Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalony 2016

Głosowanie dobiegło końca i pora poznać zwycięzców tegorocznych Avalonów. W rozwinięciu dowiecie się, na kogo głosowali nasi forumowicze i poznacie ich opinie.

Avalony 2016



Najlepszy Ongoing






Zaskoczenia wielkiego nie ma: Vision (20) skradł serca polskich fanów podobnie jak wielu innych czytelników i krytyków. Dominacja tego tytułu jest znacząca mimo iż Marvel wydał wiele ciekawych tytułów, chociażby obecny na drugim miejscu Mighty Thor (6). 


Krzycer: All-New Wolverine jest najlepszym tytułem o mutantach i bardzo dobrym, rozrywkowym komiksem samym w sobie. Mighty Thor jest sympatyczne i nieco zwariowane, choć jak na Aarona to i tak wyjątkowo stonowany komiks. Spider-Man to chyba ostatni dobry Bendis w Marvelu (początek Jessicki Jones jakoś mnie nie porwał, ale zobaczymy.) Totally Awesome Hulk jest ok. Ale z całej tej paczki tylko Black Panther może startować do Visiona pod względem ambicji. Tyle tylko, że Black Panther w tych ambicjach nieco grzęźnie, komiks jest trochę przegadany, w efekcie ta zaduma nad rolą władcy w państwie jest... sucha. A Vision gra w superlidze. Rysunki, scenariusz - wszystko tutaj współgra, by stworzyć jedną z najlepszych historii, jakie Marvel kiedykolwiek wydał.
grzgrzegorz: Moon Knight vol. 8, bo lubię. DD i Punisher na razie są dopiero "do kupienia", bo skupiam się na zbieraniu staroci z nimi. Reszta mnie ani grzeje, ani ziębi.
wolvie111: Od siebie wspomniałbym o bardzo dobrych Uncanny Avengers (głównie ze względu na Rogue, którą mogę dostać tylko tutaj) i Scarlet Witch (podoba mi się koncept z podróżowaniem i jednocześnie zmianą stylistyki na każdy numer). Black Panther nie, bo jak ktoś wspomniał, bywa totalnie przegadany. Mighty Thor to świetna postać Jane i genialny Dauterman, ale miał swoje potknięcia. Moon Knight ostatecznie przegrywa z Visionem, bo jednak, gdy się zastanowię, to z większą niecierpliwością czekałem na nowe rozdziały z życia tej popapranej rodzinki. Czytało się to jak najsolidniejsze thrillery Stephena Kinga.
Undercik: Nie czytałem w zeszłym roku za dużo nowych rzeczy od Marvela. Więc możliwe, że gdzieś tam z boku uchowało się coś lepszego, ale powątpiewam. Vision to nie tylko najlepsza pozycja Marvela w 2016, ale jeden z najlepszych komiksów superhero, jakie czytałem. Tak naprawdę nie wiem, czego tutaj nie chwalić. Tom King wziął postać, na której temat wydawało się, że już wszystko napisano i wynalazł ją na nowo, dopisując do niej jakże niezwykle ciekawą obsadę. Już sam koncept rodziny Visionów z zapowiedzi All-New Marvel (czy jak to tam się nazywało, gubię się już :P) wydawał się intrygujący i oryginalny. Do tego świetne wykonanie, tak różne od standardowej superbohaterskiej papki. Jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić, to rysunki, ponieważ nigdy nie byłem fanem Walty. Tu jednak jego prace nie dają mi podstaw, abym stawiał je po stronie minusów. Oczywiście są wśród tych nominacji pozycje bardzo dobre, ale to Vision miał to coś "ekstra", co wyróżnia go na tle reszty. Szkoda, że King trafił do DC na wyłączność.
Pariah: Nie wszystko czytałem, więc nie jest to może głos obiektywny, ale będzie All-New Wolverine przed Mighty Thor. Mam awersję do samego tytułu serii czy też kostiumu Logana, który na Laurze kiepsko leży, ale czyta się to rewelacyjnie. No i jak ja mam nie kochać Gabby i Johnatana :)? Aż by się chciało takiego futrzaka przygarnąć :) (tak, wiem, że to nie jest zwierzątko domowe).
colossus28: Nie bez kozery Vision Kinga wygrywa wszystkie plebiscyty za najlepszy ongoing w 2016, bo to świetna rzecz jest. Trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię i dużo odwagi, żeby robota ubrać w koszulę, założyć mu kapcie i zrobić z niego "normalnego" człowieka, mającego rodzinę i przyziemne problemy (bo i takie się przecież zdarzały). Wielkie brawa za oryginalność i za to, że to wszystko wypaliło, choć na początku pewnie wielu kręciło nosami.
dariusman: Wybór nie może być inny: Vision. Najlepsza seria Marvela od lat. King odstawił na bok konwencję superbohaterską i zamiast tego napisał dramat rodzinny - o sztucznych ludziach zmagających się ze swoją innością i ostatecznie ponoszącymi porażkę. Dostaliśmy czterech świetnie sportretowanych bohaterów, którym się kibicuje w codziennej walce o normalność. Fascynująca lektura, która natychmiast wchodzi do kanonu klasyków wydawnictwa.
jdtennesse: Jako fan mutantów chciałbym na nich zagłosować... Niestety, mało mają obecnie dobrych serii; na szczęście jest Laura i jej seria, która jest najlepszym tytułem o mutantach. Jednak głos poszedł na Visiona.
Archie: Głos na świetną robotę od Kinga. Vision to jedno z największych zaskoczeń 2016.
Utek: Jedyny słuszny wybór - Vision!
czarny_samael: Ultimates. Na żaden inny komiks tak nie czekam, żaden inny nie był tak równy, a do tego ustrzegł się większych głupot.

