Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - X-Men: Bitwa Atomu - Dominik Nowicki

W zeszłym miesiącu do polskich sklepów trafił wielki crossover ze świata X-Men. Czy warto zainteresować się Bitwą Atomu?


Bitwę Atomu ciężko jest oceniać, pozbywając się kontekstu wydania tej historii. A jest to tak naprawdę podstawowa różnica, jeżeli czyta się wyłącznie komiksy wydane w Polsce, aniżeli śledzi poczynania bohaterów Marvela na bieżąco prosto z USA. Przede wszystkim zmienia to już samo podejście do crossovera.

Battle of the Atom zostało dumnie ogłoszone jako celebracja 50-lecia mutantów. Odbyło się to mniej więcej w momencie, kiedy do wiadomości publicznej dochodziły pierwsze doniesienia o konflikcie na linii Marvel–Fox i domniemanym, częściowym wygaszaniem marki X-Men. Fani czekali, szczególnie, że wielkie crossovery dotyczące X-Men takie jak Messiah Complex czy Second Coming zbierały swego czasu świetne recenzje. Czytelnicy mieli prawo oczekiwać czegoś dobrego. Niestety, wyszło jak wyszło. Dosyć huczne zapowiedzi rozminęły się z rzeczywistością, a Bitwa Atomu nie zebrała szczególnie pochlebnych opinii.

Z jednej strony jest to wina samej historii. Komiks opowiada o grupie X-Men z przyszłości, którzy cofają się w czasie po to, aby Oryginalna Piątka X-Men wróciła do swoich czasów, co miałoby zapobiec tragicznej przyszłości. Sam koncept to tak naprawdę nic nowego. Co prawda pojawiają się zwroty akcji, ale w żadnym momencie fabuła nawet nie zbliża się do czegoś wybitnego. Tak naprawdę to prosta opowieść, której zaszkodziło to, że została rozdmuchana do wielkiego wydarzenia i uczczenia 50-lecia marki.

Szczególnie, że Bitwa Atomu ma swoje plusy. Interakcje między postaciami i ich reakcje na swoich odpowiedników z przyszłości wypadają niezwykle przyjemnie. Szczególnie, że za większość z tych scen odpowiada Bendis, który urodził się z talentem do pisania luźnych i naturalnych dialogów. Komiks dostarcza też kilku naprawdę porządnych momentów, które niestety nie robią takiego wrażenia podczas ponownej lektury. Chociaż nie. Fragmenty z Marią Hill to nadal najlepsza rzecz w tym komiksie i znów uśmiechałem się pod nosem.

Przez to, że dostajemy X-Men z przyszłości, dostajemy kilka nowych postaci. Niektóre z nich się sprawdzają, ale większość z nich równie dobrze mogłaby nie wrócić już na łamach komiksów i nikt by nie ucierpiał. Szczególnie czytelnicy. O ile sam pomysł na niektórych bohaterów można uznać za ciekawy, tak wykonanie nie jest najlepsze. Głównie leżą motywacje postaci. O ile postawę teraźniejszych X-Men, czy tych z Oryginalnej Piątki, można zrozumieć, tak jeśli chodzi o przybyszów z przyszłości, cóż… nie wypada to najlepiej. Scenarzyści co prawda starają się dostarczyć backstory, ale samo – "musicie wrócić do przeszłości, ponieważ przyszłość będzie tragiczna, jeśli nie wrócicie" – nie działa. 

Wspominałem, że motywacje X-Men czy Oryginalnej Piątki są zrozumiałe. Niestety nie do końca zrozumiałe są zachowania niektórych z tych postaci. Mam wrażenie, że część z nich została ogłupiona tylko po to, aby historia mogła potoczyć się w kierunku zaplanowanym przez scenarzystów. O ile jeszcze u Wolverine'a można to zrzucić na jego hipokryzję, która od czasu Schism jest jego główną cechą w komiksach Marvela, tak u innych ciężko wytłumaczyć dane zachowania, o których nie za bardzo chcę się rozpisywać, aby nie wchodzić na terytorium spoilerów. 

Jeżeli zaś chodzi o rysunki, to poziom jest strasznie nierówny. Stuart Immonen to czołówka, jeśli chodzi o artystów Marvela, a jego prace idealnie pasują do gatunku superhero. Trochę gorzej wypada Chris Bachalo, acz nie schodzi z porządnego poziomu. Na pochwałę na pewno zasługuje fakt, że jego prace są w Bitwie Atomu o wiele bardziej czytelne niż to, do czego zdążył już przyzwyczaić. Niestety numery tworzone przez Davida Lopeza są w najlepszym przypadku przeciętne, a to, co dostarcza Giuseppe Camuncoli można określić tylko jednym słowem – paskudne. Na kilka stron wpada także Esad Ribic. "Wpada" to dobre słowo, ponieważ widać, że rysował swoje strony od niechcenia. 

O tłumaczeniu za wiele nie mam do powiedzenia. Tyle tylko, że oryginał czytało mi się lepiej. Nie potrafię jednak ustalić, czemu. Czy dlatego, że dialogi Bendisa tracą na tłumaczeniu? A może dlatego, że czytałem historię po raz drugi? Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia.

Czy zatem warto kupować Bitwę Atomu? Tylko jeśli czytacie pozostałe mutanckie komiksy wydawane przez Egmont, wydanie jest wtedy pozycją obowiązkową, gdyż przedstawione tu wątki są kontynuowane potem w poszczególnych seriach. W innym wypadku nie ma to większego sensu. Bitwa Atomu to co najwyżej porządne superbohaterskie czytadło. Nie jest też jakimś kamieniem milowym w historii X-Men. To kolejny zwykły (choć mający swoje reperkusje) rozdział w telenoweli o mutantach. Można przeczytać, ale po co?





Dominik Nowicki
X-Men: Bitwa Atomu
Scenariusz: Jason Aaron, Brian Michael Bendis, Brian Wood
Rysunki: Stuart Immonen, Chris Bachalo, David Lopez, Giuseppe Camuncoli, Esad Ribic i inni
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Liczba stron: 240
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: grudzień 2016
Sugerowana cena detaliczna: 69,90 zł



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.