Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #33 (03.03.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 3 marzec 2008 Numer: 9/2008 (33)


Wydarzeniami tygodnia były z pewnością debiut Kick-Ass duetu Millar/Romita Jr. oraz pierwszy numer X-Men: Legacy.



Captain America vol. 5 #35 avalonpulse0033e.jpg
Gil: Po zakończeniu poprzedniego numeru chyba większość z nas spodziewała się fajerwerków, a tymczasem niewiele się wydarzyło. Sharon się znalazła, ale z tego dopiero może coś wyniknąć. Poznajemy dalsze szczegóły planu Czachy, ale to wciąż nie kulminacja. Captain Bucky debiutuje publicznie, walcząc z tłumem, ale to naćpany tłum, więc pewnie nikt nawet nie zauważył. I to właściwie tyle. Wszystko to wskazówki i fundamenty na przyszłość, a brakuje jakiegoś szczególnego momentu. Czytało się nieźle, ale tylko nieźle, więc ocena: 6/10.
Soundtrack: Offspring - Americana.
S_O: Po wielkim wydarzeniu, jakim było wciśnięcie Bucky'ego we flagę, tu akcja nieco zwalnia. Konkretniej rzecz biorąc - ogranicza się do obicia twarzy paru osobom. W numerze nie działo się prawie nic, jeśli nie liczyć oddania Sharon pod opiekę Arnima Zoli. Mam nieodparte wrażenie, że cały ten odcinek miał za zadanie przeprowadzić nowego Capcia z punktu A do oddalonego o rzut beretem punktu B, a żeby nie poszło mu zbyt szybko, wsadzili go pośrodku naćpanego tłumu.
Jaro: Ostatnimi czasy w tej serii było tak, że każdy numer przynosił mniejszą lub większą rewelację, więc siłą rzeczy brak czegoś takiego w #35 wywołuje lekki zawód. Ale z rewelacjami, czy bez nich, jest to dalej kawał świetnego komiksu. Dobrze wypada zwłaszcza naćpanie tłumu, żeby zamieszki były ciekawsze, ciekawie zapowiada się też oddanie ciężarnej Sharon w troskliwe ręce Arnima Zoli, a do tego dochodzi jeszcze nieźle pokazany kolejny pokaz umiejętności Bucky'ego. Ocena: 7/10; soundtrack: Sepultura - Politricks
CrissCross:
Może nie rewelacja, ale trzyma wysoki poziom. Troszkę mnie zastanawia, że Bucky tak szybko opanował tę tarczę, ale cóż... może jest aż tak uzdolniony. Najciekawsza w tym wszystkim była końcówka. Możemy się nie doczekać potomka Rogersa. Chyba, że Skull woli zrobić z nim coś... ciekawszego.

Black Panther Annual #1
Gil: Czegóż innego można by się spodziewać po wizji przyszłości wg Reginalda Hudlina, jeśli nie afrykańskiej Utopii? I prawdę mówiąc, sama ta wizja nie wygląda najgorzej, jednak odbiór psuje fakt, że wzięła się z żaby, przetykana jest wypominkami niewolnictwa i nie może się obyć bez pomachania pastorem Kingiem jak sztandarem. Całkiem ciekawym pomysłem jest prezydent Cage, ale dla kontrastu, zupełnie chybiony jest panterowy Voltron, walczący z tośkowym Megazordem. Zdecydowanym plusem są natomiast rysunki Larry'ego Stromana, na których skupiłem swoją uwagę. Ostatecznie, zdecyduje się chyba na ocenę 5/10, bo wydaje mi się to całkowicie neutralne.
Soundtrack: Coolio - Gangsta's Paradise.
S_O: Czyli historia niewolnictwa wg Hudlina. A do tego osiągająca absurdalne poziomy gloryfikacja czarnej kultury, Tony S. znowu robiący za Iron Dooma, prezydent Luke Cage (...i BMB staje się fanem Reggiego), Złote Żaby Króla Salomona i na deser król Salomon we własnej osobie. Czytanie tego numeru sprawiło mi fizyczny ból.
Jeszcze co do tytułu, początkowo chciałem zasugerować, żeby Seth MacFarlane zaskarżył Hudlina, ale znalazłem coś znacznie ciekawszego... Nie mogę się doczekać procesu!


