Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Iron Fist: The Living Weapon vol. 1: Rage oraz vol. 2: Redemption - Rodzyn

Tuż przed premierą najnowszej solowej serii o przygodach Iron Fista i gdy jego serialowe przygody są już dostępne do obejrzenia na platformie Netflix, przybliżamy Wam ostatnią serię, w jakiej dwa lata temu w pojedynkę występował Danny Rand. 


Jeżeli ktoś szuka najlepszego komiksu o przygodach Iron Fista, jaki ukazał się w ostatnich latach, a być może i w historii tej postaci w ogóle, to powinien sięgnąć po run Brubakera, Fractiona i Aji, nie tak dawno zapowiedziany na polskim rynku przez Mucha Comics. Nie jest to do końca najlepszy sposób na rozpoczęcie recenzji innego, nowszego komiksu o tym bohaterze, ale dobry punkt wyjścia dla tekstu o nim. To wspomnianej trójce udało się stworzyć wciągającą i angażującą historię, która rozwinęła w ciekawy sposób mitologię świata K'un-Lun i samego Iron Fista. Gdy ich czas jako twórców dobiegł końca, nie znaleziono dla nich dobrego zastępstwa i czytelnicy musieli zadowolić się powtórną lekturą tego co już powstało. 

Pięć lat po zakończeniu tamtej serii, Kaare Andrews postanowił w pojedynkę zmierzyć się z postacią Iron Fista i od początku widać, że miał na niego określony pomysł i wiedział jaką historię chce opowiedzieć. Danny jest tu wyjątkowo znudzonym życiem, poważnym mężczyznom, minimalnie przypominającym to jak był wcześniej przedstawiany. Znalazł się w takim punkcie swojego życia, że niewiele jest w stanie go ucieszyć i zadowolić. Ten smutek przenosi się na klimat całego komiksu, który od początku stara się być poważną historią, by jednak z czasem w tym wszystkim trochę namieszać, ale o tym za chwilę. 

Gdy spotykamy Danny'ego, udziela on wywiadu Brendzie, pewnej nieznajomej dziennikarce. Staje się to po części pretekstem do kilku retrospekcji z tragicznej podróży chłopca i jego rodziny do K'un-Lun, które aktualizują genezę postaci. Ich dalsza interakcja zostaje przerwana przez atak ninja, a gdy sytuacja się uspokaja, natrafiają na małą dziewczynkę, która oznajmia iż pochodzi z K'un-Lun i okazuje się, że to ona jest celem ich przeciwników. Danny pozostawia dziewczynkę w rękach Brendy, samemu udając się do swojego dawnego domu. Zastaje go w tragicznym stanie, co wielu czytelnikom może się nie spodobać, podobnie jak los kilku kluczowych postaci z wspomnianego już runu z serii Immortal Iron Fist. Reakcja Iron Fista na całą sytuację również jest bardzo nieracjonalna i będzie miała dla niego konsekwencje w dalszej części historii. Wszystko to jednak utrzymane jest w stylu wyznaczonym na początku serii, ale do czasu, gdy poznajemy głównego złego. 

Przeciwnik Iron Fista jest groteskową mieszanką pewnych postaci z przeszłości Danny'ego, która zaburza klimat zbudowany na pierwszych stronach komiksu i otwiera furtkę do wprowadzenia kilku innych dziwnych rozwiązań. Andrews zaczyna bawić się motywami, a sama historia zaczyna być równie szalona, co sam Danny po konfrontacji z głównym przeciwnikiem. Podobnie jak w recenzowanym przeze mnie ostatnio Spider-Man: Władza i tu nie brak odwołań do dzieł Franka Millera i można znaleźć tu wiele inspiracji jego komiksami. Nie wypada to źle, ale zaczynam się zastanawiać, jaki jest właściwie styl samego Andrewsa i czy potrafi powstrzymać się od tak oczywistych i częstych nawiązań. Jest w tym jednak jakiś plus: Miller nie stworzył od dawna czegoś równie dobrego, a na pewnym etapie jego kariery taki komiks mógłby być mu bez wątpienia przypisany. Kto więc za nim tęskni, tutaj powinien zaspokoić potrzebę takiej lektury. 

