Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #40 - U.S.Avengers #11



U.S.Avengers #11 
Scenariusz: Al Ewing 
Rysunki: Paco Diaz 
Kolory: Jesus Aburtov

Marvel zazwyczaj ogłasza, że po dużym evencie jest dobry moment, by rozpocząć przygodę z ich komiksami. Przyzwyczaił nas do tego, że podkreśla to resetowaniem numeracji serii. Że nawet, jeśli nie zmienia się zespół twórców ani koncepcja tytułu, to po wielkim evencie możemy się spodziewać wielkiej jedynki na okładce. 

Ogłoszona jakiś czas temu inicjatywa Legacy jest tego przeciwieństwem. Zamiast jedynek na okładkach – kumulacja numeracji, niektóre serie ni stąd, ni zowąd mają trzycyfrowe numerki. Zamiast otwarcia na nowych czytelników – obietnica złożona tym rozgoryczonym: "Wracajcie! Będzie tak, jak kiedyś!". 

Ten zeszyt U.S.Avengers nie ma trzycyfrowej liczby na okładce – zaszczyt przejęcia skumulowanej numeracji wszystkich (?) serii o Mścicielach przypadł Avengers Waida.* Ma co prawda szyld Legacy, ale nie ma do czego wracać – U.S.Avengers jest najświeższą wariacją na temat Avengers, jaką Marvel ma w swojej ofercie. Korzenie grupy Avengers współpracującej ze służącą dobrej sprawie byłą organizacją terrorystyczną AIM sięgają zaledwie runu Jonathana Hickmana. 

Jest to więc tytuł będący z natury wbrew idei całego Legacy – a jakby tego było mało, jedenasty zeszyt okazuje się znakomitym momentem, by rozpocząć przygodę z tym komiksem. Istotne wątki z poprzedniego numeru, takie jak zerwanie współpracy z rządem amerykańskim, nie są tu w ogóle poruszane. Jedyna informacja, której potrzebuje czytelnik – ta o uprowadzeniu Cannonballa przez kosmitów – zostaje wyłożona na pierwszych stronach komiksu. Ewing poświęca tam również trochę miejsca, by pobieżnie nakreślić relacje w zespole, a potem zaczyna się akcja. 

I to akcja okazuje się najbardziej sztampowym elementem komiksu. Co nie jest koniecznie wadą – Ewing postanowił po prostu sięgnąć po stary motyw science-fiction, w ramach którego kosmiczna cywilizacja upodobniła się do jakiegoś konkretnego ziemskiego miejsca i czasu na podstawie ziemskiego tekstu kultury, który wpadł jej w ręce. W tym wypadku, jak można się zorientować po znakomitej okładce, chodzi o Archiego i ze wszech miar amerykańskie miasteczko Riverdale – w tej wersji "Ritchiego" i "Glenbrook". Choć to niejedyni filoterranie (...kosmiczni miłośnicy Ziemi), którzy przewijają się w zeszycie. 

Akcja jest poprowadzona dwutorowo – U.S.Avengers lecą statkiem kosmicznym, by pomóc Cannonballowi, ale oczywiście ich podróż nie przebiega bez komplikacji. Tymczasem Sam zostaje oprowadzony po Glenbrook i zaczyna się orientować, jaka jest jego prawdziwa natura. Choć umówmy się, że jeśli zorientował się dopiero dzięki odkryciu z ostatniej strony, to jest trochę tępy w tym numerze. Już konfrontacja z Biffem powinna go oświecić. 

Podsumowując – Ewing niezmiennie utrzymuje w tej serii wysoki poziom. Tak, to jest "po prostu" bezpretensjonalny, zabawny komiks rozrywkowy, w którym superbohaterowie biją się z absurdalnymi przeciwnikami – ale jest to wykonane na wysokim poziomie. Przynajmniej od strony scenariusza. Rysunki Paco Diaza są poprawne, ale, nazwijmy to, nienatchnione. Zdarza się, że nie potrafi do końca oddać na twarzach postaci emocji wyrażanych w dialogach. Poza tym zdaje mi się, że do takiej historii – do takich przeciwników – lepiej nadawałaby się bardziej kreskówkowa, karykaturalna kreska. A że okładka Davida Nakayamy naprawdę jest znakomita, zacząłem się zastanawiać, jak ten komiks by wyglądał, gdyby cały był narysowany w tym stylu – gdyby Canonnball był jedyną realistycznie rysowaną postacią wpisaną w komiksowe Glenbrook. 

Nie upieram się, że to na pewno dobry pomysł – ale upieram się, że tej historii przydałoby się więcej inwencji w warstwie graficznej. W tym momencie nie dorównuje do scenariusza. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

*- Akurat jeśli o numerację chodzi, to w sumie trochę dziwne, że U.S.Avengers nic nie dodano. Ostatni volume New Avengers autorstwa Ewinga to była praktycznie ta sama seria.
  

A także wersje z alternatywną okładką: Ward Lenticular Variant

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.