Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #30 - Iceman vol. 2 #1




Iceman #1 
Scenariusz: Sina Grace 
Rysunki: Alessandro Vitti 
Kolory: Rachelle Rosenberg 

Pisząc ostatnią Reakcję Atomową spędziłem sporo czasu zastanawiając się nad sensem wydawania kolejnej serii o Cable'u, zwłaszcza, że w pierwszym numerze nie widać było żadnego konkretnego pomysłu na ten tytuł. Szykując się do napisania tej Reakcji Atomowej, jakoś tak automatycznie założyłem, że znowu będę robił to samo. A przecież...

A przecież Iceman jest w zupełnie innej sytuacji niż Cable. Raz, że nigdy wcześniej nie miał własnego ongoinga (chyba tylko raz trafiła mu się miniseria, gdzieś w latach 90). Dwa, że obecnie nie jest członkiem żadnej drużyny, nie pojawia się w żadnym innym komiksie. Trzy, że całkiem niedawno w jego życiu doszło do dwóch rewolucji, które wręcz proszą się o to, by poświęcić mu trochę uwagi – a nikt mu tej uwagi w innych komiksach nie poświęcił. Z czym wiąże się punkt czwarty – Iceman od dawna był na dalekim planie mutancich komiksów. Z istotniejszych wątków w ciągu ostatnich pięciu lat kojarzę związek z Kitty Pryde – ale to raczej Kitty była wtedy na pierwszym planie, a nie Bobby – oraz historię, w której Iceman się zeźlił pod wpływem Apocalypse Seed, która rozegrała się na łamach Astonishing X-Men pod koniec runu Marjorie Liu. Gdyby cofnąć się dalej w poszukiwaniu historii, w których Iceman był kimś istotnym, trzeba by sięgnąć chyba po początek runu Mike'a Careya – a to było 10 lat temu. Więc tak, Iceman jak najbardziej zasługuje na to, by wrócić na pierwszy plan. 

Oczywiście, kiedy piszę, że Iceman był gdzieś daleko w tle i że w ogóle nie pojawia się teraz w innych komiksach, to jest to stwierdzenie, które wymaga doprecyzowania. Mówimy tutaj o oryginalnym, dorosłym Icemanie, a nie o jego nastoletniej wersji z przeszłości, która już od ładnych paru lat szlaja się po teraźniejszości. I tu wracają te dwie rewolucje w jego życiu, o których wspomniałem. Pierwszą jest pojawienie się młodej wersji Bobby'ego w teraźniejszości. Wątek dwóch Cyclopsów był wielokrotnie rozgrywany na pierwszym planie, natomiast wątek dwóch Icemanów służył Bendisowi głównie do pisania mniej lub bardziej zabawnych scenek. I rewolucja numer dwa – młodszy Iceman został wyciągnięty z szafy przez Jean Grey, co doprowadziło do coming outu dorosłego Icemana. I znowu, podczas gdy młodszy Iceman miał już związany z tym długi wątek fabularny na łamach All-New X-Men, starszy Iceman dostał może dwie sceny na ten temat. 

Więc moment jest odpowiedni, by dać Icemanowi jego własną serię. A jak w praktyce wypada ten pierwszy zeszyt? Całkiem nieźle. Klamrą narracyjną jest Bobby próbujący się opisać podczas zakładania profilu na gejowskim portalu randkowym. To dobry wytrych, by pokazać, jak Iceman sam się postrzega, jego brak pewności siebie w pewnych kwestiach – a następnie skonfrontować to z rzeczywistością. Zeszyt jest wyraźnie podzielony na dwie części – w pierwszej dominuje narracja Bobby'ego, poznajemy jego wizję samego siebie. W drugiej narracja znika, "na żywo" widzimy, w jakich sytuacjach Iceman jest pewny siebie, a w jakich dosłownie wciąż ukrywa prawdę o sobie. A ponieważ to komiks superbohaterski, owa konfrontacja wyobrażeń na własny temat z rzeczywistością i w konfrontacji z realnym światem odbywa się za pośrednictwem walki z przypadkowym łotrem. 

I tylko szkoda, że przypadkowym łotrem jest jakiś dopakowany technologią Purifier. Szkoda, bo Kyle i Yost wprowadzili Purifiers w XXI wiek jako budzącą grozę siłę, a obecne komiksy rozmieniają ich na drobne. Szkoda również dlatego, że dopiero co ukazały się pierwsze dwa zeszyty Generation X, w których również Purifiers zostali wytypowani na statystów do bicia. 

Wracając do pozytywów – byłem miło zaskoczony tym, ile Sina Grace upakował w tym zeszycie. Bo z jednej strony mamy tu i młodego Bobby'ego, i kwestię seksualności Icemana, czyli pokłosie tych dwóch rewolucji, a z drugiej mamy dawno niewidziany wątek rodziców Bobby'ego i tego, jak trudne są ich wzajemne stosunki. I to jest naprawdę dobrze napisana, zaskakująco złożona scena. 

Ostatecznie zostajemy z numerem, który umiejętnie przypomina dobrze nam znaną postać, podkreślając, ile w jej życiu się ostatnio zmieniło. Słowem – mamy bohatera uchwyconego w ciekawym momencie swojego życia. Jak na początek to już niemałe osiągnięcie. Teraz byłoby miło, gdyby w kolejnym numerze została zasugerowana jakaś większa fabuła, a przynajmniej kierunek rozwoju bohatera. Tymczasem jestem zdecydowanie na tak i z niecierpliwością czekam na następne zeszyty. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

    


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.