Avalon » Publicystyka » Artykuł

Scars and the wreckage - komentarz do Secret Empire #9-10 i Omega


Secret Empire już za nami. W ostatnich tygodniach ukazał się ostatni numer i dodatkowy epilog, gdyby głównej serii było mało. W napisanym miesiąc temu komentarzu do tego wydarzenia zająłem się ósmym zeszytem, który zakończył się powrotem nadziei w szeregach naszych bohaterów, zjednoczonych pod wodzą Sama Wilsona. Ponownie w stroju Kapitana Ameryki prowadzi atak na oddziały Hydry.

Na łamach dziewiątego zeszytu widzimy, jak Champions zostają uwolnieni przez Taskmastera i Black Ant z rąk Hydry, gdy Ci orientują się, że najwyższa pora zmienić front. Viv, córka Visiona, ratuje swego ojca usuwając z niego wirusa, a Scarlet Witch dzięki Doctorowi Strange'owi i Thor również powraca do zmysłów. Odinson także dołącza do ruchu oporu, trochę za późno jak dla mnie, bo argumentów na korzyść rządów Hydry ciężko się doszukać. Sharon Carter uwalnia się z więzienia, gdy udaje jej się przechytrzyć doktora Faustusa, a Winter Soldier w duecie z Black Panther walczą z baronem Zemo. przedstawiciele New Tian również decydują się zaatakować Hydrę, a symbolem tego jest Magneto atakujący statki wroga. Gdy bohaterowie wychodzą na prowadzenie i wszystko wydaje się zmierzać ku szczęśliwemu finałowi, Hydra Cap pojawia się przed ich obliczem w specjalnej zbroi naładowanej fragmentami Cosmic Cube, jakie były w jego posiadaniu. 


Tak oto przechodzimy do kolejnego, dziesiątego numeru, gdzie posiadane przez złego Steve'a elementy kostki pozwalają mu zacząć nadpisywać rzeczywistość, tak, że to zasługą Hydry było wiele ważnych wydarzeń. Na polu walki pozostał Sam Wilson z ostatnim fragmentem Cosmic Cube, a także Winter Soldier i Ant-Man, gotowi do wdrożenia planu tego pierwszego. By to nastąpiło, Sam musiał oddać potężny artefakt w ręce złego Steve'a, a gdy ten stał się wszechpotężny, dwójka pzostałych bohaterów trafiła do Kostki, by odnależć Kobik i namówić dziewczynkę do naprawy rzeczywistości.

W międzyczasie brodaty Steve, którego przygody śledziliśmy w tle przez większość eventu, okazuje się być jedynie wspomnieniem po dawnym Rogersie, jaki zachowała Kobik w kostce. Dziewczynka jest załamana i żali się, że nie tak to wszystko miało wyglądać i myślała, że Hydra będzie dobra. Gdy kontaktuje się z nią Bucky, daje się przekonać, by pomóc bohaterom. Tak oto wspomnienie Steve'a staje się prawdziwym Kapitanem Ameryką z krwi i kości, który atakuje swojego złego odpowiednika. Robi to przy pomocy młotu Thora, którego jest godny. Wyjaśnione tu zostało, że zły Steve był w stanie tego wcześniej dokonać dzięki magii Madame Hydra, która sprawiła, że tylko najlepszy wśród Hydry mógł go podnieść. Tak też się stało. Klasyczny Steve otrzymuje też z powrotem swoją tarczę od Sama Wilsona. Gdy bitwa się kończy, Kobik naprawia uszkodzoną przeszłość, jenak nie wszystko powraca do dawnego stanu. Zniszczenie Las Vegas, śmierć Ricka Jonesa i Black Widow wciąż są aktualne. Kadr, który to ukazał wywołał nieco zamieszania, gdyż nie przekazał wprost tych informacji, lecz symbolicznie je ukazał, przez co przez moment wśród fanów pojawiła się nadzieja na to, iż i to zostało odwrócone. Na łamach zeszytu widzimy też, jak do normalności powracają zwykli ludzie. Śledzimy tu głównie bohaterów, którzy zadebiutowali na łamach miniserii, czyli inhumana zwanego Barfem i jego brata. Ludzie pomagają im odbudować dom, choć nie brak też gorzkich momentów, gdy przedstawiciel rządu Stanów nakazuje mu się zrzec praw do odszkodowania za poniesione krzywdy, gdyż ich zdaniem wszelkie działania Hydry nie były bezpośrednio działaniem rządu.

