Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 27.09.17

avalonpulse0.png

Ubiegła środa to przede wszystkim premiera zeszytu Marvel Legacy, o którym kolejne już na naszej stronie opinie znajdziecie w tym numerze Pulse'a. Ostatni tydzień to także dwa ostatnie numery Generations, znalazło się również trochę miejsca na ocenę dwunastego numeru X-Men Blue.



scenariusz: Jason Aaron
rysunki: Esad Ribic i inni

kuba g: Wyjątkowo kupiłem ten one shot tylko po to żeby móc zestawić go z DC Universe Rebirth (który uważam za przeraźliwie amatorski i nijaki komiks), jakoś zobaczyć znów o czym wszyscy gadają i czy w ogóle jest "o czym" gadać. 
Po pierwsze. Ten komiks nie jest nawet w połowie tak nieciekawym skakaniem od wydarzeń do wydarzeń jak Rebirth. Od początku do końca czuję, że ktoś pracuje nad tempem opowiadanej przez siebie historii. Ok, ten komiks czasem zbyt łopatologiczne przekazuje czytelnikowi informacje ale przechodzi między tym momentami a samą fabułą całkiem naturalnie. Inaczej mówiąc, obecne rzemiosło Aarona nawet w takim projekcie jest zupełnie poza zasięgiem wypalonego już w mojej opinii Johnsa. 
Druga rzecz, oprawa graficzna. Przywykłem już do tego, że Marvel tego typu odcinki przepuszcza przez kilku rysowników, kupuję to nawet mimo, że nie wszystkich lubię. Z mojej strony krytyki nie będzie ani nic więcej do dodania, ot, średnia wymagana od takiego zeszytu została zachowana. 
Wracając do samem treści... Oczywiście samo zbieranie drużyny jest dziś już tak niesamowicie zgranym motywem, że nie wiem czy da się cokolwiek ciekawie to opowiedzieć (a może to moje zmęczenie materiałem) bawiąc się następnymi "zagrożeniami" czy innymi "samospełniającymi się przepowiedniami". Jednak doceniam, że ten one-shot buduje kilka historii na przyszłość, z których przynajmniej jedna budzi moją ciekawość względem następnych kilku miesięcy (bo Rebirth to się nie udało). Hmmm, może uznaje, że ten zeszyt był ok tylko dlatego, że nie mam specjalnie żadnych wymagań i jest na tyle mocno zbudowany wokoło Thorów Aarona, że zawiera coś co (z perspektywy tych serii które jeszcze zbieram) jest cokolwiek istotne. Nieważne. Nie było to złe ale hajpu nie ma.

Krzycer: ...ten współczesny Starbrand nie ma nic wspólnego z tym, jak ta postać była gdziekolwiek dotąd pisana. Ale pal sześć, można to podciągnąć pod "oszalał przez wizje". Poza tym - jest tu parę intrygujących zapowiedzi na przyszłość. Główna akcja numeru... jest bo jest. (Skąd Infinity Gem w magazynie SHIELD? Skąd w ogóle znowu istniejący Infinity Gem? Przegapiłem coś czy może właśnie mam sobie zadawać to pytanie?). Falcap, Thor Foster i Ironheart tworzą fajny team-up i sympatycznie się to czyta. Zajawki tego co ma się dziać w przyszłości - niektóre są interesujące, inne przynajmniej są na tyle absurdalne, że śmiesznie się to czyta (Norman Osborn kontra żywopłot). Niektórych za cholerę nie rozumiem (Black Panthery są z kosmosu? Po co?). Ale i tak najbardziej frapuje mnie pytanie czy wskrzeszony Wolverine zyskał Cosmic Awareness, bo kompletnie nie ogarniam tej akcji z ciężarówką piwa. Ani tego jak rozłupał skorupkę z adamantium. 


scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Paul Renaud

Rodzyn: Tego się nie spodziewałem. Tak jak każdy z wcześniejszych tytułów w ramach Generations przedstawiał wydarzenia rozgrywające się na przestrzeni kilku godzin, tak tutaj mamy historię obejmującą... 70 lat. Sam Wilson przenosi się do czasów II wojny światowej, gdzie nie wiedząc, co z sobą zrobić, przyjmuje nową tożsamość i decyduje się zaciągnąć do armii. Tam wykorzystuje swoje umiejętności i działa nieco w ukryciu wykorzystując swoje skrzydła. Pewnego dnia spotyka Kapitana, z którym przyjaźni się równie mocno co z jego rzeczywistym odpowiednikiem. Po wojnie Sam zostaje pastorem, staje się członkiem ruchu na rzecz praw obywatelskich, aż w końcu ponownie spotyka Kapitana, wydobytego z lodowca. Wspiera go radą, stając się jego prawdziwym mentorem na dalszej drodze.
To jednak nie jest podróż w czasie i gdy Sam wraca do obecnych czasów, nie ma żadnego dowodu na istnienie osoby, za jaką się podawał. Była to jedynie wizualizacja przygotowana przez Kobik, którą zostali objęci wszyscy bohaterowie występujący na łamach Generations. W przeciwieństwie do kilku innych one-shotów, tutaj wydarzenia mają jakiś większy sens: Sam uświadamia sobie, że nie chce dalej żyć jako Kapitan w cieniu Steve'a Rogersa lecz chce ustanowić własne dziedzictwo jako Falcon. Wszystko to czyta się dobrze, Spencer umiejętnie przedstawił tę długą, siedemdziesięcioletnią historię i nieźle przedstawił argumenty Sama. Ja jednak wciąż mam mu za złe, jak potraktował tę postać. Sam to świetna postać, a moje zainteresowanie nim to po części zasługa właśnie Spencera, jednak cały czas musiał działać w cieniu Rogersa i tylko dlatego, że ten scenarzysta czuł, że tak jest własciwie. 


scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Ramon Perez

Rodzyn: Na wstępie chcę już zaznaczyć jedną rzecz: od początku wydawania Generations zaznaczałem, że taka akcja, przy powiększonej cenie, powinna prezentować także rysunki dobrych, uznanych twórców, a nie mniej znanych arytystów. W zeszycie o Pająkach to właśnie nastąpiło, gdyż zaangażowano do niego Ramona Pereza, fanom Marvela znanego z serii o Hawkeye'ach i Novach. Komiks ten miał więc u mnie dużego plusa już za same rysunki. A co z historią? Bendis przenosi Milesa do początków Petera w roli Spider-Mana, w okolice 33. numeru jego pierwszych przygód, gdzie bohater musiał na własnych barkach unieść gruzy zawalonego budynku. Miles wpierw rozpoznaje Parkera w szkole, po czym nie wiedząc, co robić odszukuje własną matkę, widząc przy okazji jak po raz pierwszy poznaje Ganke. Spotkanie z matką nie idzie jednak po jego myśli, odnajduje więc ponownie Petera, z którym przeprowadza pewną rozmowę. I tu pojawia się problem, gdyż Miles udowodnił już, że jest pełnowartościowym Spider-Manem, nawet zyskując też błogosławieństwo Petera, choć tak naprawdę tego nie potrzebował. Rozmowa ta nie miała więc potrzeby tego prezentować, ale Bendis zamienił to w pewien hołd dla Parkera, co po części osłabiło wydźwięk tej historii jako opowieści ukazującej wagę Milesa, nieco umniejszając jego roli, na co nie zasłużył. Poza tym finałem, była to dobra historia i gdyby nie on, zeszyt ten uplasowałby się wyżej niż nieco poza przeciętnym poziomem wszystkich one-shotów Generations.


scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: Douglas Franchin 

Krzycer: Ta seria od pierwszego numeru była ok, ale praktycznie cały czas zyskuje. Może z wyjątkiem strasznie chaotycznego tie-inu do Secret Empire, ale nawet on spełniał pewne potrzeby (pokazał tabun mutantów z "drugorzędnymi mutacjami"). 
I tu siurprajz, bo Bunn robi to, co Guggie próbuje robić w Goldach ale mu nie wychodzi, bo to Guggi - w Blue naprawdę mamy organiczną narrację a'la Claremont, która cały czas ciągnie wiele wątków naraz. I tak kuriozalne drugorzędne mutacje zostają podpięte pod wątek Ms Sinister, z którego wynikła już obecność Jimmy'ego w zespole. Odgrzebanie Hopelessowego wątku Madelyne Pryor służy chyba temu, by ukrócić magiczne eksperymenty Beasta (choć zobaczymy, czy to już tak raz na zawsze - w sumie trochę szkoda, bo to go fajnie odróżniało od oryginału), a jednocześnie obsada znowu się poszerza o kolejną zagubioną duszyczkę z innego wymiaru. W tym tempie ta seria za moment powinna zostać przechrzczona na Exiles Blue. 
W tym wszystkim żałuję tylko tego, że po 12 numerach wciąż nie wiemy nic o zamysłach Magneto - liczyłem, że Erik będzie jednak istotniejszą postacią w tym tytule. Ale może po prostu musimy jeszcze trochę poczekać - w końcu u Claremonta też potrzeba było cierpliwości, by różne ziarna zaczęły w końcu kiełkować. 
Pomimo pewnych niedociągnięć Blue pozostaje najlepszą mutancią drużynówką, która się obecnie ukazuje. I to nie jest kwestia niskiej poprzeczki (Weapon X jest porządne, Generation X jest fajne, Astonishing mają duży potencjał i jeśli Soule tego nie zrąbie mogą się okazać bardzo dobrym komiksem) - to jest naprawdę dobry tytuł.



Sprawdź także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.