Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #35 (17.03.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 17 marzec 2008 Numer: 11/2008 (35)


To był dobry tydzień dla fanów Marvela. Pojawiło się sporo udanych komiksów, a nawet jeśli znalazły się osoby, które nie znalazły nic dla siebie, to pewnie zadowoliła ich spora porcja zapowiedzi ujawnionych podczas konwentu WizardWorld w Los Angeles.



WWLA: Secret Invasion
Gil: Teasery spełniają swoje zadanie, bo coraz bardziej napalam się na to wydarzenie. I nieważne, jak wyjdzie - teraz jest fajnie. Ale wracając do rzeczy, uchylono kurtynę o centymetr dalej i zrobiło się ciekawiej. Brian Reed we Frontline to świetna wiadomość - na pewno poradzi sobie lepiej od Jenkinsa. Miniseria z Inhumans to też pozytyw, bo jest potrzebna, ale wątpliwości budzi początkujący w komiksach scenarzysta. Z innego miejsca dowiedzieliśmy się, że będzie też tie-in-mini ze Spider-Manem, co również uważam za dobrą wiadomość, bo lepiej załatwić sprawę tak, niż wciskać ją do ASM. Nie jest wielkim zaskoczeniem, że tie-in w Thunderbolts napisze Gage. Powiem więcej - to nawet lepiej, bo chłopak radzi sobie w crossach, a Ellis niech lepiej napisze coś na zapas. Coraz ciekawiej zapowiada się też Cap Britain i jego MI:13 - wierzę w moc sprawczą Cornella. Coś jeszcze...? Ach, tak! Marvel Boy wraca! Kolejny świetny pomysł, bo trudno szukać lepszego Skrullkillera od wkurzonego Kree. Hm... czyżby szykowała się nowa Skrull Kill Crew? Pozytywnie nastrajają też zapewnienia o spójności i ciągłości z wydarzeniami w Annihilation - mam nadzieję, że to nie czcze gadanie.

WWLA: X-Men
Gil: Kto by się spodziewał, że jednak ta luka między MC, a UXM #500 do czegoś zmierza? I to najwyraźniej do czegoś pozytywnego. Wiadomość o włączeniu Fractiona do ekipy twórców UXM przyjąłem z mieszanymi uczuciami, ale za to gdy przeczytałem, że w grupie będzie Pixie, spadłem z krzesła. Tylko mi jej nie zepsuć! Ale jeśli więcej New X-Manów awansuje do roli X-Manów, to też się nie pogniewam. Byle nie za dużo. Spojrzałem na szkic okładki #500 i zauważyłem nowy krój dresów - to dobrze. Gorzej, że połowy postaci nie poznałem. Druga okładka sugeruje, że Land zmienił styl na mniej fotorealistyczny, czyli jakby równał do Dodsona - nic złego w tym nie widzę. Jeśli chodzi o Astonishing, wiadomości również są pozytywne - nawet włączenie do grupy Storm, bo wiem, że Ellis nie zrobiłby tego ot, tak sobie (chyba, że po prostu ją lubi, w końcu miniserię z nią napisał dawno temu). Szkice Bianchiego wyglądają co najmniej intrygująco. No i wreszcie pozytywne wiadomości na temat X-Factor. One-shot z Laylą w roli głównej to bomba! Mały crossik z Shulkie - rewelacja! I na dodatek PAD rozwiewa moje wątpliwości do do dziecka Terry i Madroxa. Tu nie może być źle. Jest też jedna zła wiadomość - kontynuacja Wolverine Origins. Goddimnit.

WWLA: Spider-Man
Gil: Po przeczytaniu tych informacji zaczynam odnosić wrażenie, że cel Brand New Day został osiągnięty, a twórcy otrzymali prikaz, by powoli kłaść grunt pod odkręcenie wszystkiego. Jeśli to prawda, muszę przyznać, że jest w tym szczypta szalonego geniuszu - narobić huku, rozwalić internet na pół, a potem ujawnić, że to wszystko było tymczasowe. Niestety, jest to bardzo wielkie i ciężkie "jeśli". Poza tym, jeszcze słówko o obecności Marcosa Martina w ekipie twórców. Jedno krótkie słówko: źle! Te kilka stron, które pokazano, wieszczy porażkę. Nie wiem, czy coś lepszego wniesie Joe Kelly, bo już Gale wcisnął dość koszmarnego, decowatego klimatu. Ale powiedzmy, że nadal szklanka jest do połowy pełna.




