Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wszystko wraca, czyli sytuacja mutantów na przełomie 2017/2018 roku

Aby noworocznej tradycji stało się zadość, oto podsumowanie komiksów o mutantach z 2017 roku. Poprzednie możecie znaleźć tutaj:

W zeszłym roku cieszyłem się, że Marvel poszedł po rozum do głowy i ograniczył linię mutancich komiksów do pięciu tytułów. Pewnie nie powinienem się dziwić, że ta sytuacja przetrwała tylko rok i obecnie linia podwoiła swoją objętość. A w momencie, gdy Disney wykupił studio Fox, tym samym odzyskując prawa filmowe do X-Men, możemy się spodziewać, że będzie tego jeszcze więcej. Ale do tego doszło dopiero w grudniu. A jak wcześniej mieli się mutanci?

Mutanci w 2017

Rok zaczął się od zakończenia ciągniętej od dwóch lat historii konfliktu X-Men z Inhumans i wątku trujących Mgieł Terrigenu, które miały uniemożliwić mutantom życie na Ziemi. Chwaliłem Inhumans vs X-Men, gdy ten event wystartował. Niestety, zaliczył spektakularny zjazd w idiotycznym finale – ale przynajmniej problem Mgieł został rozwiązany, topór wojenny z Inhumans został zakopany i wszyscy mogli wreszcie zapomnieć o całej sprawie.

(A teraz, gdy Disney ma już prawa do filmów o X-Men, pewnie będziemy mogli zapomnieć także o Inhumans.)
Zakończenie Inhumans vs X-Men oznaczało również koniec serii drużynowych, które wystartowały po Secret Wars. Pod szyldem RezureXji (ResurrXion) wystartowały nowe, prezentujące nowy status quo – Instytut Xaviera jest teraz w Central Parku, w sercu Nowego Jorku. Sformowały się nowe drużyny (X-Men Gold, Weapon X), stare zyskały nowych sprzymierzeńców (All-New X-Men, teraz występujący w X-Men Blue razem z Magneto). Garść postaci dostała swoje solowe tytuły, z których obecnie część została już skasowana. Mimo to z komiksów bił entuzjazm – oto dla mutantów zaczęła się nowa epoka, nie byli już na skraju zagłady, przyszłość malowała się w jasnych barwach.

Szkoda, że chwilę później Marvel stwierdził, że najlepszą rolą dla mutantów w Secret Empire będzie kolaborowanie z nazistowskim reżimem, który zawładnął Ameryką. Oszczędzono tego głównym bohaterom – X-Men Gold byli uwięzieni w innym wymiarze razem z całym Nowym Jorkiem, X-Men Blue aktywnie walczyli z kolaborującymi mutantami, a inne tytuły po prostu zignorowały istnienie Secret Empire. Ale w ramach samego eventu i garści tie-inów spora grupa postaci rządziła i pilnowała porządku w marionetkowym państewku, będącym rajem dla słusznie myślących mutantów z nadania złego Steve'a Rogersa. W kilku komiksach zasugerowano, że Emma Frost (która w idiotycznym finale Inhumans versus X-Men wróciła do roli przeciwnika X-Men) telepatycznie kontrolowała cały ten interes, ale inne komiksy temu przeczyły. Ostatecznie zostaliśmy z bajzlem, który najprawdopodobniej zostanie po prostu zignorowany przez następne komiksy i żaden scenarzysta nie będzie rozstrzygał, czy Beast był mutancim Quislingiem. Ja również spuszczę tu zasłonę milczenia.

Po Inhumans vs X-Men i poza Secret Empire (które nie przewidziało dla mutantów istotnej roli w fabule), nie było w tym roku wielkich, wiekopomnych wydarzeń, które miały wstrząsnąć mutantami. Co prawda w komiksie Marvel Legacy ujrzeliśmy wskrzeszonego Wolverine'a, jednak była to zaledwie zajawka – Logan na razie nie przyszedł przywitać się z X-Men. W ostatnim tygodniu 2017 roku ukazał się pierwszy numer miniserii Phoenix Resurrection, która doprowadzi do wskrzeszenia oryginalnej Jean Grey, ale to również dopiero przed nami.

