Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #37 (31.03.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 31 marzec 2008 Numer: 13/2008 (37)


Bardzo ciekawy tydzień za nami, a wszystko przez dosyć dziwny harmonogram wydawniczy Marvela. Ostatnio wydawnictwo ma tendencję do grupowego wydawania komiksów z poszczególnych działów i tak, w zeszłym tygodniu ukazało się aż pięc tytułów z lini Ultimate, dwa flagowe tytuły z udziałem Avengers oraz dwa "szkolne" x-komiksy.



Zapowiedzi na czerwiec
Gil: Kolejny miesiąc pod hasłem Secret Invasion i z pewnością to właśnie ona będzie najsmaczniejszym kąskiem. Ale inwazja to nie wszystko, bo pojawia się też kolejna porcja nowości, z których najciekawszą może być ongoing Eternals, bo po tym, co zrobił z nimi Gaiman, aż prosi się, żeby rozwinąć pozostawione wątki. Ciekawostką zupełnie innego rodzaju może okazać się Haunt of Horor na podstawie opowiadań Lovecrafta. Tutaj spodziewam się czarno-białych zeszytów z niesamowitym klimatem. Nie zachęcają mnie natomiast Skaar: Son of Hulk i Ultimate Origins. Pierwsza dlatego, że wątek wygląda na słaby i wymuszony, a druga, ponieważ Ultimate zwyczajnie mnie nie interesuje. Spośród sześciu one-shotów, najchętniej spojrzę na ten z Thorem i to głównie ze względu na rysunki Zirchera. Swoją drogą, inny 1-shot powędrował pod szylt X-Force chyba tylko dlatego, żeby nie było dwóch spod znaku Wolverine'a w jednym miesiącu. Wśród ongoingów nie związanych z SI, najatrakcyjniej wyglądają Nova w starciu z Galactusem, Thunderbolts z szalejącym Normanem oraz Guardians of the Galaxy. Po piętach depczą im inne tradycyjnie dobre serie, których wymieniać nie trzeba. Obawiam się trochę o poziom Invincible Iron Mana, ktory może okazać się drugim Orderem oraz Captain America, który zmierza w niepokojące rejony.
S_O: Ludzie czytający "New Spoilerownię", kojarzą pewnie comiesięczne zapewnienia Gil Galada, dotyczące pojawienia się pewnej osoby w Marvel Comics Presents. Oto, jego cierpliwość została wynagrodzona: Panie, panowie, the Man, the Myth, the Merc with a Mouth: Deadpool!
Poza tym, czerwiec to pojawienie się wielu nowych tie-inów do Secret Invasion, która zapowiada się świetnie. Świetne jest też pojawienie się serii Eternals wg Knaufów. I patrząc na to, co ta dwójka wyprawia w Iron Manie, jestem spokojny o to, że to dziedzictwo Neila Gaimana nie zostanie zmarnowane. A propos pojawiania się, wychodzi pierwszy numer przygód Hulka Juniora na znanej nam skądinąd planecie Sakaar. Do tego, na okładce Thunderbolts paraduje goblin, Millar zaczyna swój nowy run w Wolverine, a w Fantastic Four pojawia się pewien europejski doktor...
Ale, oczywiście, nie wszystko jest takie piękne. Bob Gale, jak na razie najsłabszy z "Brendńjudejowych" scenarzystów, dostaje drugą historię, Wolverine Origins jednak jest kontynuowane (chociaż bez Dillona), a Claremont się odgraża wykorzystaniem w New Exiles świata, w którym bohaterowie pojawili się czterysta lat temu... Może nie mam racji co do tego świata, ale co ja mówiłem o marnowaniu dziedzictwa Gaimana?
Fylyp3g: Czerwiec będzie należał w lwiej części do Secret Invasion. O jej przebieg możemy być spokojni, jako inwazja już dała o sobie pozytywnie znać. Mutanci nadal mają swoje problemy i miejmy nadzieję, że zostaną one na tyle rozwinięte, by czytelnik przestał psioczyć na kiepski rozkwit akcji. Ważny jest powrót Millara za stery Wolverine. Jednak najciekawszym i, co najważniejsze, stałym punktem, będzie jak zwykle X-Factor. U Parkera stare się kończy, by nowe mogło zacząć. No właśnie, na ile to nowe będzie nowe i znośne dla czytelnika? Na razie trudno stwierdzić, jednak mam nieco negatywne odczucia co do takich wycieczek w przeszłość. Zaznaczam: niezbyt chlubną. W gwardii nowych tytułów, na pewno najlepiej poradzi sobie Eternals (jednak trudno jeszcze napisać na jaką miarę będzie szyty ten sukces). A z ciekawostek, ukaże się pierwszy Kick-Ass w wersji reżyserskiej. No, zajmujące jest myślenie o tym, ile jeszcze krwi z odwodu może się polać.
Jaro: Najważniejsza będzie oczywiście Secret Invasion wraz ze wszystkimi przystawkami, ale mimo to najbardziej czekam na Eternals i Novę. Jeśli chodzi o pierwszy komiks - za HBOwski serial Carnivale przynajmniej jeden Knauf ma u mnie wielki kredyt zaufania, a podobno przy Iron Manie chłopaki dali radę, co w połączeniu z takim materiałem, jak Ikaris, Sersi i spółka ma zadatki na bombę. Jeśli chodzi o Novę - ciąg dalszy pierwszego od Annihilation on-continuity występu Galactusa i jego srebrnego herolda, a w dodatku spod pióra DnA i ołówka Alvesa. Ponadto warto będzie zwrócić uwagę na Wolverine (futurystyczny western i Millar), Guardians of the Galaxy (tarcza? hę?), Ultimate Origins (Bendisowe i ponoć co nieco wyjaśni) i last but not least - powrót Green Goblina na łamach T-Bolts. Zastanawiają też dwaj Kapitanowie i dwaj Pająkowie na okładkach swoich serii. O pomysły Bru wprawdzie się nie boję, jednak jeśli chodzi o Boba Gale'a, miejmy nadzieję, że nic szkodliwego z tego nie wyjdzie.