Komiks kończy się symboliczną sceną chłopca bawiącego się figurką Sama Wilsona w roli Kapitana Ameryki, co miałoby jakiś wydzwięk, gdyby ten nie został tak tragicznie potraktowany przez Marvela. Po tych wydarzeniach powraca on do roli Falcona, pozostawiając tarczę Steve'owi. Niewiele było takich momentów, w których Dom Pomysłów pokazałby, że ma na Sama w tej roli jakiś pomysł i wszystko sprowadzało się do tego, że ten w końcu skończy z byciem Kapitanem. Niestety, mimo potencjału, zdecydowano się przerwać ten "eksperyment" i wrócić do dawnego status quo. Wiadomo, że Steve będzie jeszcze jakiś czas mierzył się z konsekwencjami tych wydarzeń, więc czemu by jeszcze przez jakiś czas nie miał odłożyć tarczy na bok? Marvel wydaje się bardzo chcieć zostawić ten okres za sobą, szybko przejść przez pewne odrodzenie Kapitana i rozpocząć nowy etap w jego życiu. Nie dziwię się, ale żal tu głównie Sama, który znów będzie Falconem, a jego nowe przygody pozostaną wciąż w cieniu przeszłych wydarzeń. 


Przejdźmy już do epilogu całej historii, który z początku wydał się klimatyczną i dobrze zilustrowaną opowieścią. Mamy tu dobrego Steve'a Rogersa, który decyduje się dostać do więzienia, w którym przetrzymywany jest jego zły "bliźniak". Wszystko to, by z nim porozmawiać i rzucić światło na pewne aspekty ostatnich wydarzeń. Był to dobry pomysł, ale Spencer nie potrafił poprowadzić ich dialogu. Jest widoczny ogólny zamysł, ale argumenty złego Steve'a i jego przeświwadczenie o niewinności łatwo byłoby zwyczajnie zbić. Mimo wszystko pewne aspekty rozmowy pozostają ciekawe i pokazują, że przeszłe wydarzenia były wciąż jedynie wygraną bitwą, a nie całą wojną. Hydra wciąż będzie istnieć i siać nienawiść i niezgodę, czego dowodem jest strażnik złego Steve'a, który szepcze mu na ucho "Hail Hydra". Dziwi mnie, że twórcy zdecydowali się pozostawić Hydra Capa przy życiu, a nie zmieniając go przywracając do normalności. Po części rozumiem, że bez takiego wyraźniego odróźnienia Kapitanów, klasyczny Steve miałby większe trudności z ponownym zdobyciem zaufania, ale nie takie rzeczy były przez Marvel zamiatanie pod dywan. Ciekwi mnie jednak, co z tą postacią zdecydują się zrobić, czy zostanie nowym Red Skullem? To mogłoby być ciekawe, ale sam zakończyłbym to inaczej. 

Poza dialogiem "bliźniaków", dostaliśmy tu też rzut oka na to, co dzieje się obecnie z Frankiem Castle. Jak wiadomo, dołączył on do Hydry, by w szeregach organizacji kontynuować swoja krucjatę, będąc przeświadczonym, że wszystko złe co robi Hydra Cap, zostanie przez niego odwrócone z pomocą kostki. Strasznie to naciągane i niepasujące do Punishera, ale  dobrze chociaż, że tutaj pokazano, jak uświadamia sobie swój błąd i decyduje się zabić każdego członka Hydry, jaki pozostał przy życiu. Podobny plan ma tajemnicza osoba zabijająca kolejnych bliskich pomocników rządu Hydry, przypominająca w działaniu Black Widow. Przykuwa to oko Winter Soldiera, który decyduje się zbadać sprawę, wierząc, że Natasha może jednak gdzieś tam żyć i się ukrywać. Nic dziwnego, skoro sam Bucky zrobił niedawno coś podobnego. Dowiadujemy się także, że państwo New Tian, utopia dla mutantów, zostaje zlikwidowane przez rząd Stanów, wszystko to za pomocą Sentineli. Wydarzenia te śledzimy oczami Emmy Frost i Beasta, dla którego był to piękny okres, być może dający nadzieję młodym mutantom, że pozytywna przyszłość jest możliwa.


