Avalon » Publicystyka » Artykuł

10 one-shotów Generations, od najgorszego do najlepszego

10. The Bravest: Captain Marvel & Captain Mar-Vell


scenariusz: Margaret Stohl
rysunki: Brent Shoonover

Rodzyn: Był to chyba najnudniejszy ze wszystkich one-shotów Generations, które czytałem do tej pory, a pominąłem wyłącznie ten o Wolverine'ach, oceniany jako jeden z lepszych. Nie czytam obecnej serii o przygodach Carol Danvers, więc nie jestem w stanie ocenić, czy tak to wygląda w przypadku innych komiksów autorstwa Margaret Stohl. Mamy tu bardzo prostą fabułę, w której Captain Marvel trafia na planetę będącą pod atakiem Annihilusa, a chronioną przez Captain Mar-Vell. Spotkanie tej dwójki z założenia ma sprawić, że bohaterka coś sobie uświadomi, zobaczy błędy w swym postępowaniu, tutaj jednak mamy płynące rady ze strony mężyczyzny i niewiele reakcji ze strony Carol. Kobieta robi co uważa za słuszne, a jedyny problem ma z tym, czy powiedzieć mu, że się znają, czy też nie. 

Margaret robi co może, by przybliżyć czytelnikom postać Mar-Vella, bo nie jest to obecnie postać powszechnie znana. Wychodzi jej to nie tak źle, ale są to fakty, które Carol zna i jedynie jakiś czytelnik coś z nich wyciągnie. Do tego dochodzą przeciętne i nużące dialogi, słaby humor i mało wciągający główny wątek. Wciąż żałuję, że Marvel tak namieszał przy Carol, nie tyle pozwalając zmienić jej charakter przez Bendisa na potrzeby Civil War II, co zmieniając jej dobre scenarzystki na kogoś innego, po czym robiąc taką zmianę ponownie. Takie coś zniechęca mocno do śledzenia losów Carol, a początek jej działania w roli dowodzącej Alpha Flight był bardzo interesujący.

Podsumowując: nie ma wiele powodów, dla których warto byłoby sięgnąć po ten numer. Spory wpływ na to mają też rysunki, które są dość przeciętne, jak w sumie cała reszta. Pisałem kiedyś, że moim zdaniem takie "ekskuzywne" one-shoty powinny mieć za artystów o uznanym dorobu, charakterystycznych, którzy przyciągnęliby do niego i nadali jakiś interesujący kształ.



9. The Marvels: Ms. Marvel & Ms. Marvel


scenariusz: G. Willow Wilson
rysunki: Paolo Villaneli  

Rodzyn: W zeszłym tygodniu brak było moich większych zachwytów nad zeszytem poświęconym dwójce Captain Marvel, tym razem, gdy mamy dwójkę Ms. Marvel, jest niestety  podobnie. Kamala przenosi się w czasie do okresu, w którym Carol Danvers jest redaktorem kobiecego czasopisma należącego do Daily Bugle. Dziewczyna zostaje wplątana w tworzenie gazety, gdy J. Jonah Jameson omyłkowo uznaje ją za nową stażystkę. Dziewczyna pomaga im, dodając świeże spojrzenie na pewne problemy. Jednak numer nie polega na siedzeniu przy stole i wymyślaniu tematów na pierwszą stronę, gdyż pojawia się pewien przeciwnik, przedstawicielka Shi'Ar, która obrała sobie Carol za swój cel. Wszystko to jest tak bardzo nijakie, nieangażujące i brakuje nawet jakiejść szczególnej nauki, jaką Kamala mogłaby od mentorki otrzymać - a to było główne założenie Generations. Rysunki w tym komiksie są porządne, kolory na szczęście stylem zgrywają się z innymi przygodami bohaterki, więc tutaj nie ma na co narzekać. Szkoda, że kolejna autorka nie sprostała zadaniu, tym bardziej, że już wcześniej udało jej się napisać interesujące spotkanie Carol i Kamali. 