Black Panther vol. 4 #35 avalonpulse0037e.jpg
Gil: Ulżyło mi. Nie, nie dlatego, że wreszcie trafił się świetny numer BP. Ulżyło mi, bo bez szczątków Fantastic Four i bez Storm nie miałem najmniejszego powodu, by to przeczytać. Przekartkowałem więc i widzę, że Hudlin zabiera się za Killmongera, który był jednym z filarów runu Priesta, a to nic dobrego nie wróży postaci. Co gorsze, dorwał w swoje łapy także Monicę Rambeau i podcierając sobie zad dziedzictwem Nextwave cofnął ją jako postać o 20 lat. Dobrze, że nie czytałem dialogów, bo pewnie bym się wściekł, a tak mogę udać, że mnie to wszystko nie obchodzi i wystawić mu dwóję. Do oceny dokładają się też strasznie amatorskie rysunki człowieka, którego pseudonim dziwnie przypomina brazylijskiego piłkarza. Jako rzekłem: 2/10.
Hotaru: Mając na uwadze tendencję prezentowaną przez ten komiks przez ostatnie kilka(dziesiąt) numerów - to w końcu musiało się stać. Panie i panowie, ogłaszam wszem i wobec, iż ten numer Black Panther jest lepszy od poprzedniego. Zanim zostanę posądzony o bycie Skrullem (tak, wiem, dużo na to wskazuje), spieszę zauważyć, że to jeszcze nie znaczy, że numer ten nie jest zły. Mamy tu wszystko, co czyni z tego tytułu tak satysfakcjonującą lekturę - rasizm, zero emocji, średnie rysunki i kiepskie dialogi. Ale fabuła nie jest tak niedorzeczna, jak ostatnimi czasy - nie ma gadających żab, Martina Luthera Kinga i Malcolma X, Storm i paru innych elementów, niczym balast dociążających ten okręt. Reasumując - nadal na dnie, ale bocianie gniazdo wystaje już z mułu.
S_O: Podobnie, jak Hotaru, nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale... jest lepiej, niż poprzednio! Bez kupy białasów, żeby pokazać, o ile jest lepszy i bez Storm, żeby pokazać, jak bardzo jest męski, pozostawiony swoim małym, czarnym problemom, Black Panther drażni mniej, niż zwykle. Oczywiście, nadal jest mnóstwo głupot, jak choćby Monica Rambeau o wysokiej klasy umiejętnościach skradania się, które polegają na w walnięciu we wrażego typa od frontu z pełną prędkością, po przeleceniu nad połową świata. No cóż, w końcu to nadal Hudlin...

Daredevil vol. 2 #106
Gil: Po raz pierwszy od jakiś osiemdziesięciu numerów, Daredevil nudzi. Zamiast rozłożyć skutki całej afery z Millą na jakiś czas, jako tło większej historii, Bru wcisnął je w jeden numer, przez co załamka Murdocka wygląda okropnie sztucznie. Wszystko wygląda okropnie sztucznie. Zwłaszcza biedny Ben Urich, który nawet nie jest do siebie podobny i to nie tylko wizualnie. Dla odmiany, pijany ślepiec, wszczynający bójkę w barze i uciekający w rajtuzach na dach, to zakrawa na tragifarsę. Nie podoba mi się i to bardzo. Tak 4/10 bardzo.
Foxdie: Przeciętny numer, który pozwala nam złapać oddech między dwiema większymi historiami. Na dodatek Lark dostał wolne i musimy męczyć się nad jakimiś kwadratowymi klockami niejakiego Azaceta. Ocena: 5/10
Mr. G:
Blah, blah, blah. <Emo>. Jeb, bum, trzask, bęc. Blah. W skrócie ten odcinek DD. Podsumowanie poprzedniej historii, ale jakieś takie mało absorbujące. 5/10
Soundtrack: Queens of the Stone Age - Everybody Knows That You're Insane
Krzycer: Ładny obrazek z cyklu "Matt pogrążający się w spirali rozpaczy", czy coś takiego. Nie pierwszyzna, ale zrealizowana pierwszorzędnie, tym ciekawiej, że z perspektywy Bena, Dakoty i Foggy'ego.