Najlepsza Miniseria








Kategorię zdominowały dwie miniserie o mutantach, które poza tym wiele wspólnego ze sobą nie mają. Death of X (8) to tytuł z samego centrum obecnych wydarzeń, który swoje miejsce zagarnął zapewne przez zaskakujący twist fabularny z ostatniego numeru, zaś X-Men: Worst X-Man Ever (8) z tym co się teraz dzieje u mutantów nie ma nic wspólnego i taka alternatywna rzeczywistość była z tego powodu ciekawą odskocznią. 


Undercik: Prawdopodobnie gdyby nie pozytywne opinie w sieci i fakt, że komiks rysowany był przez Michaela Walsha, to po X-Men: Worst X-Man Ever nigdy bym nie sięgnął. Byłoby to wielkim błędem. Z pozoru to kolejna zbędna miniseria z mutanckiego zakątka Marvela, pisana przez nieznanego scenarzystę, a tak naprawdę to jeden z najlepszych komiksów o X-Men w ostatnim czasie. To jednocześnie bardzo mądra parodia, a także fajny metakomentarz. Wie, w którym miejscu zaśmiać się z formuły komiksów o X-Men tak, aby to rzeczywiście bawiło, a nie zalatywało klozetowym humorem. Do tego pokazuje część postaci od tej naprawdę pozytywnej strony. Korzystając z bycia elseworldem, przedstawia te najbardziej znane wariancje na temat najpopularniejszych bohaterów, co jest przyjemnym powiewem świeżości. Nie pamiętam, kiedy czytanie komiksu o X-Men sprawiło mi taką przyjemność. Bemis pomija tu te wszystkie irytujące zmiany, jakie zaszły w X-linii ostatnimi laty i to działa. Bez tych naleciałości milej czytać o poczynaniach bohaterów. Dodatkowo scenarzyście udało się stworzyć kilka naprawdę fajnych nowych postaci, a główny bohater daje się lubić i jest jednocześnie świetnym nośnikiem dla czytelnika. Gdyby nie Vision, X-Men: Worst X-Man Ever prawdopodobnie wygrałby u mnie w każdej kategorii.
jdtennesse: X-Men: Worst X-Man Ever. Death of X nie było na tyle dobre, bo zbytnio rozdmuchane. A XWXE dostaje głos za inną jakość historii o mutantach.
czarny_samael: Death of X. Coś, na co naprawdę czekałem, coś, co było po prostu potrzebne, coś, o czym postacie w Marvelu gadały non stop i coś, co pokazało, jak tam wszyscy poza Cykiem i jego zwolennikami mają nie po kolei w głowie. Fanatyzm Inhumans i ich religijnych bajań, który jest ważniejszy od dosłownie wszystkiego, a jeszcze cześć mutantów nawija o tym, jaki to Cyclops był straszny, że chciał coś w tej sprawie zrobić. Na szczęście tutaj, w przeciwieństwie do AvX, to było tak wyłożone, że teraz po prostu nie można mieć wątpliwości, która strona ma rację. A i kolejny kamyczek do pokazywania, do czego pchają ludzi ich wierzenia bardzo na plus.


Najlepsza historia



bez tytułu 
Vision #1-12 
scenariusz: Ton King, rysunki: Gabriel Hernandez Walta, Michael Walsh




Dzieło Toma Kinga ponownie przytłoczyło innych nominowanych, zgarniając ponad połowę głosów (17), a reszta pretendentów do tytułu najlepszej historii roku musiała zadowolić się ich niewielką, prawie równo rozłożoną liczbą.


FlexMentallo: Dla mnie najlepsza była historia Moon Knight: Incarnations z zeszytów #6-#9 tej serii. Ta historia była tak rewelacyjnie napisana i zilustrowana, że nie szło się oderwać.
Pariah: No, w końcu mogę oddać sprawiedliwość Jane. Obie historie dobre, więc tie-breakerem będzie tytuł. Głos na "Thunder in her Veins".
dariusman: Znowu Vision. Tutaj mógłbym napisać to samo, co w temacie o najlepszym ongoingu. Ta seria wyrasta poziomem ponad resztę i tutaj nawet świetne fabuły z Black Panthera czy Black Widow nie oferują tego, co można znaleźć w historii o Visionie i jego rodzinie.
jdtennesse: "bez tytułu" X-Men: Worst X-Man Ever #1-5. Na Visiona i tak już oddałem więcej głosów ;)
Utek: Wszystkie 12 numerów Visiona zasługuje na uznanie!
Darth: Gdyby historie z Mighty Thor umieścić jako jedno to bym się wahał, ale osobno jednak odstają. "Rise of Alpha Flight", było dobre, aczkolwiek bardziej podobała mi się jej pierwsza część w stylu "Aliena" niż późniejsza inwazja obcych, którzy nie chcą słuchać, że to jedno wielkie nieporozumienie. Vision – nie mam już wymówki by tego nie wyróżnić. Zamyka ono wszystkie istotne wątki, ma co prawda wady, ale wciąż jest naprawdę dobrym kawałem historii obyczajowej. Sama seria jest praktycznie tytułem jednej, dobrze przemyślanej historii, stąd jeśli miałbym ją wesprzeć, to przede wszystkim tutaj będzie idealnie.

