Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #43 - X-Men Red #1



X-Men Red #1 
Scenariusz: Tom Taylor 
Rysunki: Mahmud Asrar 
Kolory: Ive Svorcina 

Czekałem na ten komiks. All-New Wolverine Toma Taylora jest jednym z najlepszych komiksów o mutantach, jakie Marvel obecnie publikuje, byłem ciekaw, jak ten scenarzysta poradzi sobie z tytułem drużynowym. Skład drużyny również wydał mi się ciekawy – lubiłem Namora jako X-Mana, poza tym od dawna liczyłem na to, że Laura w końcu dołączy do pierwszej ligi. No i kto nie lubi Nightcrawlera? 

Tak że czekałem na ten komiks. A gdy w końcu się ukazał, okazało się, że nie jest tym, czego się spodziewałem. Ale to pewnie dobrze. 

Ten zeszyt zaskoczył mnie na trzy sposoby. Zaczyna się in medias res, gdy drużyna Jean ratuje jakąś mutantkę przed tłumem z pochodniami. Typowe iksmeńskie otwarcie. Ale chwilę później zaczyna się retrospekcja, którą obserwujemy aż do końca numeru. Retrospekcja, która pokazuje Jean próbującą wymyśleć dla siebie rolę w świecie, który zdążył się nieco zmienić od jej śmierci. 

Pierwszym zaskoczeniem jest więc to, że najwyraźniej zobaczymy od podstaw, jak sformowała się ta drużyna. To oczywiście również jest iksmeński standard, ale taki, po który od jakiegoś czasu nikt nie sięgał (poza Pakiem w Weapon X). Tutaj jest to o tyle ważne, że Jean nie zaczyna od zebrania ekipy, by kogoś skopać. 

I to jest drugie zaskoczenie. Jean operuje w zupełnie innej skali. Deklaruje, że chce uleczyć świat i zaczyna od posunięć na globalnej scenie politycznej. To ciekawy pomysł, choć nie poznajemy szczegółów – Jean wyjawia je telepatycznie Nightcrawlerowi, ale Taylor nie pokazuje tej rozmowy czytelnikom. A nie znając szczegółów trudno powiedzieć, czym ów pomysł różni się od Genoshy i Utopii – które zresztą zostają przywołane jako kontrprzykłady. 

W każdym razie w tym momencie sądziłem już, że rozgryzłem ten komiks. Że Taylor chce nam zafundować jakąś powtórkę z Utopii. I pomyślałem sobie – w porządku, od końca Utopii minęło już sześć lat, w trakcie których X-Men miotali się bez celu, bez żadnego konkretnego kierunku. Wiele bym dał za to, żeby mutanci znowu taki ogólny kierunek mieli, nawet, jeśli miałaby to być tylko powtórka z Utopii. 

Trzecim zaskoczeniem było więc to, że parę stron później Taylor zdaje się ukręcać łeb tej ideii już w pierwszym zeszycie. A przynajmniej rzuca Jean spektakularne kłody pod nogi. 

Ostatecznie nadal nie wiem, czym będzie ten komiks. Na razie wiem tyle, że Taylor zebrał postaci, które lubię, i pisze je tak, że trudno się do tego przyczepić. Jean zdaje się być Jean, Kurt jest sobą. Wolverine i Honey Badger to postaci, które Taylor zdefiniował (lub, w wypadku Laury, zredefiniował), więc są dokładnie takie, jak w All-New Wolverine. W tym momencie trudno tylko powiedzieć, jak poradzi sobie z Namorem, bo jego udział był tu minimalny. 

Tyle wiadomo. Nie wiadomo natomiast, czym ten komiks będzie. Na koniec czytelnikom objawia się wielki zły, więc możliwe, że będzie chodzić tylko o jego pokonanie. Nie można tego wykluczyć. Liczę jednak, że zarysowana w tym zeszycie globalna skala nie zniknie. Że Jean dalej będzie się zastanawiała, jak uleczyć świat. Że będzie dyskutowała z marzeniem profesora Xaviera – co tutaj pojawia się dosłownie w jednym zdaniu, ale temat został poruszony. A przede wszystkim liczę na to, że Jean nie zapomni tego, czego jest w pełni świadoma w tym zeszycie – że zwykłe superbohaterskie spuszczenie łomotu temu złemu to za mało, by zmienić świat. 

Innymi słowy, ten zeszyt wiele obiecuje. I jeśli spełni te obietnice, to X-Men Red może być czymś szczególnym, jeśli chodzi o komiksy o mutantach. Natomiast sam w sobie jest intrygujący. Zainteresował mnie, w paru miejscach rozbawił (to chyba głównie po to jest tu Gabby), kilka razy autentycznie zaskoczył. Spełnia wszystkie wymagania, jakie stawiam pierwszemu zeszytowi nowej serii – przynajmniej od strony scenariusza. 

Rysunki Mahmuda Asrara są za to nierówne. Zasadniczo są bardzo dobre – ale jest tu też kilka bardzo dziwnych kadrów. Przesadzona mimika bohaterów nie zawsze się sprawdza. Ale największym, czy raczej najczęstszym babolem, są okolice obręczy barkowej Jean. Albo ma za długą szyję, albo ma ją dziwnie wygiętą, czasami dzieją się tam jeszcze trudniejsze do opisania rzeczy. Poza tym Asrarowi Jean lepiej wychodzi w ubraniach cywilnych niż w kostiumie – choć poza tym podobają mi się te kostiumy. Nie byłem do nich przekonany po pierwszych zajawkach, ale sprawdzają się "w działaniu". Choć wciąż nie jestem przekonany do iksów na pępkach. 

Jakby to podsumować? Pierwszy numer Red jest dobrym komiksem. Natomiast jeśli seria spełni choć część zawartych tu obietnic, jeśli Taylor zrealizuje ambicje, które zdaje się mieć względem niej – to po raz pierwszy od bardzo dawna dostaniemy naprawdę porządny flagowy tytuł X-Men. Najwyższy czas. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran
   
  







Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.