Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #28 - Marvels TP

Marvels TP
Scenariusz: Kurt Busiek
Rysunki: Alex Ross
Okładka:
Alex Ross
Liczba stron: 216
Cena: 19.95$
Zawiera: Marvels #0-4, okładki numerów, przedsłowie Stana Lee, komentarze Kurta Busieka, Alexa Rossa, Johna Romity


1.jpgredevil: Czternaście lat minęło od opublikowania tego komiksu. Ja sam dowiedziałem się o jego istnieniu jakieś pięć lat temu i od razu się w nim zakochałem. Zszokowała mnie jego monumentalność i realność, które to odebrałem, patrząc na okładki i przykładowe plansze malunków Rossa. Nadszedł w końcu dzień, w którym dostałem to cudo do ręki, po pobieżnym przekartkowaniu i "ochach" i "achach" wziąłem się za czytanie... i odłożyłem śmiertelnie znudzony w połowie pierwszego zeszytu.

Przede wszystkim już po kilku stronach odrzuciły mnie malunki Rossa. Nie zrozumcie mnie źle - doceniam kunszt artysty, niemniej jednak ich rozmach wywołał u mnie znużenie. Zdecydowanie wolę, gdy jakiś komiks jest ozdobiony tylko jego okładkami. Po kilku stronach, wykonanych niemal z fotograficznym kunsztem, poczułem się strasznie dziwnie w tym świecie pełnym cudów. Postacie, a należy zaznaczyć, że scenariusz opierał się na początkach działalności "domu pomysłów", wydały mi sie po prostu sztuczne i naiwne, bajkowe (aż chciałoby się napisać komiksowe, powtarzając wielki banał). O ile we współczesnych opowieściach super bohaterów przedstawia sie z lekkim dystansem (Amazing Spider-Man) lub maksymalnie realnie (Ultimates), to wydaje mi się, że tu artysta przedobrzył - chciał przedstawić obdarzonych mocą ludzi w sposób realny, zrobił to tak dobrze, że wyszła mu karykatura, zniknęła otoczka umowności, którą mam, czytając przygody "zdumiewającego człowieka w obcisłych rajtuzach". Nie mogłem traktować ich poważnie, miałem uczucie, że oglądam film z lat sześćdziesiątych i podśmiewam się ze strojów ówczesnych ludzi. Uczucie podobne do tego, jakie towarzyszy, gdy oglądam serial Batman z Adamem Westem.

Scenariuszowo komiks uważam za po prostu słaby. Głównym bohaterem jest Phil Sheldon, zwykły reporter, który ma (nie)szczęście być świadkiem i uczestnikiem wielu historii z udziałem super ludzi. Niestety, na wszystkich tych stronach, ani przez chwilę jego postać nie wydała mi się interesująca, żadne z jego słów czy myśli nie wydały mi się warte zapamiętania. Jako główny bohater miniserii Sheldon rzucany był po tak wielu wydarzeniach, że każde kolejne witałem już później z uśmiechem. Pojawienie się młodej mutantki w jego domu sprawiło nawet, że odłożyłem komiks na kilka dni. Phil do końca pozostał "płaską" postacią, jak na bohatera komiksu był zbyt mało porywający, jak na zwykłego człowieka zbyt mało ludzki. Scenarzysta nie wyposażył go w żadne cechy, które pozwoliłyby mi się do niego ustosunkować i nabrać jakiegoś odcienia emocji. Sheldon stał się najgorszą możliwą postacią, jaka powstaje przy pisaniu - czytelnikowi pozostał obojętny. Reszta postaci natomiast wydaje się być wtłoczona na siłę, często podczas lektury odnosiłem wrażenie, że Busiek wplótł za dużo wydarzeń, tak naprawdę nie poświęcając żadnemu z nich nawet minimum uwagi, przez co komiks nie czyta się jako sensowną historię, a ładnie ilustrowaną encyklopedię dziejów Marvela.

W komiksie z całego serca polecić mogę tylko jedną stronę - okładkę ze Spider-Manem, uważam więc, że kupowanie tego tpb to strata pieniędzy. Moja ocena 2/10.

