Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 16.08.17

avalonpulse0.png

 Kolejna środa za nami, pora więc podsumować kilka premierowych zeszytów. W tym tygodniu piszemy dla Was o nowych numerach All-New Guardians of the Galaxy, Astonishing X-Men i X-Men Blue oraz o finałowym zeszycie Ultimates2.




scenariusz: Gerry Duggan
rysunki: Marcus To

Rodzyn: Gdy zobaczyłem Marcusa To w roli rysownika tego numeru od razu stwierdziłem, że będziemy mieć tu do czynienia z kolejną retrospekcją, bo tak już jest w tej serii, że główną fabułę ilustruje Aaron Kuder a pozostałe numery, skupione na osobistych przejściach członków Strażników, tworzą gościnni artyści. Okazało się jednak, że jest inaczej i To kontynuuje wątek walki drużyny z Bractwem Raptorów, a konkretnie Petera Quilla ścigającego ich przywódcy w celu zdobycia lekarstwa dla Rocketa, który został ranny w szóstym numerze. Po części mamy więc historię skupioną wokół jednego z bohaterów i muszę przyznać, że walka Star-Lorda z Talonarem to świetna lektura i oglądanie ich zmagań, również słownych przepychanek, to coś czego oczekiwałem po tym tytule. Dodatkowo Marcus To to świetny artysta, wszystko ukazane jest płynnie i dynamicznie, nie żałuję więc aż tak, że zabrakło na ten numer Kudera. 

Kolejny numer zdradzi nam, dlaczego Groot jest znów mały i już się nie mogę doczekać tej historii.





scenariusz: Charles Soule
rysunki: Mile Deodato Jr.

Krzycer: Bardzo porządny numer. Dziwny, tak. Nie wykłada nam zasad "gry" między Xavierem i Shadow Kingiem. Nie precyzuje, do jakiego stopnia King kontroluje Xaviera. Ale wykorzystuje plan astralny, by zaserwować nam absurdalny teatrzyk. Właściwie to mogło być trochę dziwniej, tych podmian mogło być więcej, ale i tak - była to fajna sytuacja. Znalazło się też miejsce na trochę humoru. 

Jakby oceniać każdy numer z osobna, mam poczucie, że poprzedni dał mi więcej. Ale jako wstęp do większej całości - jest dobrze, jest naprawdę dobrze. To może być pierwszy naprawdę udany komiks Soule'a o mutantach. 


scenariusz: Al Ewing
rysunki: Travel Foreman, FIlipe Andrade, Macro Lorenza, Scott Hanna

Rodzyn: Coś, co początkowo mogło wydawać się tanim chwytem marketingowym okazało się jedną z lepszych serii, jakie Marvel miał w ofercie. W tym tygodniu Ultimates autorstwa Ala Ewinga dobiegli jednak końca. Na przestrzeni 22 numerów stworzył on angażującą historię, redefiniując postać Galactusa i próbując stworzyć nowy kosmiczny ład dla Uniwersum Marvela, co ostatecznie udaje mu się osiągnąć.

Numer ten, jako setny w historii Ultimates, nawiązuje do początków oryginalnej drużyny przywracając jej członków do życia. Robi to w bardzo interesujący sposób, a sam Ewing trochę bawi się tymi postaciami, pokazując ich w nieco przerysowanym stylu m.in. naśmiewając się ze słynnego tekstu Kapitana o literze A na jego czole. To jednak zaledwie przygrywka do dalszego ciągu, gdzie dzieją się naprawdę epickie rzeczy. Powiem szczerze, że tak jak Jonathan Hickman w swoim runie w Avengers/New Avengers zwieńczonym Secret Wars nigdy nie dał mi odczuć skali tamtych wydarzeń i przedstawiał dla mnie pewne suche fakty, tak Ewing od początku swojego runu zaangażował mnie w wydarzenia i czytając ten numer czułem ich znaczenie i kibicowałem naszym bohaterom.

Mogę jedynie scenarzyście zarzucić, że przez to wszystko na dalszy plan zeszły zwykłe relacje między członkami jego podstawowej drużyny, jednak rozumiem, że nie można było mieć wszystkiego w tak kulminacyjnym punkcie. Ewing dostarcza dla nich na sam koniec krótkie, satysfakcjonujące zwieńczenie tego etapu w ich życiu i być może przemawia przeze mnie teraz głównie to, że chciałbym poczytać o nich coś więcej. Chciałbym, żeby ta historia się jeszcze nie skończyła lub miała dalszy ciąg. Ultimates w wykonaniu Ewinga byli jedną z ciekawszych drużynówek i szkoda, że to już koniec. To co mnie jednak cieszy, to zwieńczenie budowanego od początku wątku Galactusa, który jest czymś, czego chciałem, ale bałem się, że Marvel będzie chciał powrócić do status quo. Oby szybko tak się nie stało.



scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: Thony Silas, Cory Smith

Krzycer: No dobra, zacznijmy od najlepszego motywu. Emma chcąca wgrać miniScottowi do głowy dorosłego Scotta to świetny wątek. Scena, gdy miniScott mówi do miniJean "nie jesteś moją Jean" jest najlepszą sceną numeru. 

Problem zaczyna się w momencie, gdy stwierdzam, że to tak świetny motyw, że chciałbym, żeby został zrealizowany i przestaję kibicować nominalnym bohaterom komiksu. (A biorąc pod uwagę, że Emma miesiącami zwodziła świat iluzją Cyclopsa w "Death of X", tak naprawdę jesteśmy tylko o krok od drobnego retconu - wystarczy "ujawnić", że gdy Scott umierał Emma wchłonęła jego jaźń do swojego umysłu, by mieć wymówkę dla jej szaleństwa i furtkę, by taki nadpisany miniScott był "prawdziwym" Cyclopsem.) 

Ale trudno, nie tym razem. Może kiedyś. Na razie nasi bohaterowie tryumfują, a Bunn wrzuca kilka ciekawych zajawek. Danger, Polaris i Briar jako "nauczyciele" O5, wszystko pod okiem Magneto? Jestem zaintrygowany. Emma i Havok współpracujący z Miss Sinister i jeszcze bardziej szalonym niż zwykle Bastionem? Ok, chcę wiedzieć więcej. 

Chciałbym wiedzieć m.in. czy Havok jest sterowany przez Emmę i skąd właściwie tu ten Bastion (czy on nie został po raz kolejny ostatecznie pokonany w "Second Coming"?), ale na razie wystarczą mi ciekawe zajawki. 

Tylko kurczę, naprawdę chciałbym, by Emmie się udało... 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.