Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #24 - X-Men Prime vol. 2




X-Men Prime
Scenariusz: Marc Guggenheim, Greg Pak i Cullen Bunn 
Rysunki: Ken Lashley, Ibraim Robertson, Leonard Kirk i Guillermo Ortego 
Kolory: Morry Hollowell, Frank D’Armata i Michael Garland 

Inhumans versus X-Men dobiegło końca. Zaraz po nim skończyły się Extraordinary X-Men, All-New X-Men i Uncanny X-Men. Post-secretwarsowy rozdział w historii mutantów dobiegł końca. Co dalej? Oczywiście, znamy zapowiedzi nowych serii – ale zanim wystartują, X-Men Prime pokazuje nam etap pośredni. 

Ten komiks ma niewdzięczne zadanie. Jest jednocześnie epilogiem do Inhumans versus X-Men, prologiem nowego status quo i – nie ukrywajmy – reklamówką trzech startujących wkrótce serii. To za dużo jak na jeden zeszyt i ostatecznie komiks trochę się przez to rozlatuje. Ale zacznijmy od początku. 

Główną część historii – tak naprawdę jedyną istotną – napisał Marc Guggenheim. Storm odwiedza próbującą wrócić do normalnego życia w Chicago Kitty Pryde i ściąga ją do wciąż tkwiącego w Limbo Instytutu Jean Grey. Mieszkający tam mutanci zastanawiają się, co teraz – Terrigen latający po świecie został zniszczony, mutanci znowu mają przyszłość, aktualna inkarnacja X-Men wypełniła swoje zadanie. Dlatego raz po raz wraca pytanie – co dalej? Jak się okazuje, Kitty ma na to odpowiedź. 
I tyle. Do tego dostajemy jeszcze scenę z All-New X-Men, sugerującą ich nowy status w bardzo enigmatyczny sposób, a także niepowiązaną z niczym scenkę z Lady Deathstrike, będącą zajawką Weapon X

Pierwszy problem – o ile powrót Kitty do Instytutu wypada sympatycznie, o tyle przejęcie przez nią roli przywódczyni X-Men, jej nowa wizja roli mutantów na świecie, jej pomysł na nową lokację dla Instytutu Xaviera – to wszystko bierze się praktycznie znikąd. I o ile scenka z All-New X-Men dobrze wpisuje się w ogólny nastrój i przesłanie zeszytu, o tyle scena z Deathstrike niepotrzebnie marnuje miejsce. Miejsce, które przydałoby się, by porządnie rozwinąć wątek Kitty. Ale nawet wtedy upierałbym się, że to powinno być porządnie rozwinięte w pierwszej historii na łamach X-Men Gold, że to, co tu widzimy, jest zbyt ważne, by załatwiać to po łebkach w tym one-shocie. 

Drugi problem jest dużo bardziej subiektywny. Szkielet tego zeszytu wygląda tak: Kitty Pryde wraca po dłuższym czasie do bardzo odmienionej Szkoły dla Uzdolnionej Młodzieży i odkrywa, że nie tylko wciąż jest tam dla niej miejsce, ale – co ważniejsze – że szkoła i mieszkający w niej mutanci jej potrzebują. Uczennica wraca do szkoły, którą już ukończyła, by zostać nauczycielką, dawna rekrutka zostaje nową przywódczynią – bardzo klasyczny wątek (który Guggenheim dosłownie wykłada w dialogach tymi właśnie słowami). Tyle, że jest to wątek, który już raz wykorzystał Whedon na początku Astonishing X-Men (bez przejmowania roli przywódcy). Ale tu właśnie wkrada się subiektywność – bo można spojrzeć na X-Men Prime jak na leniwą zżynkę z Whedona, ale można też zinterpretować to jako rozmyślny hołd dla tamtego tytułu, podkreślający cykliczność historii X-Men. 
Ostatecznie jestem bliższy tej drugiej interpretacji – tak, widzieliśmy już kiedyś powrót Shadowcat do X-Men, ale właśnie dlatego jej ponowny powrót ma teraz znaczenie. Kto raz był X-Manem, już na zawsze będzie X-Manem, dawno nie widziana na łamach tych komiksów bohaterka wraca, by zasygnalizować, że sprawy wracają na właściwe tory. Mimo wszystkich ewentualnych niedociągnięć komiksu – to działa. 

A skoro o niedociągnięciach mowa – Storm mówi w pewnym momencie, że w Instytucie mieszkają obecnie "prawie wszyscy aktywni X-Men oraz wielu uczniów". W jednej scenie pojawia się m.in. Sprite (Jia Jing z Wolverine and the X-Men), a także Gentle i Surge (z Academy X/New X-Men, oboje niewidziani od bardzo dawna). Ale kiedy Shadowcat przemawia do zebranych mutantów, by zaprezentować swoją wizję przyszłości X-Men, rysownik narysował tłumek, w którym owszem, jest kilka rozpoznawalnych postaci – oraz mnóstwo przypadkowych, nigdy wcześniej niewidzianych frajerów. Których pewnie już nigdy więcej nie zobaczymy. To kładzie tę scenę. Shadowcat ma być nową liderką, to jest świt nowej ery X-Men, a słucha jej... piątka znanych mutantów i banda przypadkowych statystów. Których nie powinno tam być, bo dopiero co, w ostatnim numerze Extraordinary X-Men, mieliśmy powiedziane, że wszyscy uchodźcy, którzy schronili się w X-Haven przed Mgłami Terrigenu, zostali odstawieni do domów. 

Mimo wszystko – to jest porządny zeszyt. Może wątek Kitty nie wybrzmiewa do końca tak, jak powinien, może scena z Deathstrike jest kompletnie niepotrzebna, ale to nadal istotne domknięcie pewnej epoki i pierwsze spojrzenie na zupełnie nowy rozdział, który zaraz się rozpocznie. Bo choć X-Factor przecierał szlaki – w trzech spośród swoich czterech głównych wcieleń – to jednak X-Men nigdy nie mieszkali w sercu Nowego Jorku. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

   


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.