Avalon » Publicystyka » Artykuł

W Westchester hula wiatr, czyli sytuacja mutantów na przełomie 2016/2017 roku

Zrobiłem to dwa lata temu, zrobiłem to rok temu, czas zrobić to ponownie.
Czas podsumować komiksy z mutantami z zeszłego roku.

W skrócie


2016 był rokiem, w którym Marvel zrealizował ideę, którą wielokrotnie wyrażałem w różnych tekstach na Avalonie. Znacznie zredukował liczbę komiksów o mutantach, rezygnując z wydawania zapchajdziur pozbawionych konkretnego celu. Mieliśmy tylko pięć stałych serii rozgrywających się w głównym uniwersum. Każda miała konkretnych bohaterów – to już duża zmiana na plus. Co do konkretnego celu... no, tu już było gorzej. Ale o tym później.

  
 

2016 był również rokiem, w którym obyło się bez wielkich trzęsień ziemi i wywracania statusu mutantów do góry nogami. Zamiast tego komiksy skupiły się na pokazywaniu konsekwencji ostatniego takiego trzęsienia ziemi, z końcówki 2015 roku. Wtedy okazało się, że dające Inhumans ich moce Mgły Terrigenu unoszące się w ziemskiej atmosferze zaczęły truć mutantów. Storm przeniosła Instytut Xaviera do Limbo, by odizolować mutantów od Terrigenu, a Cyclops zrobił Coś Złego i zginął. Minęło 8 miesięcy, ruszyła akcja komiksów. Dwie główne serie drużynowe – Extraordinary X-Men i Uncanny X-Men – pokazywały, co w tej sytuacji robią grupy Storm i Magneto. Trzecia, All-New X-Men, była z boku, skupiała się na młodych oryginalnych X-Men z przeszłości przerzuconych do teraźniejszości i zasadniczo ignorowała kwestię Terrigenu i Inhumans. Podobnie robiły obie serie solowe – Old Man Logan i All-New Wolverine, które skoncentrowały się na swoich bohaterach i ignorowały szerszy świat Marvela.


W połowie roku mieliśmy do czynienia z nie-do-końca-eventem "Apocalypse Wars". Wzięły w nim udział wszystkie trzy tytuły drużynowe, jednak nie był to typowy crossover. W każdej z trzech serii rozgrywała się osobna historia, których jedynym wspólnym elementem było to, że w jakiś sposób dotyczyły Apocalypse'a lub jego spuścizny. I tak w All-New X-Men obserwowaliśmy, jak Beast i Genesis cofają się do starożytnego Egiptu, gdzie Evan spotkał młodego En Sabah Nura, który okazał się równym chłopakiem. Evan próbował go wyrwać spod złego wpływu ojca, ale ostatecznie nie mógł tego zrobić, bo zmieniłby bieg historii, więc wszystkim było smutno.
Uncanny X-Men uraczyło nas niemal niezrozumiałą historią o eksperymencie Genocide'a i klanu Akkaba, który dotyczył klonowania Archangela w celu stworzenia armii. To w zasadzie wszystko, co potrafię z niej wyciągnąć, ale w konsekwencji Warren znowu jest w pełni sobą, czyli ostatecznie cofnięto skutki "Dark Angel Saga".
I wreszcie Extraordinary X-Men – ta drużyna odwiedziła odległą o tysiąc lat przyszłość, gdzie musiała stawić czoła Apocalypse'owi, a Colossus został jego Jeźdźcem, bo "X-Man zostaje skorumpowany przez Apocalypse'a" to najwyraźniej jedyna historia, jaką można opowiedzieć z tym złoczyńcą. (W tym momencie można by już wystawić dużą drużynę złożoną wyłącznie z członków X-Men, którzy byli Jeźdźcami Apocalypse'a.)