8. The Phoenix: Phoenix & Jean Grey


Scenariusz: Cullen Bunn
Rysunki: R.B. Silva

Rodzyn: Mam spory problem z tym komiksem, bo o ile historia o Hulku w zeszłym tygodniu nie określała nam, gdzie dokładnie znalazł się Amadeus Cho, to tutaj mamy wyraźnie wskazany okres w życiu Jean Grey do którego trafiła jej wersja z przeszłości (przyszłości?). Kłóci się to z tym, co o Generations mówił naczelny Marvela, zaznaczający, że historie nie będą podróżami w czasie. Nie wiem już, co o tym myśleć, skupmy się więc na razie na samej fabule. 

Jean Grey przenosi się na pewną plażę, na której spotyka swoją przyszłą siebie z przeszłości, która na tym etapie jest tuż przez zmianą w Dark Phoenix. Dziewczyna chce wykorzystać sytuację i dowiedzieć się czegoś więcej o tym kosmicznym bycie, niespecjalnie wnikając w to, jakim cudem znalazła się w tamtym miejscu. Rozmowy obu pań Grey nie kleją się szczególnie i po prostu podążamy za nimi, a to do klubu, a to w kosmos by zmierzyć się z Galactusem i jego heraldem. Z tego wszystkiego młoda Jean ma wyciągnąć jakąś lekcję o Phoenixie i niebezpieczeństwie związanym z obcowaniem z nim. 

Scenarzystą tego one-shota jest Cullen Bunn, który odpowiada przygody Jean w serii X-Men Blue, a nie Dennis Hopeless tworzący jej solowe przygody. Historia moim zdaniem wiele nie wnosi, Jean nie dowiedziała się czegoś, czego by wcześniej sama nie wiedziała i wszelkie wnioski na temat Phoenix wyciąga sama, jej starsza wersja nic jej nie mówi, nic nie zdradza, a była to naprawdę szansa na szczerą rozmowę, obie panie jednak kluczyły w rozmowie, a końcówka one-shota zostawia nas w miejscu, w którym zastanawiamy się, jak to się dzieje, że starsza Jean tak po prostu przeszła do porządku dziennego po spotkaniu innej wersji siebie, nic nigdy o tym nie wspominając. 

Rysunki w tym numerze Generations są porządne i w sumie wiele o tym co stworzył R.B. Silva nie jestem w stanie powiedzieć. Niczym mnie nie zachwycił, ale historię przez niego zaprezentowaną czytało się dobrze, bez żadnych zgrzytów, nie ma tu niedoróbek w wyglądzie postaci, a kadrowanie jest dość proste. O wiele bardziej zachwyciła mnie okładka autorstwa Stephanie Hans i aż szkoda, że do aż tak specjalnego numeru nie udało się jej zatrudnić także w roli rysowniczki. 



7. The Iron: Iron Man & Ironheart


scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Marco Rudy, Szymon Kudrański, Nico Leon

Rodzyn: Poprzedni tydzień był dla mnie pierwszym pozytywnym zaskoczeniem przy okazji Generations. Zeszyt z dwójką Hawkeye był po prostu przyjemny, ze świetnie pokazaną relacją bohaterów, a tego oczekiwałem po tych one-shotach. W tym tygodniu dostaliśmy spotkanie Tony'ego Starka i Riri Williams, które wyróżniło się przede wszystkim tym, że zabrało nas w przyszłość uniwersum, a nie w przeszłość. Bendis wykorzystał tutaj tę budowaną przez siebie w kilku swoich wcześniejszych tytułach, mamy tu więc obecność Next Avengers znanych z animacji Marvela o tym samym tytule oraz Tony'ego Starka w roli Sorcerer Supreme. To ciekawe urozmaicenia tego zeszytu, ale liczy się w nim przede wszystkim to, jak dawny Iron Man współgra z Riri. Wychodzi całkiem dobrze, choć mamy tu momentami za dużo elementów charakterystycznych dla Bendisa, przesadza z ekspozycją i podkreślaniem pewnych rzeczy. Nie zawodzą za to rysunki, choć są one autorstwa aż trzech artystów. Marco Rudy, Szymon Kudrański i Nico Leon na tyle się zgrali, głównie dzięki pracy kolorysty, że tych przejść między nimi praktycznie się nie dostrzega. Był to przyjemny numer i choć nie śledziłem przygód zarówno Iron Mana jak i Ironheart autorstwa Bendisa, to po tym numerze poczułem zainteresowanie ich dalszym losem, choć może bardziej ciekawiłaby mnie jakaś większa historia umieszczona w przedstawionej tutaj przyszłości.