Najlepszy numer





Było blisko i kolejna kategoria mogła trafić na konto przygód Visiona, jednak z przewagą jednego głosu numerem roku został Amazing Spider-Man: Renew Your Vows #1 (9). Może to i zaskoczenie, ale wyraźny znak, że nie wszycy fani Pająka darzą sympatią run Slotta i z chęcią wróciliby do czasów sprzed "One More Day".  


dariusman: Pierwszy numer Spider-Man: Renew You Vows. Wiecie, dlaczego? Bo po raz pierwszy od dawna czułem, że czytam przygody tego Petera Parkera, którego jako dzieciaka pokochałem i tym bardziej staje się ewidentne, jaką katastrofą było to, co się z nim stało w 2007 r..
jdtennesse: Vision #7. Mimo, że nie pałam miłością do Avengers, to doceniam tę serię, a i na bohatera spojrzałem inaczej.
Darth: Star-Lord #1, nie znam, dalej. Steve Rogers: Captain America #2, kontrowersyjne nie oznacza z miejsca "dobre", dalej. Vision #12, jest OK... co? Doctor Strange Annual #1, sympatyczne i miło wiedzieć, że Clea wciąż żyje. Black Widow #7, o tak, to jest numer, dzieki któremu przekonałem się co do głównego przeciwnika tej serii, a sama konfrontacja z dyrektorką również robi wrażenie. Howard The Duck #8 prawdopodobnie mój ulubiony numer w całej serii, całkiem emocjonujący pomimo paru głupawych (zamierzonych) momentów. I jaka ładna okładka. Amazing Spider-Man: Renew Your Vows #1, powinienem dostać jakaś nagrodę, że na to nie zagłosowałem, a każdy nerw mojego ciała mnie do tego zachęca, aby zrobić na złość Marvelowi. Ale bądźmy odpowiedzialni, głos na Vison #7. Komiks jest w zasadzie krótkim ukazaniem tego, jak wyglądał związek Visiona i Wandy na przestrzeni lat i szczerze mówiąc, robi to nie tyle umiejętnie, co emocjonująco, poruszając przy tym wiele istotnych kwestii oraz problemów, przed jakimi musieli stawić czoła i co koniec końców doprowadziło do ich rozstania, głównie dlatego, że nie mogli poradzić sobie ze zmianami, jakie zachodziły w ich życiach i jak to oddziaływało na ich związek. Szczególnie dobrze wypada tutaj samo przedstawienie Visiona, niewątpliwie cierpiącego w wyniku ich "walącego się" małżeństwa, czy Vison może kwestionować rzeczywistość, skoro on sam nie jest prawdziwy. Nawet nędzny żart o tosterach ma w sobie zawarty spory ładunek głębi i emocji, zwłaszcza, gdy zorientujemy się, kto je wypowiada. Definitywnie najlepszy pojedynczych zeszyt tego roku, skupiający się na kwestiach obyczajowych, niż super-bohaterskich. 
czarny_samael: Death of X #4, świetne wyjście z tematu i coś, na co czekałem przez prawie rok. Jak zwykle #TeamCyclops.


Najlepszy scenarzysta



Jason Aaron
Mighty Thor vol. 2, Star Wars vol. 2, Doctor Strange vol. 4, Unworthy Thor


Choć dzieło Kinga zostało serią i historią roku, musiał zadowolić się drugim miejscem w tej kategorii (10), gdyż scenarzystą roku został Jason Aaron z ponad połową głosów (16). Aaron konsekwentnie tworzy swoją sagę o Thorze, którą w ubiegłym roku można było śledzić w Mighty Thor i Unworthy Thor, a na dobrym poziomie stały również pisane przez niego przygody Stephena Strange'a, jak i bohaterów uniwersum Gwiezdnych Wojen.


