Avalon » Publicystyka » Artykuł

AvalonPlus - Recenzja filmu - Wonder Woman - Rodzyn (Wonder Woman Day)

Dzisiaj świętujemy Wonder Woman Day i Avalon przyłącza się do celebracji recenzją filmu o przygodach Amazonki.

Wonder Woman podbija kina, choć wiele było obaw, że do tego nie dojdzie. I nie chodzi tylko o to, że dotychczasowe filmy z Uniwersum DC były słabe. Dużą rolę odgrywa tu też fakt, iż niewielu wierzyło w to, że film superbohaterski z kobietą w roli głównej może odnieść sukces. Catwoman i Elektra stały się przestrogą dla producentów, choć ich problemem w żadnym stopniu nie było to, że ich bohaterką była kobieta. Wonder Woman stała się wyjątkiem na wielu płaszyznach, przez co tak szybko zdobyła miano wyjątkowej. Czy słusznie? 

Na początku filmu trafiamy na Themyscirę, oderwaną od świata zewnętrznego wyspę Amazonek, gdzie dorasta Diana, córka królowej. Dziewczynka trenuje i wyrasta na największą wojowniczkę wśród nich. Zbiega się to z momentem, w którym na wyspę w wyniku wypadku trafia Steve Trevor, agent wywiadu brytyjskiego. Informacja o wojnie toczącej się poza rajem Amazonek budzi w Dianie potrzebę zażegnania konfliktu, którego źródła doszukuje się w machinacjach Aresa, uznanego przez nią za odrodzonego. Kolejne wydarzenia zaprowadzają nas do Londynu, gdy światowy konflikt uznaje się za zmierzający ku końcowi dzięki pokojowym rozwiązaniom. Innego zdania jest Steve, który wie, że ich przeciwnicy mimo to tworzą broń dużo potężniejszą od tego z czym mieli do tej pory do czynienia. W towarzystwie Wonder Woman zbiera więc zespół, który pomoże im dostać się na front by zapobiec katastrofie. 

Pierwszy akt jest poprawny, a rozwój Diany przyjemnie się ogląda. Dobrze zarysowano tu genezę księżniczki, tak że nieznający jej widz szybko się w tym świecie odnajdzie. Ciekawiej robi się jednak, gdy trafia do Londynu, gdzie zderzenie Diany z innym światem zdecydowano się przedstawić w lżejszym klimacie. Ma to swoje plusy i jest dobrym przerywnikiem przed bardziej dramatycznymi scenami. Na tym etapie do dwójki głównych bohaterów dołącza trójka innych żołnierzy/najemników, którzy reprezentują różne nacje. Twórcy działają tu na granicy ich stereotypowego ukazania i gdyby nie pewne dodatkowe cechy, jak chociażby lekko zarysowane zmaganie z PTSD, czy też spora dawka sympatii, jaką od razu wzbudzają, nie działaliby na korzyść tego filmu. Ich wspólna wyprawa na front 
i wydarzenia, w których biorą udział, dostarczają najlepszej akcji w całym filmie, która pośrednio w odpowiednio wyważony sposób dobrze ukazuje obraz zniszczeń wielkiej wojny. Ostatni akt filmu i walka z głównym złym nie wnosi nic nowego do gatunku, to standardowa konstrukcja, przy której tylko wyczekuje się samego końca. 

Wśród aktorów ciężko mi jest kogoś szczególnie wyróżnić, najważniejsi aktorzy dobrze się zgrali i otrzymaliśmy porządny obraz, bez względu na to, gdzie rozgrywały się sceny. Mamy tu więc dobre występy chociażby Robin Wright, Saïda Taghmaoui czy też Lucy Davis, którzy towarzyszą na ekranie głównej dwójce tego filmu, duetowi Gal Gadot/Chris Pine. Oni sami tworzą między sobą chemię, budując naturalną relację między swoimi postaciami, opierając ją nie tylko na zwykłym zauroczeniu. Dzięki temu działania naszych bohaterów nie są podyktowane wzajemną sympatią, a dążeniem do wspólnego celu. Największy żal można jedynie mieć do ukazanych w filmie złoczyńców, który w standardzie już dla kina superbohaterskiego okazują się być przeciętnie zarysowani. 




