Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 08. i 15.11.17

avalonpulse0.png

Po ponad tygodniowej przerwie Avalon Pulse powraca w powiększonej objętości. W środku minirecenzje kolejnych serii wkraczających w erę Marvel Legacy: Daredevila, Moon Knighta i Doctor Strange'a; dalszych przygód Runaways, Hawkeye i Jessiki Jones, a także pierwszego numeru Star Wars od Kierona Gillena i one-shota Not Brand Ecch.



Scenariusz: Charles Soule
Rysunki: Stefano Landini

Jak dotąd Marvel przyzwyczaił nas do ciągłego restartowania numeracji swoich komiksów lec tym razem - dla odmiany - nie widzimy na okładce jedynki. Powrót do pierwotnej numeracji może na pierwszy rzut oka sugerować pewien powiew świeżości ale czy na pewno? Tak czy siak, ciekaw byłem ciekaw co Legacy będzie oznaczać dla Daredevila. Widąc jaki tytuł ma nowy arc miałem dość mieszane uczucia. Wilson Fisk burmistrzem? Przerabialiśmy to ze Spider-Manem i J.J. Jamesonem i nie wyszło to moim zdaniem najlepiej. Jednak po lekturze tego zeszytu zmieniłem zdanie, mimo że historia podobna do tego co widzieliśmy u Pajęczaka, tutaj widzimy coś nowego: zarówno Fisk jak i Murdock stają do otwartej walki przeciw sobie. Matt chce oskarżyć Wilsona, tej z kolei wydaje rozkaz aby mieć na celowniku wszystkich bohaterów, nie tylko Daredevila ale i Spidera czy Iron Fista. To ciekawe... kto wygra w tej nierównej walce? Za scenariusz odpowiada Charles Soule, który pisał dla Marvela serie takie jak Astonishing X-Men, Dart Vader, Death of Wolverine czy Deadpool. I przyznam szczerze, że po tym zeszycie mogę powiedzieć, że dla DD może zrobić coś dobrego jeśli jego scenariusze będą trzymały dotychczasowy poziom. Szata graficzna komiksu cieszy oko i jak na debiut - rysownik do tej pory narysował dla Marvela jeden komiks - jestem na tak! Rysunki przypadły mi do gustu i są fajną oprawą dla ciekawej historii. Tak więc, jeśli ktoś z Was drodzy Czytelnicy zastanawia się czy sięgnąć po ten zeszyt z przygodami Daredevila to gorąco polecam! 


scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Michael Gaydos

Rodzyn: Pierwsza część Return of Purple Man była bardzo emocjonująca, nie inaczej jest w jej kolejnej odsłonie. Bendis trzyma w napięciu, konfrontując Jones z Killgravem, jeszcze nie twarzą w twarz, ale w rozmowie, której cały kontekst potrafi mocno zmrozić krew w żyłach. Scenarzysta siegnął po historię, która póki co spisuje się bardzo dobrze i seria powraca do swojego dawnego poziomu. Świetnie czyta się rozmowę Jones i Purple Mana, również jej interakcje z Luke'iem i Dannym dobrze wypadają. Póki co nie mam nic do zarzucenia Bendisowi, a szczerze się tego nie spodziewałem. Nie miał pomysłu na początek nowych solowych przygód Jessiki, jendak sięgając po dawne pomysły wraca do formy. Miło, że na koniec swojej współpracy z Marvelem scenarzysta ten żegna się taką historią, oby tylko utrzymała ten poziom. 




scenariusz: Max Bemis
rysunki: Jacen Burrows

Rodzyn: Moon Knight powraca w nowej odsłonie, z zsumowaną numeracją i pod okiem Maxa Bemisa. Nowy scenarzysta nie ma łatwej pracy, gdyż rozpoczyna pracę tuż po świetnym runie Jeffa Lemire, który wiele spraw w życiu Marca Spectora usystematyzował. Kolejne zmiany nie są tu szczególnie pożądane, więc w jakim kierunku podąży Bemis? Pierwszy jego numer rozgrywa się z tytułową postacią praktycznie w cieniu całych wydarzeń. Poznajemy innego mężczyznę o podobnych problemach psychicznych co Marc oraz psycholog, która stara się zrozumieć jego psychikę. Wszystko zmierza w przewidywalnym kierunku, przynajmniej na ten moment. Czym zaskoczy nas dalej Bemis, jak zaprezentuje się Moon Knight w jego rękach, tego dowiemy się dopiero za tydzień. Sam Burrows też nie miał łatwo, bo w ostatnich latach postać ta również rysowników miała utalentowanych, chociażby Grega Smallowooda czy Declana Shalvey'a. Jego grafiki są poprawne, ale mam nadzieję, że jeszcze nas zaskoczy.