colossus28: King dostał najlepszy ongoing, więc głos w tej kategorii wędruje do Jasona Aarona. Bardzo dobry rok w jego wykonaniu, dwa tytuły, które są conajmniej dobre (Mighty Thor, Doctor Strange), Star Warsów nie czytam, więc nie biorę tego pod uwagę.
dariusman: Gdybym miał być sprawiedliwy, to bym zagłosował na Jasona Aarona jako, że ma bardzo dobry rok i na wyróżnienie zasługuje. Jednak muszę być konsekwentny i oddać głos Tomowi Kingowi. Jego Vision zostawił resztę daleko w tyle - pomysłem, scenariuszem, klimatem oraz autentyczną głębią. Głos daję tym bardziej, że dla Marvela napisał niejako gościnnie, woląc wiązać swoją karierę z konkurencją.
Darth: Jason Aaron to najlepszy scenarzysta tego roku. Regularnie tworzy dwie serie (może trzy, ale Star Wars nie czytam), które czytam regularnie i trzymają równy poziom, mające poczucie istotności oraz epickości zdarzeń, a ostatnio doszedł do tego Unworthy Thor. Możecie się kłócić, czy historia Kinga nie była jakościowo dużo lepsza, ale Aaron bije go na głowę ilościowo. Jedynym, który mógł mu zagrozić byli Lemire i Spencer, aaale. Ten pierwszy płodził Extraordinary X-Men (najgorszy tytuł o mutantach tego roku, moim skromnym zdaniem), Old Man Logan vol. 2 dobre momenty przeplata słabszymi, All-New Hawkeye vol. 2 był dobry, ale nic poza tym. Zasadniczo jedynie Moon Knighta można uznać za serię bardziej niż udaną, tyle tylko, iż wciąż nie ma pewności, jak się ona skończy i jedna zła decyzja może przekreślić wszystko to, co napisał do tej pory. Spencer natomiast dostał w zasadzie to miejsce bo "miał jaja, by zrobić z Capem to, co zrobił", aczkolwiek to nie znaczy automatycznie, że jest dobrym scenarzystą. Nie jest zły, ale Avengers Standoff było meh (bardziej wina wydawnictwa, ale niesmak jest), Astonishing Ant-Man za bardzo próbował być Superior Foes moim skromnym zdaniem, Sam Wilson ma swoje dobre i gorsze momenty, no i jest Cap, którego głównym paliwem jest kontrowersja, będąca wszystkim znana. To nie jest dorobek, dzięki któremu zasługiwałby na mój głos. Z pozostałych natomiast Tom Taylor to podobna sytuacja do Kinga, z tym, że na nieco gorszym poziomie, a Ta-Nehisi Coates zasadniczo jest dopiero w trakcie pisania swojej historii, która ma ambicje być "wielką", ale ciężko na razie powiedzieć, czy faktycznie koniec końców taka będzie, bo jeszcze wiele może się zdarzyć.
Utek: Tom King - Swoją serią o Visionie i jego rodzinie pozamiatał konkurencję.


Najlepszy Artysta



Russel Dauterman
Mighty Thor vol. 2




Walka o tytuł najlepszego artysty była bardziej wyrównana i ostatecznie trafił on do Russela Dautermana za jego niesamowite prace z Mighty Thor (10). Drugim miejscem zadowolić musiał się Chris Samnee za Black Widow (6), gdzie daje z siebie naprawdę wszystko, a na trzecim ex equo Greg Smallwood  i Gabriel Hernandez Walta (4).


dariusman: Głos na Russela Dautermana. Za fantastyczny dynamizm jego rysunków (ktoś lepiej rysuje sceny akcji?), za bogactwo w detalach i za pstrokaciznę dostarczoną przez Matthew Wilsona. Ich ilustracje czynią Mighty Thor komiksem pulsującym życiem. Dauterman jest tak bombastyczny, że nie bez kozery Aaron nadał mu przydomek "Ragnarok".
colossus28: Zdaję sobie sprawę, że Walta nie jest dla wszystkich, ale nie można mu odmówić pewnego uroku. W Magneto do siebie mnie nie przekonał, bo jednak słabo mu wychodzą sceny walki, ale w Visionie, gdzie akcji jest niewiele, a przeważają spokojne kadry, świetnie dopełnia scenariusz Kinga.
jdtennesse: Gabriel Hernandez Walta. Wprawdzie na początku nie podobały mi się jego rysunki, ale się przyzwyczaiłem, a nawet polubiłem. Doceniam za konsekwencję. No i znowu pojawia się Vision ;) 
Darth: Wybór będzie mocno subiektywny i nie, tym razem nie będę się rozpisywać. Jakie są grafiki każdy widzi i sam decyduje, czy je lubi czy też nie. Prawdopodobnie posypią się na mnie gromy, ale osobiście uważam, że Mike Del Mundo nie do końca nadaje się do rysowania super-bohaterskich komiksów "czystego rodzaju". Nie wiem, patrzę na jego rysunki z ostatnich Avengers i jakoś tak... coś jest inaczej. Gabriel Hernandez Walta i Michael Walsh jakoś też niespecjalnie do mnie przemawiają. Chris Samnee i Russel Dauterman podobają mi się nawet bardzo, ale nie tak jak Greg Smallwood, którego praca idealnie oddaje nastrój panujący w komiksie Moon Knight. I hej, w końcu coś, za co nagrodziłem tę serię, może nie będzie na mnie linczu? 
Ryba2111: Spośród osób wymienionych w ankiecie doceniam pracę Del Mundo, Samnee czy Walsha. Są naprawdę dobrymi rysownikami. Jednak odpowiadają mi oni najbardziej w roli rysowników okładek. Prace wewnątrz komiksów są dobre, stylowe, charakterystyczne, ale nie podobają mi się tak samo, jak dokonania okładkowe. Mój głoś wędruje do Grega Smallwooda za wszystko, co zobaczyłem na łamach nowego Moon Knighta. Fabuła i rysunki tworzą spójną bardzo klimatyczną całość, i to przekonało mnie do oddania głosu tego rysownika.
czarny_samael: Russel Dauterman za Mighty Thor. Nie lubię Jane, nie podoba mi się, co Aaron wyprawia z Mjolnirem (niby to tylko baśń, niby da się te głupoty podciągnąć pod jej własne projekcje, ale i tak boli), ale chociaż rysunki oddają nastrój, który powinien towarzyszyć temu komiksowi.
Rodzyn: Wszystkich wymienionych artystów naprawdę lubię i doceniam ich ubiegłoroczne prace, ale wśród nich zdecydowanie wyróżniał się Chris Samnee, który w dużym stopniu odpowiadał również za scenariusz Black Widow i to z tej serii pamiętam najwięcej świetnych kadrów, chociażby w samym pierwszym numerze.

