Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #19 - Inhumans vs X-Men #1




Inhumans vs X-Men #1 
Scenariusz: Charles Soule, Jeff Lemire 
Rysunki: Leinil Francis Yu 
Tusz: Gerry Alanguilan 
Kolory: David Curiel 

Inhumans vs X-Men. Co jeszcze można napisać? Wszystko zawiera się w nazwie. Dwie grupy herosów będą się bić, tak jak biły się podczas Avengers vs X-Men. A jednak wydaje się, że te dwie historie nie mogłyby się bardziej różnić. 

Przede wszystkim Inhumans vs X-Men wynika organicznie z wydawanych od roku komiksów – Terrigen, który wydostał się do atmosfery podczas Nieskończoności zaczął zabijać mutantów. X-Men i Inhumans początkowo się o to pobili, by później zawrzeć rozejm i szukać pokojowego rozwiązania problemu. Takiego rozwiązania nie ma, więc wracamy do walki – tym razem na całego. 

Ale to jest ta kluczowa różnica – Avengers vs X-Men nie miało żadnej podbudowy, Inhumans vs X-Men jest finałem czegoś, co dzieje się od roku. I nie jest to kwestia tylko tego, że był to temat, który poruszano w mutancich tytułach – dostaliśmy również Death of X i Civil War II: X-Men, dwie miniserie pokazujące, odpowiednio, początek tego konfliktu i późniejszą zimną wojnę między mutantami i Inhumans. Ba, nawet wydany parę tygodni temu Inhumans vs X-Men #0 okazał się bardzo porządnym prologiem, a nie jakąś marną zapchajdziurą, jak to często bywa przy numerach zerowych. 

Innymi słowy – rzadko zdarza się, by Marvel wydawał event z tak porządnymi fundamentami. Przejdźmy zatem do samego numeru. Jest to zeszyt podwójnej objętości, skupiający się na dyskusji gromady mutantów – przywódców swoich grup i nie tylko – debatujących o tym, co zrobić z drugą chmurą Terrigenu. Pierwszą zniszczyli w Death of X, teraz okazuje się, że druga zaczyna się rozpadać i wkrótce Terrigen nasyci całą atmosferę Ziemi, sprawiając, że mutanci nie będą mogli na niej dłużej żyć. Dyskusja ta przerywana jest scenami przedstawiającymi różne działania Inhumans – operację ratunkową w Czeczenii, występ w barze Black Bolta, salę tronową Medusy, żegnającej grupkę dzieci, które mają wkrótce przejść terrigenezę. Czytaj – spokojne życie Inhumans, nieświadomych tego, że ich rozejm z mutantami właśnie się skończył. 

Tu dochodzimy do pewnej ciekawej kwestii. Mutanci bez dwóch zdań są w tej historii agresorami. To samo w sobie nie czyni ich "tymi złymi". Mają ku temu świetny powód – jak ujmuje to jedna z postaci, "jeśli nie zniszczymy chmury, wszyscy zginiemy, jeśli ją zniszczymy – parę osób nie dostanie supermocy, więc o czym my w ogóle mówimy?" Ale nie da się ukryć, że działają w sposób, który w historii z prostym podziałem na dobrych i złych umieściłby ich po tej drugiej stronie – atakują niesprowokowani, z zaskoczenia, podstępnie. Ale też X-Men w swoim klasycznym, claremontowskim wcieleniu nie byli typową drużyną tych dobrych superbohaterów, więc podoba mi się to, jak się tutaj zachowują. Poza tym to "atakują z zaskoczenia, podstępnie" można by też ująć innymi słowy: myślą taktycznie, czego szczerze mówiąc od dawna bardzo mi brakowało w drużynowych komiksach superbohaterskich. 

Podsumowując: jestem bardzo usatysfakcjonowany tym zeszytem. Stawki są wysokie, a co ważniejsze – są zrozumiałe. Postaci działają logicznie. Wszystko wynika z sytuacji, którą zdążyły przedstawić inne komiksy. Wydawałoby się, że to minimum, którego trzeba wymagać od każdego eventu, ale... no, przypomnijcie sobie wspomniane na początku Avengers vs X-Men. Czy wiele innych słabych eventów z ostatnich lat, z niekończącym się Civil War II na czele. 