avalonpulse0033f.jpg Daredevil vol. 2 #105
Gil: Przez ostatnie pół roku Daredevil ganiał sfrustrowany za Fearem, a my razem z nim. I co się okazało? Ano, okazało się, że finał tego wszystkiego do złudzenia przypomina finał poprzedniej historii, kiedy to główny złoczyńca mówi: "haha, mam cię, mogę z tobą zrobić co zechcę, ale nie chcę." Ni to wygrana, ni to przegrana. Konsekwencji praktycznie brak, bo nawet Hood się wyniósł, a to, że Mila trafiła na oddział zamknięty, raczej niewiele zmienia. Innymi słowy, po raz drugi w tym tygodniu Bru sprzedał kapiszona za cenę fajerwerków. Ocena musi być taka sama: 6/10.
Soundtrack: Pink Floyd - Fearless.
Foxdie: Bardzo dobry finał historii "Without Fear". Nie dość, że nie mamy żadnego wielkiego *BOOM* na koniec, to na dodatek nie otrzymujemy jednoznacznego happy endu. Lepiej, tu w ogóle nie ma happy endu, a Cranston ma szansę zostać jednym z najlepszych bad-assów na liście antagonistów Murdocka. Oprócz fatalnej sytuacji z Millą, Matt może wkrótce spodziewać się potyczki z Hoodem i jego super gangiem. Bru po raz kolejny daje radę, Lark zresztą też. Polecam. Ocena: 8/10
Jaro: Świetne zakończenie tej historii i jednocześnie przygotowanie gruntu pod przyszłe występy Mr. Feara. To, że antidotum na jego toksynę nie istnieje, dało się w sumie przewidzieć, jednak umieszczenie Milli w psychiatryku i tak jest bardzo mocne, świetnie została pokazana też bezsilność Matta wobec wszystkich tych wydarzeń. A całość napisana i narysowana tak dobrze, że nie żałuję czasu poświęconego na nadrobienie całego daredevilowego vol. 2.
Ocena: 8/10; soundtrack: Nick Cave and the Bad Seeds - Up Jumped the Devil


House of M - Avengers #5
Gil: No i mamy niespodzianek... zero. Wszystko przewidywalne od samego początku, a jeśli nawet coś się wymknęło, to tylko dlatego, że nie zwracało uwagi. Momentami jest śmiesznie, ale wcale nie zabawnie, jak w scenie pod tytułem "a teraz wszyscy zrzucimy kostiumy, bo już nie są kól i musimy wyglądać jak w prawdziwym HoM". Generalnie, raczej strata czasu. Ocena: 4/10. Soundtrack: Radiohead - No Surprises.
S_O: Ostateczna rozgrywka, united we stand, epicka walka dobra ze złem i czarnego z białym (tutaj - czerwonym), et cetera, et cetera. Ogólnie rzecz biorąc, ostatni numer HoMowych Mścicieli trzymał poziom całej serii, czyli średniego czytadła. A że jedynym zadaniem tej części było przerobienie tego, co wydumał Gage tak, żeby pasowało to do rzeczywistości przedstawionej w evencie...

Marvel Zombies 2 #5
Gil: Najgorsze zakończenie, jakie mogłem sobie wyobrazić, stało się faktem. Nagle zombiaki przestają być takie złe, a gdy pojawia się światełko nadziei, zły Cortez junior robi coś paskudnego i - to właśnie ten najgorszy moment - wysyła zombiaków gdzieś indziej. A już miałem nadzieję, że jakoś efektownie zakończy się ta gorączka. Po tym wszystkim, nie mam już ochoty oglądać zombiech - chyba, że będzie to Simon Garth. Ocena: 4/10. Soundtrack: Rammstein - Eifersucht.