Najlepsza postać męska







Kreacja Visiona (6) stworzona przez Kinga ponownie zdobywa pierwsze miejsce, tym razem jednak w bardziej wyrównanej walce, o jeden głos prześcigając Doctora Strange'a, Herculesa i Amadeusa Cho. 


grzgrzegorz: Unworthy Thor. Mało go, ale za to naprawdę dobrze wypada w tych kilku swoich występach. Poza tym chciałem nominować Moon Knighta, ale zagłosowałem na jego serię, więc postanowiłem odpuścić mu w tej kategorii.
dariusman: Z dwójki najbardziej liczących się kandydatów, Visiona i Black Panthera, wybieram króla Wakandy. Syntezoid w swojej serii oddaje nieco pola Virginii, natomiast T'Challa w komiksie Coatesa jako tytułowy bohater błyszczy od początku do końca, nawet przy bardzo dobrej galerii drugoplanowych postaci. Nie jest to postać kryształowa, można mieć wątpliwości co do jego motywacji i przez to Czarna Pantera jest fascynujący.
wolvie111: Vision pierwszy raz od zawsze zainteresował mnie swoją osobą. Świetna seria, pogłębienie charakteru. Przegląd jego życia w jego serii dopiero pokazał mi, jak świetną jest postacią, bo nigdy nie byłem fanem. To zasługuje na punkt w tym roku. 
jdtennesse: Vision. Zastanawiałem się nad Magento, ale wygrała postać, którą można odkryć na nowo.
Pariah: Głos oddałem na Herkulesa, bo nie da się go nie lubić, ale... gdyby nagiąć nieco zasady mój głos dostałby: Cyclops - Scott Summers - jego rola co prawda ważniejsza była rok wcześniej, ale naciągając to conieco mógłby dostać głos za rewelacyjny Death of X, za naprawdę tragiczną śmierć wielkiego bohatera i za to, jaki piękny pomnik zbudowała mu Emma. Cudo.
Darth: Nie, to nie będzie Vision. Niektóre z jego postępowań na łamach serii z jego udziałem są... no, nie pochwalam ich, to raz. Dwa, Avengers Waida, gdzie zachowuje się jednak inaczej niż tam, co wynika z braku konsekwencji oraz konsultacji miedzy scenarzystami. Tak przynajmniej JA czułem. Black Panther dobrze wypada w swojej serii, dlatego musieliśmy wyciągnąć jego nagłą zmianę frontu w Civil War II, która nijak ma się do jego postępowania w Ultimates i Awesome Hulk. Podziękowania dla Bendisa. Loki w sumie wypadał najbardziej interesująco na tle innych, zwłaszcza Magneto i Howarda, którzy byli przede wszystkim sobą. U Strange'a sporo się działo, Cho się rozwinął i dostał nowe spojrzenie, ale najbardziej przemówił do mnie rozwój postaci Herculesa. Wypadł tak mocno naturalnie moim skromnym zdaniem. Żadnego wielkiego sekretu, transferu mocy i pogłębienia problemów psychicznych. zwyczajnie mamy tutaj dawnego celebrytę, który postanowił zmienić swój niekorzystny wizerunek, jako niestroniącego od alkoholu bawidamka, powodującego masę zniszczeń i niespecjalnie się nimi przejmującego. To jest naprawdę dobrze poprowadzony motyw i siła napędowa komiksów z jego udziałem, z którymi mogłem się łatwo identyfikować. Dowód na to, ze można dalej rozwijać daną postać bez tworzenia dramatycznych zdarzeń w jego życiu, wydające się naturalną konsekwencją, tego jaką osobą był dotychczas. Stąd mój głos. 
Utek: Postać ta pokazała, że także roboty mogą marzyć o elektrycznych owcach ;)
czarny_samael: Z racji tego, co i jak działo się w DoX, głos nie na Cyke'a. Pójdzie na Herculesa, bo wg mnie on walcząc o swoją reputację ma rzucane dodatkowe kłody pod nogi, a nie ma de facto większego bohatera od niego (Chaos War), więc poczucie niesprawiedliwości musi być w nim tym większe. Ten aspekt postaci był bardzo podkreślany w tym roku, co mnie cieszy.
Rodzyn: W tej kategorii głos na Black Panthera, bo choć jego komiks czasem był przesycony zbyt wieloma dialogami, to jednak Ta-Nehisi Coates prowadzi go tam bezbłędnie. T'Challa jest świetnie ukazany z wielu stron, jako władca, jako syn i jako brat, jego decyzje mogą być kontrowersyjne, ale wszystko to składa się na ciekawy obraz władcy. Choć droga Wakandy do demokracji nie jest aż tak pasjonująca, to jego rola w tym wszystkim zdecydowanie się wyróżnia.

