Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #36 (24.03.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 marzec 2008 Numer: 12/2008 (36)


Wielkanoc powoli dobiega końca. Zapewne zdążyliście już spalić kalorie wcześniej "pozyskane" przy rodzinnym stole, uciekając przed hordami młodzieży biegającej z wiadrami (bądź przed Wami uciekano). Teraz możecie spokojnie zasiąść przed monitorem i zapoznać się z najnowszym numerem Pulse'a, w którym oceniliśmy dla Was aż 15 pozycji, które ukazały się w ostatnią środę. Enjoy.



Premiera "Superhero Movie"
Fylyp3g: Film zawita na dużych ekranach 28 marca. Będzie to komedia, bazująca głównie na parodiowaniu ekranizacji komiksów. Fani choćby z ciekawości zobaczą, co też uczyniono naszym ulubieńcom. Przypominam, że Człowiek-Ważka (tudzież Ważka-Człowiek) uratuje i Was, skoro w jego punkcie zainteresowania jest cały świat. Twórcy mają nam odpowiedzieć przy tym na wiekopomne pytanie, ilu potrzeba super-bohaterów do wykonania takowego czynu. I to nie jedyna ciekawostka związana z ekranem. Jednak o reszcie napiszę Wam za tydzień i nie będzie to bynajmniej żart z okazji pierwszego kwietnia.



Amazing Spider-Man #554
avalonpulse0036c.jpg
Gil: Gdybym nie wiedział, że napisane to zostało z pół roku temu, pomyślałbym, że Bob Gale dotarł do naszych opinii o swoim dziele i wziął się w garść. Jest lepiej. Pojedynek w junk-station wypada całkiem nieźle, to, jak Benett odwrócił kota ogonem, też mi się podobało, a odwiedziny w szpitalu, jakkolwiek naiwne, okazały się całkiem zabawne. Nadal jest trochę głupich tekstów, a niektóre sceny są raczej infantylne, ale jest o niebo lepiej. Trzeba też przyznać, że Jimenez bardziej się przyłożył i narysował mniej pajęczych naleśników, a szczególne uznanie należy mu się za płonące ramki. To, jak jedna historia przechodzi w drugą również jest fajne, ale przydałoby się jakieś solidniejsze domknięcie. Ocena: 6/10.
Foxdie: Bob Gale - Jeph Loeb. Tę dwójkę dzieli inny staż pracy, a łączy ten sam żenująco niski poziom pisanych historii. Moja przygoda z Brand New Day właśnie dobiegła końca. Znosiłem poczwarę rodem z Resident Evil przez ostatnie trzy numery, ale bochomazów Bachalo w następnym numerze już nie zdzierżę i nawet Wolverine temu nie zaradzi. A Jimenez w tym numerze cierpi na wyraźny spadek formy, dzięki czemu komiks zasługuje już tylko na marną ocenę 2/10
S_O: Nareszcie koniec tanich dowcipów, drętwych dialogów i głupiej fabuły. Całość przez swoją jawną i prawie łopatologiczną anty-narkotykową wymowę przypominała mi te wydawnictwa z lat osiemdziesiątych typu "Kapitan Ameryka i Prosiaczek Porky razem przeciwko narkotykom". Chociaż widok wielkiego, złego potwora z fifką w łapie jest niecodzienny.
No, a poza tym, w szpitalu spokojnie przepuszczono do gościa po zawale PUDŁO CYGAR i gazetę, której kiedyś był Red-Naczem. Ja rozumiem, że od czasu ostatniego numeru "Back in Black" w szpitalach pracują sami idioci, ale naprawdę...
Fylyp3g: Byłem gotów na Spider-Mana bez maski, ale nie paradującego w… Ekhm. Numer na pewno lepszy niż poprzedni. Momentami wręcz rozbrajający. Nadal udziela się klimat czasów niegdysiejszych, zapomnianych. Więcej, dzięki temu zacząłem sięgać do archiwum Marvela w poszukiwaniu równie dziwacznych kąsków. Rysunki prawicowe, bardzo prawicowe – nic im nie można zarzucić, chyba że wyznaje się inną opcję. 3 na 6 – można.
Jaro: Jest lepiej niż w poprzednich numerach, co nie znaczy, że jest dobrze. Dalej mamy do czynienia z irytującymi "myślnymi dymkami", humor dalej nie bawi, historia dalej zwyczajnie jest nieinteresująca i nudna. Trzeba jednak przyznać, że Gale dość zgrabnie rozwija niby niepozorne zdarzenia z poprzednich numerów, które potem mają poważne konsekwencje (np. zepsuty wentylator w narkolaboratorium czy rozdarte portki Pająka z poprzedniego numeru). Ale to jedyny pozytyw, jaki tu widzę, bo nawet Jimenez najwyraźniej zaczął równać do poziomu scenariusza. Ocena:4,5/10; soundtrack: Brujeria - Narcos

