Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 01.11.17

avalonpulse0.png

Iceman, Strażnicy Galaktyki i Kaptain Ameryka, to kolejni bohaterowie, którzy wkroczyli wraz ze swoimi seriami w erę Marvel Legacy, o czym przeczytacie w najnowszym numerze Pulse'a. Do tego pare zdań o istotnym numerze Spectacular Spider-Mana, one-shocie o Power Pack i następnnej odsłonie Astonishing X-Men.



scenariusz: Charles Soule
rysunki: Ramon Rosanas

Krzycer: Wracamy na dobre tory. Poprzedni numer nazwałem pierwszym wypełniaczem w którym nie było żadnego podbicia stawki, tutaj z jednej strony mamy podbicie stawki (zarażanie cywilów telepatycznym wirusem i groźba prewencyjnego rozwalenia Londynu przez brytyjskie władze), z drugiej strony mamy Xaviera wyjaśniającego swoje działania, a jednocześnie - plan astralny, można się bawić - snującego kolejny plan za plecami swoich X-Men. Wejście Archangela na scenę też może namieszać. 
Więc dalej jest dobrze. Czy może raczej - znowu jest dobrze. I wiem, że się powtarzam, ale wciąż jestem zdumiony tym, że Soule'owi w końcu wychodzi pisanie mutantów. Przynajmniej na razie. 
Jedyną wadą tego zeszytu - a niestety jest to spora wada - są rysunki. Wymienianie rysownika co zeszyt od początku było dzikim pomysłem. Pomysłem, który mógł coś wnieść - na przykład, ponieważ lwia część akcji toczy się na planie astralnym, więc była opcja, by każdy kolejny rysownik zaszalał, prezentując swoją, zupełnie odmienną wizję planu astralnego. Ale nic takiego się nie dzieje, plan astralny ogranicza się do paru pomieszczeń i zasadniczo wygląda jak każda inna scenografia. Nie ma żadnych szaleństw.  Więc był potencjał, ale go nie wykorzystano. 
Był również plan, a raczej zamysł - zamysł był taki, że ta seria będzie taką galerią najlepszych rysowników Marvela, którzy będą mogli się wykazać. No i powiedzmy, że to w miarę się spełnia. Jim Cheung, Mike Deodato, Ed McGuiness. W następnych numerach będą Mike Del Mundo i Phil Noto. Różni rysownicy o różnych stylach, z niektórymi mam problemy, ale w sumie żadnemu nie odmówię, że jeśli chodzi o współczesnego Marvela to reprezentuje górną półkę. 
No i kurczę, Ramon Rosanas tu nie pasuje. To znaczy - przeglądam właśnie jego grafiki w googlach i widzę, że potrafi rysować dużo lepiej niż zrobił to tutaj. Bo ten numer mu nie wyszedł. Nie jest... nie jest zły, jest po prostu... W miarę poprawny. A jeśli to miała być kolekcja najlepszych rysowników Marvela no to sorry, nie ma tu miejsca na "w miarę poprawną" pracę. 