Najlepsza postać żeńska



 



Nie ulega wątpliwości, że to do kobiet należał poprzedni rok w Marvelu, a na ich czele stała Laura Kinney (12), która świetnie odnalazła się w roli Wolverine'a. Również Jane Foster (8) pozwoliła nam na chwilę zapomnieć o swoim poprzedniku, pokazując swą siłę w swej serii, a Kamala Khan (7) kolejny rok z rzędu udowodniła, że nie bez powodu szybko znalazła się w pierwszym szeregu bohaterów.


Pariah: Jest w czym wybierać, Kobiety Marvela wypadły w tym roku lepiej IMO niż faceci. Byłaby Laura, ale dostała już mój głos w jednej kategorii, więc tu otrzyma go Khamala Khan. Szkoda, że nie mam drugiego głosu, bo nadal nie mam nic dla Jane Foster.
dariusman: Dla kobiet Marvela był to niezły rok. Mój głos pójdzie jednak na Virginię. Najbardziej tragiczna postać komiksu Kinga, kobieta gotowa na wszystko, by ochronić swą rodzinę, biorąca na siebie największy ciężar kolejnych tragedii, które spadają na jej dom. Tak jak w przypadku jej męża, decyzje, które podejmuje, są jednocześnie i zrozumiałe, i dyskusyjne. Jej ostateczne poświęcenie nie pozostawia obojętnym.
wolvie111: Virginia to świetna postać, ale jednak zagłosuję na kogoś, kto niesie na barkach własną serię. Jestem dużym fanem serii Scarlet Witch, a postać (tak jak Vision) nie była przeze mnie wcześniej lubiana. Za to, że zmieniłem o niej zdanie otrzymuje ode mnie głos. Warte wspomnienia: Thor, Ironheart i Rogue.
Darth: Kamala jest tutaj, bo mam do niej słabość... w jej głównej serii. Moim zdaniem Waid nie uchwycił jej charakteru należycie w swoich Avengers i Champions. Podobnie z Jane Foster. Scarlet Witch... no nie wiem, nawet czytam jej serię, ale jakoś tak niespecjalnie do mnie przemawia. Ma swoje momenty, ale mimo wszystko, nie. Maddy Cho wyskoczyła trochę znikąd, ale stanowi na tyle zgrany duet ze swoim bratem, że zasłużyła chociaż na nominację. Black Widow całkiem dobrze się prezentuje w swojej serii, bardzo się cieszę, iż Kate otrzymała własną serię, a Laura wróciła do dawnej formy po tym, co ją spotkało wcześniej, ale mój głos idzie na Virginię. W sumie nie mogło być innego wyboru, bo jako jedyna z reszty kandydatek była bohaterką historii, której losy obserwowaliśmy od początku do jej końca. Poznaliśmy jej myśli (nawet więcej, niż nam się zdawało), problemy, byśmy w nią w chwilach radości i wtedy, gdy robiła rzeczy złe, ale byliśmy w stanie zrozumieć jej postępowanie i docenić poświęcenie. Był początek, rozwinięcie i kres postaci. A co ważniejsze, zrobiony dobrze. I tylko błagam, żadnego powrotu, dajecie jej spokój.
Utek: Jane Foster - ostatnio nadrobiłem jej przygody, a przynajmniej kilka numerów i jestem nimi zachwycony. Jak dobrze sprawdza się ona w roli żeńskiej Thor. A sądziłem, że to nie może się udać.
czarny_samael: Prosty wybór: Emma Frost. Za jej intrygę, sposób przeprowadzenia i bycie jedną z głównych sił napędowych załatwienia problemu z tą niedorzeczną chmurą.
kuba g: Głos poszedł na Jane... ale po chwili tego pożałowałem, bo jednak punkt powinien pójść na Doctor Aphrę. Cholera, gdzieś już się o tym produkowałem, ale mogę powtórzyć. Gillen stworzył postać, która jest fanfikiem w kanonie SW i jednocześnie pozwolił jej być prawdziwą postacią. Funkcjonującą nie tylko jako dodatek do "głównej obsady" czy taką, która ma fajniejszy zamysł na siebie niż właściwe wykonanie (tak, do Ciebie pije Maro Jade, nie byłaś nigdy wcale taka fajna, jak 12-letni umysł chciał cię widzieć). 
Rodzyn: W ubiegłym roku Marvel miał mnóstwo świetnych postaci kobiecych i nominowane tu to jedynie część z nich. Jane Foster zrobiła na mnie największe wrażenie, gdy debiutowała w roli Thor i rok temu zdecydowanie oddałbym na nią głos w Avalonach, gdyby się odbyły. Kate Bishop miała pewną przerwę w tym roku między All-New Hawkeye i własną serią, więc rok ten nie należał w całości do niej, ale trzymam kciuki, że nadal będzie się świetnie prezentować w 2017. Dlatego też mój głos idzie do Laury, która trafiła ostatecznie do pierwszego szeregu bohaterów i świetnie radząc sobie w nowej roli pokazała, że powrót oryginalnego Wolverine'a nie jest zbyt szybko potrzebny.