Foolkiller vol. 2 #4
Gil: Prawie już zapomniałem, co wydarzyło się poprzednio... ale to nie problem. Łatwo wskoczyć z powrotem, bo konstrukcja fabuły na to pozwala, wprowadzając kolejną nową postać. Kaszlący Joe (bo tak go sobie nazwałem) to kawał drania, którego można z miejsca polubić. W sam raz na arch-nemesis naszego Głupcobójcy. Ogromnym plusem serii są rysunki Mediny, którego progres jest porównywalny z tym, co Patrick Zircher zrobił w Terrorze. Świetne, bardzo plastyczne rysunki, zróżnicowane postacie... gdyby jeszcze te rany wyglądały bardziej naturalnie, a nie jak siekane salami. Ocena za całokształt: 7/10.
S_O: Całkiem poważna rada dla Hurwitza - jeśli chcesz, żeby początkowe przedstawienie arcywroga z - wydaje się - jednoznacznym monologiem, zakończonym niespodzianką co do narratora, zadziałało, to upewnij się, że ów arcywróg nie został umieszczony na okładce. Poza tym drobiazgiem jednak, numer znajduje się na stałym, wysokim poziomie. Nadal jednak pozostaje paru głupców do zabicia, a to już przedostatni numer...
Fylyp3g: Niby wszystko ok, na miejscu. Jednak w tym komiksie brakuje mi jakiegoś magnesu. Same porozrzucane kończyny to chyba za mało, by czytelnik czułe się usatysfakcjonowany. Rysunki w miarę spoko. Chociaż jest kilka zwalonych kadrów. Seria się powoli kończy i ani nie ma na co zbytnio narzekać, ani nie będzie za czym tęsknić. 2 na 6 – dla ciekawych toku krwi potoku.

avalonpulse0036d.jpgCaptain America vol. 5 #36
Gil: Zaczynam sądzić, że Bru osiągnął szczyt swoich możliwości, kiedy posłał biednego Steve'a do piachu, bo od tej pory poziom serii zaczął powoli spadać. Uciekająca ręka z numeru 33. wyznaczyła niższy poziom, na którym tytuł utrzymuje się od tej pory. Tło nadal jest świetne, ale pierwszy plan robi się coraz bardziej rozwlekły i miejscami nudny. Dotarcie z punktu A do punktu B zajęło dwa numery, a trzeci nadal tkwi w tym punkcie. Niby coś się dzieje, bo jest walka i w ogóle, ale od jakiegoś czasu przewracają się kolejne kostki domina, a konsekwencji jak nie było, tak nie ma. Jest za to nowy pomysł: sklonujmy nieboszczyka, będziemy mieli za czym biegać przez kolejne 10 numerów. Niech w końcu zdarzy się tu coś ważnego, albo zaskakującego... albo przynajmniej niech coś wyniknie z tych wątków, które się zaczęły, bo wyjdzie z tego epicka opowieść o niczym. Ocena: 5/10.
S_O: Niech cię, Bru, zepsułeś cały dowcip! Ale przynajmniej komiks ci się w miarę udał. Bucky America pokonał swoją pierwszą drużynę super-łotrów, korzystając z jakże kontrowersyjnie wyglądających na pierwszej okładce broni. Mnie to nie zbulwersowało, ale w końcu nie jestem Amerykaninem. Dał też się złapać kamerom, jednak - jak się można było spodziewać - nie porwał szalejącego tłumu swoim flagowym dresikiem.
Ale i tak najważniejsza jest ostatnia strona... Co to jest, to w lodówce? Klon? Robot? "De ril fing"? Niech cię, Bru!
Fylyp3g: Jeden z lepszych komiksów tygodnia. Jedno jest niezaprzeczalne, ten numer pochłonął mnie na tyle, bym wtopił się bezwładnie w kolejne. Na początku nawalanka, która jak rzadko która nie była na tyle odpychająca, by zrezygnować z dalszego czytania. To się chwali. Tak jak i fajne rysunki. Całe zamieszanie wokół nowego Kapitana jak najbardziej pozytywne. I to zakończenie… Ajwaj, będzie się działo. 4 na 6 – i czekam na więcej.
Jaro: Dobrze, że wraz z kostiumem Bucky nie dostał od razu bonusu +50 do przekozactwa, dzięki czemu starcie z Sin, Crossbonesem i Wężami było przynajmniej ciekawe i niezbyt przewidywalne. Nieźle wyszło też spotkanie z Nataszą, a najbardziej ciekawi mnie, czemu Red Skull wyraźnie ucieszył się, że Barnes biega przebrany za flagę. No i jeszcze cliffhanger. Cholera, Bru w wywiadzie powiedział, że to ani klon, ani Skrull, ani z przeszłości. No to co w takim razie? Właśnie za takie pytania uwielbiam tę serię.
Ocena: 7,5/10; soundtrack: Ulver - Darling, Didn't We Kill You?