Amazing Spider-Man #553 avalonpulse0035e.jpg
Gil: Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego: Chcesz zrobić komiks w stylu lat '80, weź scenarzystę, który święcił tryumfy w latach '80. A jednak nie wyszło. Jeszcze przed połową numeru zacząłem się ślizgać po dialogach, zamiast je czytać, bo te potoki słów są wyjątkowo męczące, a mało sensowne, że o śmieszności nawet nie wspomnę. Co dostajemy, to milion sposobów na przekręcanie nazwisk i kolejną postać o teoretycznie nieograniczonych zdolnościach adaptacyjnych (widać, taka moda), a jednocześnie łotrzyka z urazą do Pająka. Niech już przyjdzie inny scenarzysta. Rysownik najlepiej też, bo Jimenezowi się wydaje, że jest drugim MacFarlanem, a nie jest. Ocena: 3/10. Soundtrack: Dire Straits - Money For Nothing.
S_O: Wow. Jeśli tak mają wyglądać wszystkie numery Pająka, to nie dziwię się, czemu jego fani oprotestowali OMD. Dialogi są sztywne, monologi nudne, dowcipy wymuszone i nieśmieszne, bohaterów nie da się polubić... Do tego webshootery JEDNAK się zacięły, najprawdopodobniej z powodu "gęstszej sieci", którą Spidey nagle stworzył off-panel... Bobie Gale, mam dla ciebie radę - wsiądź do swojego De Loreana i przenieś się ze swoimi scenariuszami komiksowymi do połowy lat siedemdziesiątych, tam, gdzie ich miejsce.
CrissCross:
Takie to strasznie płytkie. Niby się gonią i biją, ale nic z tego w zasadzie nie wynika. Ani te walki nie są porywające, ani też nie ma żadnych innych zapadających w pamięć scen. Brakuje czegokolwiek, co zwyczajnie by ten komiks ciągnęło do przodu. To jest po prostu kolejny bardzo przeciętny numer i nic więcej. Godzinę po jego przeczytaniu zapomniałem, o czym był.
Fylyp3g: Raz drugi będę bronił pająka w obecnych rękach. Albo się nie znam, albo się starzeję i taki powrót do przeszłości służy tytułowi (w moim obiorze). Na dobrą sprawę, nie dzieją się jakieś wiekopomne rzeczy. Od, taka przerwa na coś innego. 3 na 6 – dla wybranych.

Amazing Spider-Girl #18
Demogorgon: No proszę, nawet zazwyczaj średnia Spider-Girl w tym tygodniu ma wyższe loty. Co prawda Hobogblin okazuje się być przestępczym konserwatystą, a większość numeru to nawalanka z superprzestępcami, ale czyta sie to szybko i przyjemnie. I serio, fakt, że to Mona jest Crimelordem, nawet mnie zaskoczył (a tak swoją drogą, to mogła dziewczyna wymyślić lepszą ksywkę, nawet niektóre postacie przyznały, że to jest lamerskie) Szkoda tylko, że graficznie mamy standard - Buscema i spółka. 6,5/10
Fylyp3g: Zanudzania część osiemnasta. Rysunków brzydkich, niczym żona po latach nieszczęśliwego małżeństwa, część osiemnasta. Wcześniej czytałem, bodaj zanudzania część szesnastą. Niestety nic się nie zmieniło. 1 na 6 - do cysterny z tym.

Avengers Fairy Tales #1
S_O: Witajcie w naszej bajce. Z powrotem. Cebulski, jak zwykle, w ciekawy sposób wkręcił w treść bajki fragmenty historii Marvela. Tym razem na warsztat poszedł "Piotruś Pan" i muszę stwierdzić, że bardzo dobrze poradził sobie z przedstawieniem Zagubionych Chłopców, choć nie aż tak dobrze z ostateczną walką z piratami, która była strasznie chaotyczna (chociaż to może moce Wandy sprawiły). Miłe czytadło, ale nic więcej.


avalonpulse0035f.jpgAnnihilation: Conquest #5
Demogorgon: Historia Ultrona pokrywa się z tym, czego się spodziewałem, tutaj mnie nie zaskoczono. Ale już pomysł stworzenia Adama Ultrona i całej armii Warlocków to przykład geniuszu! Jak się spodziewam, w ostatnim numerze zobaczymy wielką walkę miedzy Phalanxowarlockami, a robotami Sentry. Szkoda, że okładka Guardians of Galaxy zdradziła nam, że nie mamy co się napalać na śmierć Warlocka lub Phyli. 9/10
Gil: Pierwszy raz muszę napisać, że Conquest mnie rozczarował. Ale tylko troszkę. Spodziewałem się czegoś innego. Ultronocentryczny numer pozwala nam uporządkować trochę chronologię i parę spraw wyjaśnia - to jest w porządku, chociaż akcji jak na Conquest niewiele. Problem zaczyna się, gdy Ultron włazi w Warlocka i oświadcza, że zamierza go powielić, by stworzyć sobie armię. Przed oczami stanęła mi wizja wielkiej bitwy między armią Warlocków, a armią Sentrych, z naszymi bohaterami plączącymi się pod nogami. Mam ogromną nadzieję, że zostanę zaskoczony i tak nie będzie. Na razie tylko 6/10. Soundtrack: Babylon Zoo - Spaceman.
Hotaru: Kolejny dobry numer autorstwa duetu DnA. Naprawdę żałuję, że Conquest jest jedynie miniserią, będzie mi brakowało tego tytułu. Po prawdzie, nie do końca wiem, dlaczego aż tak lubię ten komiks - nie czuję specjalnej sympatii do żadnego z bohaterów, ale nawet pomimo tego to kawałek porządnego s-f, na dodatek osadzony w szerszym continuity. Odniosłem wrażenie, że rysunki też się poprawiły. Szkoda, że to już przedostatni numer.
S_O: Akcja zwalnia przed wielkim finałem, więc mamy czas na prześledzenie historii Wielkiego Ultrona. A jest ona całkiem ciekawa i trzyma się kupy. A poza tym, Wieża Babel staje w płomieniach za sprawą Groota, Ronan wysyła swoje robociki, a... ZOMG! Praxagora się odzywa! Niezłe zaskoczenie, zważywszy na to, że po raz ostatni pozwolono jej otworzyć usta w miniserii Wraitha. Teraz wszystko wygląda na to, że dojdzie do wielkiej walki Adamów Warlocków i Sentrych, ale kto powiedział, że High Evolutionary nie ma jeszcze asa w rękawie?

