Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #29 - Cable vol. 3 #1




Cable #1 
Scenariusz: James Robinson
Rysunki: Carlos Pacheco
Tusz: Rafael Fonteriz
Kolory: Jesus Aburtov

Po raz pierwszy odkąd publikujemy Reakcje Atomowe autentycznie nie wiem, co napisać o zeszycie, który właśnie przeczytałem. Nie dlatego, że jest zły, tylko dlatego, że to komiks, który oferuje bardzo niewiele informacji. Daje zaledwie przedsmak tego, czym ta seria ma być i zarys sugestii fabuły. 

Więc o co chodzi? Chodzi o to, że ktoś podróżuje w czasie, uzbraja ludzi w zaawansowaną technologicznie broń z przyszłości i każe im się zasadzać na Cable'a. A Cable gania za nim i użera się tymi uzbrojonymi w anachronizmy ludźmi. W tym zeszycie robi to dwukrotnie – na Dzikim Zachodzie z grupą bandytów i w feudalnej Japonii z grupą roninów. W pierwszym wypadku samo starcie odbywa się poza kadrem, w drugim dostajemy scenę walki. Na koniec cliffhanger – przyznaję, w miarę efektowny – i tyle. 

W przeciwieństwie do wielu serii przedstawiających losy pojedynczej postaci, Robinson zdecydował się nie dawać Cable'owi narracji. Z jednej strony to się chwali, bo udzielanie czytelnikowi informacji o bohaterze poprzez pierwszo- czy trzecioosobową narrację jest banalnym chwytem. Z drugiej strony – w tym zeszycie nie dostajemy żadnych informacji o Cable'u. W miarę trwania serii prawdopodobnie będziemy mogli się czegoś o nim dowiedzieć na podstawie jego działań, ale tutaj autor poświęca więcej uwagi bandytom i roninom, niż głównemu bohaterowi. W rezultacie nie wiem, kogo Cable goni ani czemu, a co gorsza – nie bardzo wiem, czemu by mnie to miało obchodzić. Poza tym, że jest tytułowym bohaterem komiksu. Do tego jeszcze za moment wrócę. 

Tymczasem słowo o rysunkach. Carlos Pacheco jest porządny. Rysunki są czytelne, nie ma problemu ze śledzeniem przebiegu akcji. Kilka kadrów jest bardzo udanych – zbliżenie na twarz Cable'a po przeniesieniu akcji do Japonii, panorama z Cablem opuszczającym płonącą wioskę. Ale to pojedyncze kadry, komiks jako całość nie zachwyca rysunkami. Są porządne – i tyle. 
Co powiedziawszy, są dwie rzeczy, do których chciałbym się przyczepić. Po pierwsze – kostium Cable'a. Twórcy poszli mocno w lata 90 – mamy więc prosty, niebieski kostium przecięty pionową, czerwoną kreską. A do tego: pas z kieszeniami, dwa krzyżujące się pasy z amunicją i granatami, dwie ogromne giwery na plecach i parę mniejszych tu i ówdzie, a nawet wielki powrót pojedynczego naramiennika (w sensie, Cable ma naramiennik tylko na jednym ramieniu). Całość ozdobiona jest dwoma iksami, umieszczonymi jeden na drugim, na klacie i tuż nad kroczem. Wygląda to… jak coś wprost z lat 90. Czyli źle, naprawdę źle. 
Drugi detal – i to już naprawdę jest detal, ale strasznie mnie rozśmieszył. Na bardzo wielu kadrach, w których Cable wypowiada swoje kwestie, Pacheco narysował go z zamkniętymi ustami. Nie na każdym, ale na zdecydowanej większości. I może to złośliwe, że się tego czepiam, ale autentycznie wyszedł mu przez to Cable-brzuchomówca. 

Wróćmy do pytania, czemu fabuła tego komiksu ma mnie obchodzić, skoro autor praktycznie nic nam nie powiedział o tym, co się dzieje. Nie mam na nie odpowiedzi. Dostajemy dwa przypadkowe spotkania z dwoma bandami statystów, wiemy, że ktoś tym statystom dał broń, a Cable chce tego kogoś dopaść. Ot, cała intryga. I tu... tu po prostu nic nie ma. Może taki był zamysł? Może to ma być po prostu komiks akcji bez zbędnej fabuły? Ale wtedy powinien olśniewać rysunkami, klimatem, choreografią walk (tak, można mówić o choreografii w komiksie). A jak już pisałem – pod tym względem jest tylko porządny, nic więcej. 

Tu docieramy do szerszej kwestii – mojego subiektywnego odbioru Cable'a jako postaci. Moim zdaniem Nathan Christopher Charles Dayspring Askani'son Summers w całej swej historii był ciekawy w trzech konfiguracjach. Pierwszą był jego początkowy status – jako militarystycznego dowódcy New Mutants. Jako kontrast dla Xaviera i Magneto, będący mentorem młodych mutantów, nieprzyzwyczajonych do jego sposobu działania. Tylko to się gubi, gdy drużyna, którą dowodzi jest równie brutalna i bezlitosna, co on, więc później – jako dowódca X-Force i podobnych grup – już interesujący nie był. 
Drugą ciekawą konfiguracją był Cable – zbawca ludzkości, działający na globalną skalę, zarządzający własnym utopijnym miastem-państwem, co widzieliśmy w Cable & Deadpool
Trzecią ciekawą konfiguracją był Cable-opiekun, Cable-zastępczy ojciec Hope. To był naprawdę dobry pomysł na rewitalizację postaci. Ale w końcu Hope również dorosła, więc już tego nie widujemy. 
Oczywiście, nie mówię, że żeby Cable był ciekawy trzeba koniecznie dać mu bandę młodych do szkolenia, miasto do rządzenia lub kolejne dziecko – ale trzeba mieć jakiś pomysł, trzeba czegoś nowego spróbować. Tymczasem tutaj – nie wiem, może w następnych numerach Robinson ujawni jakiś wielki plan. Ale w tym zeszycie jest po prostu człowiek ze spluwami i misją. 

I jest to nudne. Porządnie wykonane, ale nic mnie tu nie interesuje, nie chwyta. Może tę historię będzie się lepiej czytało w wydaniu zbiorczym, może jest rozpisana z ciekawym pomysłem na sześć zeszytów – ale na litość boską, jeśli Marvel chce sprzedawać miesięcznik, to czytelnik powinien dostawać coś ciekawego w każdym zeszycie. A tu niczego takiego nie ma. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

  


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.