Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Daredevil"

"Man without fear". Po napisach końcowych można zadać sobie pytanie - kto jest osobą nie znającą strachu? Matt Murdock? Kingpin? Murdock senior? A może widz, zasiadający każdorazowo do seansu?

RECENZJA FILMU "DAREDEVIL" 

"Man without fear". Po napisach końcowych można zadać sobie pytanie - kto jest osobą nie znającą strachu? Matt Murdock? Kingpin? Murdock senior? A może widz, zasiadający każdorazowo do seansu?

Chyba każdy zdaje sobie sprawę z - lekko mówiąc - nie najlepszej kondycji filmu. Krytyka i widownia bardzo chłodno przyjęły ekranowe przygody rogatego śmiałka. Wprawdzie film nie poniósł totalnej klęski w kwestii przychodów, ale sporym nadużyciem byłoby mówienie tu o jakimkolwiek sukcesie.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się jasne i klarowne. Każdy, nawet nie bawiący się w krytykę, dostrzeże słabości tego obrazu. Mimo wszystko, czy jest on naprawdę aż tak kiepski, jak zwykło się to przyjmować?
Zadajmy więc sobie podstawowe pytanie - dlaczego? Dlaczego akurat Mattowi i jego historii się nie powiodło?

Zacznijmy od obsady. Ben Affleck od bardzo dawna nie ma najlepszej prasy jako aktor (chociaż w reżyserii idzie mu coraz lepiej). Faktem jest, że fatalny dobór ról omal nie zniszczył jego kariery, ale warto jednak oddać mu to, że aktorem jest co najmniej dobrym. W chwili przyjęcia roli niewidomego herosa, Ben wydawał się w miarę rozsądnym rozwiązaniem. Znane nazwisko gwarantowało dodatkową liczbę widzów i wpływy do kasy. Deklarując dodatkowo miłość do komiksów (co niekoniecznie musiało być zabiegiem marketingowym), wydawać by się mogło, że wszystko gra. Niestety nie do końca. Nie grała… no właśnie, gra aktorska Bena. Jednak jak to miało się udać, skoro scenariusz był tak fatalny, że nawet babcia każdego z nas napisałaby lepszy? Co miał z tym zrobić Ben? Nic, dlatego wyszło, jak wyszło. Drewniany Affleck, w całkiem udanym kostiumie, powtarzał schematyczne dialogi, gesty, mimikę, jednocześnie zabijając całą magię w Daredevilu. Stawał się przez to persona non grata całego filmu, bowiem wszystko co złe, utożsamiano natychmiast z nim.

To nie on jednak był główną bolączką w obsadzie. Stanowczo wybijała się z całego towarzystwa i to zdecydowanie in minus niejaka Jennifer Garner, a.k.a. Elektra. Pani Garner jest uosobieniem wszystkiego, co złe w aktorstwie. Nie wiem, czy ona naprawdę jest tak beznadziejna, czy po prostu tym razem na jej niemoc twórczą trafili producenci Daredevila. Idąc dalej tropem obsady, wypadałoby wspomnieć o czarnym Kingpinie. Fani wiedzą swoje, a wizjonerzy filmowi swoje. Szczerze mówiąc, jestem w stanie zrozumieć filmowców, którzy mieli problemy ze znalezieniem aktora o odpowiedniej posturze i umiejętnościach dramaturgicznych. Michael Clarke Duncan jest dobry, ale i on poległ w starciu ze scenariuszem. Z całej gwiazdorskiej plejady moim osobistym faworytem od samego początku był Bullseye, w świetnej kreacji Colina Farrella.

Nie żebym się czepiał, ale krew mnie zalewa, gdy za tego typu produkcje zabiera się ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o temacie – i tak, mam tu na myśli tego nieszczęsnego scenarzystę. Całość zła w tym filmie sprowadza się do tendencyjnego podejścia do tematu. Fakty są takie, że postanowiono pójść po najniższej lini oporu i stworzyć kino rozrywkowe najniższych lotów. Kto wie, czy pierwotna wersja, przewidująca niskobudżetową produkcję, nie sprawdziłaby się lepiej. Najwidoczniej wysoki budżet poprzewracał nieco w głowach ludziom odpowiedzialnym za ten film.

Dzięki temu mamy okazję obcowania z chaotycznym obrazem, zapchanym masą licencjonowanych utworów, wrzuconych bez składu i ładu. Sceny akcji są krótkie, rwane i szarpane, a kamera szaleje, żeby ukryć niedoskonałości aktorów w walce jeden na jeden. Naprawdę trudno przejść do porządku dziennego nad tak zmarnowanym potencjałem.

Osobiście bardzo lubię postać Daredevila, dlatego z zazdrością spoglądam w stronę Spider-Mana, który doczekał się trzech świetnych części. Za każdym razem, gdy oglądam Daredevila, staram się odnaleźć coś pozytywnego, lecz to naprawdę jest coś z rodzaju mission impossible. Co zatem począć z tą przedziwną produkcją? Pewnie każdy z Was ma już wyrobione zdanie w tym temacie i powyższy tekst niewiele w tej kwestii zmieni. Ja osobiście, mimo fatalnych błędów będących udziałem niemal całej ekipy, bardzo lubię ten film. Pewnie tak będzie do czasu, aż Marvel zdecyduje się stworzyć nową, lepsza wersję Daredevila. Kiedy to będzie? Nie wiadomo.

Moja ocena: 1 (skala 1-6)

Autor: Janio15



        
             DD1.jpg DD2.jpg elektra6.jpg
                         
                           DD3.jpg DD4.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.