Dead Of Night feat. Man-Thing #2
Gil: Klasyki ciąg dalszy, a tym razem ponad wszelką wątpliwość dowiedzione zostaje, dlaczego na okładce znalazła się sygnatura imprintu MAX. Nie mówię tylko o nagich piersiach Jennifer Kale, ale o całym wątku bandy seryjnych gwałcicieli. Nie dla dzieci i dobrze poprowadzone, czyli to, co najlepsze w MAXach. Dodatkowo, duża poprawa w warstwie graficznej, więc aż chce się czytać. Ocena: 7/10. Soundtrack: Depeche Mode - Dead Of Night.
S_O: Bardzo mi się podobał sposób wykorzystania Jennifer Kale (to znaczy, w komiksie, nie przez gwałcicieli. Za kogo mnie uważacie?) - postać jest dosyć stara, ale jednocześnie w ostatnich latach pojawiała się na tyle rzadko, że przez większość numeru uważamy ją za zwykłą striptizerkę. Sam Człowiek-Rzecz pojawia się epizodycznie, ale to wystarcza. W końcu on tu tylko featuringuje, prawda?
Fylyp3g: Jeden z dwóch najciekawszych komiksów w tym tygodniu. Lepiej poprowadzony niż poprzedni zeszyt. Bardzo gore, często gore i fajne to gore. Potrzebuję juchy tej więcej. 4 na 6 - goreje.

Avengers: The Initiative #10 avalonpulse0035g.jpg
Gamart: Komiks tygodnia pod względem pozytywnych uczuć wynikających z czytania. Wszystko poprowadzone świetnie i co najważniejsze, zaskakująco. Nie ma patyczkowania się z postaciami. Lecą ręce, głowy, Mutant Zero po tym numerze kojarzy się z jakąś RoboWandąMaximoff, Taskmaster i Ant-Man powalają, a reszta ma duże kłopoty z podczas walki z jednym z najciekawiej ostatnio przedstawionych przeciwników. No i New Warriors pewnie znowu coś popsują. Świetne! I niech się teraz wstydzą ci, przez których Slott dostał w WW tak mało głosów w walce z Whedonem, bo Initiative pod względem fajności jakoś strasznie daleko za Astonishing nie jest. Soundtrack: Roberta Flack - Killing Me Softly
Gil: Historia świetnie się rozwija i wodzi za nos czytelnika. Okładka zapowiada, że ktoś odwali kitę, a potem spoglądamy na wszystkich kandydatów i każdy dostaje swoją szansę. A gdy przychodzi co do czego, ginie ten, którego śmierć ma najmniejsze znaczenie i to już jest trochę mniej fajne. Co jest fajne, to latające części ciała, inicjatywa rekrutów, Blitz von Blitzschlag, "Old New Warriors" reunion, a przede wszystkim Taskmaster i Ant-Man oglądający filmy na iPodzie w środku jatki. Dla takich numerów warto czytać Initiative!
Ocena: 8/10. Soundtrack: David Bowie - Ashes To Ashes.
Hotaru: Nie myślałem, że w tygodniu, w którym wychodzi X-Factor (nie będące częścią Messiah CompleX), przyznam tytuł numeru tygodnia jakiemuś komiksowi z linii Mścicieli. A jednak. To naprawdę fajna historia. Podoba mi się, że przynajmniej tutaj fakt, że ktoś ma jakieś moce, nie czyni go niemal niezniszczalnym. Ilość ofiar powoduje, że łezka kręci się w oku, bo na myśl przychodzi lepsza część runu Kyle'a i Yosta nad New X-Men. Oczekuję jeszcze kilku trupów przed zakończeniem tej historii i nawet mam swoje typy. Keep up the good work!
S_O: Uuuu... To się nazywa coś! Szalejący K.I.A., walka do ostatniej kropli krwi, Old New Warriors wracający do Newwarriorsowania, von Blitzshlag chodzi na prąd, Mutant Zero wraca... wait a second! Czy Bengal powiedział "activated her"? Czyżby Mutancica była robocicą? Mam nadzieję, że chodzi o inne znaczenie "activate", które nie jest związane z wciskaniem guzika "On".
Aha - Panna Chmurka się harda i twarda zrobiła prze ten rok w obozie. No, no.
Fylyp3g: Pomysł z mordem był niezłym chwytem marketingowym, jednak mi nie przypadł do gustu. Dużo nas, mniej nas... A na jedno wychodzi. Mimo to, zeszyt sprawnie poprowadzony. Ogólnie mam mieszane uczucia. 3 na 6 - ujdzie.