Franklin Richards: Spring Break!
Fylyp3g: Pięć zabawnych, niemęczących, krótkich historyjek z "Marvelowskim Dexterem" (broń Boże, nie Morganem). Wszystko podane na lekko, bez niepotrzebnej gmatwaniny. Rysunki również proste i przejrzyste. Do przeczytania w wolnej chwili. 3 na 6 – można.


Captain Marvel vol. 5
#4
avalonpulse0036e.jpg
Gil: Miejsce wśród najlepszych miniserii roku ma już zapewnione, choćby nie wiem co przyniosła Secret Invasion. Dlaczego? Ano dlatego, że Reed po mistrzowsku uknuł intrygę, w której nikt do końca nie wie, o co chodzi, ale to wciąga, zamiast denerwować. Kumulacja tajemnic jest tak duża, że zaczynam się obawiać o finał, chociaż wierzę w jego sukces. Tym razem, rewelacji jest sporo i to takich, których chyba nikt się nie spodziewał. Zmiany stron, zmiany poglądów, burze mózgów, sojusze, zdrady... I w końcu, Marv wrócił do domu. Czyli dokąd? Dodatkowy plus to interesująca analiza działania kultu oraz obecność Skrullów... duchowa, bo nowych pomarszczonych bród nie uświadczymy. Naprawdę świetna lektura, Już chcę trejda. Ocena: 8/10.
S_O: Wiecie, nie czytam nic poza światem 616 (poza Exiles), więc nie ruszyłem też Dark Tower. I dlatego uważam Marvela za najlepszą miniserię roku 2008. Świetnie przeprowadzona rozmowa Marva ze Skrullem, bardzo dobre ukazanie działalności sekt, jak ktoś zauważył - przypominająca starego Silver Surfera próba wymuszenia pokoju na świecie, no i końcowy cliffhanger, który rodzi tyle pytań, że aż głowa boli. A następny numer dopiero za miesiąc...
Fylyp3g: Osobisty ulubieniec tygodnia. Ten numer wcisnął mój chudy tyłek w fotel niemiłosiernie. Rysunkom nie można kompletnie nic zarzucić. Fabuła każe niecierpliwie czekać na więcej. W dodatku zeszyt świetnie się wpisuje w obecny event. Po tym numerze śmiało stwierdzam, iż chcę Captaina Marvela co miesiąc w regularnej serii. Co oczywiste, z obecnym składem twórczym. Jak będzie trzeba, to podpiszę tysiące petycji i wyślę je gdzie trzeba. 4 na 6 – powinniście (w odświętnym ubraniu!).
Jaro: Tak właściwie dalej nic nie wiadomo, ale i tak jest pięknie. W obliczu nadciągającej SI najważniejsza wydaje mi się tutaj sugestia schwytanego zielonego, że Marv jest "uśpionym" Skrullem, co jest chyba pierwszą wzmianką o sleeperach w komiksach okołoinwazyjnych. A jak wiemy, dla typowania kto jest zielony, ta kwestia jest kluczowa. Dobrze i sensownie wypadło też marvowe dołączenie do Church of Hala i późniejsze naprawianie świata. No i końcówka z powrotem do domu. Tylko o jaki dom chodzi?
Ocena: 8/10; soundtrack: Lvmen - XIII


Ghost Rider vol. 5 #21
S_O: Podobało mi się bardziej, niż poprzedni numer. Nieźle prowadzony Blaze, tak samo jak jego w gorącej wodzie kąpany przyjaciel (znajdźcie odpowiednik tego idiomu w angielskim, będzie śmieszniej). ciekawa wizja wojny w Niebie, do której, mam nadzieję, prędzej, niż później Aaron wróci. No, a tekst "nobody touches my ride" - majstersztyk. Do tego pan władza Kowalski zaczyna rozwiązywać sprawę tajemniczej autostrady śmierci i trafia na raczej niemiłego pana Wojciehowicza (przeczytajcie TO, Jankesy!), który chyba obejrzał "Milczenie Owiec" o kilka razy za dużo.
Nie jest wielce porywające, ale dla mnie działa.
Fylyp3g: Niegdyś wymyślałem dziwaczne tytuły do filmów gore, które nigdy nie powstaną. Jeden z nich brzmiał: "Zmutowane pielęgniarki ninja z sekatorami o napędzie atomowym". Nie sądziłem, iż któryś jegomość z Marvela śledzi moje poczynania. Po drobnej korekcie mamy najświeższego Ghost Ridera. Niestety, nie wyszło mu to na dobre. Historia jest tak straszna, że aż komiczna. Rysunki, nawet nie są tyle złe, co bardziej dziwaczne i złe (zachowując kolejność). 2 na 6 – dla fanów "Dzieci Kukurydzy VII".
Demogorgon: Nie jest najgorzej. Nie można się przyczepić do warstwy fabularnej, Aaron czuje Ducha Zemsty, a sprawa z autostradą to cudny pomysł. Nie jest też dobrze, bo oddział specjalny P.I.E.L.Ę.G.N.I.A.R.K.I. to beznadzieja. I jeszcze jedno. Nie wiem, co takiego brał rysownik, ale powinien to odstawić.