Przejdźmy zatem do konkretów.

Mutanci od A do X

Tradycyjnie z pominięciem Deadpoola, który nie jest mutantem ani X-Manem. Był co prawda w jednym X-Force, ale gdyby miały mnie obowiązywać tego typu wyznaczniki tego, kto się liczy jako X-Man, musiałbym tu pisać o Carol Danvers oraz Cloaku i Dagger.

W 2017 roku zakończyły się serie:


All-New X-Men vol. 2

Dennis Hopeless nie miał wiele do powiedzenia w kwestii tego zespołu. Wprowadził wątek fascynacji magią młodego Beasta, który przetrwał jego serię. Mam problem by wskazać inny element, o którym mógłbym to powiedzieć. Hopeless próbował rozwinąć jakoś Evana Sabahnura, ale po zamknięciu tej serii Evan przepadł, więc trudno powiedzieć, czy dotyczące go historie będą miały jakieś znaczenie w przyszłości. Hopeless próbował również ostatecznie rozwiązać kwestię istnienia Oryginalnej Piątki w teraźniejszości, dosłownie pokazując, że nie są Oryginalną Piątką. Bohaterowie wrócili do swoich czasów, odkryli, że jest tam Oryginalna Piątka działająca pod ich nieobecność i stwierdzili, że w takim razie muszą być duplikatami, rezultatem gmerania w czasie i tak dalej.
To powinno być istotne dla tych postaci, ale obecna historia z X-Men Blue sugeruje, że aktualny scenarzysta ma własny pomysł na ten wątek i nadpisze rewelacje Hopelessa.

Ostatecznie była to całkiem przyjemna seria – tylko pozbawiona jakichkolwiek konsekwencji. No i do samego końca nie dostałem odpowiedzi na pytanie, po co właściwie Idie była w tej grupie, skoro nic tam nie robiła.

Extraordinary X-Men

Nominalny tytuł flagowy tego okresu był komiksem o dużym potencjale, który do samego końca pozostał niezrealizowany. Jeff Lemire miał do dyspozycji ciekawą grupę postaci w nietypowej sytuacji, ale jakoś nie potrafił z tego wyciągnąć czegoś ciekawego.

Mimo to tytuł miał pełnoprawne zakończenie, była to jednak bardziej zasługa decyzji redakcji niż samego scenarzysty. Extraordinary X-Men jest komiksem o tym, jak X-Men sobie radzili, gdy Mgły Terrigenu zatruły Ziemię. A gdy Mgły zostały zniszczone, mutanci mogli opuścić swoją kryjówkę w Limbo i tak epoka Extraordinary dobiegła końca. Trwała jakieś półtora roku i nie zawierała istotnych wydarzeń.

Uncanny X-Men vol. 4

To w tym zestawieniu pierwszy komiks, który powinien się nazywać "X-Force". Zespół Magneto, który nie bał się robić tego, co trzeba, byle zadbać o bezpieczeństwo mutantów miał kilka dobrych historii i sporo potencjału. Niby otrzymał swego rodzaju zakończenie – drużyna rozpadła się na skutek konfliktów (Psylocke i Magneto) i indywidualnych problemów (Sabretoothowi zaczęła wracać "zła" natura sprzed Axis, M znalazła się pod wpływem Emplate'a). Mimo to w tym jednym wypadku miałem wrażenie, że seria została anulowana, zanim autor się rozkręcił. Liczyłem na kontynuację na łamach X-Men Blue, również pisanych przez Bunna, ale nieco się przeliczyłem, o czym później.

A poza tym planowanie dramatycznego finału w oparciu o sfingowaną śmierć może sprawdziłoby się za Claremonta, ale w momencie, gdy wszystkie inne tytuły olały "śmierć" Magneto, jego niespodziewany powrót w tym roku nie miał żadnego wydźwięku.