Kick-Ass #1 avalonpulse0033g.jpg
Gil: Dobry pomysł i niezłe wykonanie, ale to wszystko. Millar przedstawia swojego najnowszego bohatera w sposób, który może przemówić do nastoletniego fana komiksu, ale u starszego raczej wywoła uśmiech. Jest kilka odważnych pomysłów i dobrych tekstów, ale przeciętność głównego bohatera trochę je tłumi. A Romita? Rysuje po swojemu, czyli w sposób, którego nie lubię, ale nie zawsze kreska musi być dobra, żeby pasować. Tutaj pasuje, więc nie będę się jej czepiał. Ogólnie jest to coś całkiem interesującego, chociaż bez rewelacji. Może nawet lepiej nadałby się ten scenariusz na film, niż na komiks. Nie mogę dać mu więcej niż 6/10, ale zaznaczam, że warto sprawdzić na własnej skórze. Soundtrack: System Of A Down - Chop Suey.
Fylyp3g: Na świeżaka od Millara i Romity czekałem z wytęsknieniem. Wspomnienia z owym duetem mam zacne. Na szczęście nie zawiodłem się. Polecam tym, którzy lubią kopaninę z dymkami w najlepszym wydaniu.
5 na 6 - bardzo dobry.
Demogorgon: Romita dobrze sie spisał w tym komiksie, a tekst o Paris Hilton bardzo mi się podobał. A tak poza tym, to jakoś nie załapałem tej serii. Zapewne byłem do niej uprzedzony od początku z powodu tekstów zapowiedzi, na razie jednak nie podoba mi się ona. Zobaczymy, jak się rozwinie. 6/10
S_O: No dobra, to kto z Was nigdy nie fantazjował o byciu superbohaterem? Dobra, nie podnoście rąk, i tak Wam nie uwierzę. Seria ta pokazuje konkretny powód, dla którego nikt z nas tego nie zrobił. Kick-Ass jest brutalny, obrazoburczy, a przy tym do bólu prawdziwy - czyli jak na razie dokładnie taki, jak go obiecywały hurraoptymistyczne zapowiedzi. Sam główny bohater jest natomiast typowym Everymanem, z którym prawie każdy może się utożsamiać. Wyczuwam hit!
Jaro: Jest bardzo dobrze, ale jednak jeszcze nie porywająco, a duet Millar/Romita i cała "otoczka" wokół mini-serii każą oczekiwać czegoś więcej, niż porządnego komiksu. Podoba mi się sposób narracji, powinno wyjść też stopniowe pokazywanie wydarzeń, które spowodowały, że bohater znalazł się w obecnej, dość niekomfortowej sytuacji. Sama postać hero-wannabe też jest nieźle nakreślona, dużo dobrego robią też wszystkie "smaczki" w rodzaju "Astonishing X-Men jest cool". Całość świetnie narysowana, widać, że Romita się tu postarał.
Ocena: 7,5/10; soundtrack: Terror - Spit My Rage
PuppetMaster: Całkiem nieźle jak na pierwszy, mający na celu wprowadzić w realia i zaostrzyć apetyt na więcej, numer. Może wyjść z tego naprawdę świetna rzecz, oddająca klimat naszych czasów. Notka Explicit Content sprawia, że mamy do czynienia z porządną dawką przemocy. Dzięki Bogu, rysunki Romity zdają się wpasowywać w klimat miniserii, co nie burzy przyjemności z lektury. Czekam na więcej :)