Najlepszy Villain






Można uznać to za żart i zignorować tę kategorię, ale jednak ten kontrowersyjny kandydat przedarł się jakoś do ostatecznych nominacji, by potem zgarnąć ponad połowę głosów forumowiczów. W ubiegłych latach tytuł najlepszego złoczyńcy roku trafił m.in. do Gorra, Doctora Dooma czy Normana Osborna, w 2016 próżno jednak było znaleźć kogoś, kto by im jednoznacznie dorównał, gdyż bohaterowie głównie zajmowali się walką między sobą. Najlepszym villainem uniwersum Marvela często jest ten, kto wyrządzi najwięcej złego, a jego plany mogą mrozić krew w żyłach - taki opis w ubiegłym roku idealnie pasował do Briana Michaela Bendisa, którego największym przewinieniem stało się Civil War II i niekonsekwentne, ogłupiające poprowadzenie Captain Marvel. 


dariusman: Tutaj liczy się dwoje kandydatów: Darth Vader i HydraCap. I po namyśle jednak stawiam na Steve'a Rogersa. Za to jak beznadziejny zdawałoby się pomysł, jednak w jakiś sposób wypalił, a czytanie o kolejnych intrygach Rogersa sprawia sporo frajdy, tak jak jego obecność w innych seriach wnosi sporą nutę niepokoju.
Czarny Wilk: Zastanawiałbym się między Stevem, którego serii wprawdzie nie czytałem, ale z tego co się mi obija o uszy to działa całkiem prężnie, a Vaderem, bo okazał się czarnym koniem egmontowych Star Wars Komiks... ale skoro Bendis jest kanoniczny, to robi się z tego no brainer ;) Nawet Doom i Thanos muszą mu ustąpić, gdy przychodzi do niszczenia bohaterów.
wolvie111: Wątek Rogersa po machinacjach Kobik jak najbardziej mnie kupił, więc niech będzie głos na tego "złoczyńcę"...wiadomo, że jego stan jest tymczasowy, ale fajnie na niego głosować w tej kategorii anyway. 
Utek: Bendis - rozmienił swój talent na drobne i jest już w większości cieniem tego scenarzysty, którego znałem sprzed laty.
czarny_samael: Darth Vader. Tak właśnie powinien wyglądać villain i tak powinny wyglądać komiksy o nim opowiadające. Bardzo liczę, że w przyszłym roku podobnie będę mógł powiedzieć o Thanosie, którego brak wśród nominowanych, szczególnie przy takiej biedzie w temacie jest osobliwy.

Wydarzenie roku




premiera filmu Deadpool i jego udana kampania marketingowa




Zaledwie jednym głosem Deadpool i jego kampania marketingowa (14) pokonała trzecią odsłonę filmowych przygód Kapitana Ameryki (13). Obie te produkcje wyraźnie królowały wśród innych filmów i seriali, pokazując, że nadal można nas czymś zaskoczyć i dając nadzieję, że kolejne lata zaplanowanych już premier będę równie ciekawe. Nie mniej ważne okazuje się dla polskich fanów Marvela ukazywanie się ich ulubionych komiksów w ich ojczystym języku, gdyż ogłoszenie drugiej fali tytułów Marvel NOW! przez Egmont również znalazło się na podium (8).

malpiszon: Civil War. Marvel Cinematic Universe nie miało prawa się udać. Już w 2011 przy premierze pierwszego Thora byłem przekonany, że niemożliwym jest, aby to nie pękło. Mamy rok 2016, a Marvel wypuszcza najlepszy film całej serii (Który to już? 13?), a przy okazji chyba najlepszy film nurtu Superhero. Bracia Russo jak mało kto potrafią dogodzić moim gustom. Trochę szkoda, że nie mogę wybrać dwóch rzeczy, bo drugi sezon DD też zasłużył w mojej opinii na uznanie. 
colossus28: Seriali nie oglądam, bo nie mam czasu, filmy długo po premierze na komputerze żeby... sam nawet nie wiem, po co, bo coraz mniej funu mam z ich oglądania, wszystko na jedno kopyto, podobne do siebie... powiedzmy, że oglądam, żeby móc powiedzieć, że obejrzałem i ponarzekać :P Głos idzie na drugą falę tytułów wydawnictwa Egmont i choć nie kupuję, bo inwestuję tylko w oryginalne wydania (i cierpliwie czekam na powrót do Polski zeszytówek :) ) to szanuję tę inicjatywę i gorąco jej dopinguję.
dariusman: Dziwny to był rok. Z jednej strony filmy i seriale Marvelowskie radziły sobie dobrze (z wyjątkami), z drugiej strony inicjatywa "All New, All Different" okazała się średnio udana i prędko zakończona. Na co głosuję? Wybieram Deadpoola, jako przykład, że mniej znana postać może odnieść gigantyczny sukces bez gigantycznej, nadmuchanej machiny reklamowej, za to z pomysłową promocją, opartej wyłącznie na najważniejszym: samym bohaterze.
Czarny Wilk: Powrót Richarda Ridera. Sama jego obecność w komiksach o młodym Novie sprawia, że czyta się je lepiej niż cokolwiek, co ocierało się o kosmos Marvela od czasu ery DnA.
wolvie111: Doctor Strange był świetnym seansem i choć Civil War jest bardzo dobre, to jednak doktorek kupił mnie całkowicie. Udany casting twórców, przednie efekty i mega zabawa. Ma mój głos.
jdtennesse: ogłoszenie drugiej fali tytułów Marvel NOW! przez Egmont - a co mi tam, od przybytku głowa nie boli...jeszcze.
Archie: Poszedł głos na powrót Richarda Ridera. Wpakowanie go do komiksowego limbo było jednym z większych błędów. Deadpool jako film+ jego kampania marketingowa to też była iskierka nadziei w paśmie nijakości, jaka ostatnio pojawia się przy filmowych i serialowych adaptacjach.
Utek: Drugi sezon DD, który uważam za odrobinę lepszy niż pierwszy. Szkoda, że nie można zagłosować na dwie propozycje. Wtedy oddał bym głos na drugą falę tytułów z Marvel Now od Egmontu.
czarny_samael: Kampania Deadpoola wyszła ponad światek komiksowy i na niego idzie mój głos. Dała powiew świeżości adaptacjom komiksowym, pokazała, że mały budżet nie musi być przeszkodą, Reynolds w końcu zrealizował marzenie, a sama postać przebiła się do świadomości ludzi na całym świecie.