avalonpulse0037f.jpg Mighty Avengers #11
Gil: I znowu zaczynamy od wstawek Djurdjevica, żeby osłodzić wnętrze, które jest o poziom niżej. Tym razem, na szczęście, tylko jeden poziom. Bagley jakby bardziej się przyłożył i kilka stron wyszło mu naprawdę fajnie. A treść? Tak samo zawieszona, jak bohaterowie. Są momenty kiepskie i są bardzo dobre, jest kilka świetnych tekstów i wybitna scena otwierania dumnej konserwy, jednak brakuje feelingu. No i na koniec osoba podejrzana o bycie Skrullem podejrzewa o bycie Skrullem inną osobę podejrzaną o bycie Skrullem. Brzmi jak szczyt paranoi? I słusznie! Ponieważ ogólne wrażenie jest jednak pozytywne, dam 6/10.
Gamart: Pokręcony numer, chociaż czytało się całkiem przyjemnie. Szczególnie Doom został przedstawiony w swoim stylu i skradł historię. Niezłe momenty z lekceważeniem Avengers i obrażaniem Carol. Dodatkowo dostaliśmy świetne użycie "dymków myślowych" w scenie ze strasznie długim monologiem wewnętrznym Victora w czasie, gdy głośno wypowiedział tylko parę słów. Ares jak zawsze świetny ["#$@$! Not my dad"]. Cała sytuacja z szybszym powrotem Dooma też dobrze przedstawiona, chociaż motyw z wypadem do Morgany, żeby się nauczyć jakieś wielkie żelki sprowadzać, mógł sobie Bendis darować. Tony znowu pokazuje, że Extremis działa [czy to na pewno było przez to?], Avengers w końcu mają okazję zobaczyć twarz Dooma, a jego ostateczny los tylko potwierdza plotki związane z Inwazją, które ostatnio po necie krążą. Bagley znowu jakby lepiej narysował wszystko i na koniec dostajemy scenę, która znowu miesza niemiłosiernie i po raz kolejny jak w kalejdoskopie zmieniają się nam typy na ukrytych Skrullów. Uwielbiam tę atmosferę Inwazyjną. Całkiem fajny numer.
Soundtrack: Daft Punk - Technologic
Hotaru: Odebrałem ten numer za mniej kiepski niż poprzednie, ale trudno mi powiedzieć, dlaczego. Bo mamy tu brzydkie rysunki Bagleya (chociaż na kilku kadrach Carol wygląda jak spod ołówka Franka Cho), oraz znienawidzone przeze mnie dymki myślowe. Zajechało mi Claremontem - dużo, i zupełnie niepotrzebnie. Jedyny plus to rozmowa Wdowy i Pajęczycy. Na szczęście zaczyna się już Inwazja, bo mam dość tego zaciskania zwieraczy, które odbywa się w tym tytule, od kiedy zacząłem go czytać - relax, fart, get it over with and hope that stink won't stay for too long.
S_O: Po pierwsze: Jessica Drew is SOOO a Skrull! Po drugie, brawa dla Victora, bo jako jedyny wyłamuje się ramom narzuconym przez innych złych geniuszy i złowieszczy plan, który przedstawia swoim zniewolonym wrogom, nie jest prawdziwy! Reszta jest jednak kliszą - bohaterowie się uwalniają, pokonują złego geniusza i udaremniają jego plan. Choć muszę przyznać, że badass mode Sentry mnie zaskoczył rozerwaniem pancerza. Zapewne będzie się śnił Doomowi po nocach.
Demogorgon: Tępa nawalanka. Gdyby nie świetne rysunki oraz parę zabawnych tekstów, to byłoby to dno. Mam nadzieję, że Bendis poradzi sobie lepiej w Secret Invasion. Bo 100% nawalanki i 0% sensu, to w jego wykonaniu beznadzieja. Takie coś, to dobrze serwuje Grevioux, Brian jest dobry za co innego (serio, ci dwaj powinni wymienić swoje serie, to by im obu tylko pomogło). szkoda, że Bagley żegna się z Marvelem czymś tak słabym. 3/10

Secret Invasion Prologue
Gil: No, co? Komiks jest? Jest. W tym tygodniu się pojawił? Pojawił. No, to oceniamy. Na siedmiu darmowych stronach, Bendis i Yu dali wszystkim niezdecydowanym powód, by wyskrobać trochę grosza i sięgnąć po Secret Invasion. Wystarczyło tyle miejsca, by pokazać coś ciekawego i ujawnić dość duży sekret, obok którego nie można przejść obojętnie. Oby tak dalej, mnie już kupiliście dawno. Ocena: 7/10.


Ms. Marvel vol. 2 #25
avalonpulse0037g.jpg
Gil: Gdybym wcześniej nie przeczytał o tym gdzieś tam, byłbym bardzo i pozytywnie zaskoczony rozwiązaniem, jakie wybrał Reed. Carol nie jest Skrullem, ale Skrull jest Carol. That's wicked. Okazuje się, że historia ma solidne, chociaż retconowane podstawy, wprowadzone w ciekawy, choć wizualnie raczej kiepskawy sposób. Jest naprawdę ciekawie, bo zamieszanie jest ogromne, a do tego dochodzą jeszcze dawne wątki. No i wreszcie, ktoś odniósł się bezpośrednio do wydarzeń z pajęczego Brand New Day. Ogromnym plusem są rysunki Adriany Melo, które są powiewem świeżości i chwilami są naprawdę rewelacyjne. To jest mocne 7/10.
S_O: Witamy na pokładzie nową panią rysownik! Która całkiem nieźle sobie radzi, muszę rzec. Podobnie, jak gościnny rysownik od silverage'owatych wstawek. Pod względem fabularnym numer też dobry. Nie uświadczymy tu Machine Mana, za to zapoznajemy się bliżej z kolejnym All-New, All-Different X-Skrullem. I jego poczynania od razu budzą pytania - czy William "były chłopak Carol" jest Kree? Skąd Sarah Day o tym wiedziała? Czy ona też jest Kree? Czemu Skrull współpracował z AIM? Czy któryś z dowódców Pszczelarzy też jest Skrullem? Tylko powiązanie X-Skrulla z pierwszym Skrullem zabitym przez Carol (w silverage'owatych retrospekcjach) jest trochę telenowelowaty.
Mr. G: D
wa razy więcej miejsca, połowa tej treści, co zwykle. Nadal nie wiemy nic poza tym, skąd wzięła się druga Ms. Marvel i jakie było jej pierwsze spotkanie ze Skrullami. Boooring. Rysunki poprawne, ale tęsknota za Loprestim chwyta... 6/10 i spadek formy.
Soundtrack: Kasabian - Me Plus One