Marvel Comics Presents #7
S_O: U Gugga zaczyna się trochę przejaśniać. Jak się okazuje, nietypowy i z tyłka wyciągnięty zespół ma własnego Mephisto, który jest akurat starą Chinką. Allriiiighty then...
Walka o Savage Land dobiega końca, a to za sprawą zombie-dinozaurów. Ale to tylko brzmi głupio, bo Gage'owi udało się to napisać tak, żeby działało i miało sens. A widok Ka-zara w swoim zwyczajowym stroju na posiedzeniu ONZ-u... bezcenne. Ale mógłby chociaż krawat założyć.
Historyjka z Namorem jest taką typową opowiastką do zapomnienia. Wobec czego, już jej nie pamiętam.
I, tak jak przy "Vanguard", historia z Omega Flight też nabiera sensu. Nadal pozostaje wiele pytań, ale mamy już jedną odpowiedź, a brzmi ona: MGH. Czyżby szprycowali Michaela?


avalonpulse0035h.jpgFantastic Four #555
Demogorgon: Dużo tutaj rozczarowań. Po pierwsze wątek Torcha i jego nowej dziewczyny... Od początku do końca wydaje się wciśnięty na siłę. Do tego zarówno Strom, jak i jego nowa panna są narysowani jak psu z gardła. Minus dla Hitcha, Millar ma jeszcze szansę to wyciągnąć. Sam wątek z drugą Ziemią bardzo dobry, pomysł zrealizowany jak trzeba, ale... rany, ta banda idealistów naprawdę myśli, że kilka millionów tępych Amerykanów zrezygnuje ze swojego kochanego prawa do noszenia broni? Wolne żarty, ci goście są bardziej naiwni, niż ja w czasie próby rozmowy z ładną dziewczyną. A gdyby nie fakt, że rozmowa z pierwszej strony toczy się dawno temu, pojechałbym Millara za to, że "żeńska wersja Reeda Richardsa" nie wie, że inteligencję dziedziczy się tylko po matce. Na jego szczęście, kiedy Reed chodził na studia, nikt tego nie wiedział. 6/10
Gamart: Hmm... Ultimates to to nie jest. Jakiś pomysł niby jest i w pewnym stopniu mnie to interesuje, ale wydaje się to wszystko jakieś rozwlekłe. Chociaż przedstawienie Johnny'ego i nowej przeciwniczki ciekawe i podobało mi się. Reszta średnia, ale to Millar i daję szansę. I przy okazji, wolałem Hitcha, jak miał półroczne opóźnienia, ale cudne rysunki niż takie średnie. Soundtrack: Bill Withers - Ain`t No Sunshine
Gil: No i się nie rozkręciło za bardzo. Czytałem wieczorem i prawie zasnąłem, a to o czymś świadczy. Długie opowieści o kopiowaniu świata z poprawnym może naukowo uzasadnieniem, ale tak samo nudnym, jak długim. To wszystko przetykane wspomnieniami ze studenckich czasów Reeda i teorią zazdrości oraz jakąś fioletową panienką. Millar nie jest aż tak dobry. A Hitch? Też jakoś nie zachwyca tutaj, a rysunki pozbawione ramek jakoś wyjątkowo mnie wkurzają. Nie tak miało być. Ocena nie może być wyższa niż 5/10. Soundtrack: King Crimson - The Devil's Triangle.
Hotaru: Trochę łyso. Od kilku miesięcy rozwodziłem się nad tym, jak to Millar i Hitch wywindują Fantastycznych na absolutne komiksowe wyżyny. Za nami już dwa numery i jak na razie nic takiego się nie stało. Hitch rysuje bardzo dobrze, niektóre panele są wprost oszałamiające, a Millar pisze całkiem żwawe dialogi. Dlaczego więc mam wrażenie, że czegoś tu brakuje? I czy w kolejnych numerach to coś się pojawi?
S_O: Tylko pięć szóstych Szatana, więc jest tylko w pięciu szóstych złe. Oczywiście trochę przesadzam, ale... no właśnie - trochę. Oprócz tego, że Millar naczytał/naoglądał się najwyraźniej "Autostopem przez Galaktykę" i postanowił zbudować własną Ziemię (nadal uważam, że jeśli nie jest ona z Paper Mache, to nie mamy o czym mówić), a Johnny załapał się na całkowicie przypadkowy seksik z całkowicie przypadkową superłotrzycą, nie ma w tym numerze nic, powtarzam, NIC, co by mnie zainteresowało. no, może jeszcze opowieść Thinga o randce z nauczycielką, ale koniec końców się nią z nami nie podzielił.
W poprzednim numerze Millar napisał, że czasem nic się nie dzieje przez trzy miesiące. Minęły już dwa. Ostatnia szansa w kwietniu.
PuppetMaster:
przewidywania wielu sprawdziły się. Pierwszy numer runu Millara i Hitcha był tylko rozgrzewką. Motyw sztucznej Ziemi nabiera rozmachu, pojawiają się nowe wątki (dziewczyna Johnny'ego! :D). Również kreska Hitcha jakby lepsza. Czytamy dalej. :)
Fylyp3g: Spodziewałem się po Millarze czegoś więcej. Rysunki na pewno lepsze niż sama historia. Pozostaje nadzieja, że będzie lepiej. 2 na 6 - poniżej oczekiwań.