avalonpulse0036g.jpgImmortal Iron Fist #13
Gil: Danny ma plan. Plan okazuje się być bardzo oczywisty i bardzo dobry, bo jak się ma pod ręką siedem nieśmiertelnych broni i inwazję Hydry na karku, aż prosi się, by zderzyć jedno z drugim. Tego komiksu po prostu nie można nie lubić. Gdyby jeszcze rysunki trzymały poziom, tak jak scenariusz... Obecność kilku rysowników, z których niektórzy nie radzą sobie najlepiej, psuje nieco spójność, ale można to przeżyć. Czekam więc na finał, a póki co mówię serii: "je je je je je je je!" i oceniam na 7/10.
Gamart: So cool! Wszystko ładnie się zazębia. Piękne teksty Cage'a, krótkie starcie Davosa z Lei Kungiem, na które już od dawna czekałem, wciągnięcie do planu innych Immortal Weapons, świetna rozmowa Randa z Yu-Ti, podczas której padły słowa, które już od dawna wisiały w powietrzu, a na koniec scena, która pewnie będzie kultowa i zapowiadająca mocne zakończenie historii. Mam nadzieję, że Xao naprawdę będzie miał skopany tyłek za to, co zrobił pani Hogart. Bru z Fractionem popełnili arcydzieło w wydawałoby się umierającym świecie komiksów o sztukach walki. Szkoda tylko, że tak mało rysunków świetnego Aji w numerze, bo warstwa graficzna średnia dosyć. Soundtrack: Carl Douglas - Kung Fu Fighting
Fylyp3g: Zacznę buntowniczo: a mi się tak bardzo nie podobało. Nie wiem, czy to wina średnich rysunków, czy niepotrzebnych przeskoków fabuły. Pewnie jednego i drugiego. Ten tytuł miewał lepsze numery. Czekam na jakieś totalne zaognienie. Ten zeszyt uznaję za drobny mankament żwawego mechanizmu. 3 na 6 – z nadzieją na coś więcej.
Jaro: Świetny numer, wszystko się tu udało - i rozmówki Cage'a i spółki, i rozmówki Immortal Weapons, i rozmowa Randa z Yu-Ti, i starcie Davosa z Thundererem. Do tego jeszcze plan Danny'ego, którego wszyscy się boją, a który ostatecznie okazuje się genalny w swej prostocie. Całość lekko i z polotem napisana i niestety trochę gorzej narysowana. Ale i tak, numer tygodnia.
Ocena: 8,5/10; soundtrack: KNŻ - Nie ma litości

Hedge Knight II: Sworn Sword #5
Fylyp3g: To pewnie nie fair dla historii, iż biorę się za nią od piątego zeszytu. Tym bardziej, że nie mam o niej zbyt wiele dobrego do napisania. Na swoją obronę, chciałbym zaznaczyć, że rysunki są miłe dla oka. Od strony fabularnej, nic złego się nie dzieje, poza sztywnymi dialogami. Nie znajdziecie tu nic ponad rycerską opowiastką. Przekonanych jednak przekonywać nie muszę, a ci, którzy nie czytali poprzednich zeszytów, zapewne i po ten nie sięgną. 2 na 6 – dla lubiących klimaty "Ogniem i Mieczem" w wydaniu zachodnim.