New Warriors vol. 4 #10
Gil: Przeczytałem, bo akurat miałem wolną chwilę. Jak zaczynałem bez entuzjazmu, tak bez entuzjazmu skończyłem. Ale za to dowiedziałem się, że dzieciaki z ulicy wyrastają na geniuszy, jeśli tylko da się im szansę, Thrasher jest prawie równie genialny, jak Black Panther, a Esteban Diablo nudzi się w swoim zamku, więc pewnie kogoś zaatakuje. Jeśli chodzi o popłuczyny po New X-Men, są tak samo nieinteresujące, jak wcześniej i wciąż za dużo gadają. Jeśli sięgnę po to jeszcze kiedyś, to znaczy, że mam za dużo wolnego czasu. Ocena: 4/10.
Hotaru: To koniec mojej przygody z tym tytułem - nie tylko wyczerpał się już kredyt zaufania, ale zadłużenie wzrosło do zatrważających rozmiarów. Nie ma tu NIC, co racjonalizowałoby dalszą lekturę. Pomysł na ten tytuł wyczerpał się po pierwszych 4 numerach - nudny jak flaki z olejem, głupi i brzydko narysowany. Żegnajcie, Nowi Wojownicy. Chciałbym móc powiedzieć, że było miło.
S_O: Jest źle. I zauważcie, że mówi to osoba, która pochwaliła (ok, to za mocne słowo) najnowszego Black Panthera.
Co my tu mamy? Plan Thrasha opiera się na machinie przewidującej ruchy osób, co do których istnieje prawdopodobieństwo, że zrobią coś złego (gdzieś o tym już słyszałem... W jakiejś ANTYUTOPII), a jedyna osoba, która słusznie uważa to za głupotę, zostaje nawrócona przez opowiastkę o trzech biednych sierotkach, co do której nikt nie chce zauważyć, że gdyby Thrash ich nie potrzebował, nie ruszyłby nawet swojego odzianego w trykot tyłka, żeby im pomóc. A Jubes, zamiast pomyśleć, piszczy coś w stylu "ojejka, nie wiedziałam, jakie to smutne, sob sob" i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Oprócz siostry Radiana.
Aha - Sofia ma nowy uniform. Który składa się z dwukolorowego spandeksu i kamizelki ratunkowej. Szczyt głupoty nadal należy oczywiście do prochowca Jono, ale naprawdę, ludzie...
Demogorgon: Diablo ma minę, która w pełni oddaje moje odczucia po przeczytaniu tego komiksu - Nuuuuuuuudy. A do tego Skybolt ma fryzurę jak głowa Homera Simpsona. Naprawdę, podtrzymuję swoje zdanie sprzed miesiąca. Jeżeli New Warriors ma być nastawione na tajemnice, to niech to pisze Bendis, a Grevioux weźmie nastawione na nawalankę Mighty Avengers. Bo nawalanki to jedyne, co mu wychodzi. 3/10

avalonpulse0037h.jpg New Avengers #39
Gil: Jeśli ktokolwiek spodziewał się czegokolwiek po numerze poświęconym Echo, mając w pamięci historię stworzoną przez Macka w Daredevilu, to się pomylił. Jeśli można mówić o rozczarowaniu, to tylko ze względu na brak plastyczności tamtej historii, bo tutaj rysunki są po prostu dobre, a tam była jazda po bandzie. Innych rozczarowań nie ma, a wręcz przeciwnie. Na pozór standardowe spotkanie z Daredevilem przyjmuje zaskakujący obrót, którego efektem jest jeden przypalony Kanadyjczyk i trochę posiekany, zielony worek z mocami wszelkimi. Ale tak naprawdę, ten pojedynek niczego nie rozwiązuje, bo wątpliwości co do Echo pozostają, zaś finał z Clintem sprawia, że to wszystko staje się jeszcze bardziej podejrzane. Dodatkowa ciekawostka: pod nieobecność Layli Miller, Wolverine knows stuff ;) Ocena: 8/10.
Gamart: Fajnie, że na Echo się skupił numer i ładna walka, która zajeła cały. Trochę informacji o tym, jak działają Skrullowie i odsunięcie podejrzeń od Echo i Logana. Chociaż może to znowu zmyłka? Popadam w paranoję powoli. No i Clint puka od powrotu wszystko, co ma piersi, a, że w drużynie ma tylko jedna kobietę, to na miejscu męskiej części New Avengers starałbym się chodzić plecami do ściany.
Soundtrack: Beat Crusaders - Tonight, Tonight, Tonight
S_O: Kiedy pierwszy raz zobaczyłem rysunki w tym numerze, pomyślałem: Czemu Mack nie może rysować NA na co dzień? A potem przypomniałem sobie o dwóch tygodniach opóźnienia...
A w numerze ujawnienie kolejnego Skrulla! ...kolejnego All-New, All-Different X-Skulla. Może to jeden i ten sam? A może takich łatwiej wyprodukować? Poza walką za wiele w numerze nie ma, no, może oprócz tego, że "scena prysznicowa" z któregoś z poprzednich numerów wreszcie do czegoś doprowadziła. Rany, od kiedy zmartwychwstał, Clint parzy się jak królik!
Foxdie: Cały numer poświęcony Echo, to dobry numer, zwłaszcza jeśli lubi się tę postać. A ja lubię ją bardzo, dlatego taka odmiana mi odpowiada. Może nie jest to górnolotna historia, ale czyta się miło, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej inwazji. Wygląda na to, że Wolverine też Skrullem nie jest. Tylko dlaczego miałby podrywać Mayę? Zresztą (chyba) Skrull podszywający się pod Bartona zdążył go ubiec. Rysunki Macka słabsze niż te z wczesnych numerów Daredevila, ale wciąż są miłe dla oka. Ocena: 6/10.
Olka:
Numer bardzo dobry. Wygląda na to, że Bendis powoli przełącza się na bardziej skupione wokół tylko 1 osoby numery, tak jak w Civil War. Tym razem padło na Echo i było super. Bałam się trochę tego numeru, bo mam wrażenie, że Maya jest nadużywana. Zerowy tak naprawdę powerhouse, a wiele uwagi koncentruje się wokół niej. Ale w tym numerze Bendis naprawił dużo błędów, które można mu było zarzucić wcześniej. Logan zauważył, że ona właśnie jest najsłabszym ogniwem, dostaliśmy trochę zasugerowanej historii między nimi (serio, z kim Logan nie ma historii...) i ładnie uchwycone w trakcie walki, że odwrócona Maya nie może słyszeć Wolviego. Clint, choć jest moim ukochanym bohaterem, naprawdę powinien się nauczyć trzymać spodnie zapięte ;) To dobrze się nie skończy. Zwłaszcza, jeśli wróci Bobbi i Wanda wpadnie z wizytą (no co, pomarzyć można :P) Bardzo dobre otwarcie i zakmnięcie numeru udowadniające, że Echo Skrullem nie jest. A sam Skrull również bardzo ciekawy. Plus za to, że było oryginalnie i nie zazielenił nam się od razu, tylko w 'kamuflażu' walczył cały czas. A i udowodniło to oczywiście, że Logan ma naprawdę taką wewnętrzną potrzebę, żeby być czasem nadopiekuńczy :) Słodkie :)
SI, czekam :D zapowiada się pysznie.