6. The Strongest: Banner Hulk & Totally Awesome Hulk


scenariusz: Greg Pak
rysunki: Matteo Buffagni

Nie śledziłem przygód Amadeusa Cho w roli Hulka, choć planuję je kiedyś nadrobić, bo to podobno całkiem przyjemny komiks superbohaterski. Stwierdziłem jednak, że sięgnę po poświęcony mu numer Generations, gdyż jest pierwszym spod tego szyldu i byłem ciekaw, o co dokładnie chodzi w tych one-shotach i jaki związek mają z trwającym eventem Secret Empire. I prawdę mówiąc, wiele się nie dowiedziałem: nie wiadomo np. jak i kiedy Amadeus Cho przeniósł się w miejsce, w którym mógł spotkać Bruce'a Bannera. Szkoda, ale skupmy się na fabule zeszytu, bo nie jest to zwykła naparzanka między dwoma Hulkami.

Cho od samego początku bycia Zielonym Olbrzymem był przekonany, że potrafi kontrolować wewnętrznego potwora, jednak ten zeszyt postawił to pod jeszcze większym znakiem zapytania i Bruce Banner, którego spotyka, dosadnie mu to uświadamia. Według zapowiedzi to ważny moment dla Amadeusa i widać to wyraźnie, gdyż wraz z tym one-shotem kończy się jego seria Totally Awesome Hulk, a zastępuje ją Incredible Hulk, gdzie nasz bohater wzorem Bannera trafia na planetę Saakar, znaną bardziej jako Planeta Hulka.

Matteo Buffagni, który odpowiedzialny był za rysunki w tym numerze, zaskoczył mnie, gdyż inaczej zapamiętałem jego styl, był takim mniej dopracowanym Russelem Dautermanem, a tutaj, przypuszczam że przez pracę kolorysty, ciężko mi go było poznać. Sporo tu czerni i cieni, przez co skojarzył mi się z tym co tworzy Mike Deodato Jr. czy też Andrea Sorrentino.

Mimo iż numer ten na wiele pytań nam nie odpowiedział, to przyjemnie się go czytało, gdyż dynamika między Hulkami jest ciekawa do oglądania. Nie jest to komiks aż tak istotny, ale kto lubi Amadeusa Cho w jego nowej roli powinien po ten komiks sięgnąć.



5. The Americas: Sam Wilson Capitan America & Steve Rogers Captain America


scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Paul Renaud

Rodzyn: Tego się nie spodziewałem. Tak jak każdy z wcześniejszych tytułów w ramach Generations przedstawiał wydarzenia rozgrywające się na przestrzeni kilku godzin, tak tutaj mamy historię obejmującą... 70 lat. Sam Wilson przenosi się do czasów II wojny światowej, gdzie nie wiedząc, co z sobą zrobić, przyjmuje nową tożsamość i decyduje się zaciągnąć do armii. Tam wykorzystuje swoje umiejętności i działa nieco w ukryciu wykorzystując swoje skrzydła. Pewnego dnia spotyka Kapitana, z którym przyjaźni się równie mocno co z jego rzeczywistym odpowiednikiem. Po wojnie Sam zostaje pastorem, staje się członkiem ruchu na rzecz praw obywatelskich, aż w końcu ponownie spotyka Kapitana, wydobytego z lodowca. Wspiera go radą, stając się jego prawdziwym mentorem na dalszej drodze.