Serie sprzed 2017 roku, które wciąż są kontynuowane:


All-New Wolverine

W zeszłym roku był to najlepszy tytuł z całej linii. W tym roku Tom Taylor nieco obniżył loty – kosmiczna wyprawa Laury była średnio ciekawa – a poza tym stałe zalety tej serii, takie jak umiejętne łączenie humoru z poważniejszymi elementami czy rewelacyjna relacja Laury z młodszą siostrą nieco się opatrzyły.

To jednak nie zmienia tego, że All-New Wolverine pozostaje jednym z najlepszych komiksów całej linii X-Men. A ponieważ inne tytuły dopiero co ruszyły, dopiero co zostały zakończone albo dopiero co zmieniły twórców, Taylor walkowerem stał się scenarzystą, który pracuje przy swoim komiksie najdłużej odkąd Bendis zakończył runy w Uncanny X-Men vol. 3 i All-New X-Men.

Co więcej mówi o współczesnym Marvelu niż wytrwałości Taylora.
(Run Bunna jest dłuższy, ale podzielony na trzy serie, więc się nie liczy.)

Old Man Logan

Jeff Lemire i Andrea Sorentino nadali tej serii unikalny sznyt. Scenariusz ostatecznie prowadził donikąd, Lemire chyba nie mógł się zdecydować, czy staruszek Logan ma się pogodzić z tym, że nie zmieni swojej przeszłości, ale komiks pozostawał niebywale nastrojowy.
A potem zostali zastąpieni przez Eda Brissona i Mike'a Deodato, a komiks stracił wszystko, co czyniło go unikalnym. W tym momencie tylko siwizna bohatera sprawia, że ta seria czymś się różni od każdego innego komiksu o Wolverinie. Biorąc pod uwagę, że oryginalny Wolverine został już wskrzeszony i za moment wróci na stałe na łamy komiksów, coś mi mówi, że Brisson odlicza tylko czas do końca serii. Niestety, nic nie wskazuje na to, by miał go jakoś twórczo wykorzystać.


Serie, które wystartowały w 2017 roku:


Cable

Pierwsza historia była kompletnie o niczym. Dawno nie czytałem komiksu, który tak bardzo nie miałby fabuły. Po niej przyszedł nowy scenarzysta, kazał Cable'owi zebrać nową drużynę i ganiać za tajemniczym mordercą, który wziął na cel Externali. Pamiętacie Externali? Ed Brisson pamięta i dba o to, by w tej historii lata 90 wylewały się z każdego kadru. Dzieje się dużo, nie do końca ma to sens, rysunki są potworne – a i tak jest to duża poprawa w stosunku do pierwszej historii. Tyle tylko, że Marvel zapowiedział już kolejną zmianę twórców. Wygląda na to, że w tej serii każdy scenarzysta będzie przychodził na jedną historię. Można tak wydawać komiks, kiedy tym scenarzystą jest Warren Ellis i otrzymujemy coś w rodzaju jego Moon Knighta. Cable nawet nie stał obok Moon Knighta.

Generation X

Nic tak nie mówi "jesteśmy na czasie" co wydawanie komiksu pod nazwą, która straciła jakiekolwiek kulturowe znaczenie 20 lat temu. Ale Generation X jest bardzo sympatyczną serią. Christina Strain umiejętnie czerpie z historii pojawiających się na kartach komiksu bohaterów, bardzo dobrze prowadzi ich wzajemne relacje i konflikty. Nie jest to seria o młodych mutantach, o jakiej marzyłem (zasadniczo marzę o ponownym zebraniu ekipy z New X-Men Kyle'a i Yosta), ale jest to bardzo dobra seria o młodych mutantach. Oczywiście, już ogłoszono jej koniec.