Wiele się mówi o tym, że Wonder Woman spodobała się tylu ludziom, bo zaprezentowanej historii bliżej do kina Marvela niż DC. I dużo w tym prawdy, choć styl tego drugiego, objawiający się chociażby poprzez przygaszone kolory czy odrobinę za dużo slow-motion, nadal jest tu obecny. Historia jest jednak na tyle optymistyczna, że nie gubi się w tym klimacie, a mamy tu przecież do czynienia z I wojną światową. To, czego nie było w poprzednich filmach Snydera, tutaj jest wyraźnie zarysowane, a cała opowieść zaczyna przypominać dobrą mieszankę Thora i pierwszego Kapitana Ameryki, a nie kontynuację BvS

Długo trzeba nam było czekać na ten film, jednak w końcu jest. I gdy pojawia się pytanie, co kryje się pod sformułowaniem ten film, odpowiedzi może być wiele. Mówi się, że do trzech razu sztuka, jednak to dopiero czwarta odsłona filmowego Uniwersum DC okazała się być "tym filmem", którego wady nie przyćmiły jego zalet. Man of Steel, Suicide Squad i Batman v. Superman nie spełniły wielu pokładanych w nich nadziei, nawet gdy poprzeczka była już naprawdę nisko. Udało się to w końcu Wonder Women i choć to zaledwie drobny krok w dobrą stronę, wydaje się, że przeskoczyliśmy kilka poziomów. 

To także ten film, który pokazuje, że nie każdy film superbohaterski z kobietą w roli głównej będzie kolejną Catwoman czy Elektrą. Obawy przed tym skutecznie powstrzymywały studia od tworzenia takich produkcji, choć to nie w tym, jaką płeć ma bohater, był problem. Teraz, gdy Wonder Woman może stać się kasowym sukcesem, wielu zwiastuje że otworzy to drogę innym bohaterką na wielki ekran, uznając problem braku kobiecej reprezentacji w kinie superbohaterskim za rozwiązany. Po części podzielam ten entuzjazm, jednak bliżej mi do zdania, jakie ostatnio zaprezentowała Michelle Wolf w Daily Show: problemu nie będzie dopiero wtedy, gdy powstaną tuż po sobie dwie złe superbohaterskie produkcje z kobietami w rolach głównych i nie powstrzyma to nikogo przed tworzeniem kolejnego. Bo takie coś jest normalne, gdy w grę wchodzą męskie filmy. 

I w końcu, to musiał być również ten film, który pokazał, że kobieta za kamerą kina superbohaterskiego powinna być normą, a nie wyjątkiem. Mieliśmy już reżyserkę w Punisher: War Zone, ale daleko było temu do klasycznego kina z trykotami, a i czasu od tamtej pory trochę minęło. Patty Jenkins sprawdziła się tu lepiej od wielu swoich kolegów, stworzyła spójny obraz, nie trzeba było wycinać materiału, przemontowywać go i tworzyć mnóstwa dokrętek. Studio zaufało jej i oby spróbowało tego jeszcze raz. 

Wonder Woman musiała się udać i przez wielu jeszcze przez jakiś czas będzie ona odbierana lepiej niż jest w rzeczywistości. Wonder Woman to w końcu jakaś podstawa, na której można zbudować dobre uniwersum i nie dziwi mnie ta droga. Pozostaje mieć nadzieję, że Justice League poszło podobnym tropem w trakcie kręcenia, a kinowy świat DC mocniej odbije się od dna, dostarczając czegoś więcej niż do tej pory.


Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.