scenariusz: Mark Waid
rysunki: Chris Samnee

Rodzyn: Kapitan Ameryka powraca w historii równie klasycznej, co on sam. Nie mają tu znaczenia zawiłości pozostawione przez Secret Empire, czy jest to oryginalny Steve czy też nie - ważne, że to wersja odpowiadająca ideałom, których przez lata bronił ten bohater. Dla piszącego ten numer Marka Waida liczy się póki co tylko to i chce znów przywrócić blask postaci, której reputację tak bardzo nadszarpnięto. I czy jest lepszy sposób niż wycieczka Steve'a do miasta, które jest mu w pełni oddane bez względu na wszystko? Widzimy tu, kim jest on dla różnych ludzi, jak inne mają oni powody do szanowania go i popierania. Nie zabrakło też klasycznej walki z podrzędnymi łotrami, a wszystko po to, by wprowadzić Kapitana ponownie do grona bohaterów. Co wyniknie dalej z tego wszystkiego, nie mam pojęcia, ten numer to dobra laurka dla Capa i czy cała ta historia taka będzie, czy też Steve zmierzy się z większym zagrożeniem, to mnie mocno ciekawi. Na ten moment pasuje mi taki klimat i tak jak Waid podszedł do Daredevila z nieco innej strony, tak i z Kapitanem mógłby spróbować czegoś lżejszego niż w ostatnich latach go spotykało.
Bla-Bolt: Jejku, komiks o Kapitanie Ameryce, który jest Kapitanem Ameryką i robi kapitańskoamerykańskie rzeczy. Do tego śliczne rysunki Samnee. Tylko we wstępniaku piszą, że to oryginalny. Nie, oryginalny wciąż jest nazistą. Ten jest podróbką. Pamiętamy ;P
To nie tylko odtrutka po HydraCapie, ale też taka chwila oddechu po tych wszystkich mrocznych albo ultra szpiegowskich klimatach. Tak jak uwielbiam run Bru, to taki powrót do korzeni i infantylne opowiastki też łyknę. To może być idealna pozycja dla najmłodszych, szczególnie z takimi rysunkami. Pomachać flagą, rzucić morałem i walnąć złego w zęby.
dariusman: Po roku z HydraCapem na pokład wsiada Mark Waid i na początek daje nam zeszyt wyjęty z czasów Golden Age, gdzie bierze tarczę i nią broni wolności przed ich wrogami. Więc żadnej wyrafinowanej fabuły nie należy oczekiwać, tylko nostalgiczną historyjkę o z garścią dydaktyki. Jako odtrutkę od HydraCapa w sam raz, ale mam nadzieję że seria będzie miała więcej do zaoferowania niż to co zobaczyliśmy w tym zeszycie.




scenariusz: Gerry Duggan
rysunki: Marcus To

Rodzyn: Po przyłączeniu się Ant-Mana do drużyny, Strażnicy stają się częścią Nova Corps. Wszystko po to, by wytropić w ich szeregach osoby, które działają kosztem korpusu, kradnąc i wykorzystując jego zasoby. Nie do końca wiąże się to póki co z wielkim poszukiwaniem Kamieni Nieskończoności, choć może jakoś się ta historia odmieni. Na ten moment drużyna rozdziela się na trzy grupy, by zmierzyć się z odmiennymi problemami korpusu. Star-Lord i Rocket pozostają w bazie, by przepytać innych członków, przy okazji dowiadując się o powrocie do życia ich dawnego znajomego. Gamora i Scott zostają częścią misji ratunkowej, która ma pomóc statku opanowanemu przez wirus Ultrona, co mogłoby zaistnieć jako niezły horror na jeden zeszyt, ale jakoś umyka to w całej akcji. Natomiast Drax i Groot przeżyją swoje przygody dopiero w kolejnych numerach. 
Zeszyt ten jest po prostu dobry i nic poza tym. Rysunki To są porządne, a historia konsekwentnie rozwija kolejne wątki.  Wątpię, by numerem tym seria ta ściągnęła do siebie nowych czytelników i chyba sami twórcy też, stąd czuć pewne wyczekiwanie na okrągły 150. numer. Nieco żałuję, że nie zdecydowano się pociągnąć różnych wątków w osobnych zeszytach, ten zostawiając jedynie duetowi Star-Lord/Rocket, a kolejny w pełni Gamorze i Ant-Manowi, pozwalając zilustrować ich wątek chociażby Francesco Francavilli, który w mroczniejszych klimatach się świetnie czuje.