New Warriors vol. 4 #9
Gil: Wraz z powrotem Paco Mediny poprawiła sie znacznie warstwa graficzna i... to właściwie jedyny pozytyw tego numeru. Z fabuły nic właściwie nie zapamiętałem, chociaż czytałem może z godzinę temu. Prześlizgiwałem się po dialogach i scenach, nie mogąc znaleźć punktu zaczepienia - ani pozytywnego, ani negatywnego. Nic mnie tu nie ruszyło, a to doprowadziło do wniosku, że bez początkowych tajemnic, ta seria nie ma nic do pokazania. Wróżę, że nie doczeka drugiej dziesiątki, a na razie daję jej 4/10. Soundtrack: Blenders - Ciągnik.
Demogorgon: Dochodzę do wniosku, ze Grevioux ma dokładnie przeciwny rozkład talentu niż Bendis - tak jak Brian pisze beznadziejne bijatyki i świetne dialogi, tak Kevinowi dialogi wychodzą beznadziejnie, a nawalanki cudnie. Skoro jednak w tym numerze dostajemy ładną bijatykę na raptem kilku stronach, a reszta numeru jest przegadana, to zapewne on tego nie widzi. Dobrze, że ma chociaż trochę talentu i komiks mimo to jest lepszy niż wypociny Hudlina z McDuffiem. Ale jednak jak tak dalej pójdzie, to napiszę petycję, żeby Marvel zamienił go z Bendisem - niech pisze nastawionych na bijatykę Mighty Avengers, a New Warriors odda Brianowi. Obu seriom wyjdzie to na dobre. 4/10
Hotaru: Mam tylko problemy z tą serią. Ostatnie dwa/trzy numery były tragiczne. Nudne jak pranie skarpetek, tyle że bez ładunku użyteczności. Tutaj nie jest tak źle (chociaż spójrzmy prawdzie w oczy - musiałby to chyba pisać Hudlin, żeby było jeszcze gorzej), mamy kiełkowanie kolejnej tajemnicy. Problem polega jednak na tym, że tajemnica z początków tej serii została rozegrana wybitnie niesatysfakcjonująco, dlatego trudno mi się ekscytować teraz, kiedy powtórka z historii jest wielce prawdopodobna. Dlatego chociaż na razie nie rzucam New Warriors w cholerę, to raczej nikomu nie polecam lektury - ryzyko sparzenia jest zbyt wielkie.
S_O: Blah blah blah, blah blah blah, teoria spiskowa, teoria spiskowa. Grevioux jest może lepszy od Hudlina, ale nie oznacza to wcale, że jest dobry. Nieustanny słowotok jest potwornie nudny, a tajemniczy pomysł Thrasha, który ma zapewne zagwarantować, że ktokolwiek zajrzy do następnego numeru, wcale wcale nie zaciekawia. Wygląda na to, że w najbliższym czasie Nowi Wojownicy podzielą los Bohaterów do Wynajęcia. A szkoda, bo pomysł był niezły.

She-Hulk 2 #26
Gil: Historyjka się zamyka i to w całkiem niezłym stylu. Są momenty - zwłaszcza Shulkie bez majtek - i są dobre pomysły, ale jednak brakuje jakiegoś porządnego podsumowania wątku podejścia do heroizmu. Mimo lekkiego uczucia niedosytu i nie do końca zadowalających rysunków, poziom pozostaje wysoki, więc numer zasługuje na ocenę: 6/10. Soundtrack: Avril Lavigne - Losing Grip.
S_O: Pamiętacie Jazindę? Tę Skrullewnę, która zginęła pod koniec poprzedniego numeru? Już się czuje lepiej. Za to pani Chorąży (Tanya bodajże) po krótkim polepszeniu formy odeszła do Krainy Wiecznych Łowów. I muszę przyznać, że jej pożegnanie z mężem, a także jego rozpacz po rozstaniu, naprawdę mnie ruszyła. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, że PAD jest dobrym skrypciarzem - tylko ktoś bardzo dobry może napisać śmierć zupełnie przypadkowej i nieznanej osoby tak, żeby kogoś wzruszyć.

Spider-Man: With Great Power... #2
S_O: Historii spomiędzy sklejonych kartek Amazing Fantasy #15 ciąg dalszy. A w nim - Peter poznaje kobietę, która nieświadomie będzie chciała złamać przepisy prawa cywilnego, dostaje kostium, buduje webshootery... rzuca paroma wrestlerami... i to by było na tyle. Ogólnie nie jest źle, ale poza poziom solidnego czytadła nie wychodzi.
Jaro: Większych zgrzytów tu nie było, ale ślamazarne tempo może trochę denerwować. Na plus można zaliczyć na pewno pokazywanie Petera jako zupełnego dzieciaka, dość dobrze wychodzi też jego bunt, a wszystko dodatkowo podkreśla dobrze dobrany sposób narracji. Brakuje tu jednak akcji, w pewnym momencie komiks zaczyna nudzić. W pierwszym numerze to było uzasadnione koniecznością pokazania sytuacji Petera, wprowadznenia w nią czytelnika, itp., jednak teraz Lapham mógłby puścić bardziej wodze fantazji, tym bardziej, że temat jest wdzięczny. Oby cała mini-seria nie była takim zbiorem scenek rodzajowych, bo to na dłuższą metę może być niestrawne.
Ocena: 5/10; soundtrack: Cypress Hill - (Rock) Superstar