Spider-Man - With Great Power... #3
S_O: O mój Boże, toż to potwór z "Cloverfielda"! Chociaż może nie powinienem zdradzać zakończenia komiksu na początku wypowiedzi...
To już trzeci numer, a ja nadal nie wiem, czemu zapowiedzi brzmiały tak hurraoptymistycznie. Jedyne, co dostajemy, to Petera wyrywającego panienkę. No dobra, dwie. Chociaż miło wiedzieć, że jeszcze przed "menace" stary, dobry Jonah się uwziął na Piotrusia.
I czy ktoś zechce się ze mną założyć, że koniec końców, tak, jak to było w Daredevil: Battlin' Jack Murdock, Ben przed śmiercią dowie się o spider-maniźmie bratanka?


She-Hulk vol. 2 #27 avalonpulse0037i.jpg
Gil: Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek wątpił, że Peter David jest właściwą osobą do pisania przygód Shulkie, teraz może się wybatożyć wierzbową gałązką. Ten numer ma wszystko to, co najlepsze w stylu PADa i wszystko to, co najlepsze w She-Hulk. Jak zacznę się zachwycać, to nie będę miał o czym w streszczeniu pisać, więc krótko: solidna fabuła, świetne nawiązania, urozmaicona i zaskakująca obsada plus genialne teksty. Shulkie równa do X-Factor, więc ocenę również na tym poziomie dostanie: 8/10.
S_O: Zły kosmita został pokonany, mniej zły kosmita odleciał w siną dal, myślicie, że na tym się kończy historia o kosmitach w She-Hulk? Nie u PADa! I jej wypad do Al-len-town wypada świetnie! Genialne relacje wszystkich ze wszystkimi (dużo tego, więc nie będę wyliczał), oddoomienie Starka (i Mallory Book. Ale tylko trochę), wyjawienie sekretu Jazindy... swoją drogą, ciekawe, co takiego zrobiła, że uzyskała nieśmiertelność, a że jej rodacy jej nienawidzą. Założę się, że będzie to miało jakiś związek z Kree.
A tak swoją drogą, podziwiam Ricka Burchetta za to, co zrobił z She-Hulk, ilustrując numery Slotta, ale dopiero teraz Mallory Book is HOT!
MrG:
PAD. On nie robi słabych komiksów i zawsze wydłubie coś z zakończonych historii. Świetna chemia między Jazindą i Jenny. Ludzki Iron Man. I to, czego brakowało wszystkim fanom Zielonej. Sala sądowa! Za samą stronę 9/10 i znaczek jakości "Niewyprodukowane w Chinach"
Soundtrack: Joe Anderson & Jim Sturgess - With a Little Help From My Friends
Krzycer: Pierwszorzędny Peter "Niepokonany w WW" David! Bardzo ładna historia, wywracająca poglądy Shulkie na temat tego, na kogo może liczyć, a na kogo nie.
No i coraz popularniejszy (przed premierą filmu?) motyw oddoomowiania Starka, który teraz uczy się przepraszać. I jest przystojniejszy od Roberta Downey Juniora :)


Ultimate Fantastic Four #52
Demogorgon: Ha, to dopiero niezły kawał historii. Co prawda Thanos ma mało wyobraźni, skoro wcześniej zamienił Reeda w kamień (i chyba jeszcze chybił), a teraz Thora przerobił na drzewo (choć może to i dobrze - jakby miał za dużo wyobraźni, to mielibyśmy Ultimate Discworld). Za to pomysł ze zrobieniem prania mózgu wszystkim superbohaterom jest pierwszorzędny - biedny Ben, jakby sam tyłek Thanosa do skopania nie wystarczył, to przedtem będzie musiał skopać całe universum. 9/10