Incredible Hercules #115
avalonpulse0036f.jpg
Gil: Po kilku numerach szału w gorączce, pora ochłonąć i porozmawiać o uczuciach. I tak, dowiadujemy się, dlaczego Ares nie lubi Herca oraz dlaczego Cho powinien zluzować swojego grudge'a względem S.H.I.E.L.D.. Ten pierwszy motyw na pozór wydaje się nieco naiwny, ale przy drugim podejściu i przemyśleniu, okazuje się całkiem sensowny i zgrabny. Ten drugi dla odmiany od początku chwyta, chociaż wniosek nieco mija się z prawdą, a mitologiczny pierwowzór zostaje trochę zmieniony. Ale nie ma na co narzekać, bo pojawienie się Ateny w końcówce rekompensuje wszelkie niedogodności i zapowiada coś fajnego. A dla urozmaicenia, trochę rzucania się rakietami i innych bombowych pomysłów. Tylko szczeniaczka szkoda. Ocena: 7/10.
S_O: Świetny numer! Oldskulowy numer podczas kłótni Amadeusa z Herckiem, świetna walka tego drugiego z Aresem, wyjawienie, czemu "bogu cholernej wojny" nie podoba się braciszek... No i świetne przerobienie znanego mitu. Że już nie wspomnę plotek o Atenie i jakże prawdziwego stwierdzenia o Zeusie...
No i w końcu wytłumaczono, czemu wszyscy na - było, nie było - greckiego Heraklesa wołają jego rzymskim imieniem.
Fylyp3g: Zaznaczam na początku: komiks dobry. Rysunki świetne, aż miło się przyswaja. Dialogi prze-kozackie. Nie wiem jak, ale w tym komiksie uchodzi wszystko. Miszmasz fabularny i jednoczesne trzymanie historii w kupie winne być wynagrodzone twórcom sporą podwyżką. A przynajmniej bonem na to, co biorą. Zaprawdę, medykament to zacny. Mam tylko jedną, drobną uwagę. Dlaczego tak szybko przeleciałem ten zeszyt?! W mgnieniu oka. 4 na 6 – Czytać, obrazki oglądać i czekać na kolejny numer.
Jaro: Po cichu liczyłem na to, że Cho jednak się zbiesi, ale jego pozostanie na jasnej stronie zostało przedstawione na tyle dobrze, że marudzić nie będę. Zresztą, coraz bardziej mi się podoba mitologia w wersji Paka i naprawdę ucieszyłbym się, gdyby dano mu do zrobienia jakiś komiks osadzony tylko w mitologicznej przeszłości (zresztą, pewnie już o tym pisałem). Numer wypada świetnie także od strony dialogów i rysunków, poznajemy pewną olimpijską plotkę, a Ares też daje o sobie znać, chociaż już nie kradnie całego show. Czekamy na więcej.
Ocena: 7,5/10; soundtrack: L7 - Questioning My Sanity


Iron Man vol. 4 #27
Gil: Jeśli ktoś liczył na ciszę po burzy, to się pomylił. Burza wcale nie minęła. Co prawda, nie ma epickiej bijatyki, ale dzieje się dużo i dzieje się dobrze... a raczej - nie dobrze, bo na Antka lecą gromy z jasnego nieba. Przesłuchanie przed komisją z udziałem Normana wypada świetnie, pomysł na rozwiązanie problemu Mandarina jest pozytywnie niestandardowy, a zagrywka samego Tema jest tak sprytna, że do rozwiązania nawet jej nie podejrzewałem. Innymi słowy, dobra passa Knaufów trwa, a ja chcę, żeby trwała jak najdłużej. Jeśli dodać do tego całkiem dobre rysunki, otrzymujemy zasłużone i solidne 7/10.
S_O: Jak to jest? Incredible Hercules świetny, Iron Man świetny, Immortal Iron Fist, z tego co słyszałem, też... Najwyraźniej litera "I" na początku tytułu ma jakiś współczynnik +2 do ubercoolowatości. Knaufowie wykonują kawał dobrej roboty, Stark zaczyna rozgryzać Mandarynkę, ale ten jest cały czas dwa kroki przed nim, wykonując manewr, którego nikt - ani Maya, ani czytelnicy - się nie spodziewali. Gratulacje dla dwóch panów scenarzystów za przerobienie chińskiego pimpa na prawdziwego geniusza zła.
No i jest jeszcze senator Kooning, który dał się zrobić i teraz planuje zemstę. Wyszło szydło z worka, panie senatorze big black mada...(wiecie, co dalej). Barracuda byłby dumny.
Fylyp3g: Momenty są. Za to całość jakaś nierówna. Jednak wszystko jest wybaczone, żeby nie było, iż się bezsensu czepiam. Niech wystarczy to, iż komiks dobrze się czyta i jest po prostu ciekawy. Całość uzupełniają całkiem niezłe rysunki. Lecz fajerwerków wizualnych brak. Zresztą, co tu dużo pisać. Nadchodzi moda na Iron Mana, film już za chwil kilka wyląduje w kinach. Trzeba być trendy. 3 na 6 – no, prawie cztery.