Wkrótce później zaczęło się Civil War II, które było bardzo złe, ale miało sporo dobrych tie-inów. Mutanci na szczęście niemal nie mieli do czynienia z tym eventem (poza tie-inem w All-New Wolverine, którego związek z eventem był niemal żaden). Cullen Bunn, autor miniserii Civil War II: X-Men, sprytnie wykorzystał ją, by nie tyle nawiązać do eventu, co podkreślić napięte stosunki mutantów i Inhumans. Sprytnie – gdyż ostatecznie cały ten rok sprowadzał się do oczekiwania na konfrontację jednych i drugich, która właśnie rozpoczęła się na łamach Inhumans vs. X-Men.

Ale zanim to nastąpiło dostaliśmy jeszcze miniserię Death of X, która zasługuje na własny akapit.

Cyclops zrobił Coś Złego


To jest jednocześnie największa zaleta i największa słabość komiksów o mutantach z 2016 roku. Z jednej strony konflikt z Inhumans był nieunikniony, zapowiadany przez różne wydarzenia ukazane w różnych seriach, słowem – został podbudowany jak rzadko który event Marvela.
Z drugiej strony twórcy przestrzelili i ewidentnie nie dopracowali szczegółów z góry. I tak przez cały rok czytaliśmy o tej strasznej rzeczy, którą zrobił Cyclops. O tym, że został terrorystą. Ba, w jednym zeszycie użyto nawet określenia "masowy morderca". I w końcu dostaliśmy do rąk Death of X, pokazującą wreszcie, Co Zrobił Cyclops.


I co? I nic.

W skrócie: gdy wyszło na jaw, że dwie krążące po świecie chmury Terrigenu są śmiertelnie niebezpieczne dla mutantów, Cyclops i Emma Frost zebrali ekipę, by zniszczyć jedną z chmur. W odpowiedzi Black Bolt zabił Cyclopsa. Czemu Cyclops był nazywany "masowym mordercą"? Czemu X-Men znienawidzili Scotta, a nikt się słowem nie zająknął o Black Bolcie, który go zamordował? Czemu w "Extraordinary X-Men" bohaterowie naskoczyli na Sunfire'a za to, że pomógł Cyclopsowi zrobić Coś Złego, a nie mieli problemu z tym, że do ich drużyny należy Magik – która w Death of X również pomagała Cyclopsowi?
(Czytelnicy zaznajomieni z Death of X zauważą, że pomijam tu pewną spojlerową informację z tej miniserii, która jednak w żaden sposób nie wpływa na niekonsekwencje, o których piszę.)

Na te i wiele innych pytań nie ma dobrych, logicznych odpowiedzi ani fabularnego uzasadnienia, ponieważ to nie jest logiczne. Bo to nie było przemyślane z góry. Istniało założenie, że "Cyclops zrobił Coś Złego" i scenarzyści pisali swoje tytuły zgodnie z tym założeniem, ale ostatecznie nikt nie dopilnował, by to wszystko składało się w porządną całość.


Ale, jak napisałem wyżej, sama idea sprawdziła się całkiem nieźle. Szczegóły nie grają, parę rzeczy nie ma sensu, ale napięcie między X-Men i Inhumans nie wzięło się znikąd. I gdy już Inhumans vs. X-Men się zaczęło – mamy za sobą pierwszy numer i kilka tie-inów – byłem zaskoczony tym, jak dobrze się to czyta. Czemu dałem wyraz w Reakcji Atomowej.

Tyle tytułem ogólnych podsumowań. Przejdźmy zatem do omówienia konkretnych komiksów z mutantami, które ukazały się w 2016 roku.

Mutanci od A do X


Podsumowując wszystkie te serie nie sposób nie uwzględnić tego, że większość z nich za moment się skończy. Inhumans vs. X-Men dopiero co się zaczęło, ale z zapowiedzi od wielu tygodni wiemy, jak się skończy, jeśli chodzi o wpływ eventu na linię wydawniczą. Nastąpi kolejne przetasowanie twórców, drużyn i tytułów. Poniższe zestawienie jest więc nie tylko podsumowaniem jakości danych tytułów, ale i krótką oceną tego, co właściwie dana seria wniosła do historii mutantów.

Tradycyjnie, Deadpool nie jest mutantem, więc go nie uwzględniam. Zresztą jego linia tak się rozrosła, że ten tekst byłby dwa razy dłuższy, gdybym miał wymienić wszystkie jego serie.