Ultimate Human #3
Gil: W tym numerze wyjaśnione zostaje kto, jak i dlaczego rości sobie prawa do tytułu Altimejt Hjumana. Wyjaśnienie jest długie, dosadne i szczegółowe. A nawet zbyt długie i zbyt szczegółowe, dosadność może zostać. Po dwóch numerach łomotu, trzeci jest totalnie przegadany. Wiem, że to ma swój cel i sens, ale jednak zmęczyło mnie czytanie retrospekcji człowieka z wielką głową. Na szczęście, teraz będzie już tylko lepiej, bo zmierzamy do rozwiązania. A chociaż jest przydługo, nie jest źle, dlatego wystawię ocenę: 5/10.
Gamart: No i po dwóch fajnych numerach się Ellis nie popisał. Rozumiem, że chciał Wisdoma pokazać całkiem innego niż w Excalibur, ale cała sytuacja z facetem, który uważa, że moce należą się tylko jemu i w ogóle jest takim niesamowitym geniuszem zła i wyjawia cały plan bohaterom, którzy oczywiście uciekną, bo dał im czas. Takie to schematyczne. Do tego cała historia z jego originem też niczym nie zaskakuje. Liczę, że następny numer wróci do poziomu pierwszych. I nawet rysunki mi nie pasowały, ale może one takie przeciętne od początku były, ale nie zauważałem tego, bo scenariusz był lepszy.
Soundtrack: Bonnie Tyler - Total Eclipse Of My Heart
Demogorgon: Gadanie, gadanie i jeszcze raz gadanie. Skróciłbym ten flashback, ale... Ale da się go wytrzymać, widać, że Ellis się pobawił na całego Ultimate Wisdomem. Jakby nie było, zrobił z niego lekkie wypaczenie oryginału, ale mimo to jest dobrze. 7/10
MrG:
"Teraz, kiedy mam was na swojej łasce, zdradzę wam mój plan, motywację i opowiem historię swojego życia! Potem dam wam chwilę, żebyście wymyślili, jak zwiać." No, Warren... a ja na ciebie głosowałem! Obawiam się, że Ellis chciał się pobawić konwencją złego lorda, a wyszło mu jak "Planet Terror" Rodriguezowi. Miała być parodia kiczu, a jest kicz. No i rysunki... tragiczne kolory. 4/10
Soundtrack: Clawfinger - World Domination


Ultimate Iron Man II #4
Hotaru: Ten tytuł trzyma stały poziom - nie jest on szczególnie wysoki, ale chociaż wiemy, czego się spodziewać. Odniosłem wrażenie, że w końcu Card poczuł się swobodnie i wplótł w fabułę kilka fajnych błyskotliwych dialogów, które tak uwielbiałem przy lekturze jego książek. Skłamałbym twierdząc, że z wypiekami czekam na kolejny numer, ale dla odstresowania chętnie przeczytam.

Ultimate Spider-Man #120
Hotaru: Siłą tego numeru, podobnie jak dwóch poprzednich, są dialogi pomiędzy nastolatkami. Wszyscy bohaterowie są sympatyczni i mówią bardzo naturalnie. Niestety, rozwiązanie akcji nie jest już takie absorbujące, lecz cóż - nie można mieć wszystkiego. Nadal widać, że ten numer pisał zdolniejszy z bliźniaków Bendisów.
Demogorgon: Świetnie. Gdyby nie Ultimate Fantastic Four, to byłby to komiks tygodnia. Dużo się dzieje, nastolatki to nastolatki, a do tego całość daje prolog do Ultimatum, czymkolwiek (czytaj: złym inaczej planem Magneto i Loeba) ma ono być. A tak na marginesie....No bez przesady, ludzie, Blob? To przerażające. 8/10

avalonpulse0037j.jpg Ultimate X-Men #92
Hotaru: Nic w tym komiksie nie działa - wysiłki x-ludzi i Fantastycznej Czwórki, plan Cable'a, wreszcie rysunki Larocci i scenariusz Kirkmana. Ten numer to klęska na całej linii. Ilość zajmujących po dwie stronice kadrów jest zatrważająca i udowadnia, ze nawet Kirkman nie ma już pomysłu na swoje bezdennie głupie scenariusze i jedynie gra na zwłokę. Larocca się stara jak może, ale spójrzmy prawdzie w oczy - Michał Anioł (którym Larocca zdecydowanie nie jest) też nie wyrzeźbiłby posągu Dawida, gdyby zamiast w marmurze musiał rzeźbić w gównie. Ech, kończ waść, wstydu oszczędź.
MrG:
Długo przymykałem oko na to, co wyprawiał Kirkman, myśląc "Hej, pewno się poprawi miażdżącą końcówką". I zrobił to!... NOT. Nawtykane postaci od cholery, super-plan Xaviera i Cable'a wytrzymał jakieś 2 strony, Phoenix (łał i w ogóle). Słabość nad słabościami i wszystko słabość. Wracaj do zombie, Kirkman! 2/10, rysunki też słabe. Soundtrack: Muse - Apocalypse Please
CrissCross:
Co to ma być? Otwieram, a tam chyba dziesięć z rzędu splash-page. Już pomijam słabe jak zawsze rysunki. Wspaniały plan dwóch uciekinierów z wojsk imperialnych "Gwiezdnych Wojen" był tak wspaniały, że... nie wypalił już na samym początku. Jednak patrząc tak na fabułę ostatnich iluśtam numerów to nie zdziwię się, gdy na końcu wyjdzie, że plan Cable'a od początku zakładał porażkę tego planu i włączenie Phoenix do akcji :P Nic mnie tu już nie zaskoczy chyba.

