Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Power Man and Iron Fist (2016) vol. 1-3 - Rodzyn


Gdy sięgnąłem po raz pierwszy po tę serię i jej pierwszy numer, coś mi w niej nie grało i odpuściłem śledzenie jej na bieżąco. Danny Rand w wykonaniu Davida Walkera wydawał się głupkowatym, bezmyślnym towarzyszem Luke'a i przeczytanych przeze mnie komiksach z nim nie za takiego go uważałem. Do tego rysunki Sanforda Greene'a miały pewne niedociągnięcia, więc nie było w pierwszym numerze czegoś, co by mnie mogło przy serii zdecydowanie zatrzymać. Ostatnio postanowiłem do niej wrócić, gdyż po piętnastu numerach została zamknięta i był to dobry moment na sprawdzenie, czy coś straciłem nie czytając tej serii na bieżąco. 

Pierwszy tom serii zaczyna się od spotkania Luke'a i Danny'ego, którzy wspólnie odbierają z więzienia Jenny, ich dawną sekretarkę. Kobieta trafiła tam, gdyż zabiła swojego chłopaka, choć utrzymuje, że była niewinna. Bohaterowie jednak nie byli w stanie tego udowodnić. Teraz, gdy jest na wolności, prosi ich o jedną przysługę i Danny bez wahania zgadza się, cokolwiek by to nie było. Okazuje się, że muszą zdobyć pewien najszynik, który jest w posiadaniu Tombstone'a, a sama Jenny nie mówi im o nim całej prawdy. Cała sytuacja staje się dla Danny'ego pretekstem do odnowienia współpracy z Luke'iem, na którą ten ostatecznie się zgadza.

Kolejne wydanie zbiorcze tej serii to tie-in do Civil War II, choć nieistotny dla głównej fabuły eventu, a jedynie czerpiący z niej pewne wątki - sami bohaterowie na początku zaznaczają, że nie chcą się opowiadać po żadnej ze stron, jednak rzeczywistość będzie inna. Okazuje się, że ktoś porywa byłych złoczyńców i budzi to niepokój wśród innych zreformowanych przestępców oraz członków ich rodzin, którzy zgłaszają się o pomoc do Luke'a i Danny'ego. Przez całe zamieszanie, jakie z tego wyniknie, jeden z Bohaterów do Wynajęcia trafia za kraty więzienia, a drugi zostaje zatrzymany przez Carol Danvers, która otrzymała od Ulyssesa (inhumana przewidującego przyszłość) wizję, jak ten uwalnia przyjaciela zza krat. Żałuję, że przez ten ebent również w tej serii bohaterka ta musiała zostać nienajlepiej potraktowana i to ją obiwinia się z głupoty scenariuszowe bendisa. Wracając jednak do historii, mamy tu więc także kilka gościnnych występów innych superbohaterów oraz przedstawienie kolejnych paru ciekawych postaci, które zaczynają tworzyć interesujący drugi plan w tej serii.  Drugi tom to także jeden specjalny świąteczny zeszyt, który był bardzo przyjemną historią, jednym z lepszych takich wydań jakie pamiętam z ostatnich lat.

Finałowy album z przygodami Power Mana i Iron Fista kontynuuje bezpośrednio wątki z drugiego tomu, gdyż okazuje się, że za zniknięciami stał ktoś jeszcze, nowy gracz w walce o wpływy w Harlemie. Jego tożsamości nie zdradzę, powiem tylko, że na przeciw Tombstone'a stanie także Black Cat. Album ten pełen jest złoczyńców, którzy zajmują miejsce po różnych stronach konfliktu, a w samym środku walk znaleźli się Luke i Danny, starający się na nowo zaprowadzić porządek. 

David Walker, mimo moich początkowych wątpliwości, okazał się właściwą osobą na własciwym miejscu. Pisane przez niego przygody Power Mana i Iron Fista to komiks, jakiego oczekiwałem, a nawet trochę więcej. Nie tylko udało mu się dobrze kontynuować relację między tą dwójką, ale zbudował wokół nich ciekawą obsadę. Zarówno ich nowi pomocnicy, chociażby świetny Senor Magico, jak i dawni przeciwnicy, to ktoś, dla kogo z przyjemnością chciałem czytać kolejne numery. A to pewien wyczyn, gdyż Walker świetnie ukazuje oryginalne charaktery wielu osób, ciekawie prezentują się chociażby Black Mariah czy Tombstone. Do tego interesujące i nie rzadko zabawne są relacje między postaciami, nie tylko tytułową dwójką, ale chociażby między Luke'iem a jego żoną, która nie pochwala jego ponowych przygód z Dannym. 

