Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Cage - Rodzyn

Mucha Comics konsekwentnie wydaje komiksy Marvela dla dojrzalszego czytelnika, ale czy zawsze ich wybór jest dobry? Tym razem padło na Cage'a duetu Azzarello/Corben.


Jedną z postaci, które zyskały rozgłos dzięki pojawieniu się w serialach produkowanych przez Netflix, był Luke Cage. Dlatego też, podobnie jak w przypadku Jessiki Jones, nie trzeba było aż tak długo czekać na wydanie na naszym rynku jakiegoś komiksu z nim w roli głównej. Padło na "Cage'a", który podobnie jak "Alias" pochodzi z imprintu MAX, co oznacza, że jego twórcy mogli pozwolić sobie na wiele więcej przy kreowaniu tego komiksu niż w przypadku zwykłych wydań. 

Komiks zaczyna się, gdy zrozpaczona kobieta, która straciła córkę przez zbłąkaną kulę w trakcie porachunków gangów, postanawia wynająć Luke'a Cage'a, by ten zajął się osobą odpowiedzialną za jej nieszczęście. Mimo iż nie ma ona wystarczającej liczby pieniędzy, ten daje się przekonać, myśląc że może coś na tym więcej ugra. W ten oto sposób wplątuje się w walkę trzech gangów o wpływy w Harlemie: jednym lokalny, drugim należącym do Hammera i ostatnim pod kontrolą Tombstone'a. 

Luke pod okiem Azzarello i Corbena przeszedł niemałą metamorfozę. Pozbyli się oni charakterystycznej żółtej błyszczącej koszuli i metalowej tiary. W miejsce tego, Cage ma na sobie zwykłą kamizelkę, a na głowie czapkę i żółte słuchawki, jedyny akcent nawiązujący do dawnego wyglądu. Uzupełnieniem są okulary z czerwonymi szkłami, spod których nie da się podejrzeć oczu bohatera. 

O ile podoba mi się kreacja świata, a zmiany jakie spotkały Cage'a są całkiem w porządku, to sama historia z nim w roli głównej pozostawia wiele do życzenia. Luke błądzi po Harlemie, próbując wymyślić dość oczywisty powód walk gangów o tę dzielnicę, trafiając raz to do jednego, a raz do drugiego z liderów gangu. Takie odbijanie piłeczki niewiele za sobą pociąga, a sam bohater przez to wypada nijako. Nawet, gdy coś się dzieje, entuzjazmu wobec tego we mnie już zabrakło. 

"Cage" nie jest pierwszym komiksem, który dla Marvela współtworzyli Azzarello z Corbenem. Wcześniej dzięki ich staraniom powstał "Banner", który został wydany na naszym rynku ponad 15 lat temu przez Mandragorę. Był to komiks ciekawszy, który dobrze poradził sobie z prezentacją relacji Bruce'a Bannera z Hulkiem, ale też Doktora Samsona z Brucem i Hulkiem. Miał jakiś cel, historię, która choć nie zamknięta, to dawała jakieś zwieńczenie. Tego nie ma w "Cage'u", historia wydaje się błądzić, donikąd nie zmierzać, co można by było uznać za celowy zabieg, ale jej odbiór na to nie wskazuje. 

Tym, co jest atutem tej pozycji, to rysunki Richarda Corbena. To legenda komiksu undergroudowego, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale wydaje mi się, że i z takim podejściem można go docenić. Harlem w jego wykonaniu jest zaniedbaną (choć to dość łagodne stwierdzenie) dzielnicą, a same postaci są przerysowane, choć z realistycznym designem. Najlepszym tego przykładem jest Tombstone, który w ogóle nie przypomina swojego klasycznego wyglądu, lecz w tym określonym świecie, spisuje się całkiem dobrze. 

Niestety, gorzej radzi sobie Jose Villarrubia w roli kolorysty i najlepiej to widać na ostatnich stronach albumu, gdzie opisuje on swój proces twórczy. Zaprezentowane są tam próbne kolory Corbena i moim zdaniem nadawały one rysunkom większej wyrazistości, niż te ostateczne. Villarrubia przytłacza jeszcze bardziej już i tak ciężki klimat i szkoda, że choć kolory nie pozwoliły albumowi nabrać trochę oddechu. 

"Cage" jako całość jak widać mnie nie oczarował. Logo MAX na okładce, które w zamyśle pozwala scenarzystom na pozbycie się większych ograniczeń, tutaj odzwierciedlone zostało jedynie w okazaniu sporadycznej nagości, przemocy i nakreślenia odpychającej rzeczywistości. Również wstęp do albumu, zamiast zaciekawić nurtem blaxploitation, opisał mało istotne dla mnie jako czytelnika fragmenty z życia osoby go piszącej, które mam wrażenie, że miały jakoś wprowadzić do klimatu albumu, ale to nie wyszło. Wiem, że komiks ten znalazł swoich fanów i nie odradzam go całkowicie. Kto szuka mocniejszych wrażeń może je tu znaleźć. Jeżeli nawet komuś nie spodoba się scenariusz, to warto zapoznać się z grafikami Corbena, które stoją tu jak zawsze na dobrym poziomie. 


Rodzyn

Scenariusz: Brian Azzarello 
Rysunki: Richard Corben 
Tusz/kolor: Jose Villarrubia 
Tłumacz: Piotr Czarnota 
Wydawnictwo: Mucha Comics 
Zawiera: Cage #1-4
Cena: 49,00 zł 
Format: 170x260 mm 
Liczba stron: 128 
Oprawa: twarda 
Papier: kredowy 
Data wydania: 10 kwietnia 2017
 

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.