Avalon » Publicystyka » Artykuł

"Daredevil" w świetle krytyki

DAREDEVIL W ŚWIETLE KRYTYKI

Wiadomo, żelazo trzeba kuć, póki gorące. Jednak jak mówi kolejne przysłowie, co nagle, to po diable. I jakże trafnie pasuje to stwierdzenie do filmu Marka Stevena Johnsona - zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Wypada zadać sobie pytanie, dlaczego przez tyle lat nikt w Hollywood nie pomyślał, aby przenieść na ekran tak znakomity komiks, jakim jest bez wątpienia Daredevil? Dopiero gigantyczny sukces (niekoniecznie artystyczny, aczkolwiek interpretacyjny tak) "Spider-Mana" Raimiego dał początek nowej modzie w kinie. Modzie na przenoszenie na duży ekran co lepszych bohaterów z kart komiksów - tzw. kino superbohaterskie. Ponieważ materiał zawarty w obrazkowych historiach stwarzał naprawdę ogromne możliwości, "Daredevil" mógł co najmniej podzielić los Pająka i stać się kolejną udaną ekranizacją komiksu. Zamiast tego wyszło.... No właśnie, diabli wiedzą co.

Dzieło Marka Stevena Johnsona adresowane jest przede wszystkim do fanów. Ponadto jest też idealnym przykładem na to, jak film potrafi zepsuć opinię komiksowi, kiedy próbuje się go spłycić na potrzeby niezaznajomionego z tematem widza. Tej drugiej grupie słabiutka adaptacja komiksu o triumfie prawa nad bezprawiem może się spodobać z uwagi na szablonową rozrywkę, szybką akcję, efektowne sceny walki, udane efekty specjalne i kilka niezłych dialogów. Pierwsza, a przynajmniej jej ogromny odsetek, na pewno poczuje spore rozczarowanie.

Widać zafascynowanie reżysera formą komiksu, który nader często sięga po szybki montaż, starając się równocześnie tworzyć kadry przypominające technikę kręcenia teledysków. W połączeniu z dowolnym i często niezrozumiałym przetworzeniem wątków z kultowego komiksu Frana Millera "The Man Without Fear" (kłania się "co nagle"), wychodzi z tego mieszanina kiczu i tandety, co z uwagi na parę naprawdę rewelacyjnych momentów, przywołujących ducha pierwowzoru, które tylko częściowo rekompensują poważne uchybienia, czyni film Johnsona strasznie nierównym. W przypadku fabuły zdolny scenarzysta miałby doskonałe pole do popisu przy interpretacji takiej postaci Daredevila. A tak, do obrazu przesiąka sztuczność i przerysowanie, co ujmuje realizmowi postaci Matta Murdocka i jego drugiej osobowości. (W rytmie popowych piosenek bohaterowie wykonują zaprzeczające wszelkim prawom grawitacji akrobacje i skoki).

Cała produkcja sprawia wrażenie nakręconej i zmontowanej w pośpiechu i na pół gwizdka (kłania się "żelazo"). Do tego dochodzi mankament w formie obsady - koncepcja charakterów głównych postaci zupełnie osiada na mieliźnie na tle komiku. Wciśnięty w bordowy kostium bezbarwny Ben Affleck w niewielkim tylko stopniu przypomina przesiąknięnego wewnętrznym rozdarciem i dramatyzmem Śmiałka z Hell's Kitchen. Nie zawadza, ani też nie pomaga przesłodzony uśmiech Jennifer Gardner, której ekranowa wersja stanowi zaledwie marną imitację znanej z komiksu charyzmatycznej i wyrafinowanej zabójczyni, Elektry. Jednakże tylko ze względu na oryginał można kierować uwagi co do tej bohaterki. Na drugim planie korzystnie prezentują się za to złoczyńcy: potężny Michael Clarke Duncan i pysznie bawiący się rolą Colin Farell. I nie przeszkadza, że trudno powiedzieć o nich cokolwiek konkretnego, oraz że nie zawsze pasują do otoczenia, które na siłę reżyser ze scenografem próbują umrocznić.

"Daredevil" to nie pierwszy i nie ostatni dowód na coraz niższy poziom w Hollywood. Na otarcie łez fanom pozostaje sięgnąć po wydaną na DVD reżyserską wersję filmu, która od kinówki dłuższa jest o ponad pół godziny i zawiera m.in. wątek śledztwa Matta i Foggy'ego w sprawie morderstwa oraz więcej scen z Kingpinem i Bullseyem.

Przygotował: Woland
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.