Wolverine First Class #1

Gil: Pewnego razu spotkali się edytorzy Marvela i zachodzili w głowę, jak tu wyciągnąć więcej kasy z X-Men. "Może zróbmy serię ze starym składem jako początkującymi bohaterami?" Zaproponował ktoś. Podniosły się głosy poparcia, lecz stary, brodaty edytor, który nad wszystkim czuwa, rzekł: "Ależ mamy już taką serię i nazywa się X-Men First Class". W pokoju rozległ się jęk zawodu, ale pomysłodawca nie odpuścił. "Wiem!" - zawołał. "Tam jest pierwszy skład, to może weźmiemy drugi i zrobimy dokładnie to samo, tylko inaczej to nazwiemy!" Rozległy się oklaski. I tak, drogie dzieci, dostaliśmy klonowaną serię, która tak jak pierwowzór niczego nie wnosi. Ocenię ją na 4/10.
S_O: Ile razy to już przerabialiśmy? "To", czyli motyw z dobrym i złym gliną? No właśnie, tysiące - w książkach, filmach, komiksach...
Więc czemu to nadal tak dobrze się sprawdza?!? Obaj członkowie Dynamic Duo i ich wzajemne relacje są świetnie rozpisane, a z ich ust wręcz wypływa miód (i orzeszki). Na dobrą sprawę, jedyne, czego mogę się przyczepić, to obecność Angela.
Chociaż to bardziej seria dla fanów "klonowanych serii, które tak jak pierwowzory niczego nie wnoszą".


World War Hulk Aftersmash - Damage Control #3
S_O: Damage Control i dokooptowana do nich grupa super-herosów walczy z budynkiem Chryslera. I tak, to jest tak głupie, jak brzmi. W numerze mamy ożywiony bez konkretnego powodu budynek, który po siedemdziesięciu ośmiu latach od zakończenia budowy wszedł w okres buntu i marzeń o graniu na gitarze. Wiem, że DC to seria humorystyczna, ale może to powinien być raczej humor, który śmieszy, a nie taki, który sprawia, że ludzie zakładają spiczaste, białe kaptury. Ale co tam, to kolejna seria, dzięki której nowi redaktorzy Avalonu będą mogli udowodnić starym wyjadaczom swoją wartość.
MrG:
Jaki crap! Już pomijając 100% elseworldowatości tego, to po co to jest? McDuffie myślał, że mu po czymś takim dadzą ongoing o Damage Control? Efekty całej mini-serii: bezsensowny gadający budynek, zepsucie Black Goliatha, zrobienie idioty z Penance'a i słabiaka z Sentry'ego. 0/10 za treść, nawet swoją drogą świetne rysunki tego nie ratują. Soundtrack: Test Icicles - What's Your Damage (do ciebie, Dwayne)

X-Men: Legacy #209 avalonpulse0037k.jpg
Gil: Uuu... me like very much. Pal licho znikające dziury w głowie, to, co dzieje się później, jest naprawdę świetne! Już cytat z Ulyssesa zapewnił mnie, że Carey umie poprowadzić Magneto, a reszta numeru dowiodła tego ponad wszelką wątpliwość. Relacja między Charliem, a Madziem znów jest taka, jak powinna być. Prawda, że już to widzieliśmy, ale zawsze ktoś się wtrącał i odwracał tego kota nawet nie ogonem, ale zupełnie na lewą stronę, więc teraz mam ogromną nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Jak na razie, każde słowo dialogów utwierdza mnie w tym przekonaniu. Chuck, Mags, Exodus, Karima, Cargill i reszta - wszyscy są wiarygodni, a dzięki temu naprawdę interesujący. Nie mam nic przeciwko temu, żeby dziedzictwo X-Men oznaczało filozoficzne pogadanki przy szachach, z okazyjnym łupniem. No i jak widzę, nie tylko ja podejrzewam, że Magneto ukrywa asa w rękawie. To wszystko plus dobre rysunki daje w sumie 8/10.
Hotaru: Brak Romity zaliczam na zdecydowany plus (co wcale nie znaczy, że obecność Tana mi się podoba). Brak sensu niestety nie może niestety zostać zaliczony do pozytywów... A może to nie tylko głupie zagranie i mamy do czynienia z jakimś Skrullem o mocy Wolverine'a? Pomarzyć można. Relacja Xavier - Magneto to kolejny odgrzewany kotlet. Jak długo scenarzyści będą go nam serwować i łudzić się, że pomimo odoru, pleśni i drużyny robaków pełzających po wierzchu, czytelnicy nadal będą to pałaszować z trzęsącymi uszami? Jak długo będą uznawali, że czytelnik nie potrzebuje u antagonistów logiki działania, dopóki tylko na końcu protagonista może wyszczerzyć kły w tryumfalnym uśmiechu? Chyba długo, skoro opinie o tym numerze są w większości pozytywne. Ja tego nie kupuję - Carey, weź się w garść dammit, wszyscy wiemy, że stać cię na więcej!
S_O: Chyba jednak stanę po stronie osób narzekających na człowieka żyjącego po headshocie (chociaż diabli go wiedzą, mógł lecieć na god-mode cały czas). Chociaż fizyka/biologia/chemia/logika w komiksach znacznie różni się od tego, co jest dane nam zobaczyć w normalnym świecie, to jednak człowiek wstający po nagłym uzyskaniu dziury w głowie to drobne przegięcie.
Jednak pomijając to (i zbyt szybki powrót Chucka do pełni sił umysłowych), samo prowadzenie postaci stoi na najwyższym poziomie. I jeśli nie przeszkadza wam żyjący Xavier, to można sięgać. I nie żałować.
Foxdie: Wierzyłem, że Carey jest scenarzystą z klasą i czasem niezłymi pomysłami. Jednak po tym numerze zmieniłem zdanie, gdyż dobrym pomysłem na pewno nie było przywracanie do życia mutanta po postrzale w głowę, którego mocą nie jest healing factor. Że niby Exodus go uleczył?? Pleeease, w ten sposób to można było nawet Rogersa uratować, ale nie o to w tym chodzi. Chodziło o to, żeby Chuck w końcu na dobre trafił do piachu, a on żyje i ma się już nawet na tyle dobrze, że w następnym numerze stoczy fight z Exodusem. Żenada. Na dodatek wciąż nie widać, aby któryś z X-składów szukał ciała swojego mentora. Przynajmniej rysunki Eptinga umilają fatalną treść scenariusza. Ocena: 4/10.
Krzycer:
Przynajmniej wiemy już, że powrót Karola nie jest wielkim wydarzeniem, które czeka nas w numerze pięćsetnym Uncanny, a to już coś...
Mi przeżycie postrzału w czaszkę nie przeszkadza, a numer - podoba się. Zwłaszcza podejście do kwestii "który z nas miał rację". Eric przeprowadzający lobotomię też fajnie wypadł, Exodus pomiatający Erikiem - również. I ciągle zadaję sobie pytanie, kiedy Eric przestanie się zgrywać i przyzna, że znowu ma moce? Collective po coś przecież był, zakończenie "Extremists" też...
Nie podoba mi się tylko powtarzalność znikania Xaviera - dopiero co po HoM wyparował, żeby wypłynąć w Deadly Genesis, teraz znowu... No, ale Carey ma dla niego jakiś pomysł, więc wierzę, że tym razem czemuś to ma służyć i czekam na kolejne numery.