Serie:

Extraordinary X-Men – Główny tytuł linii stał w dziwnym rozkroku między przeszłością a teraźniejszością. Opowiadał o drużynie X-Men w bardzo klasycznym składzie (najświeższe postaci na pierwszym planie pochodziły z czasów wczesnego Claremonta), operującej z Instytutu Xaviera – ale Instytut stał w demonicznym wymiarze Limbo, występujący na łamach komiksu Logan to był Old Man Logan, a Jean Grey – nastolatką wyciągniętą z przeszłości. Było to wszystko dziwne, ale miało potencjał, by stać się czymś ciekawym. Może gdyby scenarzysta dostał jeszcze rok albo dwa, wspominalibyśmy to kiedyś jak "epokę australijską" X-Men – pamiętne, udane odstępstwo od normy. Ale nic z tego – zespół ledwo okrzepł, bohaterowie ledwo uporali się z osobistymi problemami (trauma Nightcrawlera, ratowanie Colossusa), a tu zaraz serię zamkną. I ostatecznie nic ciekawego z tego potencjału nie będzie.

Uncanny X-Men – Czyli "I Can't Believe It's Not X-Force". Grupa Magneto robiąca "wszystko, co trzeba będzie zrobić, byle pomóc mutantom" spełnia wszystkie wymagania, by być kolejną inkarnacją X-Force. Ale może ma to coś mówić o niebezpiecznych czasach, w których działają, skoro im też przysługuje miano X-Men.
To nie była zła seria – choć obciążał ją jeden z rysowników, koszmarny Greg Land. Na pierwszy rzut oka cierpi na ten sam problem, co Extraordinary X-Men – dopiero co zaczęła się rozkręcać, drużyna dopiero co okrzepła, a tymczasem już ją zamykają. Ale w tym wypadku nie jest to aż taki problem, bo w szerszej perspektywie można ją traktować po prostu jako kolejny rozdział historii Magneto pisanej przez Cullena Bunna – historii rozpoczętej w 2014 na łamach Magneto, a którą Bunn niewątpliwie będzie kontynuował w przyszłym roku w pisanym przez siebie X-Men Blue.
Więc nie, to nie była zła seria – ale naprawdę, czapki z głów dla ludzi, którzy zrozumieli o co chodziło w segmencie "Apocalypse Wars", który rozegrał się w tym tytule.

All-New X-Men – Przygody młodych oryginalnych X-Men z przeszłości, przerzuconych do teraźniejszości, były jednocześnie najbardziej klasycznym i najdziwniejszym spośród tytułów drużynowych. Najbardziej klasycznym, bo scenarzysta prowadził typową mutancią telenowelę, skupiał się na emocjach i rozterkach bohaterów oraz rozwijał ich charaktery. Najdziwniejszym, bo... spójrzcie jeszcze raz na to pierwsze zdanie. Jasne, młodzi oryginalni X-Men z przeszłości przerzuceni do teraźniejszości towarzyszą nam już od 2012 roku, ale to wciąż jest dziwny pomysł.
Tak czy inaczej, jeśli ktoś chce poczytać o rozterkach nastoletnich bohaterów – to najodpowiedniejsza seria. Scenarzysta dobrze pisze tych młodych, ciekawie rozwija ich charaktery – za to cała reszta fabuły, starcia z kolejnymi przeciwnikami, są bardzo pretekstowe.
No i wciąż nie wiem, co w tym komiksie robi Idie. Evan jeszcze ma sens – jako młody klon Apocalypse'a egzystuje ze świadomością tego, kim jest jego dorosły odpowiednik, podobnie jak główni bohaterowie. Nawet Laurę można by pod to podciągnąć na zasadzie tego, co ją łączy, a co odróżnia od Logana. Ale Idie?

Old Man Logan – Serię o podstarzałym Loganie przeniesionym do teraźniejszości cechowały dwie rzeczy: nastrojowe, nietypowe rysunki Andrea Sorrentino i rozmemłany scenariusz Jeffa Lemire'a. To jest bardzo klimatyczna seria, ale zmierzająca donikąd. Nie jestem pewien, czy ona również zostanie zamknięta po Inhumans vs. X-Men – jeśli tak, to scenarzyście nie zostało wiele czasu, by nadać jej pozory sensu.