avalonpulse0036h.jpg Thor vol. 3 #7
Gil: Uwaga! Oto: Gromowładny Thor vs. Kot Schroedingera! Pomysł intrygujący i ciekawy - wyjaśnianie mistyki przez naukę. Dalsza niespodziewana zmiana klimatu i powrót do korzeni nie wszystkim musi się podobać, ale mi się podoba, bo nie przypominam sobie, żeby wcześniej ktoś bawił się originem Odyna (chociaż mogę się mylić). Ponadto, Don Blake ma wreszcie chwilę dla siebie i wykorzystuje ją dokładnie tak, jak można było się spodziewać. Brakuje tylko zabawnych autochtonów, ale to nie jest jakiś ogromny problem. Wypadałoby też wspomnieć o rysunkach, bo to pierwszy zeszyt narysowany w całości przez Djurdjevica i jest... poprawny. Tylko tyle i aż tyle, bo jego rysunki obrane z plastyki farb, jaką znamy z okładek, wydają się zupełnie inne. Przypominają trochę styl lat '90. Ocena, jakże by inaczej: 8/10.
S_O: Jeśli jakikolwiek komiks Marvela mógłby być sponsorowany przez popularne ostatnio słowa "Twój Stary", to właśnie ten. Jak już wielu zauważyło, brak Oklahomczyków (Oklahomian? Oklahomiaków?) równy jest niewielkiej ilości humoru. Jednak bardzo ciekawe wizje podczas "Odinsleep" to wynagradzają. Ciekawi też podróż Donalda w poszukiwaniu swojej dawnej panny. Dobre jak zwykle.
Fylyp3g: Wzywam tego, który tak wiele zaprzeszłych zdarzeń przypomina. Mniej ich nam, ku chwale tego, który włada prądami ciepłymi ścierającymi się z zimnymi. Zaprawdę, powiadam wam, że jeśli nużyć nas będzie, tedy źle się zakończy wędrówka po padole ojców. Lecz wielkość pana naszego nie umniejszona, ciągle władny on. Z bojaźnią, ale i z nadzieją wypatrujmy oczy w nieboskłon. Bo oczom tym, widział się on wielce zacnie miesiąca siódmego. 3 na 6 – półbóg.
Jaro: Dalej trzyma poziom. Zabrakło wprawdzie występów sąsiadów z okolicznych farm, ale (o dziwo) wcale mi to nie przeszkadzało. Dobrze wykombinowane zostało spotkanie Thora z ojcem, tak samo jak quasi-mitologiczna opowieść o ojcu Odyna. Zresztą, nie zdziwiłbym się, gdyby za parę numerów Bor został zebrany do kupy. Ciekawe jest też to, co Lokówka nabroi pod nieobecność brata (bo nie wierzę, że się bez tego obędzie), zwłaszcza, że podejrzanie zerkała na Blake'a opuszczającego Asgard. Wypada jeszcze wspomnieć o rysunkach Djurdjevica, które są jakieś... zwyczajne. Nie znaczy to oczywiście, że są złe, jednak po naoglądaniu się tych wszystkich okładek, oczekiwania były trochę większe. Ocena: 8/10; soundtrack: Tenhi - Kuulut Kesiin
Demogorgon: Świetnie, jeden z trzech najlepszych komiksów tygodnia (i wszystkie są mistyczne). Podoba mi się podejście Straczynskiego do wątków mitologicznych, podobało mi się już w Spider-Manie. A to zrobi konfrontację ze zwyczajnymi, prostymi ludźmi, a to z nauką. A do tego niesamowity Odyn wyjaśniający, czemu Thor nie może go wskrzesić.

Order vol. 2 #9
Gil: Bohaterem tego numeru zostaje człowiek-akwarium. Jego historia specjalnie nie rusza, ale zaskakujący jest fakt, że przez 8 poprzednich numerów nawet do głowy mi nie przyszło, że ta jego zbroja to akwarium. Czyżby niejasność przekazu? Poza tym, dzielna grupa pod wezwaniem Antoniego rusza na wojnę ze Stanem juniorem. I tu kolejny ciekawy fakt, a mianowicie taki, że facet, który mógłby dobiec na miejsce w 2 minuty, leci sobie z całą resztą. Rozumiem, że rozkaz i tak dalej, ale kiedy on się nauczył latać? Ale to nie koniec ciekawostek, bo wielki zły junior zamierza wykorzystać telekinetyczne zdolności Jakjejtam, żeby kontrolować telepatycznie mieszkańców LA, a za najlepszy sposób na pokonanie (nie)dzielnych bohaterów uważa zamknięcie ich w pudełku. Co jest absolutnie zadziwiające - to działa. I wreszcie, coś dla miłośników pikantnych momentów: przez cały czas Miluś i Mariolka robią TO na oczach wszystkich, a nikt nawet nie podejrzewa. Przynajmniej mnie to śmieszy, więc ocena: 4/10.
S_O: Nie jest tak źle, jak poprzednio, ale ponad poziom średniego czytadła nie wyrasta. W miarę miła dla oka nawalanka z P.A.N.A.M.I. z C.I.E.N.I.A., przeplatana Holly cytującą Bruce'a Willisa daje radę, ale pomysł na głównego złego, który został stworzony, żeby wypromować film z tatusiem w roli nemesisa, nadal mnie odrzuca. I jego pomysł wybicia wszystkich mieszkańców LA za pomocą gigantycznej spluwy...
Fylyp3g: Zacznijmy od plusów. Była niemal goła baba i niemal padł trup. A tak to po staremu. Numer co prawda trochę lepszy niż poprzedni, jednak ciągle poniżej oczekiwań. Szkoda, bo sam pomysł na komiks nie był zły, a rysunki które się weń wpisują, także do najgorszych nie należą. 2 na 6 – słabizna.

