Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - All-New X-Men: Jeden z głowy - Krzysiek Ceran


Po poprzednim, wyjątkowo złym albumie („Tak inni”), All-New X-Men wraca do stałego poziomu – jest dobrze, choć komiks ma sporo problemów. 

Album dzieli się na trzy historie – główna dotyczy konfliktu bohaterów ze znanym z „Bitwy Atomu” Bractwem Złych Mutantów z Przyszłości. Zeszyt 30 daje bohaterom chwilę wytchnienia, rozwija kilka relacji (i tworzy jedną nową) i jest tym, co Bendisowi wychodzi najlepiej. A zeszyt 25 jest o niczym. 

Po kolei więc. Otwierający album zeszyt to jam issue – komiks, do którego zaproszono wielu rysowników, by narysowali stronę albo dwie. Będę szczery – nie cierpię takich zeszytów. Jasne, jest tu paru rysowników, których lubię, ale tego typu eksperymenty rzadko mają uzasadnienie fabularne. Tutaj wymówką jest to, że Watcher nawiedza nocą dorosłego Beasta, by zbesztać go za to, co zrobił z czasoprzestrzenią. W tym celu pokazuje mu rozmaite wizje… czegoś. Niby mają to być możliwe przyszłości bohaterów komiksu, będące konsekwencjami tego, co zrobił Beast – albo możliwymi przyszłościami, które nie dojdą do skutku, ponieważ Beast zrobił to, co zrobił. Nie ma to żadnego sensu. Nie pomaga narracja Watchera, która jest po prostu bełkotem. Nie mówiąc już o tym, że cały ten wątek nie ma żadnego znaczenia. Ot choćby dlatego, że dorosły Beast nie jest bohaterem tej serii, więc jest to po prostu przypadkowa wrzutka, z którą Bendis nic nigdy nie zrobił. 

Ale przynajmniej możemy obejrzeć Jean Grey narysowaną przez Bruce’a Timma. 

Przechodząc do głównego tematu albumu - rozpisane na cztery zeszyty starcie z Bractwem jest bardzo dobre. Narysował je Stuart Immonen, którego chwaliłem już przy okazji recenzji poprzedniego albumu. Nie obniża poziomu. Nadaje postaciom świetną dynamikę w scenach akcji, w spokojniejszych znakomicie operuje mową ciała (rozmowa dorosłego Cyclopsa z młodą Jean jest dobrym przykładem). Rysunki zostały pięknie uzupełnione kolorami Martego Gracii – szczególnie dobrze wypada kontrast pomiędzy zalanym czerwonym światłem wnętrzem bazy i wściekle niebieskim planem astralnym. 

Jeśli chodzi o fabułę, ta historia jest nierówna. Sama walka jest bardzo dobra – powiedziałbym, że zaskakująco dobra, ponieważ Bendisowi pisanie walk drużynowych wychodzi zazwyczaj słabo. Z drugiej strony, w pewnym momencie telepatyczny atak wyłącza z gry 2/3 bohaterów. Mimo to, w grze wciąż pozostaje parę postaci, starcie nie zamienia się w pojedynek. 

Ale poza walką dostajemy tu również wątek poboczny, przybliżający nam Bractwo Złych Mutantów z Przyszłości, z naciskiem na Złego Xaviera Juniora. Z jednej strony jest tu sporo dobrych pomysłów. Telepatyczna manipulacja jest zgrabnym wyjaśnieniem, czemu parę postaci w ogóle do tej grupy należy. Jest tu też sugestia cwanego planu związanego z podróżowaniem w czasie. I tutaj ten pomysł się sypie, bo skoro Bractwo z Przyszłości wykorzystuje zdobytą wiedzę, by atakować raz po raz… Czemu to był ostatni raz, gdy ich zobaczyliśmy? Na logikę to, że ponieśli w tym albumie druzgoczącą porażkę nie powinno mieć żadnego znaczenia, powinni wyskoczyć na następnej stronie gotowi na trzecią rundę. Więc zakończenie jest kuriozalne. 

Jak by tego było mało, Bendis postanowił zaszaleć, ujawniając, że Zły Xavier z Przyszłości jest synem profesora Xaviera i Mystique – synem, który ma już istnieć we współczesności, bo pomocna retrospekcja informuje nas, że urodził się przed rokiem. Co więcej, kwestie, które Mystique wygłasza przy porodzie sugerują, że była z Xavierem w normalnym związku, czego oczywiście nigdy nie widzieliśmy i co nie ma żadnego sensu. (A jeśli dobrze pamiętam, w „Bitwie Atomu” było powiedziane, że ta postać jest wnukiem Xaviera, a nie synem.) 

Ostatecznie można na to machnąć ręką – w jednej z następnych historii na łamach Uncanny X-Men dojdzie do kolejnego rozwalania czasu i chyba należy założyć, że te dziwactwa zostały wymazane z historii. Tylko że to kiepskie usprawiedliwienie dla tego komiksu. „Tak, to jest głupie i nie ma sensu, ale nie przejmujcie się, bo chyba nigdy się nie wydarzyło”. 

Na początku zasugerowałem, że ostatni zeszyt to temat, który wychodzi Bendisowi najlepiej – nic dziwnego więc, że jest najlepszym z całego albumu. Trening Jean z Emmą, Emma próbująca wkurzyć Jean swoimi wspomnieniami romansu ze Scottem, relacja Angela z X-23 – to są świetne sceny. Na dodatek ładnie zilustrowane przez Sarę Pichelli – choć nie są to jej najlepsze rysunki. Poza tym jej styl nie do końca zgrywa się z rysunkami Immonena. Dobrze chociaż, że nie zastąpiła go w ramach jednej historii. 

Nie, żeby dało się to poznać, bo Egmont znowu nie rozdzielił w żaden sposób kolejnych zeszytów. Żeby było zabawniej, w tym albumie są okładki wewnątrz komiksu – kilka alternatywnych okładek #25 co chwila przerywa lekturę tego zeszytu. (Dygresja. Nie jestem stuprocentowo pewien, ale mam wrażenie, że zmieniono również układ tego zeszytu? Są w nim trzy humorystyczne historyjki, narysowane karykaturalnym stylem. Wydaje mi się, że w oryginalnym wydaniu były umieszczone na końcu zeszytu, tu zaś są wrzucone w środek monologu Watchera. Niby pasują do tematu „przypadkowych wizji przypadkowych rzeczy”, ale w przeciwieństwie do pozostałych „wizji” nie zawierają narracji Watchera, dlatego rozbijają tę opowieść.) 

Kończąc temat polskiego wydania – jedna z „wizji” z tego zeszytu jest dwustronną rozkładówką ze złym Archangelem. Jest umieszczony centralnie na środku obrazka. Ze względu na sposób klejenia albumu nie da się zobaczyć jego twarzy, nie rozwalając sobie komiksu. 

Nie mam dobrego podsumowania dla tej recenzji. Właściwie to zawarłem je w pierwszym zdaniu. „Jeden z głowy” to dobry komiks, choć ma sporo problemów. Nie ma ich jednak tyle, bym nie mógł go polecić. 

Ocena: 3,5 / 5

Krzysiek „Krzycer” Ceran 

All-New X-Men: Jeden z głowy 
scenariusz: Brian Michael Bendis 
rysunki: Stuart Immonen, David Marquez, Sara Pichelli i wielu innych 
zawiera: All-New X-Men #25-30 
cena: 39,99 zł 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.