avalonpulse0033h.jpgThor vol. 3 #6
Gil: No i wreszcie coś naprawdę dobrego! Numer wypełniony w większości scenkami rodzajowymi, które są nie tylko przezabawne, ale także świetnie obmyślone. Jest jednak coś więcej - szansa na powrót wszystkich Asgardczyków, a wraz z nimi wszystkiego, co tam było złe. Są więc fundamenty pod przyszłe powroty i epickie pojedynki, o których jakość się nie martwię. A prywatnie pozwolę sobie dodać, że byłoby fajnie, gdyby Thor i Odyn zostali teraz wrogami. Aha, jak mogłem zapomnieć - Lokinka coś knuje. Ocena: 8/10. Soundtrack: Isengard - Ut I Vannets Dyp Hvot Morket Hviler.

Gamart: Mieszkańcy Asgardu to świntuchy! Dobrze, że JMS zostawił Spidera, bo to, co robi przy Thorze, jest lepsze z numeru na numer, co jest trudne, gdy komiks jest bardzo dobry. Numer spokojny, gdzie mamy natłok tego, co w Thorze Straczynskiego naprawdę ujmuje, czyli zderzenia bóstw nordyckich z poczciwymi mieszkańcami małego miasteczka. Od sceny na zebraniu, przez historię z Hogunem [to jest macho!] do miłosnych uniesień Billa [ze świetnym przesłaniem] uśmiech nie zchodził mi z twarzy, bo to było naturalnie zabawne i przyjemne. Rozmowa Blake'a ze swoim atletycznym zmiennikiem popycha akcję do przodu, a powrót Odina i knowania Lokicy interesują. Komiks tygodnia jak zawsze.
Demogorgon: Numer tygodnia, ex equo z USM. Doskonale pokazano tutaj to, dzięki czemu tak lubię nowy Asgard w Oklahomie - relacje między zwykłymi ludźmi, a bogami. Już dla samego tego warto przeczytać ten komiks. 8/10
S_O: Co jest lepsze od interakcji Thora z mieszkańcami Oklahomy? Interakcje całego Asgardu z mieszkańcami Oklahomy! Trzy historyjki mieszkańców szczerze mnie ubawiły. Co do wewnętrzej rozmowy Donalda z Thorem - najwyraźniej Asgardczycy weszli w wiek dojrzewania i buntu. Heh, już sobie wyobrażam Volstagga zachowującego się jak typowy bulimik (palce do ust i w ogóle), czy Idunn ubierającą się na czarno i podcinającą sobie żyły.

Thunderbolts - International Incident
Gil: Gage dobrze radzi sobie z T-Boltsami. Zupełnie, jakby powoli wrzucał do piaskownicy Ellisa własne zabawki pewny, że wkrótce wszystko to będzie jego. Kto wie...? Ta historia złapała mnie już przy pierwszym zdaniu, wypowiedzianym przez dziennikarkę. Nie do końca jazda była tak dobra, ale atrakcji nie zabrakło. Chen Lu został dobrze przedstawiony, Strucker również niezgorzej, chociaż nie wiemy, jak to się będzie miało do wydarzeń z serii. Nie całkiem pasuje mi tu Zola, ale możemy założyć, że wziął wolny łykend u Skulla. Rysunki mogłyby być lepsze, ale specjalnie nie przeszkadzają. Ogólnie, jest to kolejny smakołyk spod szyldu Thunderboltsów. Ocena: 7/10. Soundtrack: David Bowie - China Girl.

S_O: Poniżej średniego poziomu Thunderbolts. Nie ma tu typowej dla tej drużyny chemii, chociaż to może dlatego, że ten numer skupił się na dwóch najnudniejszych członkach. Interesujący jest tu jedynie backup plan Swordsmana.
A następny one-shot będzie się skupiał na dwóch (a nawet trzech) dawnych wrogach Spidera, to może być ciekawe.