New Exiles #3
Gil: Sięgnąłem po to z jednego powodu: żeby zobaczyć, czy ten czarny to Black Panther zmieniony w Namora, czy odwrotnie. Okazało się, że to Namor zmieniony w Black Panthera. Brawo, panie Krzysiu, Reggie będzie dumny. Możecie sobie przybić piątkę. Poza tym, tona bullshitu. A niewidzialny samolot to chyba plagiat, nie? To mój ostatni kontakt z tą serią. Ocena: 2/10. Soundtrack: Selex - Jazz.
S_O: Początkowo chciałem tu wstawić tylko smutną emotkę i zasłonić się troską o własne zdrowie psychiczne, ale nie mogłem nie skomentować faktu, że przez któryś numer z kolei Betsy walczy wręcz z osobą w supernowoczesnej zbroi, zamiast użyć swojej telekinezy. Już nie wspominając o projekcjach astralnych walących inne projekcje astralne po mordzie, czy o tym, że Sue potrafi stworzyć za pomocą myśli niewidzialny samolot, ale nie potrafi go unieść. Demencja starcza nie sprawia, że komiks staje się ciekawy.
Fylyp3g:
Po numerze pierwszym, postanowiłem nie czytać drugiego. Po trzecim najprawdopodobniej odpuszczę całą resztę. Skończ waść, wstydu oszczędź. 1 na 6 - d.n.o.


Mighty Avengers #10 avalonpulse0035i.jpg
Gamart: Bardzo przyjemny numer wyszedł Bendisowi. Cała stylizacja na stary komiks wypada przyzwoicie i cieszą wszystkie te smaczki w stylu przymiotników dodawanych do nazwisk autorów czy przypisów na dołach stron, nie wspominając już o imitacji sitodruku. Akcja rozegrana ciekawie, szczególnie cieszy, że w końcu Sentry ma szansę pokazać, że jest z niego całkiem interesująca postać. Jednak ozdobą numeru są zdecydowanie dialogi między Doomem i Starkiem, które po prostu bawią. Jakiś sitcom by się z nimi przydał. Zresztą Bendis nie po raz pierwszy udowadnia, że pisze jedne z najlepszych dialogów w branży. I nawet rysunki Bagley'a jakieś takie dokładniejsze. Następny numer zapowiada się ciekawie, bo Victor nie dość, że cały numer był sobą, to ten wybuch też pewnie o tak się nie zrobił.
Soundtrack: Kansas - Carry On My Wayward Son

Gil: Po ostatnim spadku, Majty Avengers idą w górę. Przedstawienie przeszłości jest interesujące od strony technicznej i wyciąga pozytywy stylu Bagleya, a przede wszystkim jest dobrze poprowadzone. Przynajmniej raz Sentry się na coś przydał. Szybka akcja z Thingiem była świetna, tak samo jak pogaduchy dwóch chłopców w żelaznych mundurkach. Chyba Bendis też nieźle się przy tym bawił. Tylko ta końcówka jest wyjątkowo tania. Ocena: 7/10. Soundtrack: Guns 'N Roses - Paradise City.
Hotaru: Plus za stylizację na komiks retro. I to by było na tyle. Sentry zachowuje się, jakby do przeszłości przeniósł się tylko z połową mózgu. Stark i Doom o mało nie rzucają się sobie na szyje. I te potworne dymki z myślami bohaterów. Bendis - weź się w garść, dammit! Czytałem Ultimate Spider-Mana i wiem, że potrafisz.
S_O: Jest lepiej. Bendis całkiem dobrze uchwycił relacje między Starkiem, a Doomem (swoją drogą, celna uwaga Victora: "A lot more people hate you than hate me" z pozdrowieniami dla civilwarowych popleczników Captaina A.), nieźle udało mu się też napisać zagubionego (zawsze i wszędzie, ale tym razem zupełnie) Sentry'ego. Początkowo solą w oku była dla mnie gargantuiczna ilość dymków myślowych Złotego Obrońcy, ale nie mam serca ich wypominać po tym, jak Sentry stwierdził, że musi przestać mówić do siebie.
Oprawa graficzna też stoi na wyższym niż zwykle poziomie, chociaż to może z powodu imitacji sitodruku, który dodaje stronom oldskulowej klasy.
Tylko ten cliff-hanger... Przecież już raz w ostatnim czasie Stark był w centrum eksplozji... A nie, to była implozja, więc wszystko w porządku.
tig3000:
Bardzo dobry numer, którego bohaterami są Iron Man, Doom i Sentry. I do tego w przeszłości. I bardzo dobrze. Jakkolwiek Bendis dobrze pisze, to im więcej głównych postaci, tym większe zamieszanie. Dlatego tutaj jest wprost wyśmienicie ;) Naprawdę miło się czyta, mimo, iż akcja praktycznie nie posunęła się do przodu (to chyba urok Mighty Avengers... :D Pamiętacie akcję z Ultron/em, która ciągnęła się przez pierwsze numery?). Ale jest bardzo dobrze. Bendis zastosował tutaj wybieg cofnięcia nie tylko bohaterów w czasie, ale również samej stylistyki komiksu. Kto czytał komiksy Marvela z czasów, kiedy Stan Lee pisał jeszcze scenariusze, a John Romita rysował, będą wiedzieć, o co chodzi z tymi przypisami na dole stron. :) Fajne oczko w stronę fanów (do czego Bendis nas już przyzwyczaił, ale nie jest na szczęście przewidywalny).
Przy okazji, znów mamy powrót do historii Sentry'ego, która była pokazana w New Avengers. Heh.
Komiks kończy się jednym, wielkim BUM i po prostu nie mogę się doczekać, do czego to prowadzi.
Jest bardzo dobrze, a poprzedni numer też nie był zły :P
Fylyp3g: Dobry numer. Fajnie rozrysowany, choć nieco przegadany. Na razie klimat troszkę schizofreniczny się udziela, ale zapowiada się naprawdę ciekawa historia. 3 na 6 - będzie dobrze.

