Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Guardians of the Galaxy/All-New X-Men: Proces Jean Grey - Rodzyn

Nadszedł ten moment, w którym Brian Micheal Bendis łączy bohaterów dwóch swoich serii w jednej historii. Czy wynikło z tego coś dobrego? 



Z racji tego, że na pewnym etapie Brian Michael Bendis pisał na raz zarówno główne przygody mutantów w All-New X-Men (i Uncanny X-Men) oraz Guardians of the Galaxy, można było przypuszczać, że na jakimś etapie bohaterowie tych komiksów się spotkają. Pierwszy raz, gdy do tego doszło, to właśnie "Proces Jean Grey", gdzie drogi młodych mutantów z przeszłości i Strażników Galaktyki zostają skrzyżowane poprzez porwanie tytułowej bohaterki, za które odpowiada jedno z wielkich kosmicznych imperiów. 

Jeżeli ktoś czyta na bieżąco tylko jedną z tych serii, nie musi się martwić, że czegoś nie zrozumie. Młodzi mutanci, których widać na kartach komiksu, to oryginalna piątka X-Men, która została przeniesiona w czasie i postanowiła tu zostać, by pomóc zbudować lepszą rzeczywistość. Ich mentorem została Kitty Pryde, a do drużyny w ich ostatnich przygodach dołączyła X-23. Z drugiej strony mamy tu dobrze znany z filmów zespół Strażników Galaktyki, uzupełniony o Angelę, tajemniczą wojowniczkę z innego wymiaru. Bohaterowie niewiele wcześniej pomogli odeprzeć atak Thanosa na Ziemię, a po tych wydarzeniach odłączył się od nich Iron Man, który przez jakiś czas im towarzyszył.

Oba zespoły spotykają się, gdy młoda Jean Grey zostaje porwana przez Imperium Shi'Ar, z którymi X-Men nie raz mieli swoje przygody, choć widać, że dla oryginalnych mutantów byli oni czymś nowym. O całej sytuacji dowiadują się Strażnicy Galaktyki, gdyż informacja o porwaniu zostaje przez nich podsłuchana, a że w to wszystko w jakiś sposób zamieszany jest ojciec Star-Lorda, postanawiają zareagować. Gdy drużyny się łączą i udają na ratunek Jean, dołączają do nich także Starjammers, grupa kosmitów pod wodzą Corsaira, ojca Scotta Summersa, z którą starsi X-Men również nie raz walczyli ramię w ramię. Spotkanie młodego Cyclopsa z ojcem wywołuje wiele emocji, gdyż on sam nie wiedział, że ten żyje (wątek ten kontynuowany jest w solowej serii Scotta, która raczej w naszym kraju się nie pojawi, choć jej pierwszy tom autorstwa Grega Rucki i z rysunkami Russella Dautermana mocno polecam, drugi zaś - pod okiem innych twórców - rozczarował).

Cała ta historia rozgrywa się dlatego, iż Gladiator, Imperator Shi'Ar, chce postawić Jean Grey przed trybunałem, by osądzić ją za działania spowodowane dawno temu przez Dark Phoenix, a których sama miała by dopiero dokonać. Choć Bendis pokazuje poprzez różne postaci, że to głupi pomysł, nie umniejsza to faktu, że sama historia jest źle zbudowana, a oskarżenia Gladiatora źle uargumentowane. Nie pokazano tu, że zależy mu na zapobiegnięciu kolejnych tragedii, ale na zemście za to, co już było. To naprawdę kiepski wątek, którego jedyną ważną konsekwencją jest odkrycie przez Jean pewnych nowych mocy.

Największe reperkusje komiks ten ma dla mutantów i chodzi tu głównie o wspomnianego już Scotta, ale też Jean. Jeżeli zaś mowa o Strażników, to znów czuję się zawiedziony, gdyż ponownie ich przygody zostały związane z tym, co dzieje się na Ziemi, a to nie to jest atutem tej drużyny. Tak naprawdę niewiele zmienia ich ta historia, jedynym dość ważnym aspektem jest zawiązane się relacji między pewną dwójką członków obu zespołów, która rozwinie się w kolejnych tomach. 

Rysunki to najlepsze, co ma do zaoferowania ten album i łączy w sobie głównych artystów obu serii. Stuart Immonen, który do tej pory zajmował się większością przygód młodych mutantów, tutaj ponownie pokazuje się z najlepszej strony. Podobnie Sara Pichelli i David Marquez, których style są na tyle zbliżone do Immonena, że tom ten graficznie jest bardzo spójny. Rysunki są dynamiczne, gdy tego wymaga historia, a w spokojniejszych momentach są równie ciekawie skomponowane. Kolory dodatkowo ożywiają cały album i brawa należą się Justinowi Ponsorowi i Marte Graci, że rysunki dzięki im nabrały takiego efektu, że nie czułem się znudzony samą historią. 

Nie wiem, czy to wina tłumacza, który nie poradził sobie z przeniesieniem dialogów Bendisa na nasz język, ale były momenty, gdy zawartość dymków wypadała drętwo. Do tego dochodzi maniera samego scenarzysty do tłumaczenia praktycznie wszystkiego, czego czytelnik mógłby nie wiedzieć, a co jedynie spowalnia tempo komiksu. Zaskoczenie Beasta z istnienia obcych jest dziwne, gdyż po spędzeniu sporej już ilości czasu na Ziemi jest akurat tą postacią, która nawet pobieżnie zapoznałaby się z historią planety. 

"Proces Jean Grey" nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, miał słabą podstawę dla całej historii, marnując przy tym ponownie potencjał kilku postaci, zwłaszcza po stronie Strażników. Kto śledzi ich przygody, może sobie spokojnie odpuścić ten album. Ważniejsze wydarzenia przedstawiono tu dla mutantów, które na pewno zostaną przedstawione na początku ich kolejnego albumu. Jest to komiks średni, który ma swoje momenty, ale i tak brakuje mu do najlepszych fragmentów z obu serii. 

Rodzyn


Recenzje powiązanych komiksów:


Scenariusz: Brian Michael Bendis 
Rysunki: Stuart Immonen, Sara Pichelli, David Marquez 
Kolory: Justin Ponsor, Marte Gracia 
Tłumacz: Paulina Braiter 
Wydawnictwo: Egmont 
Format: 165x255 mm 
Liczba stron: 144 
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Papier: kredowy 
Druk: kolor 
Data wydania: 14 kwietnia 2017

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.