Tak oto skończyło się wydarzenie, jakim było Secret Empire. Dla wielu był lepszy od kilku innych jakie Marvel serwował nam w ostatnich latach i trzeba przyznać, że był on w dużej mierze lepiej napisany. Ale wciąż jednak pełen był zwyczajnie głupich, nieprzemyślanych rozwiązań. Marvel zapewniał, by poczekać z oceną historii aż do jej końca, ale tak naprawdę nie zmienia się ona po wydaniu wszystkich numerów. Secret Empire to seria ze zmarnowanym potencjałem, chcąca być komentarzem politycznych i społecznych wydarzeń, omijając jednak gdzieś sens, którego tak potrzebowała. Bohaterowie będący w rozsypce nie pokazali tu tak naprawdę nic, a całą uwagę skupił na sobie Hydra Cap. To on był gwiazdą tej miniserii i nie pomogło nawet uczynienie z Sama Wilsona twarzy Ruchu Oporu. Zdecydowanie nastąpiło to za późno. Dodatkowo Spencer pisał ten event dość niespójnie, przez co historie, które powinny pojawić się w spin-offach, były w głównej mini, a te rzeczywiście ważne, zdarzały się być obecne gdzie indziej.  

Rysunki w ostatnich numerach to mieszanka taka jaki i wcześniej. Trochę McNivena, trochę Sorrentino, Reis do pomocy przy scenach z Cosmic Cube i kilku innych by uzupełnić poboczne wątki. Żałuję bardzo, że nie zaplanowano tego wcześniej i nie dano wszystkiego w ręce jednego, utalentowanego artysty. Graficzna spójność też jest ważna, widać pewną równorzędną wagę wydarzeń. Gdy się w tym miesza, zaczynają się pojawiać dodatkowe odczucia, klimat historii zmienia się, i traci na tym cała historia. 

Marvel obiecuje, że przez kolejne półtorej roku nie wydadzą żadnego wielkiego eventu tego typu. Nie zabraknie ważnych wydarzeń (powrót Phoenix) czy crossoverów między seriami, ale wszystko to na mniejszą skalę, nie angażując wielu tytułów na raz. Ma to też być ostatnia historia, która stawiała na przeciwko siebie bohaterów. O ile w pierwszym Civil War można było doszukać się jakiegoś sensu, to Avengers vs. X-MenInhumans vs. X-Men, drugie Civil War czy właśnie Secret Empire doprowadziło to wszystko do granic możliwości. Zabrakło pomysłu na dobrego przeciwnika dla bohaterów, przez co musieli mierzyć się sami ze sobą, zniechęcając do siebie swych fanów.  

Koniec Secret Empire nie dał też odpowiedzi na wszystkie pytania. Kim była Madame Hydra? Co z wskrzeszonym Brucem Bannerem? I co dalej z Kobik i Hydra Capem? O części z nich być może jeszcze usłyszymy. Teraz pozostaje jednak już myśleć o Marvel Legacy, które wystartuje w najbliższą środę i pytaniem, czy nowy pomysł wydawnictwa przyniesie mu więcej korzyści niż jego ostatnie poczynania.

Rodzyn

Secret Empire #9
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Leinil Francis Yu, Joe Bennet, Rod Reis 

Secret Empire #10
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Steve McNiven, Rod Reis

Secret Empire Omega
scenariusz Nick Spencer
rysunki: Andrea Sorrentino, Joe Bennet, Joe Pimmentel, Scott Hanna, Rachel Rosenberg 




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.