A tutaj – fundament jest porządny, działania starannie zaplanowane. Pierwsza salwa w wojnie mutantów z Inhumans została wystrzelona. Pojedyncze sceny robią bardzo duże wrażenie, czy to kiedy Emma odkrywa karty ("You poor, furry, naive man."), czy to kiedy mutanci wprowadzają swoje plany w życie. Czytałem ten komiks z ogromną przyjemnością. 

Niestety, od razu rzuciły mi się w oczy dwa sposoby, na które scenarzyści mogą spartolić tę historię w następnych numerach. Po pierwsze – jeśli faktycznie zmienią X-Men w "po prostu tych złych". Wydaje mi się, że nie musimy się o to obawiać, ale... no, zobaczymy (znowu, casus Avengers vs X-Men). Po drugie – jeśli urządzenie Forge'a, które jest tu wspomniane, okaże się jakimś odkurzaczem, który wessie chmurę i zamieni ją w coś, co Inhumans będą mogli zamknąć w skarbcu w Attilanie, w którym będą mogli dalej prowadzić terrigenezę. Bo wtedy to będzie idiotyczne, że mutanci nie usiedli z Inhumans i nie powiedzieli im o tym, co właściwie mają zamiar zrobić. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej prawdopodobny, ale to tylko takie zamartwianie się na zapas. Na razie jest dobrze – nawet bardzo dobrze. 

Oczywiście, nie wszystko jest w tym zeszycie idealne. Rysunki Leinila Yu są porządne, ale – może poza jedną rozkładówką z Karnakiem – nie ma tu żadnych obrazów, które wybijałyby się ponad porządną przeciętność. Z drugiej strony nie ma tu również żadnych błędów czy niedoróbek, więc rysunki – ogólnie – wpisujemy do kolumny zalet komiksu. 

Natomiast sama dyskusja ważnych mutantów momentami jest dziwnie napisana. Czasami w oczy rzucają się dziwne dialogi. Krytykująca Storm Emma mówi o pomyśle umieszczenia szkoły w Limbo "have you been to Limbo?", co nie ma żadnego sensu – tak, Storm była w Limbo. Jest tam od ośmiu miesięcy, bywała tam i wcześniej. Można uznać, że to sarkazm – w końcu Emma to sarkastyczna postać – ale nawet wtedy jest to... żenujący sarkazm. To detal, ale takich dziwacznych wypowiedzi jest trochę więcej. 

Dziwny jest również sam dobór mutantów biorących udział w dyskusji. Storm mówi, że "to zgromadzenie reprezentuje wszystkie ważne grupy mutantów". Ale kogo niby reprezentuje Rogue? W Uncanny Avengers poza nią jest tylko dwóch innych mutantów. Kogo reprezentuje Emma? W tym momencie historii chyba tylko siebie (i może jeszcze Havoka, choć ten się tu nie pojawia). I wreszcie – decyzja zostaje podjęta przez głosowanie, co miałoby sens, gdyby nie ta kwestia o "reprezentowaniu grup mutantów". Bo o ile wszyscy pozostali albo mówią za swoje grupy, albo tylko za siebie (jak Emma), o tyle poza Storm jest tu jeszcze Old Man Logan i Forge, czyli grupa Storm ma trzy głosy. Dziwna ta mutancia demokracja. 

To tylko drobne, fałszywie brzmiące nuty, ale jest takich irytujących drobiazgów wystarczająco wiele, by regularnie zgrzytały w trakcie lektury. Ale to nie zmienia tego, że i tak była to diablo satysfakcjonująca lektura. Po roku chowania się po kątach i czekania, aż problem rozwiąże się sam, mutanci ruszyli do ofensywy. Mam z tego ogromną frajdę i szczerze polecam wam ten komiks. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

   


UWAGA: Atom Comics dodaje egzemplarz Marvelowego kalendarza na rok 2017 do każdego zamówienia.









Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.