Iceman

To jest seria, którą Marvel powinien wydać parę lat temu, gdy tylko na łamach All-New X-Men Briana Bendis wyciągnął Icemanów z szafy, jednego po drugim. Bo młody Iceman od tamtej pory ciągle występował w różnych drużynowych seriach, ale dorosły Iceman od dawna jest na trzecim planie. (Pozostał taki nawet w Extraordinary X-Men, choć był częścią głównego zespołu.) Tutaj w końcu widzimy, jak coming out wpłynął na jego życie. Iceman jest serią, która bardzo dobrze prowadzi wątek osobistych, trudnych relacji Bobby'ego z rodzicami. Niestety, wszystko inne – czy to superbohaterska część komiksu, czy to pierwszy związek Bobby'ego z mężczyzną – wychodzą zdecydowanie słabiej. Może autor z czasem by się poprawił? Nie dowiemy się, bo już ogłoszono koniec tej serii.

Jean Grey

Z perspektywy stycznia 2018 roku wyraźnie widać, że ta seria od samego początku była prologiem do powrotu oryginalnej Jean Grey. Opisywała przygotowanie nastoletniej Jean do konfrontacji z Phoenix Force, a w końcu do niej doprowadziła – i teraz nie wiadomo, co dalej. Phoenix Resurrection dopiero co zaczęło się ukazywać, jego zakończenie wpłynie na finał Jean Grey (koniec tej serii również jest już pewny), ale nie wiedząc, jak to wszystko się kończy, mam problem z oceną tego tytułu. Było tu parę bardzo dobrych numerów, była tu również Emma Frost, która była sobą, a nie tą szaloną karykaturą z Inhumans versus X-Men. Ale było tu również parę numerów-zapchajdziur. Ogólnie – to była porządna seria, a to, jak wypadnie finał, zadecyduje, czy przypadkiem nie okaże się serią bardzo dobrą.

Weapon X 

Druga w tym zestawieniu seria, która powinna się nazywać "X-Force". Weapon X opowiada o grupie mutantów z pazurami i pistoletami, którzy zostali wzięci na cel przez najnowszą inkarnację projektu Weapon X, sprzymierzyli się z Hulkiem na czas jednego crossoveru, pokonali złe Weapon X, po czym postanowili przejąć dla siebie tę nazwę i... i w tym miejscu się gubię. Greg Pak zakończył pierwszych kilka połączonych historii, ci źli zostali pokonani – i teraz nie bardzo wiem, czemu ta grupa ma istnieć dalej. Ale komiks okazał się lepszy, niż przypuszczałem, choć często obciążają go koszmarne rysunki Grega Landa.

X-Men Blue

Cullen Bunn przeskoczył z Uncanny X-Men vol. 4 do X-Men Blue, zabierając ze sobą Magneto – w tej wersji będącego mentorem dla nieufających mu nastoletnich X-Men z przeszłości. To jest potencjalnie fajna dynamika, ale praktycznie nie ma znaczenia dla wydarzeń z tej serii. Liczyłem też, że Bunn pociągnie tu kwestię planów Magneto z UXM, i znowu – jak dotąd nic z tego nie wynika.

A mimo to, to jest dobra seria. Bunn konsekwentnie rozwija postaci i relacje między nimi, wprowadza nowe figury na planszę – do zespołu dołączył Jimmy Howlett ze świata Ultimate i Bloodstorm ze świata Mutant X, zaś Magneto pomagają Polaris i Danger. Po raz pierwszy odkąd Bendis rozbudził we mnie taką nadzieję (a następnie mnie zawiódł) mam wrażenie, że historia nastoletniej Oryginalnej Piątki dokądś zmierza.

X-Men Gold

Flagowy tytuł linii, prezentujący przygody głównej drużyny X-Men, jest festiwalem nostalgii i nachalnego przymilania się starym fanom. Za każdym rogiem czai się nawiązanie do Claremonta, od składu zespołu po regularne rozgrywki w baseballa. "To są X-Men z czasów swojej legendarnej przeszłości!", zdaje się krzyczeć komiks.

Niestety, tę serię pisze partacz i nie sprawdza się ona nawet jako festiwal nostalgii. Jest nudna, często bezsensowna, i wraz z Cablem i Old Man Loganem znajduje się gdzieś na dnie obecnej linii.