All-New Wolverine – To tytuł o przygodach Laury Kinney, znanej również jako X-23, przejmującej pseudonim i kostium swojego nieżyjącego "ojca" (Old Man Logan się nie liczy, ponieważ pochodzi z alternatywnej rzeczywistości). I był to z łatwością najlepszy tytuł tej linii wydawniczej w 2016 roku. Scenarzysta, Tom Taylor, umiejętnie przechodzi od niewesołych historii, jakich spodziewalibyśmy się po takim tytule, do zdumiewająco zabawnych, komediowych przerywników (czasami całych zeszytów). W tym drugim pomaga dobrze dobrana obsada drugoplanowa. Tak, jak Marjorie Liu oparła swoją serię X-23 na tym, by sparować Laurę z postacią starszego... może nie przyjaciela, ale mentora (Gambita), tak Taylor oparł All-New Wolverine na odwrotności tego pomysłu. Tym razem to Laura jest starszą, opiekuńczą osobą – dla Gabby, swojej sklonowanej "siostry". (Gwoli ścisłości, Laura jest klonem Logana, a Gabby jest klonem Laury, ale Taylor rozmyślnie pisze ich relację jako relację sióstr, a nie matki i córki). Komizm bierze się więc z wdzięcznego skontrastowania stoickiej Laury z żywiołową, nieco dziecinną Gabby oraz co bardziej zwariowanymi postaciami z szerszego uniwersum Marvela (Squirrel Girl, Spider-Gwen).
Więc tak – to był zdecydowanie najlepszy spośród wszystkich tytułów o mutantach, jakie ukazały się w zeszłym roku. Jest to również jedyna (lub jedna z dwóch, nie wiem, co z Old Man Logan) seria, która będzie się nadal ukazywała po zakończeniu Inhumans vs. X-Men.

X-Men '92 – Umieszczona w swoim własnym świecie seria będąca dziwnym połączeniem motywów z lat 90 z postaciami i wątkami z lat późniejszych. Zasadniczo jest to miszmasz niemalże losowych elementów z ostatniego ćwierćwiecza komiksów o mutantach, od Upstarts po remiks "Curse of the Mutants". Najlepsze, co mogę powiedzieć o tej serii to to, że była charakterystyczna. Podobał mi się również pomysł, by na drugim planie umieścić uczniów Instytutu – przemieszane postaci z Generation X i młodociane wersje bohaterów X-Statix. Poza tym nie przypadła mi do gustu, czytałem ją na wyrywki. Seria została już zamknięta, choć nie jestem pewien, czy ostatni numer już się ukazał.

Miniserie:

Civil War II: X-Men – Niby rzecz dotyczyła uprowadzenia Ulyssesa, kluczowej postaci Civil War II, ale jak już wspomniałem – Bunn wykorzystał to jako wymówkę, by pokazać, jak napięta jest sytuacja między mutantami i Inhumans. Ostatecznie fabuła miniserii prowadziła donikąd, ale jako przystawka do Inhumans vs. X-Men sprawdzała się całkiem nieźle. Poza tym była to pierwsza poważniejsza interakcja drużyn Magneto i Storm.

Death of X – To nie była dobra miniseria. Początkowo strasznie mnie do siebie zraziła, robiąc wszystko, by przekonać mnie, że oglądam śmierć Jaimiego Madroksa – włącznie z wepchnięciem w usta umierającego słów "Tak, to naprawdę ja, Jaimie Prime, a nie żaden duplikat. Och, umieram, jak boli." (Parafrazuję, ale tylko trochę.) A jednocześnie ignorowała fakty z historii Madroksa, które mogłyby mnie przekonać, że to naprawdę on – na przykład nigdzie w polu widzenia nie było jego żony. Więc jakby kto pytał, prawdziwy Madrox wciąż siedzi na swojej farmie z Laylą i ich dzieckiem. Zresztą, to przecież również "na 100% prawdziwy Madrox, wcale nie duplikat" był jedną z pierwszych ofiar Legacy Virus, więc kiedyś już widzieliśmy niemal identyczną sytuację.
Wracając do tematu – nie, to nie była dobra miniseria. Przez 3 z 4 numerów. A potem przyszedł ostatni numer. I choć jako całość to wciąż nie była dobra miniseria, to jednak okazało się, że jest wspaniałym domknięciem nieco zapomnianego wątku relacji Cyclopsa i Emmy Frost, i ten ostatni numer sprawił, że wybaczam jej wiele z jej licznych niedociągnięć.