Nova vol. 4 #11
Gil: Kvch! Kvch! KVCH! Nie, to nie kaszel - to nazwa planety, której populacja istot organicznych zwiększyła się o 300% i na której nagle zrobiło się gorąco. Pewną niespodzianką jest powrót Warlocka, który może budzić wątpliwości, ale jednak jest uzasadniony i poprawny. Co więcej, jest dobrze poprowadzony, a wspomnienie o New Mutants jest całkiem przyjemne. Obawiałem się o rysunki Pelletiera, ale poradził sobie zaskakująco dobrze. Ocena: bardzo mocne 7/10. Soundtrack: Gary Numan - Are Friends Electric.
S_O: Dziękuję DnA za poprawienie mi nastroju po Claremoncie. Numer jest całkiem ciekawy, obecność Warlocka jest bardzo dobrze wytłumaczona, podobnie jak cel jego pobytu na Kvch. Nowy rysownik także daje radę (oczywiście, dobra jakość rysunku oznacza w przypadku tej serii barDDzo przekonująco narysowaną Gamorę). No i mamy już dwóch Warlocków zamieszanych w conquest.
Fylyp3g: Warlock wrócił i będzie dużo gadał. Normalnie nie przepadam ze zbytnim nawarstwieniem dialogów, jednak tym razem udało się znaleźć sensowny konsensus. Co nie zmienai faktu, iż fajerwerków brak. 3 na 6 - dla wybranych.

The Last Defenders #1

Gil: Gdy wyszła pierwsza zapowiedź tej serii powiedziałem, że to nie może się udać. Podtrzymuję swoje zdanie. Defenders już raz zdobyli tytuł najgorszej serii komiksowej i chyba Joe Casey zapragnął mieć go w swojej kolekcji, bo jest kiepszczyzna. O ile włączenie Defenders do Inicjatywy jest logiczne, to już zepchnięcie ich do Jersey i wciśnięcie do drużyny przypadkowych postaci jest wyjątkowo kiepskim gagiem. Humor nie działa, interakcje nie działają, nic nie działa. Jeśli cokolwiek może poprawić odbiór, to zarzucenie komedii i wprowadzenie porządnego przeciwnika. Dam im jeszcze jedną szansę, ale na razie ocena: 4/10. Soundtrack: The Pixies - Where Is My Mind.
Hotaru: Miałem się za ten komiks nie zabierać. Zobaczyłem jednak zwiastun i pomyślałem "Hej, skoro dają takie szkaradne rysunki, to znaczy, że scenariusz musi bronić ten tytuł pomimo szaty graficznej". Gdybym pomyślał "Hej, dają takie szkaradne rysunki bo scenariusz nie zasługuje na nic lepszego", byłbym bliżej prawdy. Przygotowałem sobie tyradę na temat tego numeru, ale nie warto - szkoda na to zużywać klawiaturę. Śmieć.
S_O: Kolejna dysfunkcyjna drużyna. Świetnie. Zajrzałem po to, żeby się dowiedzieć, jakim cudem zebrano taki zespół. Jak się okazuje, Casey zapomniał, że Stark już nie pije i zespół jest wynikiem jego pijackich pomysłów. Albo coś w tym stylu. Niemniej, przerywniki porozrzucane po świecie są na tyle intrygujące, że pewnie sięgnę po następny numer.