To jednak nie jest podróż w czasie i gdy Sam wraca do obecnych czasów, nie ma żadnego dowodu na istnienie osoby, za jaką się podawał. Była to jedynie wizualizacja przygotowana przez Kobik, którą zostali objęci wszyscy bohaterowie występujący na łamach Generations. W przeciwieństwie do kilku innych one-shotów, tutaj wydarzenia mają jakiś większy sens: Sam uświadamia sobie, że nie chce dalej żyć jako Kapitan w cieniu Steve'a Rogersa lecz chce ustanowić własne dziedzictwo jako Falcon. Wszystko to czyta się dobrze, Spencer umiejętnie przedstawił tę długą, siedemdziesięcioletnią historię i nieźle przedstawił argumenty Sama. Ja jednak wciąż mam mu za złe, jak potraktował tę postać. Sam to świetna postać, a moje zainteresowanie nim to po części zasługa właśnie Spencera, jednak cały czas musiał działać w cieniu Rogersa i tylko dlatego, że ten scenarzysta czuł, że tak jest własciwie. 



4. The Thunder: The Unworty Thor & The Mighty Thor


scenariusz: Jason Aaron
rysunki: Mahmud Asrar

Rodzyn: To już czwarty zeszyt pod szyldem Generations, a trzeci, który przyszło mi przeczytać. Jako że pisze go Jason Aaron, liczyłem na lekturę choć o jeden poziom wyższą od wspomnanych one-shotów. Ostatecznie wyszło... całkiem dobrze. Scenarzysta nawiązuje do stworzonych przez siebie wcześniej przygód młodego Thora, który nie jest jeszcze godny posiadania Mjolnira. Gdy z pewnego powodu trafia do Egiptu, na jego drodze staje Apocalypse, z którym w przeszłości już się kiedyś mierzył, co widzieliśmy w jednym z pierwszych numerów Uncanny Avengers. To fajne nawiązanie, podobnie jak i kilka innych elementów tego zeszytu. W to wszystko jakoś wplątana zostaje współczesna Thor i razem muszą stawić czoło przeciwnikowi. Duet ten wypada interesująco, choć z góry wiemy, jak ten zeszyt się skończy. A przynajmniej ta jego część związana z dwoma Thorami, gdyż na koniec dostajemy całkiem ciekawy bonus w postaci Odyna wspominającego swe dawne przygody i romans z jedną z członkiń Avengers 1 000 000 B.C., których zobaczymy w zbliżającym się one-shocie Marvel Legacy, również pisanym przez Aarona. 

Na pewno numer ten sprawi dużą przyjemność fanom obecnych przygód Thora pisanych przez Jasona Aarona, ale nie jest on szczególnie istotny. Najciekawszym elementem jest sama końcówka, która sprawia, że po raz pierwszy zainteresowałem się wspomnanym już one-shotem, przez co Generetions aby końcu na coś się przydało. Wciąż gryzie mnie to, dlaczego ewidentnie wygląda to na podróż w czasie, a nikt z bohaterów jakoś tego nie pamięta.



3. The Spiders: Miles Morales Spider-Man & Peter Parker Spider-Man


scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Ramon Perez

Rodzyn: Na wstępie chcę już zaznaczyć jedną rzecz: od początku wydawania Generations zaznaczałem, że taka akcja, przy powiększonej cenie, powinna prezentować także rysunki dobrych, uznanych twórców, a nie mniej znanych arytystów. W zeszycie o Pająkach to właśnie nastąpiło, gdyż zaangażowano do niego Ramona Pereza, fanom Marvela znanego z serii o Hawkeye'ach i Novach. Komiks ten miał więc u mnie dużego plusa już za same rysunki. A co z historią? Bendis przenosi Milesa do początków Petera w roli Spider-Mana, w okolice 33. numeru jego pierwszych przygód, gdzie bohater musiał na własnych barkach unieść gruzy zawalonego budynku. Miles wpierw rozpoznaje Parkera w szkole, po czym nie wiedząc, co robić odszukuje własną matkę, widząc przy okazji jak po raz pierwszy poznaje Ganke. Spotkanie z matką nie idzie jednak po jego myśli, odnajduje więc ponownie Petera, z którym przeprowadza pewną rozmowę. I tu pojawia się problem, gdyż Miles udowodnił już, że jest pełnowartościowym Spider-Manem, nawet zyskując też błogosławieństwo Petera, choć tak naprawdę tego nie potrzebował. Rozmowa ta nie miała więc potrzeby tego prezentować, ale Bendis zamienił to w pewien hołd dla Parkera, co po części osłabiło wydźwięk tej historii jako opowieści ukazującej wagę Milesa, nieco umniejszając jego roli, na co nie zasłużył. Poza tym finałem, była to dobra historia i gdyby nie on, zeszyt ten uplasowałby się wyżej niż nieco ponad przeciętnym poziomem wszystkich one-shotów Generations.