Inhumans vs. X-Men – Dopiero co się zaczęło. Dostaliśmy zaskakująco porządny numer zerowy i zaskakująco dobry numer pierwszy. Linkowałem już do Reakcji Atomowej, nie mam nic do dodania.

Deadpool v Gambit: The V Is for 'Versus' – Dziwaczna miniseria komediowa o wspólnym skoku na kasę Wade'a i Remy'ego. Fabuła była poplątana, a zakończenie nie do końca satysfakcjonujące, ale do niewątpliwych zalet miniserii należy to, że była naprawdę zabawna, pełna energii i była dziwna w pozytywnym sensie. Numer czwarty to praktycznie one-shot o Scramblerze z Marauders. Ta miniseria sprawiła, że zaczęło mi zależeć na Scramblerze. Serio.

Deadpool & Cable: Split Second – Technicznie rzecz biorąc to miniseria z 2015 roku, jednak dopiero teraz ukazała się w druku – wcześniej była dostępna jedynie jako komiks cyfrowy. Jest to jedyny tytuł w tym zestawieniu, którego w ogóle nie czytałem, wspominam o nim z kronikarskiego obowiązku. Ponoć można tu znaleźć wyjaśnienie, co robił Cable pomiędzy X-Force vol. 4 a Uncanny Avengers vol. 3, ale nie zależało mi na tyle, by się przekonać.

X-Men: Worst X-Man Ever – Kolejna miniseria, która zadebiutowała w 2015 roku w formie cyfrowej, by doczekać się teraz papierowego wydania. Ten tytuł jest umieszczony w swoim własnym świecie i opowiada o losach młodego mutanta z bezużyteczną mocą (może eksplodować, ale go to zabije), który trafia do szkoły Xaviera. Miniseria jest zabawna, miejscami autentycznie przejmująca i ma bardzo dobre rysunki. Jedyną słabością jest przekombinowane zakończenie.

Mutanci w innych seriach:

Rok 2016 kontynuował trend rozrzucania obecnych i byłych członków X-Men po szerszym świecie Marvela. Nie brakowało mutantów grających mniej lub bardziej istotne role w niemutancich tytułach. Poniższe zestawienie prawdopodobnie nie jest kompletne, pewnie o kimś zapomniałem. Jeszcze raz, pomijam Deadpoola, a także Quicksilvera i Scarlet Witch, bo nigdy nie należeli do X-Men, a poza tym po ostatnich retconach nawet nie wiem, czy wciąż są mutantami.

Uncanny Avengers – Wahałem się, czy nie uwzględnić tej serii w głównym zestawieniu, ale mimo wszystko – nie opowiada o losach X-Men. Zresztą przy obecnej odsłonie (to już bodajże volume 3) wydawnictwo nawet już nie udaje, że jest to Bardzo Ważny Tytuł Spajający X-Men i Avengers. Drużyna Jedności to w tym momencie grupa Avengers, do której inni Avengers się nie przyznają. Niby wciąż jest tu Steve Rogers, ale w sumie przed końcem roku wypisał się z drużyny, a pozostałych członków trudno nazwać pierwszoplanowymi Avengerami. Za to zaangażowanie mutantów jest może niewielkie, ale istotne – Rogue dowodzi grupą, mamy tu również Cable'a (i Deadpoola, który się nie liczy). Jeśli chodzi o mutancie wątki w fabule – problem z Mgłami Terrigenu był wzmiankowany, choć jak na razie nie był ważny. Poza tym jest to jedyna seria, która kontynuuje wątek sklonowanego Red Skulla władającego telepatią Charlesa Xaviera, w związku z czym nie da się ukryć, że ma znaczenie dla historii X-Men.
Nie mogę również nie wspomnieć o znacznym skoku jakościowym, jaki zaliczyła ta seria. Gdy się zaczynała, była naprawdę zła – wręcz żenująco zła. Obecnie jest bardzo porządnym, rozrywkowym tytułem z niezłymi interakcjami w zespole i dobrymi scenami akcji.

