Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Avengers: Wieczni Avengers - Krzysiek Ceran


Najnowszy album nominalnie jest tie-inem do Grzechu pierworodnego, choć w polskim wydaniu nie wskazuje na to nic poza tym, że słowa "grzech pierworodny" wpleciono w zajawkę umieszczoną na tylnej okładce. Jeden z punktów zwrotnych tamtej historii – moment, gdy na jaw wychodzą różne sekrety i tajemnice – jest dla Hickmana punktem wyjścia, wymówką, dzięki której Steve Rogers przypomina sobie wspomnienia, których pozbawił go Doktor Strange. 

Doktor Strange? Usuwanie wspomnień? Co to ma wspólnego z serią Avengers? Cóż, jakiś czas temu ostrzegałem, że od pewnego momentu czytanie samych Avengers, bez znajomości New Avengers, mija się z celem. Ten moment jest już daleko za nami. Teraz pierwsza historia zNew Avengers jest punktem zapalnym dla obecnej historii w Avengers, a dalej będzie już tylko bardziej skomplikowanie. 

W każdym razie – Kapitan Ameryka pamięta, że Iluminaci znowu się zebrali i debatowali o niszczeniu światów, więc zbiera paru kolegów i idzie porozmawiać z Tonym Starkiem. To jest dobre, mocne otwarcie. Zapowiadany konflikt ma mocne podstawy, obaj bohaterowie mają swoje niezbywalne racje (pal sześć, że czyta się to trochę jak remiks Kryzysu tożsamości DC Comics). W związku z tym strasznie żałuję, że dosłownie chwilę później Hickman postanowił wykoleić tę historię. 

Oto bowiem pojawia się Kamień Czasu – pamiętacie początek New Avengers? Po powstrzymaniu pierwszej Inkursji, Kamienie Nieskończoności rozpadły się – wszystkie poza Kamieniem Czasu, który zniknął. Teraz wrócił, kierowany... imperatywem narracyjnym? Nie znajduję innego wyjaśnienia. No więc Kamień Czasu wraca i zabiera naszych bohaterów na wycieczkę w czasie, skacząc coraz dalej w przyszłość. Przy każdym skoku paru kolejnych bohaterów... potyka się w strumieniu czasu i wypada z niego, więc grupka bohaterów robi się coraz mniejsza. 

A ja z każdym skokiem naprzód zadawałem sobie pytanie po jaką cholerę Hickman to napisał i, co ważniejsze, po jaką cholerę ja to czytam. 

Album New Avengers: Inne światy nazwałem zapychaczem, ale był to zapychacz, który przynajmniej ciągnął wątek Namora i T'Challi oraz kładł fundamenty pod konfrontację z następnego albumu. Nie mam natomiast pojęcia, czemu mają służyć Wieczni Avengers. Tak, mamy tu początek konfliktu Rogersa ze Starkiem. To jest jeden zeszyt. Jeden zeszyt z sześciu zawartych w tym albumie. Reszta to jakaś wycieczka krajoznawcza, która donikąd nie prowadzi, niczemu nie służy. Słowo daję, nikt tu niczego nie zyskuje. Bohaterowie niczego się nie dowiadują, nijak to na nich nie wpływa. Czytelnik... Mogę mówić tylko za siebie – a ja akurat byłem znudzony i zirytowany. 

Jasne, są tu dobre momenty. Szczególnie dwie sceny z Franklinem Richardsem – jedna, gdy wspomina wizytę "cioci Nataszy" i druga – z drzewem. Rysunki Yu są porządne. Od strony graficznej najlepsze są kolory – niektóre sceny są utopione w klimatycznej ciemności, przetykanej pojedynczymi punktami koloru i światła, inne – zwłaszcza potykanie w strumieniu czasu – zalane są oślepiającą bielą. Od tej strony jest to niezwykle ładny komiks. 

Tylko co z tego, skoro jest nudny i niepotrzebny, a jedyny obiecujący wątek – konflikt Starka i Rogersa – zostaje odstawiony na bok chwilę po tym, jak zostaje zawiązany? 

1,5/5 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

Avengers: Wieczni Avengers
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunek: Leinil Yu
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginalny: Marvel Comics
Liczba stron: 144
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena z okładki: 39,99 zł




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.