X-Men First Class vol. 2 #10
S_O: Jakoś tak mniej "First Classowo" się zrobiło, jakoś tak złowieszczo i nieprzyjemnie. Obniżyło loty. Chociaż z drugiej strony, czego się spodziewać po numerze Cyclopso-centrycznym? Ale recap-page jak zwykle zabójczy.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0037a.jpgBlack Panther vol. 4 #35

Autor: Dane Wilkins

Gamart: Nie, tym razem odpuszczę sobie Djurdjevica, bo i tak wiemy, ze okładka do DD jest wspaniała. W tym tygodniu zachwyciła mnie okładka Wilkinsa, która jest chyba najlepszą rzeczą, jaka się przydarzyła T'Challi od paru lat. Mamy na niej dumnie stojącego króla Wakandy, w miejscu w którym najlepiej się czuje, czyli w jakiejś dżungli. świetna gra świateł i gęsty klimat tworzą niezwykłą całość. Ciekawym pomysłem są też mniej wyraźne liście, które znajdują się po bokach okładki, przez co mamy wrażenie, że patrzymy na zdjęcie. Chociaż wydaje mi się, że ten, kto nakładał kolory, jest głównym powodem, iż ta okładka tak ciekawi.

avalonpulse0037b.jpgMs. Marvel vol. 2 #25

Autor: Greg Horn

Hotaru: Horn zdecydowanie za często rysuje okładki, na których jest zgrabna lasencja w pozie sugerującej występ na sesji zdjęciowej do kalendarza playmates... i niewiele więcej. Wiem, co złego jest w takich okładkach? Oczywiście nic, co nie znaczy, że nie można wykrzesać niczego lepszego. A wystarczyło tylko skupić się na twarzy, chlusnąć zieloną farbą i mamy chyba najbardziej charakterystyczną okładkę Inwazji. Bo ona ma Styl i o to chodzi - nawet rozmieszczenie logo tytułu, zasłaniającego oczy Carol, jest jak najbardziej na miejscu. Gdybym miał oceniać Secret Invasion po tej jednej okładce - byłaby to rewelacja.

avalonpulse0037c.jpg New Avengers #39

Autor: David Mack

Lex: W tym tygodniu pojawiły się oskarżenia pod adresem Macka i "zapożyczeń", których dokonuje z pracy innych artystów, ale nie sposób nie wyróżnić tej okładki. Właściwie nie ma sensu komentować - wystarczy zerknąć na okładkę, która wciąga i hipnotyzuje. Unikalny, nieco kolażowy styl Davida Macka nie wszystkim przypada do gustu, ale z pewnością wyróżnia się spośród autorów tradycyjnych okładek.



Gniot:


avalonpulse0037d.jpg Marvel Adventures: Iron Man #11

Autor: Sean Murphy

Hotaru: Na nieistniejące tło nałożono bez ładu i składu Iron Mana celującego w obserwatora. Na jego miejscu, celowałbym sobie w łeb. Brak pomysłu aż wylewa się z tego nudnego kadru - o ile pustkę w górnych rejonach jestem w stanie zrozumieć jako podyktowaną koniecznością umieszczenia logo, o tyle połacie niczego w prawym dolnym rogu nie mają żadnego usprawiedliwienia. Więcej stylu miałaby już pusta biała stronica.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.03.26



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.