Najlepsza seria spoza Marvela







Kategoria-eksperyment, którą chcieliśmy sprawdzić, co spoza Marvela okazało się być godne uwagi naszych czytelników. Okazało się, że wymieniać można by było długo, spora grupa z Was zdecydowała się oddać głos na tytuł inny, niż udało nam się zaproponować, co tak naprawdę cieszy, gdyż dobrych komiksów nigdy za wiele. Mimo to udało się wyłonić zwycięzcę, a raczej zwycięzców, gdyż najlepszą serią spoza Marvela okazała się być dla Was zarówno Saga, jak i Southern Bastards, dwa tytuły, które poznać można również w wersji polskiej i które od kilku lat nie przestają zaskakiwać i prezentują bardzo dobry poziom.


kosa480: Inna - The Fix od Image, Nick Spencer, Ryan Hill, Steve Lieber.
kuba g: Inna: Lazarus
grzgrzegorz: Inna (a nawet dwie inne): Monstress i Island od Image Comics. 
FlexMentallo: Dla mnie zdecydowanie najlepsze były:
- Jughead ze względu na fantastyczne dialogi, świetne motywy (Jug umawiający się z dziewczyną robiącą za maskotkę burgera tylko dlatego, że jest przebrana za burgera), bardzo dobrą kreskę wielu artystek i artystów oraz 100% funu z czytania. 
- Archie z tych samych powodów co wyżej, oraz faktu, że po kilku zeszytach naprawdę idzie się zżyć z bohaterami tak bardzo, że gdy działo im się coś złego to siedziałem na krańcu fotela. Mark Waid odwalił fantastyczną robotę.
Grodek: Inna - zdecydowanie Archie. Sympatyczna seria z bardzo dobrymi dialogami oraz całkiem przyjemną szatą graficzną. Bohaterów się lubi i kibicuje im na każdym kroku.
Lokus: Inna: Paper Girls
dariusman: Inna seria: Lazarus. Świetna seria, z pełnokrwistymi bohaterami. Postapokaliptyczny świat pod rządami mafijnych klanów jest fascynujący, wraz ze wszystkimi intrygami i wojnami pomiędzy poszczególnymi rodzinami, a pośrodku wszystkiego główna bohaterka, której czytelnik bardzo mocno kibicuje.
wolvie111: Żadna z nominowanych pozycji. Dwa tytuły sprawiły dużo radości z czytania komisków. 
Pierwszy to Deadly Class. Rick Remender zabiera nas w lata 80 i wpadamy z nim do świata bardzo brutalnego i bezwzględnego, gdzie jego ofiarą jest młody nastoletni Marcus. Seria dostarcza wielkiej frajdy, walki są przednie, a rysownik dostarcza epickich grafik. Druga seria, zupełnie inna: Wicked and Divine. Kieron Gillen daje czadu, łącząc wątki bogów (pomieszanie pantonów), masy pop-kultury, muzyki, seksu i hipsterkich nastolatków. Jamie McKelvie przechodzi samego siebie w projektowaniu postaci, ich ubiorów i prezentowaniu ich umiejętności. Obie serie polecam, obie bez cenzury, obie czadowe. Głosuję na Deadly Class.
jdtennesse: Inna - Lazarus. Myślałem jeszcze o WicDiv, ale wygrało to, co wychodzi po polsku.
Archie: Głos poszedł na Southern Bastards ze względu na świetny rozdział o trenerze. Również na głos zasługuje Deadly Class, którego forma idzie cały czas do góry.
Misiael: Inna: Mighty Morphin Power Rangers od Boom! Studios. Wiem, że prawdopodobnie jako jedyny zagłosuję na tę serię, ale ona jest tak cholernie dobra <3
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.