Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - X-Men: Mordercza Geneza - Rodzyn

Co się stanie, gdy szkielety skrywane od lat w szafie wypadną z wielkim hukiem? Grupa X-Men musi się o tym przekonać w starciu z nowym przeciwnikiem w Morderczej genezie autorstwa Eda Brubakera i Trevora Hairsine'a. 



Sprowadzenie Bucky'ego Barnesa do świata żywych w sadze o Zimowym Żołnierzu nie było jedyną wielką zmianą, jaką Ed Brubaker wprowadził do bogatej historii uniwersum Marvela. Gdy zatrudniono go do stworzenia historii celebrującej trzydziestolecie powstania Giant-Size X-Men, nikt chyba nie spodziewał się, jak bardzo jego komiks namiesza w życiu mutantów. Historia miała miejsce tuż po wydarzeniach z Rodu M, który i tak wywrócił ten świat do góry nogami, pozbawiając mocy znaczną większość populacji homo superior. To, co zaprezentował Brubaker, miało jednak inne konsekwencje, gdyż dotykało przeszłości X-Men i jednego z największych momentów w ich historii. 

Giant-Size X-Men to jeden z najważniejszych komiksów dla mutantów, który wprowadził do ich świata m.in. takie postaci jak Wolverine, Storm i Nightcrawler, pozwlając oryginalnemu zespołowi zamknąć pewien rozdział w swoim życiu, a nowemu pokoleniu przejąć ich zadania. To tam X-Men wrócili do pierwszego szeregu bohaterów Marvela, mogąc po kilku latach nieobecności przeżywać nowe historie, które definiowały ich o wiele lepiej niż te starsze. Do tamtych wydarzeń powraca Brubaker, który w Morderczej genezie odkrywa, że nie wszystko co wtedy miało miejsce jest do końca prawdą i nie było tak różowo, jak naszym bohaterom się to wydawało. 

Punktem zapalnym dla tego wszystkiego jest pojawienie się tajemniczej postaci, stającej na drodze kolejnych X-Men i nie przebierającej w swych działaniach, próbującej odnaleźć profesora X, którego obwinia za swój los. Postać ta została przebudzona do życia przez energię uwolnioną z mutantów, którzy stracili swe moce w wyniku działań Scarlet Witch. X-Men, a wśród nich chociażby Cyclops, Havok i Marvel Girl, mają problem z poradzeniem sobie z nowym zagrożeniem, tym bardziej, że sami nie wiedzą gdzie znajduje się na chwilę obecną Charles Xavier, kluczowy dla całej sytuacji. Informacje, jakie po drodze udaje im się zdobyć, pozwalają nabrać podejrzeń co do przeszłych wydarzeń i również mieć wiele pytań do dawnego mentora. Końcówka albumu wyjaśnia wszystko i stawia Profesora X i jego działania w nowym świetle, rozbudowując listę jego grzechów. Co konretnie się stało, nie ujawniam, bo jest to fragment historii ważnej zarówno dla mutantów jak i całego świata Marvela, który w Polsce nie był jeszcze eksplorowany i wydarzenia zawarte w tym komiksie mogą okazać się sporym zaskoczeniem dla rodzimych czytelników. 

Brubaker nie tyle modyfikuje, co bardziej tworzy nowe wydarzenie, które rozgrywały się równolegle do przygód oryginalnej piątki X-Men, a które trwały aż do pojawienia się nowych rekrutów, udających się im na ratunek na wyspę Krakoa. Poza główną historią, w której śledzimy odkrywanie tajemnic przez współczesnych bohaterów, dostajemy kilka krótszych opowieści przedzielających kolejne zeszyty, które prezentują grupę nowych mutantów i życie każdego z nich. Początkowo niejasne jest, co przedstawiają, ale wraz z końcem albumu nabierają nowego znaczenia i czwórka bohaterów, jakimi są Petra, Sway, Darwin i Wulkan, na zawsze już wpiszą się w historię X-Menów. 

Nie ulega wątpliwości, że to co przedstawił Ed Brubaker jest z góry zaplanowane głównie na zszkokowanie czytelnika i zadanie to spełnia w zupełności. Czy jednak jest sam w sobie dobrą historią? Ogólnie rzecz biorąc, to tak, nawet jeżeli kilka akcentów mogłoby być inaczej rozłożone. Największym zgrzytem jest jedna z dodatkowych historii, która prezentuje spotkanie Charlesa z Emmą Frost, o którym ta druga nie pamięta. Rozumiem, jaki był jej cel, ale Xavierowi i tak się mocno oberwało już w głównej opowieści, a mieszanie w innych starych wydarzeniach powinno wystarczyć. 

Rysunki Trevora Hairsine'a są... poprawne. Nie odznaczają się niczym szczególnym, a jakieś niedociągnęcia nie są za bardzo istotne i nie przeszkadzają w lekturze. Tutaj zdecydowanie to historia wychodzi na pierwszy plan, a Hairsine ma ją jedynie wystarzczająco przekonująco przedstawić i to mu się udaje. Rysunkom w dodatkowych epizodach również nie mam wiele do zarzucenia, większy problem mam tu z kolorstyką, która mocno odróżnia te wydarzenia od tych z głównej historii i wolałbym, gdyby były one do siebie bardziej podobne. 

Tak jak Ród M zakończył się otwarciem nowego rozdziału w historii mutantów, tak Mordercza geneza stała się dodatkowym impulsem do działania dla wielu postaci pojawiających się na jej kartach, nadając im nowy kierunek i cel, który rozwinięty zostanie w kolejnych komiksach Brubakera, w tym świetnym Rise & Fall of Shi'Ar Empire, by w końcu złączyć się z kosmicznymi wydarzeniami zapoczątkowanymi w Anihilacji, która również miała niedawno premierę na polskim rynku. Czy Egmont zdecyduje się na ukazanie szerokiego spektrum kolejnych wydarzeń, tego jeszcze nie wiadomo, ale szkoda by było, gdyby zmarnowano taką okazję na przedstawienie jednego z ciekwszych okresów w życiu mutantów, dotychczas praktycznie nieobecnego na polskim rynku. Jeżeli Egmont pójdzie za ciosem, to zdecydowanie warto poznać też i Morderczą genezę

Rodzyn
X-Men: Mordercza Geneza
Scenarzysta: Ed Brubaker 
Ilustrator: Trevor Hairsine, Pete Woods 
Tłumacz: Kamil Śmiałkowski 
Wydawnictwo: Egmont 
cena detaliczna: 79,90zł 
Format: 170x260 mm 
Liczba stron: 204 
Oprawa: twarda 
Papier: kredowy 
Druk: kolor 
Data wydania: 11 marzec 2017


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.