scenariusz: Rainbow Rowell
rysunki: Kris Anka

Rodzyn: Na scenę wkracza kolejna członkini drużyny i tak oto Karolina Dean staje twarzą w twarz z Gert. Ich konfrontacja pełna jest emocji, czego nie brak od startu tej serii, również gdy dziewczyna spotyka ponownie Nico i Chase'a. Ich pobyt w Murderworld również na niej odcisnął swoje piętno i próbowała ułożyć sobie jakoś życie pozostawiona praktycznie na własną rękę przez swoją obecną rodzinę. Tym samym Gert próbuje lepiej zrozumieć co stało się z jej przyjaciółmi gdy ona zginęła. Dodatkowo widzimy jak rozwija się wątek Victora Manchy i mam nadzieję, że osiągnie on szczęśliwy finał. Czego życzę też całej drużynie.
Rainbow Rowell dobrze rozumie postaci, do których wielkiej sympatii nigdy nie ukrywała. Pisarka próbuje wprowadzić do życia więcej normalności i przede wszystkim szczęścia, choć zaczynając to ogromnym szokiem, jakim jest powrót Gert. Partnerujący jej Kris Anka świetnie uchwyca emocje postaci, udaje mu się poprawnie ukazać różnice między Gert a resztą Runaways. Oby nie odszedł z serii po pierwszej historii, bo wkłada w nią tyle serca, co sama Rowell i tego jej własnie trzeba.



scenariusz: Kieron Gillen
rysunki: Salvador Larocca

Rodzyn: Oto pierwszy numer głównej gwiezdnowojennej serii Kierona Gillena i wszystko byłoby świetne, gdyby nie jeden szczegół: twarze postaci. Ktoś wciąż przesadza i tak jak w ostatnich zeszytach Aarona, tak i tutaj postaci autorstwa Salvadora Larocci mają zbyt realistyczne twarze, co odstaje od pozostałych rysunków. Wygląda to po prostu strasznie i dziwię się, że ktoś to zatwierdza do druku kolejny miesiąc z rzędu. Larocca świetnie sobie radził w Darth Vaderze, tutaj ktoś, wątpię, by on sam, nieco przesadza. 
Skumy się jednak na samej historii, w której nasi bohaterowie trafiają na Jedah, planetę na której rozgrywała się część akcji filmu "Łotr 1", by poznać historię tamtych postaci. Poza nimi pojawia się także inna znana twarz fanom wcześniejszych dokonań Gillena w odległej galaktyce, a konkretniej królowa Trios, tutaj zmieniona przez doświadczenie walki u boku Vadera. Poznajemy także kolejnych dowódców Imperium, zobaczymy tylko, na jak długo. 
Gdyby nie te rysunki, pewnie lepiej odebrałbym ten numer. Póki co myślę, że poczekam na polskie wydanie dalszego ciągu tej historii.




scenariusz: Donny Cates
rysunki: Gabriel Hernandez Walta

Donny Cates zapowiadał spore zmiany dla tytułów, które przyszło mu przejąć w Marvelu. Jak powiedział, tak zrobił. Oto Loki przejmuje od Doctora Strange'a tytuł Sorcerer Supreme, jego posiadłość i wszystko to, co było do tej pory na barkach Stephena. Znając boga kłamstw dość oryginalnie interpetuje on obowiązki i możliwości jakie daje mu nowa pozycja. Historia nie odcina się od tego, co w najnowszych przygodach Doctora zostało ukazane, stąd też pojawia się Zelma Stanton czy bar dla magów. Loki mierzy się tu z brakiem akceptacji ze strony środowiska i reaguje w jedyny znany sobie sposób. Na pytanie, gdzie jest Stephen przychodzi nam zaczekać aż do końca numeru, ale co się z nim stało, to już pozostawiam Wam do odkrycia. Numer jest pełen zaskoczeń, ale nie jest tak szokujący póki co jak można się było spodziewać. Pozostaje mi czekać na kolejne numery. bez zarzutu są zaś rysunki Gabriela Walty, choć i tu chciałbym zobaczyć coś wyjątkowego w następnych odsłonach serii. 



scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Michael Walsh

Rodzyn: Przegapiłem w zapowiedziach fakt, że numer ten rysuje Michael Walsh, a kto śledzi Pulse'a ten wie, że każdy numer jakiejkolwiek serii z jego rysunkami to dla mnie powód do radości. Nie jest to pierwszy raz, gdy pomaga przy tej serii, ostatnim razem było to gdy do życia Kate zawitała Jessica Jones, tym razem zaś natrafiła ona na Wolverine i jej obecnych towarzyszy. Sam powód spotkania nie jest szczególnie naciagany, gdyż zarówno Kate jak i Laura miały lub mają problemy z klonami. Thomspon ponownie udowadnia, że bez względu na to, kogo pisze, udaje jej się ukazać ich idywidualny charakter, a interakcje między postaciami wychodzą jej nieustannie interesująco, aż tęskni się za pisaną przez nią drużynówką. Cała historia to mała przerwa po dłuższej opowieści, choć i tak kontynuuje ona główne wątki serii. Końcówka zaś to już pojawienie się Clinta, czyli wstęp do kolejnej historii, w której obaj Hawkeye ponownie połączą siły. Przerwę mieli niemałą i zarówno Kate jak i Clint wiele w tym czasie przeszli. Co nam przyniesie ich spotkanie, dopiero się dowiemy. Patrząc jednak na dotychczasowy poziom serii można spać spokojnie i wyczekiwać kolejnej udanej historii ze strony Kelly Thompson.





scenariusz: Nick Spencer, Chip Zdarsky i inni
rysunki: Scott Koblish, Gurihiru i inni

Kompletnie nie znam tego, czego w jakimś stopniu kontynuacją jest ten zeszyt. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo jest on zwykłą antologią krótkich humorystycznych historii nawiązujących do różnych wydawanych przez Marvela obecnie czy też niedawno komiksów. Zaczynamy od krytki i parodii Secret Empire, gdzie wytknięte są niedorzeczności jakie miały miejsce w tej historii i ukazane problemy, jakie z tym tytułem mieli fani. Gdy jednak zobaczy się, że autorem tego komiksu jest Nick Spencer, twórca tego eventu, całość nabiera pewnego gorzkiego charakteru. Skoro dostrzega błędy w konstrukcji historii i jej całej otoczki, to czemu nie reagował wcześniej? Czy to bardziej próba obśmiania tych błędów czy fanów, którzy je wytknęli? Część żartów jest tutaj trafiona, część po prostu... jest. Poza tym w antologii znajdziemy krótki komiks o portalu randkowym dla złoczyńców autorstwa Squirrel Girl, o fanfikach Petera Parkera, "procesie twórczym" stojącym za powstaniem Gwenpool, kulisy powstawania scen akcji od Deadpoola i pewne podsumowanie całości od Zdarsky'ego. Wśród nich większość jest porządna, a czy ktoś uzna je za zabawne, to już kwestia bardziej indywidualna, dla mnie było tu kilka dobrych momentów jak własnie komiks Zdarsky'ego czy duetu Henderson/North. Całość uzupełnia kilka plansz z Forbush Manem, okładkową postacią, która stara się przedstawić Marvelowi własne pomysły na komiks czy film. Jak na główną część komiksu nie wypada on jakoś szczególnie wyjątkowo, ma świetne cartoonowe rysunki, ale w kwestii żartu jest przeciętnie. 
Mimo ogólnej przeciętności tego numeru, wypada on lepiej od poprzednich one-shotów Marvel Legacy i w tym przypadku widziałbym sens kontynuacji takiej antologii, choć i tak Marvel przy okazji różnych eventów wydaje podobne zeszyty i lepiej wychodzi na tym, że podpina je pod nie, niż gdyby miała to być regularna seria.  


Daredevil #595 udostępniony do recenzji przez sklep ATOM Comics. Możecie znaleźć go w ich ofercie podobnie jak i inne recenzowane powyżej komiksy.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.