Iceman #7
scenariusz: Sina Grace
rysunki: Robert Gill

Krzycer: Ech. Dobrze, że ta historia już się skończyła. Nie była bardzo zła, ale... jasne, rozumiem oparcie jej na schemacie pt "oddajemy hołd poległej towarzyszce, a przy okazji wpadamy w kłopoty bo jesteśmy superbohaterami". Ale to nie działa w wypadku Champions. I nie chodzi mi tu o śmieszkowanie pt "kogo obchodzą Champions i co to był za pomysł na grupę". Tylko o to, że ci bohaterowie po zamknięciu Champions nie mieli ze sobą prawie żadnych kontaktów. Z całej tej grupy tylko Hercules ma dla mnie sens jako postać wspominająca Black Widow, i to nie ze względu na Champions, tylko dlatego, że oboje należeli do Avengers (...nawet nie wiem, czy w tym samym czasie). 
I jasne, na słabym fundamencie też da się coś postawić - gdyby autor skupił się na tym spotkaniu Champions, pokazał, że ci ludzie - choć nie spotykają się często - faktycznie kiedyś coś dla siebie znaczyli. Ale zamiast skoncentrować się na tej grupie, Grace wrzucił wątek przypadkowego faceta który wyrywa Bobby'ego. Więc mamy reunion Champions, z którego Iceman urywa się przy każdej okazji, kompletnie rozwalając tamten wątek. 
Ostatecznie okazuje się, że ta historia była potrzebna, żeby Bobby postanowił się przeprowadzić. Co ma sens - nie jest w żadnym x-zespole, solowa seria sprawdzi się lepiej, jeśli pojawi się stała obsada drugoplanowa. Zakładam, że zarówno przypadkowy facet którego imienia może kiedyś się nauczę jak i domorosła mechanik Sentineli będą od teraz pojawiać się regularnie. Więc widzę, po co ta historia się tu pojawiła. Pech, że nie była to lepsza historia.



scenariusz: Chip Zdarsky
rysunki: Michael Walsh

Rodzyn: Nie ukrywam, że mój entuzjazm związany z tą serią opadł gdzieś w jej połowie. Zdarsky na pewno prowadzi Petera lepiej niż Slott. Seria ma sporą dawkę humoru, do tego wykorzystuje wątki, które pojawiły się już kiedyś u innych scenarzystów. Traci jednak na tym, że tym samym scenarzysta stara się poprowadzić kilka rzeczy na raz, co mu się nie do końca udaje, a kolejne pojawiające się postaci przeładowują kadry komiksu.
Dlatego też numer szósty jest taki wyjątkowy, że mamy tu wyłącznie dwóch bohaterów: Spider-Mana i J.J.Jamesona. Peter potrzebuje od niego pewnych informacji w zamian za wywiad dla jego strony. Rozmowa jest emocjonująca i wszystko prowadzi do punktu, który mocno pokazuje, że nie można tej serii ignorować będąc fanem Pająka. Jest to pewna kulminacja relacji Petera i Jonaha ostatnich lat i oby nie została ona zaprzepaszczona. Nie wiadomo, dokąd dalej będzie to zmierzać, ale to na pewno ciekawy punkt zwrotny. 
Wszystko to świetnie zilustrowane przez Michaela Walsha, który bardzo dobrze przechodzi między scenami komediowymi i poważnymi, potrafiąc uchwycić wszystkie emocje, mimo prostego, nieco nechlujnego stylu. I to dla niego sięgnąłem po ten zeszyt.
Czy numer ten sprawi, że wrócę do serii? Póki Marvel wydaje tytuły lepsze od niej (nawet jeżeli sama jest najlepszą w pajęczej rodzinie), to trochę czasu minie, nim zapoznam sięz całością. Będę wyczekiwał podobnych numerów do tego, który mocno polecam, zwłaszcza tym fanom Spider-Mana, którzy dotychczas ją ignorowali. 




scenariusz: Devin Grayson
rysunki: Marika Cresta

Rodzyn: Marvel w ramach Marvel Legacy postanowił wydać kilka one-shotów o mniej znanych postaciach, które kiedyś miały już swoje pięć minut, tym samym delikatnie sprawdzając, czy jest potrzeba ich powrotu. Wszystko brzmi całkiem fajnie, tylko problem w tym, że już pierwszy taki zeszyt nie daje wiele argumentów na rzecz swojej kontynuacji. To być może dobry gest w kierunku fanów postaci, ale mnie jako nowego czytelnika niewiele w tym komiksie zainteresowało. Mamy tu dość klasyczny schemat, dzięki narracji jednej z bohaterek poznajemy wszystkich bohaterów i na czym polegały ich przygody. Praktycznie nic nie wskazuje tu na to, jaki twórcy mieliby pomysł na dalszy ciąg tej historii, nie pokazują, co dzieje się z pozostałym rodzeństwem. Wiemy tylko, że jeden z nich towrzyszy rodzinie Richardsów, ale ten wątek zostanie poruszony w innej serii. Chętnie zobaczyłbym powrót Power Pack, ale brak tu jakiegokolwiek na nich pomysłu. Ciekawe, czy kolejne one-shoty też będą takimi zapychaczami, czy rzeczywiście coś nowego z nich wyniknie.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.