New Avengers – Druga drużyna Avengers dowodzona przez byłego X-Mana, konkretnie – Sunspota. Należy do niej również Cannonball. Z jednej strony w bieżącej fabule nie ma żadnych wątków mutancich (poza wspomnieniem wpływu Mgieł Terrigenu), z drugiej – scenarzysta, Al Ewing, czerpie ze sposobu przedstawiania Sunspota z wczesnych New Mutants, gdy wszyscy martwili się, że może zostać superzłoczyńcą. Tutaj Sunspot posługuje się środkami typowego geniusza zła (plany w planach, tajna baza na tajnej wyspie, etc.) w imię dobrych celów. Poza tym w pewnym momencie na łamach serii doszło do krótkiego spotkania niemal wszystkich członków New Mutants. No i jest to bardzo sympatyczny, rozrywkowy tytuł, którego poziom mocno poszedł w górę, gdy tylko przestał go rysować Gerardo Sandoval.

Uncanny Inhumans & All-New Inhumans – Wrzucam je do jednego wora, bo za obie odpowiada ten sam scenarzysta – Charles Soule – i w obu wątki mutancie sprowadzają się do tego samego. Inhumans jest głupio, że ich magiczne mgły zabijają mutantów. W Uncanny Inhumans pojawia się Beast, który od miesięcy mieszka u Inhumans, by badać Terrigen. Przez All-New Inhumans przewinęła się Frenzy, jako mutantka pracująca z Inhumans, by ratować innych mutantów. W którejś z tych dwóch serii mignął jeszcze Hellion, ale zabij, nie pamiętam już, w której.

Deadpool and the Mercs for Money – Deadpool się nie liczy, ale w tej grupie występuje Domino. Chyba nawet nią dowodzi? Jest tu także Negasonic Teenage Warhead, przywrócona na łamy komiksów po sukcesie filmu Deadpool. Więcej nie wiem, bo nie czytam tego.

Guardians of the Galaxy – To był drugi i najwyraźniej ostatni rok, gdy Shadowcat szlajała się po kosmosie z tą ekipą. To zresztą nigdy nie był dobry pomysł – kto jak kto, ale Kitty nie powinna porzucać swoich podopiecznych (All-New X-Men), by szlajać się po kosmosie. Więcej nie wiem, bo porzuciłem GotG Bendisa dawno temu, bo byli koszmarni.

Spider-Man – Próbując odtworzyć dynamikę z Ultimate Spider-Mana, Bendis otacza Milesa Moralesa młodymi superbohaterami. Jednym z nich jest stworzony przez niego na potrzeby Uncanny X-Men Goldballs. Trudno powiedzieć, czemu Fabio opuścił X-Men, poza tym, że Bendis lubi trzymać swoje zabawki w swojej piaskownicy.

A-Force – Do tej grupy należała Dazzler. Pojawił się wątek śmiertelnego zagrożenia Mgieł Terrigenu – najwyraźniej jest to jedyny mutanci wątek, po który warto było w minionym roku sięgać. Poza tym nie było tu nic istotnego dla fanów X-Men, a sama seria została już zamknięta.

Champions - ...to powinni być New Warriors, ale ktoś w wydawnictwie uznał, że czas już wskrzesić markę sprzed 40 lat. Do grupy nastoletnich bohaterów, rozgoryczonych postawą starszych w trakcie Civil War II (serio, nikt nie wyszedł dobrze na tym evencie, ani bohaterowie, ani czytelnicy, ani nawet wydawnictwo), należy nastoletni Cyclops. Który jednocześnie cały czas trzyma razem ze swoją grupą nastoletnich X-Men. To mi się szczerze mówiąc trochę gryzie – Scott nie jest typem postaci, do której pasuje takie szlajanie się z paroma grupami na raz. Ale jak już się przymknie na to oko, interpretacja tej postaci w wykonaniu Marka Waida jest bardzo sympatyczna, a jego interakcje z drużyną dobrze się czyta. Wątków mutancich w tytule na razie nie było, ale ukazały się dopiero cztery numery, więc kto wie.


