie lubią, a jeden ma do drugiego bezgraniczne zaufanie. Świetnie pułkownik zachowuje się na lotnisku, w zakończeniu historii. W ogóle Fury Ennisa, to moja ulubiona wersja tego... ekhm... bohatera, a jego akcja z pasem od spodni rozbroiła mnie kompletnie. Zaskakuje więź Punishera z małą Galiną, którą próbuje uratować. Castle znakomicie dogaduje się z dziewczynką, choć jak sam przyznaje, ostatnim dzieckiem z jakim rozmawiał, była jego córka - trzydzieści lat temu.

Nie jest to komiks zły. Można czytać bez bólu i nawet czerpać z lektury satysfakcję. Jest to jednak najsłabszy z dotychczasowo zrecenzowanych przez nas tomów Punishera w wydaniu dla dorosłych. Nie polecam nikomu, bo zarówno zainteresowani tematem, jak i fani Ennisa, i tak sięgną po tę historię. Reszta niech rzuci okiem na tom pierwszy i oceni, czy szalony Irlandczyk nie posunął się tym razem za daleko.

sCarY: Kolejny rozdział w życiu Punishera opowiedziany przez Gartha Ennisa wespół z weteranem opowieści o Franku, czyli panu rysowniku, co się zwie Dougie Braithwaite. Na starcie koniecznie należy dodać – cholernie dobry! Nie będę owijał w bawełnę, uwielbiam wszystko, co napisze chory (w pozytywnym sensie) Irlandczyk Ennis. Może to specyficzne poczucie humoru, może realizm, może brak jednoznacznego podziału dobro - zło w historiach Gartha. W szczególności zaś odnosi się to do całego runu w Punisher MAX, co też i składa się do pochylenia nad historią przedstawiającą wizytę Franka w Rosji.

Fabuła w swej ogólności nie jest nowatorska – ot, standardowy spisek elit (tym razem generalicji amerykańskiej), morderczy wirus w ciele małej dziewczynki, honorowy dowódca (Nick Fury), profesjonalny komandos Delta Force oraz oczywiście główny bohater, który postawił walkę ze złem jako swój cel życiowy. Do tego źli Rosjanie ze swoim zimnym profesjonalizmem, jak i słowiańskim chaotyzmem. Teoretycznie schemat przerabiany w niejednej powieści szpiegowskiej, czy filmie sensacyjnym. Na ogólnikach jednak kończą się podobieństwa Punisher MAX vol. 3: Mother Russia ze standardowymi produktami popkultury.

Jest zatem realizm i świetne wyczucie postaci – Punisher to „dobry psychopata”, ale też zwyczajnie żołnierz z ogromnym doświadczeniem, dowódcy są bezwzględni, a całość jest przedstawiona w kontekście obecnych zagrożeń szczebla światowego – terroryzmu, broni nuklearnej oraz biologicznej. Postaci zachowują się dokładnie tak, jak powinny się zachowywać. Rosyjski weteran wojny w Afganistanie instynktownie wyczuwa ruchy przeciwnika, amerykańscy generałowie pod pozorami unieszkodliwienia wirusa chcą osiągnąć dodatkowe korzyści przy pomocy średniej jakości dywersji, a zapalczywy komandos Delta Force robi po prostu wszystko, co konieczne, by wypełnić rozkaz.

Patrząc dosyć obiektywnie, rysunki Braithwaite’a są średnie. Dougie rysuje brudno, ale bez jakichkolwiek rażących błędów. Na pewno nie psuje to odbioru historii, ale sądzę, iż mogłoby być trochę lepiej, zwłaszcza że dawne prace tego rysownika przy tytule Punisher w latach 90-tych wydają się lepsze. Niemniej jednak, trudno brutalne scenariusze Ennisa przedstawiać diametralnie inaczej…

Warto dodać, że historie z Punisherem autorstwa Gartha mają co najmniej jedną świetną właściwość: tworzą zamkniętą całość – znajomość poprzednich odcinków nie jest konieczna do zrozumienia opowieści (wskazane jest jednak sięgnąć po poprzednie i następne, bo pewne wątki ciągle się przeplatają). Bardziej dyskusyjne cechy to poziom przemocy, czy języka, ale nie ma się co oszukiwać – imprint MAX i nazwisko scenarzysty mówią same za siebie.

Podsumowując, jak to czasem pisze się w krótkich opisach filmów w dodatku telewizyjnym do pewnego dziennika – dla koneserów. Komiks skierowany zdecydowanie do bardziej dojrzałego odbiorcy. Dlatego też i osobiście takiemu odbiorcy gorąco polecam.


LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.