Ultimate Spider-Man #119
Hotaru: Mamy na świecie dwóch Brianów Bendisów i obaj pracują dla Marvela. To jedyne racjonalne wyjaśnienie. Jeden z nich pisze kiepskie historyjki, które możemy "podziwiać" w New i Mighty Avengers, drugi zaś to geniusz, które pod swe skrzydła wziął Ultimate Spider-Mana. Ten numer jest fantastyczny! Nie zmieniłbym ani jednej linii dialogowej, ani jednego wydarzenia. Stuart Immonen dostosowuje się do wysokiego poziomu scenariusza i również rysuje świetnie. Cliff-hanger numeru zapowiada jeszcze większą frajdę w następnym odcinku. Numer tygodnia!
Demogorgon: Ładnie, Bendis znów zgarnia numer tygodnia. I to w tygodniu, w którym wychodzi też pierwszy numer komiksu, przez który nasze wnuki mają nam zazdrościć czasów, w jakich żyliśmy (tak, piję do głupich zapowiedzi Kick-Assa). Wymiata tutaj wszystko, a szczególnie postacie. Bendis ładnie wyciągnął z tego Human Torcha, choć odstawił też na bok Kitty. Popisał się za to Kenny, a Iceman mnie rozbawił. Spider też wyszedł nieźle, ale dziwi mnie cliffanger z Magneto. Chciałbym wiedzieć, jak idzie chronologia Ultimate Marvela, żeby wiedzieć, czy Spider jest przed, czy po Loebtimates, a także gdzie musiała polecieć Storm. 8/10

X-Men Legacy #208 avalonpulse0033i.jpg
Gil: Zacznę od drobiazgu: rozbity X w tytule to świetny pomysł z kategorii "małe, a cieszy". Nie zwróciłem uwagi na to w zapowiedzi, więc zaskoczyła mnie obecność Romity młodszego i to zdecydowanie nie pozytywnie, bo X-Men szczególnie mu nie wychodzą. Na szczęście lepiej jest, gdy ołówek bierze Eaton. A fabuła? Ma solidne podstawy, ale budowanie na nich idzie wolno. Sam pomysł ma ogromny potencjał, a jego kiełki widać już w warstwie myślowej, ale trzeba będzie poczekać. Obiecująca jest obecność nie tylko Magneto, ale także Voght i Karimy, które gwarantują, że nie będzie to tylko historia o Charliem w rękach łotrzyków. Chyba pozostaje nam poczekać, a tymczasem ocena: 7/10. Soundtrack: A Perfect Circle - Gravity.
Fylyp3g: A mi się nie podobało. Miał być nowy początek, więc spodziewałem się czegoś ciekawszego. Komiks przegadany, rysunki nierówne. 3 na 6 - średni.
Foxdie: Nie myślałem, że to kiedyś napiszę, ale rysunki Romity w tym komiksie są fatalne. Za to całkiem nieźle wypada Scott Eaton. Jeśli chodzi o fabułę, to nic ciekawego, o obietnicach z zapowiedzi możecie zapomnieć. Właściwie ciężko powiedzieć, co tak naprawdę przyniesie ze sobą "Legacy". Wyjścia są dwa: Marvel próbuje maksymalnie przeciągnąć w czasie definitywną śmierć Xaviera; Xavier w okolicach Uncanny #500 powraca. Drugie rozwiązanie byłoby bardzo słabym posunięciem Marvela, na poziomie Spiderowego OMD. Póki co Carey się nie sprawdza. Męczy mnie też pytanie, czemu w żadnym komiksie X-Men nie próbują odnaleźć ciała profesora? Przeoczyłem coś ja, czy Marvel? Ocena: 5/10
Hotaru: Powtórka z historii, dosłownie i w przenośni. Xavier znów z dziurą w głowie, a na dodatek okraszony wspominkami starych, dobrych czasów. Naprawdę ktoś myślał, że to będzie interesujące? Na domiar złego okraszone w pięćdziesięciu procentach bazgrołami Romity... Eaton stara się jak może, ale z całym szacunkiem, tutaj nawet Michał Anioł nie zdołałby nadrobić tego, co Romita psuje. Za jedyny plus uznaję stan Omegi Sentinela i ostatnią stronę. Nic więcej. Szkoda Carey'a.
S_O: Wybiję się tutaj, ale uważałem kreskę Romity tutaj za lepszą od tego, jak zwykle rysuje (przynajmniej w pewnych momentach). Sama historia jest... hm... trochę słabsza, niż się spodziewałem, bo w końcu Carey stoi na równi z Whedonem, jeśli chodzi o wykorzystywanie starych pomysłów, żeby były ciekawe (porównajcie sobie Pandemica z 2007 i Awesome Androida/Mimica z 1963). Ale może to dopiero rozgrzewka (mam taką nadzieję). Mamy przynajmniej powrót Omega Sentinela.. no i... powrót kogoś jeszcze.
Jaro: Źle nie jest, dobrze jednak też nie. Odgrzebywanie tajemnic przeszłości w tym numerze jest dosyć marne, chociaż to pewnie zmieni się diametralnie w następnych, sam pomysł Exodusa na pozbieranie Charliego do kupy obecność tych retrospekcji dobrze uzasadnia, jednak nad całością unosi się zapach absurdu związany z kolesiem, który dostaje kulkę w głowę z taaaaaakiego guna, a którego ktoś jest w stanie w ogóle ratować. Oby to, co zostanie odkryte dzięki tym retrospektywnym "podróżom" było warte przedłużania umierania Xaviera (bo tego, że może on przeżyć na dłuższą metę, nie chcę nawet przyjmować do wiadomości). Trochę to wszystko słabe jak na Careya, ale przynajmniej ostatnia scena została świetnie rozegrana. Rysunki... Eaton naprawdę dał radę, Romita też dał radę, ale w Kick-Assie, tu za to dla zachowania równowagi napaprał tak paskudnie, że aż smutno się robi. Ocena: 5,5/10; soundtrack: Anathema - Looking Outside Inside
MadMarty:
Pomysł z dwoma rodzajami kreski mi przypasował - JRJR kojarzy mi się z tym TM-semicowymi, przegadanymi X-Men, gdzie też było dużo Xaviera. Niektóre panele są paskudne, ale zrzućmy to na karb oldschoolowości. To, że Xavier żyje z papką z mózgu (i że ma tylko dziurkę w głowie, biorąc pod uwagę, jak wyglądają ludzie po strzale z mniejszego kalibru [Katedra Patomorfologii i Medycyny Sądowej ;)). I to ta papka mu się nie wylała to cud. Ok, jest telepatą, już kiedyś się rozstrzelił pomiędzy wszyskich ludzi na świecie, więc powiedzmy, że jakoś sobie radzi. Jeśli seria będzie wypełniona flashbackami, to martwi mnie, że możemy dostać coś w stylu Wolverine: Origins, a tego byśmy nie chcieli, prawda?