avalonpulse0035j.jpgThunderbolts #119
Demogorgon: Najbardziej niestabilny psychicznie zespół wszechczasów znów nie zawodzi. Venom tak zaszalał, że nadział się na miecz Swordsmana, Moonstone uzależniła się od gier komputerowych, a Norman... A Norman to klasa sama w sobie, a jego teksty są arcydziełem. Nawet pomysł z Samsonem był niezły, facet pokazał klasę. Brawa dla Ellisa za numer tygodnia. 10/10
redevil: Szkoda, że z takim opóźnieniem, niemniej najnowszy numer robi dobrze. Czasem po przeczytaniu nie wiem, dlaczego ta seria mi się podoba, ale podczas czytania przypominam sobie - to ciągłe uczucie paranoi, popapraństwa i przerażającego absurdu czyni tę serię wyjątkową. A w najnowszym numerze znów dzieje się dużo, choć akcja posuwa się raptem o kilka minut - Swordsman i ta jego obsesja na tle siostry jest naprawdę chora, ale że chłopak znalazł w tym wszystkim czas na użycie spreju wywołało u mnie silne wrażenie, że postać jest z krwi i kości, do bólu szalona i prawdziwa. Leonard - w tym wydaniu naprawdę ciekawy, Penance, który właściwie siedzi i nic nie robi, ale wciąż pozostaje ciekawą postacią, bo jeden panel z jego udziałem może zwiastować ciekawą przyszłość; no i Norman na czele wszystkiego. Ja nie wiem, co Ellis bierze, kiedy to pisze, ale mi się udziela. 10/10
Gamart: Porypany komiks i dlatego świetny! Opłacało się czekać. Telepaci szaleją, Osborn szaleje, Sword...eee Baron Strucker chce zamku i Polski, Leonard jest jednym z najlepszych psychiatrów, więc robi gamma combo i wygrywa z telepatami, Penance ciekawi i elektryzująca końcówka, pokazująca, jak się kończą spotkania psycholi. Zresztą ja tu bełkoczę, a wszyscy powinni już czytać. Wiecej chcę. Soundtrack: The Sex Pistols - Anarchy In The U.K.
Gil: Wiedziałem, że się nie zawiodę. Mimo długiego oczekiwania, bez problemów wskakujemy w ciągłość zdarzeń. A dzieje się dużo i intensywnie. Niespodziewanie, najbardziej intryguje Len Samson i jego agresywna antytelepatyczna ochrona - czyżby Ellis chciał się pobawić Krasnym Hulkiem? Momentów jest wiele, ale jak zwykle rządzi końcówka, czyli jeden miecz, jeden cios i jeden bardzo dziurawy człowieczek. Nie powiem, kto.
Ocena: 8/10. Soundtrack: Tool - The Pot.
S_O: Dzieje się! Oj, dzieje się! Telepaci mają kupę zabawy, podczas gdy Moonstone zabawia się na komórce, Norman najwyraźniej idzie przymierzyć swoje zielono-fioletowe rajtuzy, Swordsman smaży Thunderboltowych Stormtrooperów... a Samson jako jedyny wie, o co się tu rozchodzi, ale zbyt wygodnie siedzi mu się w fotelu i popija piwko. I tak, prawdziwe są plotki, że pojawia się jeden szaszłyk.
PuppetMaster:
WHOA! To znaczy - poziom utrzymany. Akcja wewnątrz Thunderbolts Mountain zagęszcza się, nie ma mowy o klasycznym czarno-białym konflikcie my-oni. Penance i Swordsman pokazują pazury. Ale dla i tak gwiazdą numeru jest wkurzony Osborn (i odniesienie do Polski :P).

Wolverine vol. 3 #63
redevil: No proszę, okazuje się, że można opowiadać jeszcze ciekawe historie z Loganem, można wyciągać z jego przeszłości coś więcej niż kolejne japońskie kochanki i dać jeszcze rysownika, który narysuje to w ładny sposób. Więc pytam się, dlaczego dopiero teraz, na co byli loebowie, guggenhajmy i inne popierdółki? I nawet przeciwnik Logana tak znany, eksploatowany, to jeszcze potrafi zaskoczyć przebraniem (ach, te zakonnice:) i wszystko jeszcze idealnie mieści się w post "messaiah complexowej" rzeczywistości. 7/10
Gil: Jest prawie tak samo jak poprzednio: gonitwa za Mystique, garść flashbacków, jakaś niby chytra zagrywka, ludkowie w turbanach i Garney udający Romitę juniora. Lepsze to od team-upu Guggenheima z Chaykinem, ale czy dobre? Może komuś się spodoba, ale dla mnie tylko te flashbacki są cokolwiek interesujące. Ocena: 5/10 Soundtrack: Sandra - Maria Magdalena.
S_O: Heh. Początek numeru stoi w sprzeczności z końcówką runu Guggenheima, ale mi to nie przeszkadza, bo jestem bardziej niż chętny, żeby traktować numery 57-61 jako zły sen. Gang Mystique z retrospekcji całkiem ciekawy, podobnie, jak jej "tamtejszy" plan.
A w teraźniejszości? Świetna rozmowa przy kieliszku łowcy i ofiary, jak również genialne wrobienie Logana w barową bójkę. No i ten koniec, z załatwieniem sobie posady senatora... Będzie się działo!
Fylyp3g: Historia sprawnie poprowadzona, fajnie narysowana. Nic ponadto. Od Wolverine oczekuję więcej. Kolejna powtórka z rozrywki. 3 na 6 - dla wyznawców kultu Rosmaka.

X-Factor vol. 3 #29
avalonpulse0035k.jpg
redevil: Piszę na gorąco - czytam pierwszą stronę i zbieram szczękę z podłogi, a ręce same układają się do oklasków. Myślę, że dla tej jednej strony warto było przeczytać numer... przewracam kartkę i jest jeszcze lepiej, dialog Madroxa i Guido ścina mnie z nóg, dobrze, że szczęka leży na podłodze, bo zahaczyłbym o nią na pewno, gdy spadając mijałem blat biurka. Aż boję się zajrzeć na stronę numer trzy... ale dla Was drodzy czytelnicy wszystko, niemniej nieomal udusiłem się ze śmiechu przy kolejnej wymianie zdań obu panów. Na dziś więc to tyle, dziewczyna przyniosła mi gorącą herbatę i jabłko z nożem do obrania i nie chcę ryzykować życia...
Ekhm...tu dziewczyna reda, kazał napisać, że jednak nie wytrzymał i przeczytał komiks do końca, no prawie, przy rozmowie Siryn i Monet zaśmiał się, oblewając się herbatą, a gdy podskoczył z bólu, spadając wbił sobie nóż w tyłek i teraz jedziemy do szpitala. Ocena: zabrakło skali.