Poza samymi postaciami, interesująco napisana jest sama historia. Choć łatwo ją podzielić na trzy etapy, jak zrobiłem to powyżej, to odbieram ten album jako pełną historię, którą trzeba poznać w całości, by ją w pełni docenić. Luke i Danny trochę tu przeszli i szkoda, że nie zacieśniło to ich współpracy, a Marvel zdecydował się ich rozdzielić i stworzyć dwie solowe serie. Ma to jakiś sens ekonomiczny, ale po raz kolejny wydawnictwo pokazuje tym, że nie liczy się dla nich pewne budowanie bazy czytelników, eksplorowanie tego, co mają do zaoferowania scenarzyści, tylko tworzą kolejne serie, które oczywiście również mogą mieć potencjał, ale szkoda, że kosztem innych dobrych tytułów. W ostatnich latach tylko niewielu, poza flagowymi tytułami, udało się utrzymać swoją serię na dłużej niż piętnaście numerów, choć to i tak wyczyn w chwili, gdy Marvel kasuje serie już w okolicach szóstego zeszytu. 

Rysunki w albumie to przede wszystkim praca Sanforda Greene'a i nie zmieniam zdania, jakie miałem przy pierwszym wrażeniu, to dobry artysta, bardzo charakterystyczny i idelny do komiksu akcji z pewną dozą humoru, ale wydaje się, że nie jest odpowiednim artystą do regularnego dostarczania kolejnych numerów serii co miesiąc, przez co widać niedocięgnięcia, a do tego musiał być zastępowany kilka razy. Flaviano, któremu przyszło rysować kilka numerów to podobny artysta, choć precyzyjniejszy i nie aż tak wyróżniający się. Jego rysunki oglądało się jednak bardzo dobrze i świetnie uzupełnił Greene'a. Również Scott Hepburn i Elmo Bondoc nieźle wpisali się w klimat serii i dostarczyli ciekawe pojedyncze numery.

Żałuję, że Power Man and Iron Fist nie przetrwali dłużej i nie daruję sobie, że nie dałem tej serii wcześniej drugiej szansy. Danny Rand z czasem okazuje się być bliższym jego wcześniejszym przedstawieniom, a jego zachowanie wynikało z pewnej ekscytacji z ponownego działania z Luke'iem, a przynajmniej ja to sobie tak tłumaczę. Szkoda mi bohatej obsady, jaka tu się utworzyła i liczę, że David Walker jeszcze kiedyś powróci do kilku z tych bohaterów. Na ten moment skasowano także inną jego serię, Ocuppy Avengers, więc tam szansa przepadła. Z czasem będę musiał jednak zapoznać się z solowymi przygodami Luke'a Cage'a jego autorstwa, które również nie zachwyciły szczególnie od początku, ale były solidnym superbohaterskim komiksem. 

Myślę, że kto chciałby lepiej poznać tych bohaterów, może w zupełności sięgnąć po ten komiks i podobnie jak ja cieszyć się z ich przygód w Harlemie. Power Man i Iron Fist to świetny duet i seria ta dobrze podkreśla ich relację i siłę jaka wynika z ich wspólnego działania.


Rodzyn

Power Man and Iron Fist vol. 1 The Boys are Back in Town
scenariusz: David Walker
rysunki: Sanford Greene, Flaviano
zawiera: Power Man & Iron FIst (2016) #1-5
cena: $15,99
liczba stron: 112

Power Man and Iron Fist vol. 2 Civil War II
scenariusz: David Walker
rysunki: Sanford Greene, Flaviano, Scott Hepburn
zawiera: Power Man & Iron Fist (2016) #6-9, Sweet Christman Annual
cena: $16,99
liczba stron: 112

Power Man and Iron Fist vol. 3 Street Magic 
scenariusz: David Walker
rysunki: Sanford Greene, Elmo Bondoc
zawiera: Power Man & Iron Fist (2016) #10-15
cena: $17,99
liczba stron: 136
data premiery: 3 październik 2017

Recenzje powiązanych komiksów:

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.