2. The Archers: Hawkeye & Hawkeye


scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Stefano Raffaele

Krzycer: Sympatyczne. Bardzo sympatyczne. Trochę dowcipów, trochę niezłej akcji, całkiem niezła prezentacja postaci. Doceniam stylistyczny oldskul - Kate myśli w ramkach, Clint myśli w dymkach. I nawet jest tu trochę napięcia - kolejne wzmianki o Bullseye'u sprawiają, że kiedy w końcu się pojawia, może pozostawać poza kadrem, a i tak zagrożenie jest odczuwalne. 

A jednocześnie tu pojawia się mój główny problem z tym komiksem - coś nie zagrało w prezentowaniu akcji. I na przykład - jest ta wstawka z Domicjanem, potem Domicjan wraca, Kate strzela czterema strzałami jednocześnie... i co z tego? Nic z tego nie wynika. (Podobnie spodziewałem się, że strzała-bumerang - ha ha - wróci, a tymczasem... nope.) Ale to wciąż był fajny numer. No i spodziewam się, że Bullseye i Eden mogą wrócić w ongoingu.

Rodzyn: Był to jedyny numer Generations na jaki czekałem i jednocześnie na ten moment jedyny, z którego lektury czerpałem prawdziwą przyjemność. Całe szczęście, że pisała go Kelly Thompson, aktualna scenarzystka przygód Kate Bishop. Po raz pierwszy pokazała ją w relacji z Clintem Bartonem i choć nie jest to do końca ten "nasz" Clint, to wyszło to całkowicie naturalnie i świetnie czytało się ich dialog. Przyznam, że stęskniłem się za ich dynamiką, choć solowe losy Kate też lubię czytać. Na szczęście w ramach Marvel Legacy już wkrótce ich losy znów się skrzyżują. Rysunkom zaś daleko do tego, co widać w regularnej serii z Kate, ale zawinił głównie kolorysta - szkoda, że nie była to Jordie Bellaire, która obecnie się tym zajmuje. 



1. The Best: All-New Wolverine & Wolverine


Scenariusz: Tom Taylor 
Rysunki: Ramon Rosanas 

Krzycer: Generations to dziwny pomysł. Seria one-shotów, w których współczesne inkarnacje bohaterów spotykają swoich poprzedników. Czasami dobór postaci ma sens – Amadeus Cho spotykający Bruce'a Bannera, zapowiadane spotkanie Kapitan Marvel z Kapitanem Marvelem. Czasami tylko przypomina, jak trudne do ogarnięcia bywają komiksy – patrz: spotkanie Jean Grey z Jean Grey. Ten zeszyt należy do pierwszej kategorii – Wolverine, Laura Kinney, spotyka się w nim ze swoim ojcem/"ojcem" (niepotrzebne skreślić), Loganem. 

Metoda tego spotkania pozostaje niejasna – zajawka umieszczana w każdym zeszycie głosi, że spotkanie odbywa się w "Vanishing Point", miejscu, gdzie czas nie ma znaczenia. Zapowiedzi głosiły również, że to historie, których dokładna natura nie jest istotna, liczy się sam fakt spotkania postaci. Problem w tym, że my, fani komiksów superbohaterskich, lubimy konkrety. Lubimy wiedzieć, jak rzeczy do siebie pasują. Lubimy continuity. Oferowanie nam historii, która nie ma logicznych fundamentów, jest ryzykowne. 

Oczywiście, nie można wykluczyć, że Generations ma logiczne fundamenty, tylko Marvel ich nie ujawnia. Gdybym miał strzelać, strzelałbym, że w finale Secret Empire dojdzie do użycia Cosmic Cube na globalną skalę, a Vanishing Point i odbywające się w nim spotkania będą tego efektem ubocznym. 