Astonishing X-Men

Nominalnie jest to miniseria, ale zapowiedziano, że będzie mieć 12 zeszytów, a to więcej, niż doczekają się Iceman i Generation X, więc równie dobrze mogę ją opisać tutaj.

Co więcej, chcę to zrobić, żeby zatrzeć złe wrażenie po X-Men GoldAstonishing okazało się bowiem jedną z najsympatyczniejszych niespodzianek roku. Charles Soule, który ją pisze, jeszcze nie napisał dobrego komiksu z mutantami. Spod jego ręki wyszło nudnawe Death of Wolverine, absurdalne Wolverines i Inhumans vs X-Men, nad którym już się pastwiłem – a które było dobre aż do ostatnich numerów, więc wciąż obawiam się, ze i Astonishing zostanie zrąbane w końcówce.

Tymczasem jednak jest to zaskakująco dobry komiks o walce, jaką duch Charlesa Xaviera toczył na planie astralnym z Shadow Kingiem, i o tym, jak zwabił do Londynu przypadkową grupkę X-Men, by go ostatecznie pokonać. A także o zamierzonych i niezamierzonych konsekwencjach tego starcia.

Nie jestem przekonany do pomysłu, by każdy numer wychodził spod ręki innego rysownika. Marvel reklamował to jako "galerię prac najlepszych artystów", i owszem, przy paru numerach pracowali rysownicy pierwszej klasy, tacy jak Jim Cheung i Mike del Mundo, ale było też paru zdecydowanych średniaków.

Ale i tak po zsumowaniu wszystkich "za" i "przeciw" Astonishing pozostają zaskakująco dobrym komiksem.

Miniserie i one-shoty:


Inhumans vs X-Men

O tym już mówiłem. Dobry początek, idiotyczny finał. Nawet abstrahując od zrobienia z Emmy histerycznej psychopatki rodem z Silver Age, ten finał się po prostu nie broni. Ostatecznie Inhumans są tu pozytywnymi postaciami. Medusa decydująca o zniszczeniu Mgieł Terrigenu ma tu być bohaterką. No bo skoro Mgły mają zatruć całą Ziemię i wybić wszystkich mutantów to trzeba je zniszczyć. Medusa się z tym zgadza, niszczy je, jest bohaterką.

I nikt się nie zająknie, że przez poprzednie pół roku pozwalała, by Mgły zabijały mutantów na całym świecie. "Zginą tysiące mutantów? Trudno. Zginą wszyscy mutanci? No dobrze, coś z tym trzeba zrobić."

Więc tak, IvX zaczęło się dobrze, skończyło koszmarnie źle.


X-Men Prime one-shot

Początek RezureXcji. Równie dobrze mógłby to być numer zerowy X-Men Gold. Kitty Pryde wróciła z kosmosu, gdzie szlajała się z Guardians of the Galaxy, by stanąć na czele X-Men w tej nowej epoce. To był porządny komiks. Gdyby traktować go jak numer zerowy Goldów, byłby chyba najlepszym numerem tej serii.


Generations: Phoenix/Jean Grey

W ramach epilogu do Secret Empire, który zaczął się ukazywać przed zakończeniem Secret Empire, ponieważ Marvel miał bardzo zły rok, a poza tym kto by się przejmował takimi szczegółami, ukazał się ciąg one-shotów pod szyldem Generations. Kobik – żywa Kosmiczna Kostka – wysłała grupę bohaterów w przeszłość, by spotkali się ze swoimi młodszymi wcieleniami lub mentorami. Przy czym z samych one-shotów nie można się było tego dowiedzieć, bo byłby to spojler do Secret Empire. Zostaliśmy więc z garścią komiksów, które nie chciały wyjaśnić swojej fabuły, których konsekwencje na logikę powinny prowadzić do paradoksów czasowych... dobry początek, prawda?

Nie pomogło to, że Phoenix/Jean Grey było ostatecznie pozbawione znaczenia. Niby spotkanie mini-Jean z młodszą wersją starszej siebie (...uwielbiam komiksy) powinno jej coś uświadomić – ale wkrótce później w regularnej serii Jean Grey mini-Jean zaczęła być nawiedzana przez ducha starszej wersji starszej siebie (w sensie – ducha z momentu śmierci, z końcówki runu Morrisona), więc spotkanie z tego one-shota zostało kompletnie przyćmione.