2017 - Rezurexja


Jaki był rok 2016 dla mutantów? Obawiam się, że w najlepszym wypadku zostanie zapamiętany jako rok niewykorzystanego potencjału. W najgorszym – rok-zapchajdziura. Rok czekania na wyjaśnienie tego, Co Zrobił Cyclops. Rok czekania na Inhumans vs X-Men.

Jeśli ten event utrzyma poziom pierwszego numeru, uznam, że mimo wszystko warto było czekać. Co nie zmienia tego, że żałuję, że Extraordinary X-Men nie dostało więcej czasu. Ale przynajmniej "All-New Wolverine" będzie kontynuowane, a to najważniejsze.

Tymczasem – co przyniesie rok 2017? Z zapowiedzi wiemy, że po Inhumans vs. X-Men komiksy o mutantach będą wydawane pod koszmarnym szyldem "ResurreXion", co ma sugerować odbudowanie pozycji mutantów w świecie Marvela. Wiadomo już, że linia się rozrośnie. Co prawda obecne serie zostaną pozamykane (oprócz All-New Wolverine; wciąż nie wiem, co z Old Man Logan), ale zapowiedziano już siedem nowych serii. Na mój gust – trochę za dużo, ale przynajmniej wciąż każda z nich będzie miała osobną grupę bohaterów. Tylko jeden z zapowiedzianych tytułów jest prostą kontynuacją obecnej serii – X-Men Blue będzie śledzić losy oryginalnych nastoletnich X-Men z przeszłości przerzuconych do teraźniejszości, tym razem pod kuratelą Magneto (i odpowiadającego za Magneto scenarzysty Cullena Bunna). X-Men Gold będzie głównym tytułem o drużynie X-Men złożonej z samych klasycznych postaci (zdaje się, że najmłodsza będzie tam Rachel Grey, rocznik 1981). Do tego jeszcze dwie inne serie będą drużynówkami – Generation X, z Jubilee opiekującą się grupą młodych mutantów (złożoną niemal wyłącznie z już istniejących postaci) i Weapon X. Ta ostatnia seria będzie kolejnym "I Can't Believe It's Not X-Force" – Old Man Logan, Sabretooth, Domino, Warpath i Lady Deathstrike będą w niej walczyć z kolejną inkarnacją tytułowego programu.
Poza czterema tytułami drużynowymi czekają nas trzy nowe solówki – Jean Grey (nastoletnia wersja postaci), Iceman (dorosła wersja postaci) i Cable. Średnio mi się widzi ten zestaw. Jean Grey może być ciekawą postacią, ale w międzyczasie będzie dowodzić grupą z X-Men Blue, a to kiepski moment, by rozdrabniać postać na dwa tytuły (parę lat temu to samo spotkało Storm, wyszło średnio). Cable jest postacią, która od swojego debiutu była ciekawa tylko raz, gdy 10 lat temu wpisano go w rolę zastępczego ojca Hope. Ten wątek już wybrzmiał, a w zapowiedzi jego nowej serii nie ma niczego interesującego. Iceman nigdy wcześniej nie miał swojego ongoinga, a poza tym wg zapowiedzi Bobby nie będzie w żadnym z drużynowych tytułów, więc to akurat dobry moment na solówkę.

Powiem szczerze, nie ma w tych zapowiedziach niczego, co sprawiałoby, że niecierpliwie czekałbym na premierę którejś z tych serii. Ale brak oczekiwań może sprawić, że będę miło zaskoczony, czego sobie i Wam życzę.
Jednak zanim się przekonamy, X-Men muszą spuścić łomot Inhumans.

Krzysiek "Krzycer" Ceran
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.