Gamart: "Marvels, I called them and that's what they were.". Słowa głównego bohatera, fotografa Phila Sheldona z pierwszego zeszytu, można uznać za podsumowanie całego pomysłu zawartego w tym już legendarnym komiksie. 14 lat temu Kurt Busiek (który jest znany z uwielbienia do grzebania w historii uniwersum, czego przykładem jest Avengers Forever) i Alex Ross przedstawili nam historię bohaterów Marvela na przestrzeni lat, z punktu widzenia mieszkanców Nowego Jorku, a szczególnie Sheldona, który jest narratorem całej opowieści. Od razu muszę zauważyć, że fabularnie jest to komiks poprawny i to nie przez historię stał się legendarny (zresztą większość przedstawionych wydarzeń znamy), ale jej wykonanie.

Razem z głównym bohaterem znajdujemy sie cały czas w ogniu najważniejszych wydarzeń w uniwersum, oglądamy, jak tworzyła się historia. Równocześnie przyglądamy sie również życiu prywatnemu Phila i temu, jaki wpływ mają na nie tytułowe Cuda. Jednak element ten jest przeciętny i widać, że Busiek jest najlepszy w zajmowaniu się nadnaturalnymi wydarzeniami, ponieważ między głównymi bohaterami nie czuć chemii. Chociaż można mu to wybaczyć, gdyż jest to tylko dokładka do głównego dania, jakim jest branie udziału w historycznych wydarzeniach. Każda część pokazuje wielu bohaterów Marvela (bardzo cieszy duża liczba nawiązań do postaci mniej znanych, a scena z Danem Ketchem czy wystawą rzeźb Alicji Masters są majstersztykiami takiej zabawy z fanem), ale w szczególności skupia się na wybranej grupie czy bohaterze. Tak więc będzie nam dane zobaczyć pierwszych superbohaterów, czy przyjrzymy się z bliska Avengers, Fantastic Four, X-Men i Spider-Manowi. Największym plusem strony fabularnej jest na pewno pomysł skupienia się na reakcjach ludzi i wydarzeniach, które dzieją się w tle np. walki z Galactusem. Oczywiście w pewnym momencie może denerwować to, jak często Sheldon jest w centrum wydarzeń, ale co możemy począć? To Nowy Jork w komiksie. Bolączką całej historii jest jednak to, że jest w pewnych momentach nierówna i może się dosyć trudno czytać, ale zawsze, gdy coś zaczyna przynudzać, to dostajemy kopa mocnym ładunkiem emocjonalnym czy świetnie przedstawiona sceną i zapomina się o tym, co nas irytowało. Ciekawym pomysłem jest też wątek mediów i tego, jak napędzają wydarzenia, wszystko tutaj kręci sie wokół prasy. To ona jak zawsze jest opiniotwórcza, Namor wyzywa Torcha przez telewizję, a wszystko jest na bieżąco relacjonowane przez radio. Do tego to wszystko jest okraszone naprawdę dobrymi malowidłami Rossa.

Właśnie część rysunkowa jest tym, przez co komiks stawiany jest na najwyższej półce. Muszę przyznać, że nigdy nie byłem wielkim fanem Rossa, ale w Marvels mnie nie zawiodł. Mamy oczywiście jak to u Rossa, twarze które często przypominają odlewy woskowe, ale sceny walk w jego wykonaniu, czy innych spektakularnych wyczynów superbohaterów zapierają dech w piersiach. Dla samel części z Gwen Stacy warto posiadać album na półce, gdyż jest to jedna z najciekawszych i najbardziej emocjonalnych historii z tą bohaterką. Można powiedzieć, że cały komiks jest portfolio Rossa.

Ciężko oceniać ten komiks, gdyż każdy pewnie podejdzie do niego inaczej, ponieważ nie jest to zwykła historia. Przeciętny czytelnik raczej nie będzie nia szczególnie zachwycony, fabuła mimo paru naprawdę ciekawie poprowadzonych wątków (mutanci) nie zaskakuje i nie wciąga szczególnie, jest bardzo patetyczna. Rysunki Rossa również są dosyć specyficzne i nie każdemu będą się podobać. Jeżeli natomiast jesteś fanem uniwersum, to bierz w ciemno. Będzie dane ci przeżyć wszystkie najważniejsze wydarzenia naszego ulubionego świata z punktu widzenia przeciętnego człowieka i poczuć się, jakby to było znaleźć sie tam, gdy nad nami kroczy Giant Man, a obok przelatuje Green Goblin. Jedno jest pewne, warto znać tę historię. Moja ocena 7/10.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.