Wolverine: Origins #23
avalonpulse0036i.jpg
Gil: Poor, poor Wade... Nie chce mi się już nawet rozwodzić nad tym, ile złych rzeczy Way z nim wyprawia. Powiem za to, że na stronach 10/11 i 21 możemy uświadczyć najpaskudniejszego Wolverine'a w historii. I mówię to, mając w pamięci wyczyny Romity, Chaykina i Liefelda. No i wreszcie, na rany Steve'a Rogersa, co to za typek przymierza się do dresu Kapitana? Kiedy to się w ogóle dzieje? Jaki to ma sens? Ocena: 2/10.
S_O: Płaczcie ze mną, bracia. Deadpool umarł. I nie, nie chodzi mi o śmierć fizyczną, która miała miejsce pod koniec komiksu, a z której się wyliże przez ten miesiąc, którym oddzielone są poszczególne numery, ale o zniszczenie tego wszystkiego, co przed wiele lat robili z Wadem Fabian, Keith i inni. Jedynym dobrym momentem w numerze jest bardzo lubiany przeze mnie dowcip o rowerzyście i piasku. Ale po co sięgać po Wolverine Origins, skoro można ten żart łatwo znaleźć w Internecie?
Fylyp3g: Jak na ten komiks to i tak wysokie loty. Numer jest debilny. Poprzednie zeszyty były jedynie wyjątkowo głupie, nudne, wtórne i bezsensowne, a na pewno niepotrzebne. Teraz Wolverine Origins dostał kolejną łatkę. Powinienem się zastanowić nad samodzielnym napisaniem i narysowaniem komiksu dla Marvela. Umieszczę dwie znane postacie, które będą się przez cały numer bez sensu nawalały i rzucały przy tej okazji idiotyczne hasełka. Co oczywiste, bezskutecznie będę starał się przy tym być zabawny. Z rysunkami sobie poradzę. Na pewno będą lepsze niż bohomazy Dillona. 2 na 6 – za okładkę i za to, że historia trzyma poziom (kiepski, bo kiepski, jednak stały).
Demogorgon: Każdy miłośnik anime musiał kiedyś słyszeć o Death Note - animcu, którego główny bohater miał zeszyt, w którym wystarczyło napisać czyjeś imię, aby ten ktoś umarł. Wiecie, czemu o tym piszę? Piszę o tym, bo gdybym miał taki notatnik, to możecie założyć się o dziesięć tysięcy dolarów, że po przeczytaniu tego komiksu wpisałbym tam "Daniel Way". Bo za to, co on tu robi z Deadpoolem, zasługuje na śmierć. I to wszystko, co można powiedzieć o tym komiksie.

War Is Hell First Flight Of The Phantom Eagle #1
Gil: Spojrzałem raz i wystarczy. Nie jestem fanem wojennych opowieści Ennisa, nieważne, której wojny by dotyczyły. Nie lubię też rysunków Chaykina. Połączenie obu tych rzeczy nie jest jakieś strasznie złe, ale nie chwyta. Jedyne, co mi się tu podobało, to okładka Cassadaya i kilka fajnych, starych samolotów. Ocena: 4/10.
S_O: Nie lubię Chaykina. Nie wiem, może jest to jakaś zupełnie bezpodstawna, podświadoma niechęć spowodowana tym, że prawie wszystko, co dotychczas rysował, było pisane przez Guggenheima, ale mimo to go nie lubię. Muszę jednak stwierdzić, że te dwupłatowce wyszły mu nieźle.
Ten numer to dopiero przygrywka, więc niewiele się tu dzieje. Ot, jeden dowódca wkręcony w śmigło, jeden Niemiaszek zestrzelony, jeden paw puszczony (nie przeze mnie - przez tytułowego bohatera)... ale dowcip z co i rusz proponującym drinka kapitanem zaczął być nużący po trzecim razie. Jeśli tego typu "smaczki" są typowe dla Ennisa, to nie wiem, czemu stał się taki popularny.
Fylyp3g: Wojna jest piekło (się wie). Ten komiks też trochę takim piekiełkiem zalatuje. Dobre słowo, bo o lotniczych starciach jest on. Chłopaki wsiadają w swoje podniebne maszyny i strzelają sobie w głowy. Mózgi i flaki rozbryzgują się bardzo MAXowo. Historia taka sobie, nic szczególnego. W każdym razie nie bardzo wciągająca. Kolejny numer ma być miłosny, więc dam temu tytułowi jeszcze jedną szansę. Tylko te rysunki… Okropne… Paskudne… 2 na 6 – słabo.