Nawet jeśli mam rację, to nie załatwia innego problemu. Zajawka mówi nam, że "w Vanishing Point czas nie ma znaczenia". I o ile jeszcze jako tako pasuje to do one-shota z Hulkami, którego akcja może się toczyć niemal w dowolnym momencie historii postaci, ba, można by nawet powiedzieć, że wydarzenia z tamtego komiksu można interpretować jako sen czy coś równie nierealnego, o tyle historia z tego zeszytu toczy się podczas w miarę konkretnego etapu życia Logana. (Gdzieś między 1984 a 1992, patrząc na daty wydawania komiksów.) To wciąż nic w porównaniu z Generation: Jeans, gdzie można wskazać praktycznie konkretny numer Uncanny X-Men, koło którego umieszczono tamtą historię, ale i tak – jeśli "czas nie ma znaczenia", to czemu oferowane w ramach Generations historie nie są bardziej ponadczasowe? 

Tyle tytułem przydługiego wstępu. Ale co w ogóle znajdziecie w tym zeszycie? Zaczyna się jak połowa komiksów z Loganem, od walki z nieprzebranymi zastępami ninja. Narracja szybko informuje nas, że Logan jest na tropie swojej przybranej, a chwilowo również porwanej córki, Akiko. Chwilę później na scenę wchodzi Laura, która od razu zaczyna pomagać Loganowi w akcji ratunkowej. Na 30 stronach Tom Taylor upchnął kilka całkiem niezłych scen akcji, trochę humoru i jedną poważniejszą rozmowę. 

I jest to wszystko... całkiem niezłe. Niczego sobie. Porządne. Akcja jest niezła. Rysunki ładne. Fabuła pretekstowa – ale też całe Generations jest pretekstowe. Ostatecznie chodzi głównie o to, by jeszcze raz zobaczyć oboje Wolverinów w akcji. Z jednej strony efekt były lepszy, gdyby Logan był naprawdę kompletnie martwy – nieustająca obecność Old Man Logana w komiksach osłabia wymowę tego zeszytu. Z drugiej strony akurat Taylor jest ostatnim scenarzystą, który podkreśla, że Old Man Logan nie jest po prostu postarzonym "naszym" Loganem, a zupełnie inną postacią, z którą na dodatek Laura nie chce mieć nic wspólnego. Więc w ramach tego, co dzieje się w All-New Wolverine, sceny z Generations: Wolverine and All-New Wolverine działają. 

Oczywiście, gdy wszystko dobiega końca, zostajemy ze wstrętnym paradoksem – Wolverine z przeszłości wie o istnieniu Laury, co na logikę powinno wpłynąć na to, jak przebiegło ich pierwsze spotkanie. Albo na to, jak później wyglądała ich relacja. Ale Marvel wydał dekret – mamy to chrzanić. W Generations nie ma miejsca na logikę. 

Jeśli nie będziecie się tym przejmować, znajdziecie w tym komiksie sympatyczną akcję i przyjemne spotkanie Laury z ojcem/"ojcem" (patrz wyżej). Jeśli miałbym się przyczepić do czegoś poza ogólnym założeniem Generations, to miałbym dwie uwagi – komiks nie wymagał użycia klasycznego przeciwnika, dla którego po prostu nie ma tu miejsca. Poza tym Laura nie ma z nim żadnej relacji, więc jego obecność nie działa również na tym poziomie. Jeśli już ktoś tego typu musiał się tu pojawić, lepszym wyborem byłaby Lady Deathstrike, ponieważ Laura miała z nią stosunkowo dużo do czynienia. A druga uwaga – Taylor mógł sobie darować dowcip o telefonach komórkowych. Uwzględniając sliding timescale, to się powinno dziać najwcześniej w 2005 roku. Ale to i tak drobiazg, jeśli np porównamy to z tym, że niektórzy wciąż piszą All-New X-Men tak, jakby zostali przeniesieni do współczesności z lat 60. 

Tytułem podsumowania: to bardzo przyjemny komiks. Nie jest ambitny pod żadnym względem, ale zapewnia dobrą rozrywkę. Powiedziałbym, że dla fanów Laury i czytelników All-New Wolverine to pozycja obowiązkowa... ale jednocześnie żeby nie nastawiali się na nie wiadomo co. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.