Generations: Wolverine/All-New Wolverine

Ten komiks wypadł lepiej. Śmierć Logana miała duże znaczenie dla Laury, All-New Wolverine jest zresztą ostatnim komiksem, który pamięta, że Old Man Logan nie jest po prostu starszym Wolverinem, którego wszyscy znają. Tu spotkanie miało pewną wagę emocjonalną. Poza tym jednak był to po prostu komiks o Rosomakach, jakich wiele – są nindża, trzeba ich posiekać.

Phoenix Ressurection: The Return of Jean Grey

W grudniu ukazał się tylko jeden numer tej miniserii i okazał się kolejnym pozytywnym zaskoczeniem roku. Powrót Jean zapowiada się... dziwnie. Zaczyna się od dziwnych zdarzeń, niemal nawiedzeń w miejscach, które były na różne sposoby ważne dla Jean. Jest to nieco niepokojące, a na pewno interesujące. Chętnie się przekonam, czy Matthew Rosenberg ma konkretny pomysł na tę historię, ponieważ jest tu wiele rzeczy, które trzeba zgrać, żeby ostatecznie wszystko miało sens. Ale początek był bardzo dobry.

X-Men: Grand Design

Kolejna miniseria, której ukazał się tylko jeden numer, i kolejne pozytywne zaskoczenie. Ed Piskor pisze, rysuje i koloruje miniserię, która streszcza losy X-Men – czy szerzej, mutantów – od początku XX wieku po koniec pierwszego runu Claremonta. Dokonuje przy tym wielu uproszczeń, ale i inteligentnie skraca, przepisuje i wiąże ze sobą wątki, które w oryginalnych komiksach nijak się nie wiązały. I jest to bardzo, bardzo dobre.

Mutanci w innych tytułach:


Champions

Mini-Cyclops wciąż należy do tej grupy młodocianych bohaterów. W All-New X-Men i X-Men Blue chyba nigdy nie było o tym wzmianki, więc trudno powiedzieć, kiedy znajduje na to czas.
Sam przestałem czytać tę serię, więc nie mam nic do powiedzenia na jej temat.

Marvel Legacy #1

Ten one-shot był wprowadzeniem do różnych historii, rozgrywających się obecnie na łamach wielu różnych serii. To tu zobaczyliśmy, że oryginalny Wolverine wrócił do świata żywych. A także, że wszedł w posiadanie jednego z Kamieni Nieskończoności. A zapowiedzi sugerują, że zanim wróci do X-Men, weźmie udział w jakiejś kosmicznej historii kręcącej się wokół tychże Kamieni. Nietypowy jest ten powrót.

Secret Warriors

Komiks opowiada o drużynie Inhumans, która początkowo zebrała się w trakcie Secret Empire, a po upadku reżimu Hydry spotkała się ponownie, by domknąć parę spraw. Serię pisze Matthew Rosenberg, który odpowiada też za Phoenix Resurrection, a w 2018 będzie pisał miniserię New Mutants: Dead Souls. W Secret Warriors regularnie udowadnia swoje zainteresowanie mutantami – w pierwszej historii był jednym z kilku autorów eksplorujących Tian, a tytułowi bohaterowie starli się z Dark Beastem. Po Secret Empire do drużyny dołączyła Magik, a głównym antagonistą został Mister Sinister. Seria jest zaskakująco dobra.

Totally Awesome Hulk

Hulk zaliczył crossover z Weapon X, ponieważ obie serie pisze Greg Pak. Było to całkiem niezłe, choć ostatecznie prowadziło do powstania hybrydy Hulka i Wolverine'a, co jest pomysłem z notatnika jakiegoś ośmiolatka. No bo poważnie – jeśli masz już Hulka, co właściwie dają mu geny Wolverine'a? Hulk też się regeneruje, a przy takiej sile pazury lub ich brak przestają mieć znaczenie. Pozostają jeszcze wyostrzone zmysły, ale w tym momencie równie dobrze możnaby po prostu sprezentować Hulkowi pieska i wyszłoby na to samo.