World War Hulk Aftersmash - Damage Control #2
S_O: Aj waj. Jeśli ktoś spodziewał się wielkiej bitwy Thunderbolts vs Wszyscy Bohaterowie, Jakich Potrafił Narysować Espin, to się przeliczył, bo wszystko załatwił układ z Penancem (chociaż diabli wiedzą, czemu Robbie na to poszedł). Wszyscy, którzy kiedykolwiek wcześniej się pojawili, są tu prowadzeni off-character - Thunderbolts, Visioneer i Monstro, nawet cholerny Arch-E. Ten komiks jest zły.


X-Men: First Class vol. 2 #9
S_O: Taak... Wyczuwam zmęczenie materiału. Kolejne guest-starringi (tym razem Black Widow, Dum Dum Dugan i sam Nick Fury, że o oddziale Hydry nie wspomnę) okraszone odrobiną akcji. A w tym wszystkim zanika fakt, że komiks ten przedstawia przygody pierwszej piątki X-Men na początku ich edukacji - bo nie bójmy się tego powiedzieć, to się mogło wydarzyć w dowolnym momencie historii.


avalonpulse0033j.jpgYoung Avengers Presents #2
Gil: Co odróżnia ten numer od poprzedniego? Przede wszystkim brak patosu i przesadnego dramatyzmu tam, gdzie łatwo można by go wcisnąć. Po drugie, brak infantylności fabuły, która nie tylko jest solidna i przemyślana, ale także świetnie uzupełnia inne wydarzenia wokół Mar-Vella. Spotkanie ojca i syna ma to wszystko, co powinno mieć, ale przy tym nie uderza w melancholijne tony i nie jest pójściem na łatwiznę. Dialogi mają właściwe proporcje emocji i sensu, dzięki czemu wszystko wypada naturalnie. Ponadto, w odróżnieniu od poprzednika, w tym numerze rysunki są dobre i zachęcające. Nie przypominam sobie, bym miał wcześniej styczność panem Tolibao, ale chętnie zobaczę inne jego prace. Mam nadzieję, że reszta miniserii będzie na podobnym poziomie, który określa ocena: 7/10. Soundtack: Queen - Father To Son.