avalonpulse0036j.jpg World War Hulk: Warbound #4
Gil: Miałem nadzieję, że to już koniec, bo 5 numerów to jednak za dużo, zwłaszcza, że znudziłem się w połowie trzeciego. Bitka jak trwała, tak trwa, a jedynym urozmaiceniem jest fakt, że Korg i Hiroim prawie zrobili dzidziusia. Szkoda, że im nie wyszło. Coś mi mówi, że ostatni numer tylko przekartkuję. Ocena: 4/10.
S_O: O mój Boże. Najpierw Dumbledore, potem Tom (ten z doklejaną brodą) z "Zagubionych", a teraz jeszcze Korg i Hiroim?
W numerze akcji niewiele, tyle, co kilka ciosów między wyżej wspomnianymi czy Leaderem i resztą Przymierza. Za to końcówka, wzięta prosto z H.G. Wellsa, sugeruje akcję w ostatnim numerze. Gregu Paku, co się z tobą dzieje?
Fylyp3g: Gdybym był złośliwy to napisałbym, że naszym szczęściem jest to, iż historia zmierza ku końcowi. Dlatego piszę, że naszym szczęściem jest to, iż historia zmierza ku końcowi. Ani mnie ten numer nie ziębi, ani nie grzeje. Kolejny zeszyt bez charakteru w roju bardzo średnich historii, na rynku za wielką wodą. 2 na 6 – nie polecam (rysunki ratują tytuł przed pałą).
Demogorgon: Żarty żartami, ale podejrzewam, że Korg w ogóle nie orientuje się w takich sprawach, jak seks. Ale za to zyskujemy podejrzenia, że nie będzie trzeba zastanawiać się u niego nad tym samym pytaniem, które nurtuje ludzi w przypadku Thinga. A poza tym, to historia z Brood mi się nie podoba. Pak chyba nie czytał nawet tie-inów własnego crossa (biorąc pod uwagę, ze był w nich Way'owy Ghost Rider, to nie dziwię się nawet) i nie wie, że Brood nosiła dzieci Mieka na Ziemi (a które były zwykłymi Brood, o dziwo). No chyba, że ich zabawa nie była jednorazowa....Dodajmy do tego śliczną jak zawsze Elloe i mamy najseksualniejszy komiks w tygodniu. Szkoda, że nie najlepszy.



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0036a.jpg Foolkiller #4

Autor: Lan Medina

Gil: Okładka jest zwodnicza. Na pierwszy rzut oka, mamy jakiegoś chuderlawego typka z walizkami, ale gdy przyjrzymy mu się bliżej, widzimy, że to nie byle chudzina, ale jakiś wredny typ, uśmiechający się podejrzanie, a z jego tobołów wystają ludzkie szczątki. Świetny pomysł i równie dobre wykonanie. Ponadto, plus za oryginalność, bo łysy, podstarzały chudzielec to coś, czego na okładkach komiksów superbohaterskich się nie widuje.





Gniot tygodnia:

avalonpulse0036b.jpg Ghost Rider #21

Autor: Marko Djurcjevic

Ducz: Rzadko kiedy zdarza mi się, że gdy widzę jakąś okładkę, to się śmieję. Czasem to pozytyw, w tym okropnym przypadku - negatyw. Ta okładka wygląda jak plakat horroru klasy Z. Kto wpadł na pomysł atakujących pielęgniarek? Czy to jakaś przenośnia do strajku pielęgniarek w naszym kraju? Ciekawą akcję wykonuje Ruda. Leci na płonącą czachę z piłą ręczną. Co do strony artystycznej... Marko: dlaczego tak źle? I ten okropny krzyż. Polecam popatrzeć na tę okładkę i pośmiać się, być może długo głupszej nie będzie.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.03.19



Redaktor prowadzący: Foxdie
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.