U.S.Avengers

Sunspot wciąż stoi na czele tego odłamu Avengers, do grupy nadal należy Cannonball. U.S.Avengers było bardzo porządną, przygodową serią, która oficjalnie została już zamknięta, ale sama drużyna będzie funkcjonować dalej na łamach "Avengers: No Surrender".

Uncanny Avengers

Tą drużyną z kolei dowodzi Rogue. W tym roku tytuł ten był istotny dla mutantów, ponieważ na jego łamach zakończył się wątek sklonowanego Red Skulla używającego telepatii Charlesa Xaviera. Biorąc pod uwagę, że wątek ten pojawił się na początku istnienia pierwszej odsłony tej serii, było to najodpowiedniejsze miejsce. Co więcej, był to bardzo dobrze zrealizowany finał. Pomimo pewnych problemów na starcie (i na końcu, po wymianie scenarzysty), Uncanny Avengers wyrosło na bardzo porządną, rozrywkową serię o drużynie superbohaterów.


Ostatni rzut oka na rok 2017 

Czy to był dobry rok dla mutantów? Marvel zakończył eksperyment z wciskaniem Inhumans w rolę X-Men, rozwiązano kwestię trujących Mgieł, która była kiepską powtórką z M-Day (rozwiązanego ledwie parę lat temu). Pod tym względem – tak, mutanci mają się teraz lepiej. Nieco wyolbrzymiając – znowu są rozpoznawalni jako X-Men.

A jednocześnie zdublowanie liczby wydawanych tytułów oznacza ryzyko powrotu do sytuacji sprzed Secret Wars, gdy linia była pełna zapchajdziur, na które nie było pomysłu. Na razie nie jest jeszcze tak źle – Cable, Old Man Logan i X-Men Gold to kiepskie komiksy, ale przynajmniej każdy jest o czym innym.

Zapowiedzi na 2018 sugerują, że Marvel wyciągnął nauczkę przynajmniej co do jednego – X-Men nie sprzedają się na tyle dobrze, by pociągnąć dziesięć ongoingów. Iceman, Generation X i Jean Grey zostaną zastąpione nowymi tytułami, z których część, jak np. Rogue & Gambit i New Mutants: Dead Souls, jest od razu zapowiadana jako miniserie. Kiedyś ewentualny sukces miniserii mógł oznaczać przerobienie jej na ongoing. W ciągu ostatnich kilku lat Marvel częściej wydawał ongoingi, które kasował po kilku, może kilkunastu zeszytach. Powrót do większej liczby miniserii wydaje mi się w tych warunkach dobrą decyzją.

Wracając do tego, jaki to był rok – gdyby X-Men Gold było dobrą serią, powiedziałbym, że linia komiksów o mutantach nie miała się tak dobrze od co najmniej pięciu lat. Niestety, flagowy tytuł linii jest bardzo kiepski. A patrząc na resztę mogę powiedzieć, że jest lepiej niż rok czy dwa lata temu – ale wciąż nie jest dobrze.


I tutaj wjeżdża Tom Taylor na białym koniu. A przynajmniej taką mam nadzieję. Ten scenarzysta od dwóch lat pisze All-New Wolverine i robi to co najmniej dobrze (a często – bardzo dobrze). Obecnie jedynym nowym komiksem o mutantach, który został zapowiedziany jako ongoing, jest X-Men Red. Ma opowiadać o drużynie dowodzonej przez wskrzeszoną Jean Grey. Liczę na dwie rzeczy – że będzie to komiks co najmniej równie dobry, co All-New Wolverine i że zastąpi X-Men Gold jako główny x-komiks. I jeśli to się spełni, to może 2018 będzie wreszcie naprawdę dobrym rokiem dla mutantów.

Krzysiek "Krzycer" Ceran
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.