Hotaru: Miniseria jak na razie utrzymuje tendencję zwyżkową, ale nie oszukujmy się, po tym grafomańskim popisie zafundowanym przez Brubakera w numerze z Patriotem mogło być tylko lepiej. I jest lepiej, ale nadal nie jest dobrze. Miałem wysokie nadzieje, Reed pisze świetnie w Captain Marvel, tutaj jednak wyszło mu bez polotu. Ot, takie tam czytadło. Jedyne, co warto w tym numerze przeczytać, to siedem ostatnich słów. Tolibao też się nie popisał - jego rysunki wyglądają jak nędzna imitacja kreski McNivena. Kiedy w końcu dostaniemy porządny komiks z Young Avengers?
S_O: Tak jak się spodziewałem, bez potrzeby smęcenia o Najjaśniejszej Ameryce, poziom serii się podniesie. Nadal jednak nie jest to poziom pierwszej maxi-serii z YA. I, patrząc na zapowiedzi kolejnych części, nadal będzie podobny - w końcu na ile sposobów można smęcić o kompleksach nastoletnich bohaterów, związanych ze swoimi idolami?

Zombie - Simon Garth #4
Gil: Po trzech numerach klasycznego zombiactwa, równie klasyczny finał. Jest naukowiec, który wszystko wyjaśnia, jest dramatyczna próba znalezienia wyjścia - okraszona oryginalnymi relacjami między postaciami - i wreszcie jest bombowy finał w filmowym stylu. Fajnie się czytało, fajnie oglądało i fajnie by było, gdyby Kyle Hotz napisał i narysował jeszcze coś w tym stylu. Ocena też fajna, bo mocne 6/10. Soundtrack: Lordi - Good To Be Bad.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:

avalonpulse0033a.jpg Daredevil vol. 2 #105

Autor: Marko Djurdjevic

Gamart: W końcu mogę opisać jedną z pięknych okładek do Daredevila Djurdjevica. Jak zawsze przepełniona szczegółami, wystarczy spojrzeć na postrzępiony kaptur Feara. Pomysł z odbiciem bohatera oklepany, ale przedstawiony świetnie. Do tego idealnie nałożone kolory i kostium Matta, na którym widać nawet łączenia na masce. Mam nadzieję, że Marko jeszcze długo będzie robił takie okładki.



avalonpulse0033b.jpgWorld War Hulk Aftersmash - Damage Control #2

Autor: John Romita Jr.

Hotaru: Aż sam się sobie dziwię, że wytypowałem tę okładkę. Autorem jest Romita Junior, którego nie znoszę. Wybrałem tę okładkę zanim zobaczyłem, kto jest jej autorem, ale nie wycofuję się z tej decyzji z kilku powodów. Po pierwsze, nie figurują na niej żadne ludzkie postaci, które rysownik mógłby swoim zwyczajem zohydzić. A po drugie, mądry piesek robi z numerem WWH to, co ja zrobiłbym z każdym naskrobanym przez Paka i nabazgranym przez Romitę zeszytem. Tak trzymać, Reksio!


avalonpulse0033c.jpg Kick-Ass #1

Autor: John Romita Jr.

Lex: Właściwie mógłbym powtórzyć pierwszych kilka zdań Hotaru. Nie znoszę Romity, ale jednak ta okładka zrobiła na mnie największe wrażenie w minionym tygodniu. Dynamiczna, intrygująca i jednocześnie prosta. Romita nie miał czego zepsuć, a jego kreska pasuje do tego komiksu.





Gniot tygodnia:

avalonpulse0033d.jpgHouse of M - Avengers #5

Autor:
Mike Perkins

Lex: Okładka spod znaku "zupełnie nie mam pomysłu, co narysować". 1/3 strony udało się zapełnić płaszczem Cloaka i to jest chyba najciekawszy jej element. Pozostali bohaterowie stoją w dziwnych pozach i są zbytnio do siebie zbliżeni. Widok z góry i pod dziwnym kątem nie sprawdził się. No i skąd pomysł na białą plamę w charakterze "podłogi"/tła?






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.02.27



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.