Gil: Koniec crossów, koniec przejściówek, X-Factor, które znamy i kochamy, wróciło! W tym numerze poznajemy wszystkie znaczenia słowa "nieporozumienie" i dowiadujemy się, jak może się na człowieku zemścić. Ponadto, już bez ogródek, do gry wkracza Arcade i jest to jak zwykle gra przez duże "G". Pytanie tylko, kto go wynajął? Coś mi mówi, że to będzie niespodzianka, której wszyscy się spodziewany. Coś mi tylko nie do końca zagrało w rysunkach, ale nie na tyle, żeby obniżyć ocenę. Ta ocena to: 8/10. Soundtrack: Nina Simone - Don't Let Me Be Misunderstood.
Hotaru: Brakuje mi Layli. Mam nadzieję, że Peter David szybko znajdzie dla niej jakiś substytut, bo jakoś bez panny Miller wszystko się sypie. Średni ten numer, niestety nie wciągnął mnie tak bardzo, jak bym sobie tego życzył. Wierzę jednak, że scenarzysta ma kilka asów w rękawie. I mam nadzieję, że to nie ta dwójka, która ma dołączyć do tytułu.
S_O: Jest świetnie! Prawie każda strona to swoisty majstersztyk! Rozmowa Guido z Madroxem, rozmowa Theresy z Madroxem, rozmowa Theresy z Monet, rozmowa Guido z Rictorem, rozmowa Arcade'a z Rictorem... długo by wymieniać! A to tylko te lepsze rozmowy... Koniec końców, jest świetnie, i to nawet braku Layli.
CrissCross:
Takie sobie. właściwie nie ma jakiegoś drastycznego spadku formy, ale też niewiele tu się nowego dzieje. Grupa jest rozrywana przez problemy wewnętrzne i dlatego też z raczej humorystycznej historyjki, jaką mieliśmy jeszcze przed MC, wychodzi teraz jakiś taki dramat. Mam jednak nadzieję, że kryzys szybko minie. Seria traci bardzo dużo przez nieobecność Layli.
Fylyp3g: Tytuł tygodnia. Wszystko super. Peter David i bez panny Miller potrafi pisać świetne zeszyty. Nowe numery mógłbym czytać co tydzień. Ba, codziennie. 5 na 6 - trzeba.



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:

avalonpulse0035a.jpgAnnihilation: Conquest #5

Autor: Aleksi Briclot

Hotaru: Doskonale rozumiem zachwyt Richarda Georga z IGN nad tą okładką. Ba, sam się nią zachwycam. Nie chcę brzmieć jak jakiś nastoletni podekscytowany półgłówek, ale ten rysunek to naprawdę mistrzostwo świata. Genialna gra światła i cienia, oddanie ograniczonej przejrzystości powietrza, arcypiękne szczegóły postaci Ultrona czy też mechanizmu nad jego głową (jaka szkoda, że w wersji przeznaczonej do sklepów przesłoni go logo tytułu), przecudowne efekty specjalne - miodzio. Gdybym dorwał ten rysunek w rozmiarach 1,5 x 2 metry, to bym go sobie powiesił na ścianie. Jeśli szukaliście idealnej komiksowej okładki, nie szukajcie dużej - oto ona.

avalonpulse0035b.jpg Fantastic Four #555

Autor:
Bryan Hitch

Lex: Fantastic Four Millara i Hitcha na razie trochę zawodzi, ale ta okładka zasługuje na wyróżnienie. Nasi bohaterowie otoczeni przez setki zwykłych osób wyróżniają się na ich tle. Obdarzeni nadludzkimi zdolnościami, ale nie pozbawieni zmartwień i kłopotów. Tyle tylko, że ich problemy są mniej "szare" niż otaczających ich "szaraków".
Warto zwrócić uwagę na liczbę różnych twarzy, które przygotował Hitch - na pewno nie poszedł na łatwiznę.


avalonpulse0035c.jpgThunderbolts #119

Autor:
Marko Djurdjevic

Gamart: Okładki do Thunderbolts pisanych przez Ellisa od początku zachowują wysoki poziom, a ja po raz kolejny muszę wyróżnić rysunek Marko Djurdjevica. Tym razem otrzymujemy, razem ze świetną kreską, ujęcie zespołu w stylu Quentina Tarantino, który w każdym swoim filmie musi mieć scenę, gdy bohaterowie widziani się od dołu [najcześciej z poziomu otwartego bagażnika]. Patrząc na ten rysunek Djurdjevica, czytelnik ma wrażnie, że sam jest kolejną ofiarą zespołu. Szczególnie sugestywna jest sięgajaca po nas ręka Radioactive Mana. Postacie świetnie namalowane, szczegółowe i pomysł. Wiecej nie wymagam od dobrej okładki.

Gniot tygodnia:

avalonpulse0035d.jpg The Last Defenders #1

Autor:
Steve McNiven

Gamart: Okładka nie jest narysowana źle, jeżeli chodzi o styl, ale pomysłu już nie ma żadnego. Ot, wciśnięte głowy członków zespołu na tle jakby żywcem wziętym z podstawowych wypełniaczy w jakimś prostym programie graficznym. Całość wypełnia Nighthawk w jakiejś bezsensownej pozie. Tańczy? Trenuje jakieś sztuki walki? Idzie krokiem marszowym? Straszliwie nudna okładka, która średnio zachęca do kupienia komiksu.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.03.12



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.