Historia dalej prowadzona jest wielotorowo. Po pierwsze, mamy głównego bohatera, którego gniew i chęć zemsty zamienia się na pewnym etapie, jak sam to nazywa, w drogę ku odkupieniu. Opiera się to głównie na próbie powrotu do zdrowia i radzeniu sobie z wciąż żywą tęsknotą za matką, a wszystko to w ramach pewnej duchowej wędrówki. Po drugie, śledzimy losy Brendy, która chce ochronić dopiero co poznaną dziewczynkę, będącą w posiadania cennego jaja. Do tej dwójki dołącza także pewnie policjant, który zostaje przypisany do sprawy ataku na nie i towarzyszy im aż do samego końca. Ostatnim wątkiem są retrospekcje, które zabierają nas dalej niż tylko podróż rodziny Randów do K'un-Lun, gdyż opisują także pobyt Danny'ego w tym mieście i jego przyjaźń z jedną z tamtejszych dziewczynek. 

Przy lekturze pierwszego tomu bawiłem się naprawdę dobrze i byłem nastawiony na porządną lekturę. Drugi tom był jednak pewnego rodzaju rozczarowaniem i choć dalej miał dobre momenty, to czuję, że Andrews przeszarżował w paru momentach i zaprzepaścił pewną część potencjału, jaki miała ta seria. Nie dziwię się, że tak mocno podzieliła jej czytelników, gdyż mogła mocno zdenerwować fanów Immortal Iron Fist ale z drugiej strony też przemówić do osób dopiero poznających jego postać. Sam jako fan runu Brubakera, Fractiona i Aji poczułem spory zawód, bo liczyłem na w końcu równie ciekawą opowieść, a zamiast czegoś wyjątkowego wyszło raczej coś średniego i dlatego boli to dwa razy bardziej. Kaare Andrews dostarczył świetną szatę graficzną, z wieloma zaskakującymi planszami i sprytnym wykorzystaniem kadrowania, jednak nie dobił do tej poprzeczki gdy chodzi o jego scenariusz. Nie wspominam źle samej lektury, to ostatecznie dobrze skonstruowana opowieść, ale elementy jej finału zaburzają mi spójność tego dzieła. 

Na pewno jest to komiks dla osób, które pokochały prace Franka Millera, dla czytelników, którzy lubią połączenie mroczniejszego klimatu z groteską i absurdem. Nie jestem przekonany, by dotychczasowym fanom Iron Fista przypadła taka interpretacja do gustu, bo Danny i świat go otaczający daleki jest od tego co dotychczas widzieliśmy. Jest to jakieś wzbogacenie tego zakątka uniwersum Marvela, choć po zakończeniu serii chyba nikt jeszcze nie podjął żadnych wątków z The Living Weapon. Możliwe, że startująca już niebawem nowa seria z solowymi przygodami Danny'ego Randa coś w tej kwestii zmieni, ale bardziej liczyłbym na zapowiedzianą już ponad rok temu kolejną serię autorstwa Andrewsa, czyli Iron Fists. Ma podjąć wątek młodej dziewczynki, która na początku serii pojawiła się w życiu Iron Fista i jej życia u jego boku. Jak tym razem poradzi sobie ten twórca, to się dopiero okaże, pierwsze podejście wypadło mu raczej średnio, mimo dobrego początku. 



Rodzyn
vol. 1: Rage 
scenariusz i rysunki: Kaare Andrews 
zawiera: Iron Fist: The Living Weapon #1-6 
liczba stron: 136 
cena: $17,99 

vol. 2: Redemption 
scenariusz i rysunki: Kaare Andrews 
zawiera: Iron Fist: The Living Weapon #7-12 
liczba stron: 136 
cena: $17,99 

a 11 kwietnia premiera: 
Iron Fist: The Living Weapon Complete Collection 
scenariusz i rysunki: Kaare Andrews 
zawiera: Iron Fist: The Living Weapon #1-12 
liczba stron: 272 
cena: $34,99





Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.